Reklama

Przez niemal 20 lat byli dla siebie całym światem. Razem budowali dom, dzielili codzienność i snuli plany na przyszłość, wierząc, że najpiękniejsze chwile wciąż są przed nimi. Kiedy Włodzimierz Podruczny odszedł po walce z chorobą nowotworową, nic już nie było i nie jest takie samo. Dziś Małgorzata Kalicińska z niezwykłą szczerością i spokojem opowiada Katarzynie Piątkowskiej o miłości, która nie kończy się wraz ze śmiercią, o życiu po stracie i tęsknocie za zwyczajnością, której najbardziej jej brakuje. To jedna z najbardziej poruszających rozmów, jakie kiedykolwiek dała – pełna bólu, czułości i nadziei, że nawet po największym pożegnaniu można odnaleźć sens kolejnych dni.

Tylko w VIVIE!: Małgorzata Kalicińska o codzienności po stracie męża:

– Czy można się przygotować na odejście bliskiej osoby?
Niby trzeba, ale to zawsze jest takie trudne… Włodek zmarł w moich ramionach. Bez żadnych hospicjów, bez szpitali. W domu, u siebie. On spał. Ja się przytuliłam. Chwilę później zobaczyłam, jak żyłka na jego szyi zatrzepotała i się zatrzymała. Zdążyłam mu jeszcze nagadać do ucha słów o miłości i tak mi umarł. Jestem niewierząca, ale używam tu określenia, że poczułam wtedy taki stan łaski i on pod tą morfiną też. A potem wylazła ze mnie racjonalna Małgosia i od razu zaczęłam zajmować się formalnościami. Bo to piątek był…

– Opowiada Pani o tym bardzo spokojnie.
Bo to jest ta część życia, która już nie ma łączności z tym czarem, jaki nas otaczał, gdy byliśmy ze sobą. Wie pani, u nas w rodzinie nie ma tematów tabu. Żartujemy ze wszystkiego.

– Nawet ze śmierci?
Pewnie. Kiedyś powiedziałam synowi, żeby po mojej śmierci przerobił mnie na brylant. A on powiedział, że co najwyżej może z ojcem przerobić mnie na bimber. Jestem panią od biologii. Nie wierzę w życie pozagrobowe. Uważam, że pierwiastki muszą pójść do ziemi i potem dać życie jakimś nowym roślinkom czy zwierzątkom. Ale muszę przyznać, że wierzyć w te wszystkie pozagrobowe historie jest bardzo przyjemnie po prostu i to ułatwia życie.

– W co więc Pani wierzy?
Że kiedyś tam spotkam się z Włodkiem w Nowej Zelandii. Dużo podróżowaliśmy, nawet jak już chorował. I chcieliśmy pojechać właśnie tam. Kazałam mu więc tam na mnie czekać z reinkarnacją.

Czytaj też: TYLKO W VIVIE! Weronika Rosati opowiada o życiu między Los Angeles a Warszawą. Tego nie pokazuje na Instagramie. "Ameryka to dom, który mam w genach"

Małgorzata Kalicińska, VIVA! 13/2026
Małgorzata Kalicińska, VIVA! 13/2026 Krzysztof Opaliński

– Myśli Pani o sobie „wdowa”?
Mówię o sobie „wdowa” tak, jakbym mówiła, że noszę rozmiar 42. Bez żadnego ładunku emocjonalnego. Ale nie lubię słów związanych z odchodzeniem. „Umarł”. „Śmierć”. Są takie zimne, bezosobowe i… ostateczne. Nieładne po prostu.
– Co zatem w zamian?
„Zszedł do Hadesu”. Znacznie lepiej mi z takim stwierdzeniem.

– Oswoiła już Pani nową rzeczywistość, w jakiej przyszło Pani żyć?
Cały czas oswajam, ale wydaje mi się, że przy tak wielkim uczuciu, jakie nas łączyło, bo przeżyliśmy nieprawdopodobnie piękną historię, ostateczne oswojenie tej sytuacji jest niemożliwe. My się prawie nigdy nie kłóciliśmy, byliśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Teraz jestem taka podwójna w środku. Z jednej strony prowadzę normalne życie. Jadę na antydepresancie, więc żartuję, śmieję się, rozmawiam z ludźmi, piszę. Natomiast jak się zagłębię w sprawy Włodkowe, to z nosa mi cieknie, oczy mam mokre i głos mi się łamie. Ale to nie jest tak, że po tych lekach fikam ze szczęścia kankana, bo to nie są euforianty, ale dzięki nim nie nurkuję w odmętach rozpaczy, tylko unoszę się na powierzchni, jakbym miała na sobie kapok.

– Czego Pani najbardziej brakuje?
Wszystkiego. Poprzedniego życia. Każdego rytuału, który mieliśmy. Włodka nie ma, nie ma i rytuałów.

Czytaj też: Walczyła o niego do końca, odszedł w jej ramionach. Tylko w VIVIE! Małgorzata Kalicińska o pożegnaniu z mężem: „Zdążyłam jeszcze nagadać do ucha słów o miłości”

– Myśli Pani o przyszłości?
Dużo o teraźniejszości. O przyszłości o tyle, żebym miała siłę ciągnąć to wszystko, ten dom, tę wielką działkę. Ten rok pokazał mi, że radzę sobie, ale czy tak będzie zawsze?

– Sprzeda Pani dom, który razem zbudowaliście?
Bardzo lubię ten nasz zakątek, ale gdy przyjdzie moment, że nie będę mogła go obsługiwać fizycznie, jak się zestarzeję i stanę się spróchniałą starszą panią, to o tym pomyślę. Chyba że jeszcze ktoś się w moim życiu się pojawi i mi pomoże. Na razie jestem tu. Są koty, pies, przyjeżdżają dzieci.

– Ma Pani przestrzeń na pisanie?
Piszę teraz nie-treny. Na przykład taki z października „Zostawiłeś okulary”:
„Serio to napisałaś?/ Serio, bo tu leżą/ Ale mi już nie są potrzebne/ Wiem, ale zostawiłeś/ Złotko, to brzmi jak wyrzut/ Nie. A może trochę…/ bo one są, a Ciebie nie ma”. Nazwałam to moje pisanie „epiematy”, bo łączą epikę i poemat. Może kiedyś je wydam. Na razie swoją żałobę w nich wywalam. Łatwiej mi dzięki temu funkcjonować.

Cały wywiad w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 2 lipca.

Małgorzata Kalicińska, VIVA! 13/2026
Małgorzata Kalicińska, VIVA! 13/2026 Krzysztof Opaliński
Weronika Rosati, VIVA! 13/2026 okładka
Weronika Rosati, VIVA! 13/2026 okładka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...