Magdalena Lamparska ujawnia prawdę o swoim dzieciństwie. Historia uwielbianej aktorki wbija w fotel
Magdalena Lamparska nie zwalnia tempa. Po powrocie z planu filmowego na drugim końcu świata stawia na rozwój, nowe wyzwania i świadome życie. Aktorka otwarcie mówi o odwadze, emocjach i drodze, która doprowadziła ją do miejsca, w którym dziś jest. Silniejsza i bardziej świadoma niż kiedykolwiek.

W jej życiu nie ma miejsca na stagnację. Niedawno wróciła z planu filmowego, który realizowany był na drugim końcu świata. Teraz pracuje nad scenariuszem, szuka nowych wyzwań aktorskich i inspiruje kobiety do działania. Magdalena Lamparska nie tylko mówi o zmianie. Ona ją realnie wprowadza w życie. I robi to z odwagą, której trudno nie podziwiać.
Magdalena Lamparska o dzieciństwie i sile doświadczeń
Wiosna? Dla niej to coś więcej niż tylko pora roku. To moment przebudzenia, powrotu energii i przypomnienia sobie, kim naprawdę jest. „To moja ukochana pora roku", przyznaje. Kiedy świat za oknem szarzeje, ona ratuje się kolorami: kwiatami, zapachami, smakami. Bo Lamparska jest kobietą, która żyje w rytmie natury.
Nie bez powodu. Jej dzieciństwo było głęboko zakorzenione w cykliczności pór roku. Spędzane u dziadków chwile nauczyły ją czegoś, co dziś uznaje za fundament swojego życia: pracy, konsekwencji i pokory. Obserwowała, jak powstaje miód, jak zbiera się plony, jak z prostych składników rodzi się coś wartościowego. „Było tak przede wszystkim dzięki dziadkom, do których uwielbiałam przyjeżdżać. Obserwowałam ich przy pracy w gospodarstwie, przy zwierzętach, przy zbieraniu plonów, a potem w kuchni przy robieniu przetworów. No i miód – moi dziadkowie hodowali pszczoły, więc żartuję, że dzieciństwo spędziłam w zagrożeniu słodkiej śmierci. Po drodze do sypialni, w której spaliśmy z kuzynami, stały wielkie kanki pełne miodu, a babcia ostrzegała: „Tylko mi się tam nie utopcie!” [śmiech]. Najlepiej pamiętam smak świeżego chleba z masłem i miodem prosto z plastra", mówi dziś. „Mnie ten czas spędzony u dziadków kojarzy się z otuleniem, ale myślę sobie, że obserwowanie z bliska, ile pracy i wysiłku kosztuje powstanie słoika przetworów czy słoika miodu, też było niezłą lekcją. Do dzisiaj uważam, że ciężką pracą i konsekwencją można zdziałać, jeśli nie wszystko, to na pewno bardzo wiele. Ta powtarzalność pór roku jest dla mnie również o tym, że coś może się po drodze nie udać, nie wyjść tak, jak to sobie założyliśmy, ale właśnie dlatego, że co roku wszystko zaczyna się od początku, dostajemy nową szansę", dodaje.
Ale Magdalena Lamparska nie tylko wspomina. To także kobieta w ciągłym biegu. Tajwan, Włochy, Kalifornia. Każde z tych miejsc zostawiło w niej ślad. Na Tajwanie pracowała nad filmem „Good Death” w reżyserii Atsushiego Funahashiego. To doświadczenie było dla niej niemal metafizyczne. Z kolei Włochy? To jej emocjonalny dom. „Wszystko tam jest mi bliskie", przyznaje bez wahania. A Kalifornia? To mogła być jej alternatywna rzeczywistość. Po maturze miała szansę zostać w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowała jej siostra. Wybrała jednak inaczej. Została w Polsce, dostała się do Akademii Teatralnej i postawiła na rozwój. „To była pierwsza tak poważna decyzja w moim życiu", wspomina.
CZYTAJ TEŻ: Miała 11 lat, gdy straciła ojca. Dziś córka Roberta Leszczyńskiego zachwyca talentem i urodą

Magdalena Lamparska o macierzyństwie
Dziś wie, że była słuszna. Bo to właśnie doświadczenie, edukacja i droga, którą przeszła, dały jej coś najważniejszego. Świadomość siebie. A ta, jak podkreśla, jest kluczem nie tylko w aktorstwie, ale i w życiu. Nie bez powodu w branży mówią na nią „Lampa”. Zawsze ciągnęło ją do światła, do tego, co daje nadzieję. Ale dziś dodaje do tego jeszcze jedno określenie: „Lamparcica”. „Mam odwagę, żeby sięgnąć po swoją moc", mówi wprost.
To zdanie nie jest pustym sloganem. To efekt lat doświadczeń, sukcesów, ale też trudnych momentów. Śmierć ojca, gdy miała dziewięć lat, nauczyła ją pokory wobec życia. Szybkie wejście w świat show-biznesu pokazało, jak wymagająca jest ta droga. A macierzyństwo? To zupełnie nowy rozdział.
Jako mama trzyletniej córki i ośmioletniego syna wychowuje dzieci inaczej, niż sama była wychowywana. Daje im przestrzeń na emocje, uczy nazywać uczucia i akceptować je. „Złość to też emocja, którą trzeba się zaopiekować", podkreśla. I właśnie to podejście chce przekazywać dalej. Nie tylko swoim dzieciom, ale i kobietom. Jako współzałożycielka Fundacji Gerlsy działa na rzecz odzyskiwania dziewczyńskości. Bo, jak mówi, gdzieś po drodze wiele kobiet ją traci. „Jesteśmy nastolatkami, a potem nagle stajemy się kobietami, mamami, żonami. A gdzie miejsce na lekkość, przekorę, dystans?", pyta retorycznie.
Dziś Lamparska wraca do tej energii. I nie ma wątpliwości, że z wiekiem będzie ją tylko wzmacniać. „Czuję się dziewczyną i myślę, że jeszcze bardziej będę się tak czuła, mając 70 lat", mówi z uśmiechem. To właśnie ta mieszanka: dojrzałości, doświadczenia i wewnętrznej wolności sprawia, że Magdalena Lamparska inspiruje. Nie tylko jako aktorka, ale jako kobieta, która nie boi się zmian.
Źródło: Zwierciadło.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE! Modzie. Edyta Zając została odrzucona w Nowym Jorku. To, co stało się chwilę później, zmieniło jej życie
