„Dla mnie to było bagno emocji”. TYLKO W VIVIE! Katarzyna Puzyńska ujawnia, dlaczego porzuciła ukochaną serię
Czy sukces może stać się ciężarem? Katarzyna Puzyńska przyznaje, że seria, która przyniosła jej popularność i tysiące wiernych czytelników, z czasem zamieniła się w emocjonalne bagno. Pisarka opowiada o trudnej decyzji, która wymagała odwagi, oraz o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się zło.

Katarzyna Puzyńska ujawniła, że pisanie ma dla niej wymiar terapeutyczny, ale jednocześnie wiąże się z ogromnym emocjonalnym kosztem. Autorka przyznała, że po napisaniu 15 części serii o Lipowie była tak przytłoczona własnymi emocjami przemycanymi do książek, że zdecydowała się zakończyć popularny cykl i poszukać nowej twórczej drogi. Dziś wraca do kryminału z nową energią i innym podejściem do stawiania granic.
Seria o Lipowie stała się dla Katarzyny Puzyńskiej emocjonalnym ciężarem
[...]
Pisanie jest dla Ciebie i pracą, i terapią?
Ma moc terapeutyczną, bo często przemycam w książkach swoje historie, swoje emocje. Ale nie ukrywam, że dużo mnie to kosztuje. Seria o Lipowie była pod tym względem wyjątkowa, bo naprawdę było tam mnóstwo moich rzeczy. W pewnym momencie stała się dla mnie bardzo ciężka. Do tego stopnia, że nie miałam ochoty brać się w ogóle do pracy, bo tak byłam przytłoczona. Dla czytelników była fikcją, a dla mnie bagnem emocji. Wtedy postanowiłam, że muszę napisać coś, co nie będzie ze mną aż tak związane. Uciekłam do fantastyki i pisząc „Chąśbę” czy „Sąpierz”, czułam się, jakbym była na wakacjach. W tych książkach nie było mnie wcale. W nowej serii znów poprzemycałam trochę siebie, ale z umiarem. Tak, myślę, że jednak chyba nauczyłam się trochę stawiać granice (śmiech). Teraz czuję wyzwolenie i radość z pracy, tak jak na początku serii o Lipowie, kiedy jeszcze tego całego mroku tam nie wpakowałam.
Nie bałaś się zakończyć serii, która przyniosła Ci pieniądze, uznanie i rzesze czytelników?
Bałam się. Ale byłam już tym naprawdę zmęczona. Napisałam 15 części. Podjęłam więc decyzję, która wymagała odwagi, ale była nieunikniona.
Mogłaś pisać dalej i odcinać kupony.
Mogłam, ale nie potrafiłam. Wszystko, co robię, muszę robić z sercem. A do tego serca już nie miałam. Jestem wdzięczna mojemu wydawcy, że zrozumiał moją potrzebę ucieczki i nie naciskał. Wtedy odeszłam od kryminału, który jest w naszym kraju niezwykle popularny, i poszłam w tę stronę, którą serce mi dyktowało. Teraz z nową serią znów wróciłam do tego rodzaju książek, w których czuję się najlepiej. Są pisarze, którzy przyglądają się rynkowi i mówią: „O, tendencja jest taka, idę w tę stronę”. A ja jestem trochę staroświeckim naiwniakiem, który uważa, że nie można na zimno kalkulować, że trzeba oddać serce temu, co się robi.

Dlaczego Katarzyna Puzyńska wciąż szuka odpowiedzi na pytanie o źródła zła?
Mówiłaś, że identyfikujesz się ze swoimi bohaterkami… Dobrze, że nie ze złoczyńcami.
A to ciekawe… Wiesz, że większość moich czytelników chciałaby być w książce mordercą? Ja wręcz przeciwnie. Boję się zbrodni, przemocy. Nigdy bym nikogo nie skrzywdziła. I chciałabym wierzyć, że wszyscy są dobrzy… Często więc szukam momentu, w którym zwykły człowiek staje się zły. Bo zawsze jest jakieś wydarzenie, które do tego doprowadza. Splot czynników. Szukam źródła zła. Z wykształcenia jestem psycholożką, weźmy więc za przykład eksperyment więzienny, który przeprowadziła grupa psychologów z Uniwersytetu Stanforda pod kierownictwem Philipa Zimbardo w 1971 roku. Polegał na podzieleniu studentów na „strażników” i „więźniów” w sztucznym areszcie, by zbadać wpływ ról społecznych na ludzkie zachowanie. Badanie przerwano już po sześciu dniach, ponieważ uczestnicy skrajnie zradykalizowali się w swoich rolach – „strażnicy” zaczęli stosować okrutną przemoc psychiczną, a „uwięzieni” przeszli załamanie nerwowe.
Dlaczego nie fascynuje Cię zbrodnia ani przemoc, a jednak Twoje książki traktują właśnie o tym?
Lubię pytanie: dlaczego? To najważniejsze pytanie w całej książce.
A jednocześnie odpowiedź na nie wcale nie jest ani łatwa, ani oczywista.
To prawda. Ale z drugiej strony znalezienie odpowiedzi, dlaczego w danej sytuacji ktoś przekroczył granicę, daje mi – może złudne – poczucie, że jednak to jednostkowy przypadek. W kryminałach lubię też samą zagadkę. Lubię tę grę między mną a czytelnikami. Zostawiam im ślady, a oni próbują znaleźć odpowiedzi. Lubię kryminał również za to, że zawsze można w nim przemycić sprawy istotne do przemyślenia, na przykład problem zdrowia psychicznego.
[...]
Cały wywiad z Katarzyną Puzyńską w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 18 czerwca.
