Litewka dostawał nawet 100 próśb dziennie. Najbardziej bolały słowa: „Pan mi nie pomógł”. Bliscy widzieli, że już nie daje rady
Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku w wypadku, jadąc na rowerze. Miał 36 lat. Poseł Lewicy z Sosnowca był jednym z najbardziej rozpoznawalnych społeczników w Polsce: organizował zbiórki, pomagał chorym dzieciom, rodzinom po pożarach i bezdomnym zwierzętom. Potrafił w kilka godzin zachęcić do pomocy tysiące ludzi. Ale za tą skutecznością kryła się także cena: przeciążenie, bezsilność i wiadomości, które zostawały z nim na długo.

Pierwsze informacje o jego śmierci wstrząsnęły nie tylko światem polityki. Dla wielu osób Łukasz Litewka nie był „posłem z Lewicy”, ale człowiekiem, do którego pisało się wtedy, gdy zawodziło wszystko inne. Według doniesień do wypadku doszło 23 kwietnia 2026 roku na drodze między Dąbrową Górniczą a Sosnowcem; policja przekazywała, że na tamten moment nie było potwierdzonych ustaleń wskazujących na celowy charakter zdarzenia.
Chłopak z Sosnowca, który zaczął od ławek i rozmów z ludźmi
Łukasz Karol Litewka urodził się 9 maja 1989 roku w Sosnowcu. Z wykształcenia był socjologiem, absolwentem Uniwersytetu Śląskiego. Zanim został posłem, przez lata działał lokalnie jako radny Sosnowca. W polityce nie zaczynał od wielkich haseł. Jego pierwsze rozpoznawalne akcje dotyczyły spraw najprostszych: osiedlowych ławek, zaniedbanych miejsc, placów zabaw, rozmów z mieszkańcami.
Według relacji bliskich i znajomych wychował się w Zagórzu, dużej sosnowieckiej dzielnicy. Ojciec pracował jako górnik, mama handlowała warzywami na targowisku. W domu ważne były tradycyjne zasady, rodzina i obowiązki. Ten życiorys pomagał mu później budować wizerunek „chłopaka z sąsiedztwa” — kogoś, kto nie mówi o pomocy z dystansu, tylko sam bierze kartony, przenosi pralkę, organizuje transport albo pisze post, który uruchamia lawinę dobra.
Łukasz Litewka i siła Facebooka. Tak powstała społeczność, która pomagała
Największą siłą Litewki były media społecznościowe. Nie używał ich wyłącznie do politycznej autopromocji. Zbudował wokół siebie społeczność, która reagowała natychmiast: wpłatami, udostępnieniami, ofertami transportu, remontu, sprzętu, jedzenia czy adopcji zwierząt.
Pomagał dzieciom chorującym na SMA, rodzinom w kryzysie, osobom po pożarach, ludziom z niepełnosprawnościami i zwierzętom. Jedna z najbardziej znanych historii dotyczyła zbiórek, w których w krótkim czasie udawało się zebrać ogromne kwoty na leczenie. W artykule dla wyborczej.pl przypomniano m.in. akcję, w której dla dzieci chorych na SMA udało się zgromadzić miliony złotych.
Jego metoda była prosta, ale skuteczna: opowiedzieć historię tak, żeby odbiorca zobaczył człowieka, nie numer zbiórki. Nie krzyczał, nie moralizował, nie zawstydzał. Raczej zapraszał do wspólnego działania. To dlatego wielu ludzi miało poczucie, że nie tylko „wpłaca pieniądze”, ale staje się częścią czegoś większego.
„Ostatni na liście, pierwszy w działaniu”. Kampania, w której promował psy do adopcji
W 2023 roku Łukasz Litewka wystartował do Sejmu z ostatniego, osiemnastego miejsca listy Nowej Lewicy w okręgu sosnowieckim. Wynik okazał się sensacją: zdobył 40 579 głosów i wyprzedził Włodzimierza Czarzastego, który uzyskał 22 332 głosy.
Najbardziej zapamiętano jednak nie sam wynik, lecz kampanię. Na banerach wyborczych Litewka promował psy z sosnowieckiego schroniska. Hasło „Adoptuj mnie” i zdjęcia zwierząt zastąpiły klasyczny polityczny przekaz. Jak podawały media, akcja pomogła znaleźć dom części psów, które od dawna czekały na adopcję.
To był Litewka w pigułce: nawet kampanię potrafił zamienić w interwencję społeczną. Dla jednych był dzięki temu autentyczny. Dla innych — zbyt sprawny w budowaniu emocji wokół siebie. Sam często słyszał zarzuty, że pomaga „pod publikę”. Odpowiedzią były kolejne zbiórki i kolejne historie ludzi, którzy mówili, że bez niego nie daliby rady.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Pomoc, która ratowała innych, zaczęła obciążać jego samego
Z tekstu Anny Malinowskiej w „Dużym Formacie” wyłania się także mniej widoczna strona tej działalności. Litewka miał dostawać nawet około 100 próśb o pomoc dziennie. Każda z nich oznaczała czyjąś chorobę, dramat rodzinny, pożar, cierpienie dziecka albo zwierzęcia.
Najbardziej bolesne były sytuacje, w których nie mógł pomóc wszystkim. Bliscy opowiadali, że zdarzały się wiadomości z wyrzutem: „Pan mi nie pomógł”. Padały też słowa i obrazy, których nikt nie powinien dźwigać sam — w tym zdjęcia zmarłych dzieci. W takich chwilach jego działalność przestawała być tylko piękną opowieścią o skuteczności internetu. Stawała się ciężarem psychicznym.
Znajomi widzieli, że bywa przeciążony. Wspierali go, kiedy dramatów było za dużo. To ważny fragment tej historii: pomaganie może dawać sens, ale może też wypalać, jeśli człowiek każdego dnia mierzy się z cudzym bólem i poczuciem odpowiedzialności za sprawy, których nie da się rozwiązać jednym postem.
Kontrowersje i błędy. Litewka nie był postacią jednowymiarową
Łukasz Litewka budził skrajne emocje. Miał oddanych zwolenników, ale też krytyków. W przeszłości był karany grzywną w sprawie dotyczącej głosowania na projekty budżetu obywatelskiego. Pojawiały się również zarzuty, że niektóre akcje pomocowe były prowadzone zbyt szybko, zbyt emocjonalnie albo bez wystarczającej współpracy z organizacjami.
Jedną z takich spraw była zbiórka na delfinoterapię, z której Litewka wycofał się po krytyce dotyczącej cierpienia delfinów w niewoli. Ta decyzja pokazywała, że działał impulsywnie, ale potrafił też przyznać, że nie wszystko zostało sprawdzone tak, jak powinno.
Nie był klasycznym politykiem partyjnym. Unikał części ideologicznych sporów, mówił własnym językiem i częściej angażował się w konkretne historie niż w wielkie debaty programowe. Dla jednych to była słabość. Dla innych — powód, dla którego mu ufali.
Do końca wierzył w dobro
Historia Łukasza Litewki nie jest tylko opowieścią o polityku, który miał świetne wyniki w social mediach. To historia o samotności ludzi proszących o pomoc, o sile wspólnoty i o cenie, jaką płacą ci, którzy stają się ostatnią deską ratunku.
Litewka pokazał, że wokół jednej historii można zgromadzić tysiące obcych sobie osób. Że ludzie naprawdę chcą razem czynić cuda — pod warunkiem, że ktoś pokaże im, gdzie są potrzebni. Jego śmierć przerwała tę drogę nagle, ale zostawiła pytanie, które wybrzmiewa mocniej niż polityczne spory: jak pomagać tak, żeby ratować innych i nie zgubić przy tym siebie.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Doda nie wierzy w „wypadek” Litewki. Wokalistka z samego rana zamieściła w sieci poruszający wpis. Jej słowa dają do myślenia

Źródła:
Anna Malinowska, „Łukasz Litewka. Ludzie chcą razem czynić cuda”, Duży Format, Gazeta Wyborcza, 23.04.2026
Serwisy informacyjne (m.in. WP Kobieta, Interia) – informacje o śmierci Łukasza Litewki, kwiecień 2026
Profil publiczny Łukasza Litewki (Facebook)
Materiały biograficzne i parlamentarne (m.in. mamprawowiedziec.pl, Sejm RP)