"Dom zawsze symbolizował lęk oczekiwań". Tylko VIVIE! Edyta Górniak szczerze o samotności i braku poczucia bezpieczeństwa. Dziś tutaj ma swój azyl
Edyta Górniak zdobyła się na wyjątkowo szczere wyznanie o domu, bezpieczeństwie i miejscach, które dawały jej ukojenie po latach życia w blasku reflektorów. W poruszającej rozmowie artystka wróciła do wspomnień z dzieciństwa i opowiedziała, gdzie naprawdę czuła spokój oraz dlaczego przez lata nie potrafiła odnaleźć swojego miejsca na ziemi.

Dom przez lata był dla Edyty Górniak bardziej symbolem tęsknoty niż bezpieczeństwa. W poruszającym wywiadzie artystka wróciła do miejsc, które dawały jej ukojenie – od dzieciństwa w Ziębicach po życie w Portugalii i Kalifornii. To jedna z najbardziej intymnych rozmów gwiazdy o potrzebie bliskości i poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi.
Edyta Górniak o swoim azylu: gdzie znalazła swój dom na ziemi? | Wywiad VIVY!
– Pamięta Pani dom, w którym poczuła się bezpieczna? Wolna. Dom, do którego tylko Pani miała klucze?
(Milczenie). Nigdy w życiu nie słyszałam takiego pytania, a udzielam wywiadów od 35 lat. Jestem w szoku… Pani Beato, ileż potrzeba wrażliwości, żeby wejść w czyjąś duszę. Nie da się wymyślić takiego pytania. Można je tylko poczuć… Spróbuję przypomnieć sobie ten dom. W pierwszych latach moim ukochanym domem było mieszkanie babci w Ziębicach. Kuchnia, w której babcia robiła pierożki, a ja za każdym razem przyglądałam się zafascynowana, jak ona zręcznie lepi ciasto. Potem nie czułam „domu” przez bardzo długie lata. Kiedy zaczęłam zarabiać pieniądze, postanowiłam kupić ziemię i dom w Konstancinie. Zanim zakończyła się budowa, zostałam zdradzona, więc go sprzedałam. Od tamtej pory zawsze już tylko wynajmowałam. Zwiedzając świat, zakochałam się w Portugalii. Pomyślałam, że jeśli mam być w życiu samotna, to chcę się chociaż budzić w pięknym miejscu. I kupiłam apartament w Portugalii przy polach golfowych. Jeździliśmy tam z moim byłym mężem, synkiem, przyjaciółmi. Kiedy rodzina się rozpadła, przestałam tam jeździć, apartament stoi opuszczony… Rozmawiając teraz z panią, uświadomiłam sobie, że dom zawsze był dla mnie czymś stresującym. Symbolizował lęk oczekiwań. Wątpliwości, czy sama jestem w stanie dać sobie poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że dlatego większość życia mieszkam w hotelach, są niezobowiązujące. Niczego nie obiecują, poza czystością i profesjonalną uprzejmością. Myślę, że najszczęśliwiej mieszkało mi się z Allanem w Kalifornii. Może dlatego, że było daleko od wszystkiego. Od jego trudności i obciążeń jego taty, i od moich obciążeń, czyli mojej mamy. Oboje czuliśmy tam ulgę, spokój i radość. Zupełnie jakbyśmy przenieśli się na inną planetę. Od tamtej pory nie mogę szczerze powiedzieć, że którykolwiek dom był moim przyjacielem. Może ten w górach tylko. Kocham dom mojej Oli, jej męża i dzieci. Będąc u nich, mam poczucie podarowanego bezpieczeństwa. Ale kiedy tylko od nich wychodzę, znowu jestem w swoim survivalu. Ma to sens?
– Ma. I w swojej szczerości jest poruszające.
Ale czuję Dom w różnych miejscach. Na przykład, kiedy dotykam stopami wody. W ogóle kiedy dotykam wody. Kiedy jestem blisko strumieni, jezior, oceanu, czuję się zjednoczona z całym obliczem tego fascynującego świata i to jest moje uczucie Domu. Lub kiedy stoję przed mikrofonem i już zejdzie ze mnie pierwsza trema, wtedy na scenie czuję się jak w domu. Podobnie, gdy mogę podziwiać wschód słońca. Wschód oznacza nowy początek, nowy rozdział, nowe możliwości. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie. Wtedy też czuję się udomowiona. Zaprowadziła mnie pani w rejony, gdzie nie zaglądałam, do rozważań, których nie podejmowałam. Dziękuję.


– Ja mam córkę, Pani – syna. Allan ma 22 lata. Jest Pani gotowa wypuścić go w świat? Odciąć pępowinę?
Syndrom opuszczonego gniazda przeżyłam dużo wcześniej, kiedy mój syn wybrał szkołę wojskową. Miał 14 lat, kiedy opuścił dom. Szybko mnie przyzwyczaił, że ma własne życie. Ale początki były dla mnie bardzo trudne. Mimo ogromnej tęsknoty za nim tłumaczyłam sobie, że ma tylko mnie i musi jak najszybciej się usamodzielnić. Jeśli nie nauczy się decyzyjności i autonomii, a mnie nagle zabraknie, to będzie bezbronny. Więc lepiej, żeby sprawdzał różne ścieżki życia i samodzielnie podejmował decyzje, a także czuł smak ich konsekwencji, póki matka wciąż jest na wyciągnięcie ręki, jako emergency call. Dlatego pozwoliłam mu na tę niezależność.
– Mądrze. W filmie uderzyła mnie jego czułość wobec Pani, uważność.
Potrafi taki być, to prawda. Mnie też za każdym razem to wzrusza. Allan z upływem czasu stał się raczej introwertykiem. Tym bardziej cenię chwile, kiedy się otwiera i pozwala mi zobaczyć, jak głęboko patrzy i ile dostrzega. Mam wrażenie czasem, że czuje się za mnie odpowiedzialny, wiedząc, że jest głównym mężczyzną w moim życiu. I tym najważniejszym. To jest dla niego z pewnością obciążające. Mamy oczywiście cudownych męskich przyjaciół wokół, ojców rodzin, ale myślę, że gdybym poznała wspaniałego mężczyznę, odetchnąłby z ulgą.[...]
– Bardziej żyje Pani tu i teraz czy w przyszłości?
Tu i tam. Uwielbiam budzić się rano. Cieszę się, że znowu widzę drzewa, słońce, kwiaty, że słyszę ptaki, zaparzę ulubioną kawę. Od rana kocham życie. Czasami dotrze do mnie jakaś intryga, która burzy mi tę harmonię, ale szybko ją unieważniam, bo szkoda mi każdego dnia życia. Po spokojnym poranku i przywitaniu się ze światem przechodzę do etapu kreacji i współpracy z zawodowymi partnerami. Sprawdzam także, komu z najbliższych trzeba w czymś pomóc, kogo rozśmieszyć, komu dać motywację do działania albo zrobić niespodziankę. Żyję chwilą, wypatruję biedronek… A jednocześnie wychylam się ku przyszłości. Nie chcę być na scenie aż do samego końca. Póki będę miała siłę i energię, chciałabym stworzyć miejsce do regeneracji dla ludzi, o którym rozmawiałyśmy, bo wiem, że ludzie coraz bardziej tego potrzebują. Na razie wciąż jestem bardzo aktywna muzycznie. Po siedmiu latach wróciłam z nowym utworem w języku polskim. Po ośmiu – na łamy magazynu. Patrząc na entuzjazm zarówno stacji radiowych, jak i fanów z powodu tego powrotu, wiem, że to jeszcze nie jest ten moment. Jeszcze nie mogę zrezygnować. Jeszcze chwilę.
Dziękujemy Biuru Podróży Itaka za pomoc przy realizacji sesji zdjęciowej.
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 7 maja.

