Filip Łobodziński o bolesnej decyzji ojca. „Pominął mnie w testamencie”. Dopiero po śmierci rodzica poznał prawdę
Filip Łobodziński zdobył się na jedno z najbardziej osobistych wyznań w swoim życiu. Dziennikarz, tłumacz i muzyk wrócił do trudnej relacji z ojcem, rodzinnych tajemnic oraz konfliktu o spadek, który – jak ujawnia – od siedmiu lat rozstrzyga sąd. Nie ukrywa, że najbardziej boli go nie sam testament, lecz rozmowa, do której nigdy nie doszło.

Po latach Filip Łobodziński zdecydował się opowiedzieć o sprawach, które przez długi czas pozostawały wyłącznie rodzinną historią. We wpisie opublikowanym po tegorocznym Dniu Ojca i we wspomnieniach zawartych w autobiografii wraca zarówno do bolesnych doświadczeń z dzieciństwa, jak i wydarzeń, które nastąpiły po śmierci ojca. W centrum jego opowieści znalazły się przemilczane rodzinne tajemnice, testament oraz wieloletni spór o zachowek.
Wspomnienie córki stało się początkiem osobistego wyznania
Zanim Filip Łobodziński wrócił do relacji z własnym ojcem, opowiedział o swoim doświadczeniu ojcostwa. Nie ukrywał, że – jak wielu rodziców – popełniał błędy, ale zawsze starał się być obecny w życiu swoich córek.
Szczególnie poruszające miejsce w jego wpisie zajmuje wspomnienie młodszej córki Marii, która zmarła w 2015 roku po chorobie nowotworowej.
„Młodsza od blisko jedenastu lat pozostaje pięknym wspomnieniem. Pamiętam mnóstwo cudownych chwil. Pamiętam też niestety te dni, kiedy było coraz gorzej. Kiedy ostatni raz sama wstała, kiedy ostatni raz była na kontroli w szpitalu, kiedy ostatni raz rozmawialiśmy – na dwa dni przed Jej odejściem. Potem już nie była w stanie mówić” – napisał na Facebooku.
To właśnie od refleksji o ojcostwie rozpoczął opowieść, która z czasem przerodziła się w rozliczenie z własną przeszłością i relacją z ojcem.

Filip Łobodziński o ojcu. „Dla osób z zewnątrz mogło to robić wrażenie hodowli”
Relacja z ojcem była – jak przyznaje – pełna niedopowiedzeń i emocjonalnego dystansu. We wpisie opisał go jako człowieka niezwykle racjonalnego i wymagającego.
„Był to człowiek do szpiku kości racjonalny, bez skłonności do jakichkolwiek pozytywnych uniesień. Do negatywnych owszem – bywał bardzo surowy, jako ojciec, jako mąż, jako współpracownik czy kolega” – napisał na Facebooku.
Łobodziński wspomina również, że dopiero po latach matka zaczęła otwarcie mówić mu o swoich uczuciach, a ojciec okazywał je jedynie sporadycznie.
„Mama długo po rozwodzie rodziców zaczęła wreszcie przyznawać się do miłości wobec swojego dziecka. Ojciec miewał przebłyski uczucia, poza tym rozmawiał ze mną jak z bliskim współpracownikiem” – wspominał.
Swoje dzieciństwo podsumował jednym z najmocniejszych zdań całego wpisu.
„Obydwoje [...] mieli trudności z wyrażaniem ciepłych uczuć wobec mnie, jedynaka; dla osób z zewnątrz mogło to robić wrażenie hodowli” – napisał na Facebooku.
Zobacz też: Kultowy „Duduś” zapłacił wysoką cenę za sławę w PRL-u. „Nic już nie było normalne”
Rodzinne tajemnice wyszły na jaw dopiero po śmierci ojca
Po śmierci ojca Filip Łobodziński odkrył, że wiele ważnych spraw przez lata pozostawało przed nim ukrytych.
Dowiedział się, że ojciec wcześniej stracił córkę z pierwszego małżeństwa. O istnieniu przyrodniej siostry usłyszał dopiero kilka lat po jego śmierci od najmłodszego brata ojca.
Nie doszło również do spotkania z dziadkiem, choć – jak twierdzi Łobodziński – ten chciał poznać wnuka.
„Nie doprowadził do tego, bym poznał mojego dziadka, zanim ten zmarł, gdy miałem siedemnaście lat” – wspominał na Facebooku.
To właśnie przemilczenia i niewypowiedziane historie stały się dla niego jednymi z najboleśniejszych wspomnień związanych z ojcem.
„Pominął mnie w testamencie”. Siódmy rok walki o zachowek
Największy ciężar emocjonalny wpisu dotyczy jednak testamentu.
Filip Łobodziński ujawnił, że ojciec sporządził testament na prawie siedem lat przed śmiercią, ale nigdy nie powiedział mu o swojej decyzji. Tym bardziej że – jak podkreśla – wcześniej obowiązywały między nimi inne ustalenia dotyczące przyszłego podziału majątku.
„Pominął mnie w testamencie na prawie siedem lat przed śmiercią, ale nie zająknął się o tym ani słowem, choć dżentelmeńskie ustalenia między nami były takie, że »moją« część spadku przeznacza docelowo dla swojej młodszej wnuczki” – napisał na Facebooku.
Po śmierci ojca okazało się, że cały majątek został zapisany jego żonie. Gdy Łobodziński wspomniał o należnym mu zachowku, spotkał się z odmową.
„Jego żona (...) gdy po śmierci ojca powiedziała mi o testamencie, a ja wtedy wspomniałem o zachowku, należnym mi z mocy oczywistych i niekwestionowanych przepisów prawa cywilnego, odmówiła i zagroziła, że gdy będę się upierał przy zachowku („bo tak robią tylko ludzie niegodziwi”), to źle się to dla mnie skończy” – relacjonował na Facebooku.
Jak podkreśla, postępowanie sądowe trwa już od siedmiu lat.
„Sprawa w sądzie toczy się siódmy rok” – napisał.
Nie ma wątpliwości, co było dla niego najbardziej bolesne.
„Nie powiedział mi o testamencie, bo bez wątpienia wstydził się swojej decyzji” – ocenił we wpisie.
Ostatnia rozmowa z ojcem i decyzja, która do dziś boli
Choć między ojcem a synem nigdy nie doszło do rozmowy o testamencie, ich ostatnie spotkania pozostawiły w pamięci Łobodzińskiego wiele emocji.
W autobiografii „Filip Łobodziński?” wspomina wizyty w szpitalu. Opisuje, że podczas jednej z nich ojciec poprosił go o zabezpieczenie ważnych plików i archiwum znajdującego się na komputerze.
„Jak wyraźnie powiedział, tylko mnie ufał” – wspomina Filip Łobodziński w autobiografii „Filip Łobodziński?” (wyd. 2024).
Kilka dni przed śmiercią siedzieli jeszcze razem przy szklaneczkach whisky i rozmawiali o literaturze. Nawet wtedy temat testamentu nie padł.
„Ten wielbiciel Conrada nie umiał zachować się po conradowsku” – napisał później na Facebooku.
Po śmierci ojca spełniona została także jego ostatnia wola. Ciało zostało przekazane Akademii Medycznej, dlatego do dziś nie ma miejsca pochówku, które Filip Łobodziński mógłby odwiedzać.
„W rezultacie do dziś nawet nie ma grobu, nad którym mógłbym wylać z siebie gorycz” – przyznał na Facebooku.
Swój wpis zakończył zdaniem, które nadaje całej historii szerszy wymiar i pokazuje, że jego refleksje wykraczają daleko poza rodzinny spór o majątek.
„Ojcostwo nie jest żadnym przywilejem. Jest często wspaniałym, ale obowiązkiem” – podsumował Filip Łobodziński na Facebooku.


Źródła: plejada.pl, fakt.pl, pomponik.pl