Nagle stał się gwiazdą „Naszego Nowego Domu”, obce kobiety nie dawały mu spokoju. Po 35 wspólnych latach żona ujawniła kulisy małżeństwa
35 lat razem, a wciąż potrafią mówić o sobie z błyskiem w oku. Barbara i Wiesław Nowobilscy stworzyli nie tylko szczęśliwe małżeństwo, ale także pełen ciepła rodzinny świat. Jedno pozostało niezmienne — uczucie, które połączyło ich przed laty i do dziś jest fundamentem ich codzienności.

Są pary, które po latach wciąż patrzą na siebie tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Barbara i Wiesław Nowobilscy należą właśnie do tego grona. Już w październiku będą świętować 35. rocznicę ślubu, a ich historia niezmiennie zachwyca autentycznością. Wspólne sukcesy, rodzinne szczęście, troje dzieci, siedmioro wnucząt i codzienność budowana krok po kroku sprawiły, że stworzyli coś znacznie cenniejszego niż piękny związek — prawdziwe partnerstwo na całe życie. Dziś, po niemal trzech i pół dekady razem, nadal mówią o sobie z czułością, która rozbraja.
To było spotkanie, które zmieniło wszystko. Tak zaczęła się historia Wiesława i Barbary
Widzowie doskonale znają Wiesława Nowobilskiego jako kierownika budowy z programu „Nasz Nowy Dom”. Na ekranie od lat pomaga innym spełniać marzenia o bezpiecznym i przyjaznym miejscu do życia. Tym razem jednak uwaga skupiła się nie na remontach, ale na jego własnej historii. Wraz z żoną Barbarą pojawił się w programie Halo tu Polsat, gdzie opowiedzieli o swoim małżeństwie. Już w październiku para będzie obchodzić 35. rocznicę ślubu. To imponujący wynik, ale jeszcze większe wrażenie robi sposób, w jaki mówią o swojej relacji. W ich słowach nie było wielkich deklaracji ani patosu. Była za to naturalna bliskość i spokój ludzi, którzy przez lata nauczyli się być dla siebie wsparciem.
Każda wielka historia ma swój początek. W przypadku Nowobilskich wszystko zaczęło się w miejscowości Brzegi. To właśnie tam Barbara przyjechała na wczasy, a ich drogi przecięły się po raz pierwszy. Spotkali się w kościele. „Ja byłem ministrantem. Basia nie pochodzi z gór, jest rodowitą Ślązaczką. Ona przyjeżdżała na wczasy do mojej miejscowości, do Brzegów. I gdzieś ją tam wyhaczyłem”, mówił Wiesław Nowobilski w Halo tu Polsat. Dziś, po niemal 35 latach małżeństwa, wspomnienie tamtego momentu wciąż wywołuje emocje. A Barbara wspomina, że była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Czytaj też: Michał Wiśniewski stanął w obronie byłej żony. Te słowa nie pozostawiają złudzeń

Już wkrótce świętują 35 lat razem. „Wciąż czujemy się jak młode małżeństwo”
Nie oznacza to jednak, że ich wspólna droga była pozbawiona wyzwań. Barbara Nowobilska otwarcie mówiła o specyfice pracy męża. Nagrania programu odbywają się w różnych częściach Polski, co wiąże się z częstymi wyjazdami i nieobecnością w domu. To właśnie ona przez lata musiała mierzyć się z codziennością, gdy Wiesław realizował zawodowe zobowiązania. „Więcej go widuję na ekranie niż w domu. Taką ma pracę. Dużo wyjeżdża, no, co powiedzieć. Nie ma go w domu, chociaż teraz jest w domu, bo remontujemy. Więc mam go na wyłączność, mojego kierownika budowy”, opowiadała. Jak wyznała Barbara w rozmowie z Oliwią Filipek, prace postępują znacznie spokojniej niż w programie. „Oj, nie, nie! On się rozkłada w czasie bardzo!”, zdradziła, rozwiewając wątpliwości, czy słynny kierownik budowy również u siebie działa w ekspresowym tempie.
Ukochana Wiesława Nowobilskiego podkreśla, że rozłąka bywa trudna, ale właśnie dzięki niej każdy powrót męża do domu ma szczególną wartość. Między nimi nie brakuje emocji, ciepła i radości ze wspólnie spędzanego czasu. Być może dlatego po niemal 35 latach małżeństwa wciąż mówią o swoim uczuciu z takim samym zachwytem jak na początku znajomości. „My cały czas się czujemy jak młode małżeństwo”, przyznała Barbara Nowobilska. Trudno o piękniejszy dowód na to, że prawdziwa bliskość nie poddaje się upływowi czasu.
Z kolei Wiesław nie pozostawił wątpliwości. Jak przyznał, jeszcze przed dołączeniem do ekipy Polsatu niemal nieustannie przebywał poza domem — najpierw w Warszawie, później za granicą. Paradoksalnie więc udział w „Naszym Nowym Domu” nie zwiększył liczby rozstań. Wręcz przeciwnie. Jak wyznał, dzięki programowi zaczął bywać w domu częściej niż wcześniej. „Myśmy byli przyzwyczajeni do tego, że ja jestem cały czas poza domem, bo ja bez przerwy wyjeżdżałem. Wyjechałem najpierw do Warszawy, później za granicę - non stop mnie nie było. A jak się dostałem do programu, to właściwie częściej bywałem w domu niż wcześniej”, opowiadał.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

Jak popularność wpłynęła na małżeństwo państwa Nowobilskich?
Popularność Wiesława Nowobilskiego nie ogranicza się dziś wyłącznie do telewizyjnego ekranu. Jak zauważyła Ola Filipek, kierownik budowy z „Naszego Nowego Domu” stał się postacią rozpoznawalną w całej Polsce. Wraz z sympatią widzów pojawiły się również sytuacje, do których jego żona musiała się z czasem przyzwyczaić. Barbara Nowobilska nie ukrywała, że początki nie były łatwe. Szczególnie gdy podczas spotkań z fanami widziała, jak wielkie emocje wzbudza jej mąż. Kobiety chętnie podchodziły, by zamienić z nim kilka słów, zrobić zdjęcie, a czasem po prostu go przytulić. Jak przyznała, na początku wymagało to od niej oswojenia się z nową rzeczywistością.
Dziś jednak wspomina tamten czas z uśmiechem i znacznie większym spokojem. „Na początku było mi trudno się przyzwyczaić. Te wszystkie fanki! »A mogę się do pana przytulić?«, »Ja się muszę do pana Wiesia przytulić!« Dla mnie to był całkiem inny świat, ale teraz już się przyzwyczaiłam do tego. Zawsze staję gdzieś tam z boku i obserwuję, albo robię zdjęcia”, relacjonowała.
Czytaj też: Żona Wiesława Nowobilskiego zrezygnowała z pracy. Wszystko ze względu na „Taniec z Gwiazdami"
Troje dzieci, siedmioro wnucząt i wspólny remont. Tak dziś wygląda ich życie
Najpiękniejszym rozdziałem historii Barbary i Wiesława Nowobilskich pozostaje rodzina, którą przez lata wspólnie stworzyli. Małżonkowie doczekali się trojga dzieci i siedmiorga wnucząt, a rodzinne spotkania coraz częściej zamieniają się w prawdziwe wielopokoleniowe zjazdy.
Wiesław Nowobilski opowiedział o tym za pomocą prostego, ale niezwykle wymownego obrazu. W domu stoi stół, który wykonał własnoręcznie wiele lat temu. Przez długi czas bez problemu mieścił wszystkich najbliższych. Dziś jednak okazuje się, że rodzina rozrosła się na tyle, iż mebel może wymagać kolejnej przebudowy. „Mam stół, który kiedyś, dawno temu zrobiłem, który jest naprawdę duży, ale już chyba trzeba go powiększyć”, mówił Pan Wiesław w Halo tu Polsat.
Trudno o bardziej symboliczny obraz rodzinnego szczęścia. Bo są takie momenty, kiedy sukcesu nie mierzy się popularnością ani zawodowymi osiągnięciami. Czasem jego najlepszym dowodem jest po prostu stół, przy którym zaczyna brakować miejsc dla wszystkich ukochanych osób.

Źródło: Halo tu Polsat