Reklama

Bezkompromisowy dziennikarz, autor 13 książek i człowiek, który przez lata opowiadał historie innych. Tym razem Wiktor Słojkowski sam staje w centrum opowieści, odsłaniając to, o czym wielu wciąż boi się mówić głośno. W książce „Matka nikt” i szczerym wywiadzie wraca do trudnej relacji z matką, samotności oraz życia, które budował na własnych zasadach. Opowiada o bólu, braku akceptacji i emocjach, które nosił przez lata. Nie ukrywa, że zmiana nazwiska była próbą całkowitego odcięcia się od przeszłości. To jedna z najbardziej osobistych, mocnych i poruszających rozmów w jego życiu — tym razem nie o gwiazdach, lecz o własnych ranach, lękach i cenie, jaką zapłacił za spokój.

Wiktor Słojkowski o karierze i doświadczeniu dziennikarskim

– W poprzednim życiu… chciałeś ze sobą skończyć?
Nigdy. Śmierć byłaby utratą kontroli, a to byłoby dla mnie nie do zaakceptowania. Poza tym nie potrafię sobie wyobrazić, że mnie nie ma. Sądzę, że mam zerowe tendencje do samounicestwienia, ale gdybym miał dowód, że po życiu tutaj jest coś więcej i mógłbym spotkać ludzi, których już przy mnie nie ma, zabiłbym się w trzy sekundy, żeby się spotkać z babcią. Gdy tak ci to wszystko opowiadam, mogłabyś pomyśleć, że jestem nieszczęśliwym człowiekiem. Czytelnicy mojej książki też mogą postawić taką diagnozę. Stwierdzić, że poniosłem turboporażkę. Nigdy z nikim nie byłem, z nikim nie jestem i pewnie z nikim nie będę. Żyję z dwoma psami, Józiem i Bolusiem. Nie mam zbyt wielu znajomych, więc nie mam z kim nawet jeździć na wakacje i spędzać świąt. A prawda jest taka, że lubię być sam. Śmieszne jest, jak ludzie reagują na informację o samotnie spędzonym Bożym Narodzeniu. Za każdym razem na ich twarzach maluje się przerażenie. I widzę, że nie wiedzą, jak się mają zachować. A potem mówią, że im przykro i mi współczują. Tylko że mi nie jest przykro, choć kiedyś bałem się samotności i otaczałem się tłumem ludzi. Kiedyś jednak przyszedł taki moment, że nie musiałem chodzić do pracy, bo mogłem pracować z domu. Stopniowo odkrywałem, że to nie obciach pójść samemu do restauracji albo do kina. Pamiętam film, na który pierwszy raz poszedłem sam. To był „Mad Max”, w piątek o godzinie 13. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że na sali siedzi 10 innych osób i one też były same. A potem sam pojechałem na miesięczne wakacje do Nowego Jorku. Udowodniłem sobie, że nie jestem dla siebie taki nudny, jakby się mogło wydawać. [...]

– Może za dużo zastanawiasz się nad tym, co świat myśli o Tobie?
W ogóle się tym nie przejmuję. Zauważam jedynie, że nie jestem dla ludzi na tyle atrakcyjny, żeby spędzać ze mną czas. I mi to nie przeszkadza.

– A na początku książki lista osób, którym składasz podziękowania, jest imponująca.
To są osoby, które wykonały w stosunku do mnie jakiś miły gest czy rzecz, którą będę pamiętać do końca życia.

Czytaj też: Całe jej dzieciństwo było pełne ograniczeń. Skrywała się za jedną rzeczą. TYLKO W VIVIE! przyznaje: "Miałam zakodowaną dużą skalę odporności na cierpienie"

– Porozmawiajmy o Twojej pracy, która polega na rozmawianiu z ludźmi.
Chcesz wiedzieć, jak to jest być dziennikarzem i nie przepadać za spotkaniami z ludźmi?

– Tak, bo ja akurat lubię.
Na co dzień jestem Wiktorem Słojkowskim. A w pracy… wchodzę w rolę dziennikarza. Siadam do rozmowy. Nagrywam. Potem ją spisuję i redaguję. Nagrywam podcasty. Jestem wtedy Wiktorem Dziennikarzem. Ale to trwa godzinę do dwóch, czasem trochę dłużej. A potem wychodzę z tej roli i wracam do swojej autystycznej przestrzeni.

– To nie jest hipokryzja? Nie potrzebujesz ludzi, ale rozmawiasz z nimi i dzięki nim zarabiasz pieniądze?
Może jest. Gdybym miał pomysł na to, co mógłbym w życiu robić innego, pewnie bym to robił.

Wiktor Słojkowski, Viva! 9/2026
Wiktor Słojkowski, Viva! 9/2026 Zdjęcia Rafał Masłow

– Dlaczego wobec tego zostałeś dziennikarzem?
To był przypadek. Chciałem być dziennikarzem newsowym. Najpierw pracowałem w agencji informacyjnej, ale tak szczerze mówiąc, nie była to jednak praca moich marzeń. Zarabiałem bardzo mało, ledwo starczało mi na wynajęcie mieszkania. Zrezygnowałem z tego, nie mając nic. Postanowiłem coś zmienić, żeby mieć pieniądze na szlugi i na jedzenie. Zacząłem pisać do jednego z magazynów. Potem robiłem gazety branżowe – dla sieci sklepów budowlanych, dla dekarzy i tego typu. Z tej pracy też zrezygnowałem, bo ile można pisać o tym, że przesunięto regał z alei trzeciej do czwartej?

– A Ty chciałeś robić wielkie rzeczy?
Już mówiłem, nie wierzyłem, że mógłbym. Ale o regałach też nie chciałem pisać. I wtedy polecono mnie do magazynu „Party”. Poszedłem na spotkanie. Gdy usłyszałem, ile mogę zarobić, zdecydowałem się od razu. Potrzebowałem pieniędzy na życie. Kropka. Żadnej większej logiki w tym nie było. Pamiętam, że matka wtedy powiedziała mi, że nawet jej znajomi mówią, że tak dobrze się zapowiadałem, a tak beznadziejnie skończyłem. Może gdybym zmieniał świat, pomyślałaby, że jestem supergościem. A ja? Ja tylko robię wywiady. Jak pisał ksiądz Twardowski, gdybym umarł, zostałyby po mnie buty i telefon głuchy. Tylko. Gdybym skończył studia z anglistyki, a nie skończyłem, poszedłbym na studia doktoranckie i zająłbym się zagadnieniami teatru absurdu angielskiego.

Czytaj też: Przeżył piekło, dziś odcina się od przeszłości. Tylko w VIVIE! znany dziennikarz porusza wyznaniem: "To, co robiła mi moja matka, było przemocą"

– Chciałbyś komuś zaimponować?
Udowodniłbym wszystkim naokoło, że jestem ambitny i stać mnie na dużo. Kiedyś trochę kpiłem z takich gości, jakim sam się stałem – z samotnych facetów w okolicach czterdziestki z dwoma psami, które zastępują rodzinę, przyjaciół, dzieci. Ale dzisiaj mam takie życie, jakie sobie wybrałem. Przede wszystkim mam święty spokój, o którym zawsze marzyłem. Może kiedyś uda mi się powiedzieć sobie, że jestem z siebie dumny. Zakładam, że kiedyś może jeszcze coś się w moim życiu zmieni. Oprócz jednego. Zawsze będę nienawidził arbuzów. Ona je kocha. W książce napisałem: „Początkowo matka namawiała mnie, żebym przekonał się do tego owocu. Dawałem się przekonać. Widziałem, jak je go łapczywie, a sok ścieka jej czasem aż po brodzie. Strużka ulepu wędruje po szyi, aż przez dekolt, do biustu. Zazdrościłem jej chwilowego szczęścia i doznań, jakie niósł ze sobą owoc. Nigdy jednak nie dałem rady wyzbyć się wstrętu. Mam go do dzisiaj”.

Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 7 maja.

Edyta Górniak, Viva! 9/2026 okładka
Zdjęcia Iza Grzybowska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...