Mariola Bojarska-Ferenc od lat idzie pod prąd, przełamuje tabu i konsekwentnie realizuje swoją misję promowania zdrowego stylu życia. Udowadnia też, że dojrzałość nie musi oznaczać rezygnacji z marzeń, lecz może być początkiem kolejnych wyzwań. Teraz prowadząca „VIVA! Bez Tabu” zdecydowała się na coś zupełnie nowego — dołącza do „Królowej przetrwania”. Specjalnie dla VIVY! opowiedziała, dlaczego właśnie teraz powiedziała „tak”, czego obawia się najbardziej i co chce udowodnić samej sobie.
WIDEO…
Mariola Bojarska-Ferenc mówi sobie: „Teraz albo nigdy”
Są takie momenty, kiedy człowiek przestaje pytać: „czy wypada?”, „czy to dobry moment?”, „czy dam radę?”. Zaczyna natomiast zadawać sobie zupełnie inne pytanie: „jeśli nie teraz, to kiedy?”.
Mariola Bojarska-Ferenc doskonale o tym wie. Przez lata przyzwyczaiła nas do wizerunku kobiety, która zamiast jedynie opowiadać o aktywnym życiu, była i jest, jego najlepszą wizytówką. Sport był obecny w jej codzienności od najmłodszych lat — od gimnastyki artystycznej, przez wielogodzinne treningi i obozy sportowe, aż po konsekwentną pracę nad własnym ciałem. To ikona zdrowego stylu życia i prekursorka fitnessu, ekspertka life balance. Nie tylko inspiruje miliony Polek i Polaków do dbania o ciało i ducha, ale również zaraża pozytywną energią.
Teraz zdecydowała się wyjść poza świat, który dobrze zna. Jednym z powodów przyjęcia propozycji udziału w „Królowej przetrwania” okazało się miejsce, z którym wiążą ją osobiste wspomnienia. „Przede wszystkim zadecydowało o tym fantastyczne miejsce. W RPA byłam 38 lat temu. Jako młoda dziewczyna pojechałam tam z Andrzejem Rosiewiczem podczas jego tournée. Pomyślałam, że po tylu latach bardzo chciałabym zobaczyć Republikę Południowej Afryki ponownie” — mówi nam Mariola Bojarska-Ferenc.
Ale powrót w miejsce sprzed lat to tylko jeden z powodów. Drugi jest znacznie bardziej osobisty. W rozmowie z VIVĄ! Mariola nie ukrywa, że w tej decyzji ważną rolę odegrała również świadomość upływającego czasu. Czuje, że jeśli chce przeżyć tak intensywną i nieprzewidywalną przygodę, właśnie teraz jest na to odpowiedni moment.
„Mam pięcioro wnucząt i zdaję sobie sprawę, że młodsza już nie będę. Pomyślałam więc, że to taki mój last minute na nieprzewidywalny i dość intensywny program. Póki mam kondycję, chęć i energię, chcę spróbować. Jestem cała happy i chcę pokazać wnukom, jaką mają fajną babcię na luzie — z dystansem do siebie, jajcarę, która potrafi odnaleźć się w każdym środowisku i w każdych warunkach. A życie pokaże, jak będzie” — tłumaczy specjalnie dla VIVA.PL.
Mariola Bojarska-Ferenc o relacjach z uczestniczkami. „Mam nadzieję, że zrozumieją mój sarkazm”
W programie Mariola znajdzie się w gronie kobiet, które różnią doświadczenia, wiek i temperament. Perspektywa poznania nowych osób raczej ją ciekawi, niż onieśmiela. Ma jednak świadomość, że jej charakterystyczne poczucie humoru nie każdemu musi od razu przypaść do gustu.
„Mam nadzieję, że dziewczyny będą miały dystans do siebie i zrozumieją mój sarkazm. Ci, którzy dobrze mnie znają, mówią, że operuję nim na dość wysokim poziomie. Ktoś może nie zrozumieć mojego żartu i poczuć się urażony” — mówi nam Mariola Bojarska-Ferenc.
Właśnie z tą szczerością, dystansem i naturalnością chce wejść do programu. Nie zamierza jednak udawać kogoś, kim nie jest. „Taka już jestem — prawdziwa, bezpośrednia i zawsze mówię to, co myślę” — dodaje.
Mariola Bojarska-Ferenc w „Królowej Przetrwania” czego się obawia?
Mariola Bojarska-Ferenc przez całe życie jest aktywna fizycznie, ale w rozmowie z nami bez problemu wskazuje swoją słabszą stronę. „Mam bardzo słabiutkie ręce. Mam mocne nogi, ale ręce mam jak niemowlak słabe. Czy ja sobie poradzę tam w tych różnych siłowych rzeczach?” — zastanawia się.
Niepewność nie odbiera jej jednak entuzjazmu. Udział w programie traktuje przede wszystkim jako przygodę i doświadczenie, które ma sprawić jej radość. „Traktuję to jako fantastyczną zabawę. To świetny producent, jakim jest Rinke Rooyens. Mam też zaufanie do TVN. Wiem, że to będzie fajna zabawa, zrobiona na fajnym poziomie” — podkreśla.
Same warunki nie budzą w niej większego lęku. Więcej emocji wywołuje to, czego nie sposób przewidzieć — zwłaszcza bliskie spotkania z egzotyczną przyrodą. „Same warunki mnie nie przerażają. Choć przyznam, że nawet w hotelu trudno mi zasnąć w nowym miejscu. Bardziej zastanawia mnie to, co może wydarzyć się wokół — spotkanie oko w oko z egzotycznymi zwierzętami byłoby dla mnie zdecydowanie większym wyzwaniem. Do tego dochodzi jeszcze robactwo, za którym, delikatnie mówiąc, nie przepadam. Ale właśnie po to tam jadę — żeby sprawdzić siebie również w takich sytuacjach” — mówi Mariola Bojarska-Ferenc.
Właśnie wejście w zupełnie nieznaną rzeczywistość było jednym z powodów, dla których zdecydowała się przyjąć propozycję. Ciekawości świata nigdy jej nie brakowało, choć sama z uśmiechem przyznaje, że kiedyś jej gotowość do egzotycznych doświadczeń szybko została wystawiona na próbę. „Kiedyś chciałam być trochę jak Martyna Wojciechowska. Na Bali próbowałam przekonać się do lokalnych smaków i tego całego świata, który dla mnie był wtedy bardzo egzotyczny, ale szybko okazało się, że nie wszystko przychodzi mi z łatwością. Tym razem chcę sprawdzić siebie znacznie bardziej. To jest dla mnie także wyzwanie emocjonalne, czy dam sobie radę. A poza tym jest to fajne wariactwo” — mówi Mariola Bojarska-Ferenc w rozmowie z VIVĄ.PL.
Mąż już szykuje jej własną szkołę przetrwania
Przygotowania do programu mają w domu Marioli również zdecydowanie lżejszy wymiar. Dziennikarka z uśmiechem opowiada, że jej mąż, Ryszard Ferenc, urządził jej własną szkołę przetrwania. „Mąż przygotowuje mnie do wyjazdu — ogranicza mi jedzenie i zamyka na balkonie w namiocie. Oczywiście to wszystko żarty” — mówi z uśmiechem.
Brak dobrej kuchni może być dla niej jednym z bardziej odczuwalnych elementów tej przygody. Mariola nie ukrywa, jest jej wielką miłośniczką, ale ciekawość tego, co czeka ją na miejscu, zdecydowanie bierze górę nad przywiązaniem do codziennych wygód. „Właśnie dlatego jadę — żeby się sprawdzić. Czuję, że to jest ten moment. Za kilka lat być może nie zdecydowałabym się już na taki program, a dziś cieszę się, że mogę w nim uczestniczyć. Naprawdę nie mogę się doczekać” — mówi Mariola Bojarska-Ferenc.
Ryszard Ferenc będzie trzymał za nią kciuki. „Jest bardzo troskliwy”
W domu Ferenców perspektywa kilku chwil osobno nie urasta do rangi wielkiego wydarzenia. Po latach wspólnego życia Mariola i Ryszard potrafią podchodzić do takich sytuacji z dystansem, spokojem i właściwym sobie poczuciem humoru.
„My nie traktujemy tego jak rozłąki, raczej jak odpoczynek. Taki oddech czasem każdemu dobrze robi. Ryszard uwielbia czytać książki, więc na pewno nie będzie się nudził. Zresztą mądrzy ludzie potrafią dobrze czuć się również we własnym towarzystwie” — mówi nam z uśmiechem.
Za tym spokojem kryje się jednak troska. Mariola wie, że podczas jej wyjazdu mąż będzie mocno trzymał za nią kciuki. „On jest bardzo troskliwy. Najbardziej martwi się o to, żeby nic mi się nie stało, żebym się nie przewróciła, nie zrobiła sobie krzywdy albo nie miała jakiegoś niebezpiecznego spotkania ze zwierzęciem. Mocno mnie wspiera” — przyznaje.
W jej głosie zdecydowanie więcej jest jednak ekscytacji niż niepokoju. Wie, że czeka ją doświadczenie dalekie od codzienności — i właśnie to pociąga ją najbardziej. „Takiego pozytywnego wariactwa na tym etapie życia było mi potrzeba” — podsumowuje.