TYLKO U NAS!

„Po urodzeniu dziecka coś we mnie odblokowało”, mówi Marta Żmuda Trzebiatowska

Co jeszcze zdradziła nam aktorka?

Beata Nowicka 21 lipca 2019 16:01
Marta Żmuda Trzebiatowska
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

Marta Żmuda Trzebiatowska tylko u nas opowiada Beacie Nowickiej swojej roli w „Mowie ptaków” Xawerego Żuławskiego, o tajemniczym spotkaniu dziesięć lat temu z Andrzejem Żuławskim, o tym jak się czuje jako „Blondynka” i dlaczego miała kryzys, po urodzeniu synka.

Beata Nowicka, VIVA.PL: Kiedy zobaczyłaś siebie w lustrze, w lśniącym blondzie przeżyłaś szok?

Marta Żmuda Trzebiatowska: W ogóle nie było szoku, ponieważ szalenie cieszyłam się, że mogę w końcu coś zmienić. Poczułam się wolna... Długo nosiłam się z pomysłem nowego koloru włosów, ale aktorzy w Polsce robią często tysiąc rzeczy w tym samym czasie: masz kontynuację w jakimś serialu, wciąż grasz jakiś spektakl, nie możesz nagle...

... dokonać metamorfozy i przyjść do teatru z rudym jeżem na głowie. Ale rola w serialu „Blondynka” dała Ci szansę.

Dokładnie. Dlatego cieszę się, że wymóg zmiany koloru przyszedł z góry i trzeba było znaleźć moment w kalendarzu, kiedy różne wątki w serialach się domykają i nie koliduje to z pracą w teatrze. Nawet jeśli ta metamorfoza jest tylko na chwilę, ja bardzo się z niej cieszę. Mojemu mężowi się podoba, a ja czuję się inaczej. Mam nawet wrażenie, że założyłam czapkę niewidkę.

Dlaczego?

Ludzie naprawdę nie rozpoznają mnie na ulicy albo rozpoznają z opóźnieniem, kiedy jestem już pięćset metrów dalej. To ciekawa odmiana. I przyjemne uczucie (śmiech).

Czujesz się czasami jak blondynka z dowcipów?

Nie kieruję się stereotypami. Widzę jednak, że ta zmiana uwolniła nowe emocje i podejście – pozwalam sobie na mniejszy rygor, jestem bardziej swobodna, „zakręcona”, zapominam o niektórych rzeczach… Może faktycznie to kolor włosów tak na mnie wpłynął? (śmiech).

 Jak znalazłaś się na planie Xawerego Żuławskiego?

To bardzo długa historia. Ma związek z ojcem Xawerego, Andrzejem Żuławskim i spotkaniem, które odbyło się ponad dziesięć lat temu, kiedy byłam świeżo upieczoną studentką Akademii Teatralnej. Sądzę, że to nie ja powinnam ci o tym opowiedzieć, z moich ust zabrzmiałoby to kabotyńsko. Mogłaby to zrobić Marta Kownacka, reżyserka castingu, która była obecna przy tym spotkaniu i która po latach opowiedziała mi tę historię. W skrócie powiem tak - wiem, że zostałam obsadzona w filmie niejako za sprawą Andrzeja Żuławskiego.

Brzmi intrygująco.

Tamto spotkanie było dla mnie wyjątkowe. Andrzej Żuławski zrobił na mnie kolosalne wrażenie jako człowiek, twórca, filozof. Od tamtej chwili żyłam jego twórczością nie tylko filmową, ale też literacką.

 I po latach zadzwonił Xawery?

To był magiczny moment: urodziłam dziecko i planowałam roczny urlop macierzyński, aby odpocząć od wszystkiego i zastanowić się na spokojnie, czy chcę jeszcze być aktorką.

 Zaskoczyłaś mnie.

Miałam lekki kryzys, ale to jest normalne w tym zawodzie. Stanęłam pod ścianą, zadając sobie pytania czy to co robię ma sens, czy tędy droga, czy może powinnam robić w życiu coś innego? Cieszyłam się, że mam rok na przemyślenia i dałam sobie prawo, żeby się nad wszystkim zastanowić. I pewnego dnia, pamiętam dokładnie, że było to trzy miesiące po urodzeniu Brunia, dzwoni telefon. Marta Kownacka, reżyserka obsady, zaprasza mnie do projektu Xawerego. Ale to zaproszenie było poprzedzone spotkaniem z reżyserem, który chciał mnie poznać. Chciał zobaczyć kim jestem, jak mówię, jak gestykuluję, jak się zachowuję. To nie był klasyczny casting, w którym musisz przygotować jakąś scenę, a potem ją zinterpretować, lecz luźna rozmowa, podczas której Xawery nagrywał mnie kamerą. Bardzo ciekawe, zupełnie nowe doświadczenie.

 Spodobałaś się.

Zaprosił mnie do współpracy. Nie wiem czy Xawery to pamięta, ale powiedziałam mu wtedy, że to jest niesamowite, gdyż ta propozycja przychodzi w takim momencie mojego życia, kiedy ja nie wiem, czy chcę być aktorką. A on na to odpowiedział, że jego ojciec właśnie siedzi na chmurce i mówi: „Chcesz, chcesz, nawet nie wiesz jak bardzo chcesz” (śmiech).

Niewiarygodne.

Pomyślałam wtedy, że bez względu na to, co z tego wyjdzie – nie widziałam jeszcze filmu, nie wiem co i jak zagrałam; otrzymałam tylko wiadomości od kilku osób, z których zdaniem się liczę, że „gratulują mi wspaniałego filmu i pięknej roli” – że chcę robić takie rzeczy, chcę grać w takich filmach.

 Kogo grasz w „Mowie ptaków”?

Kiedy powiem, że gram rolę Jakubcowej, nic ci to nie powie. To jest niezwykłe, że Andrzej Żuławski pisząc swój tekst parę lat temu, przewidział to, co dzieje się w Polsce dzisiaj. Ten film jest bardzo aktualny, przenikliwie opisuje obecną sytuację w naszym kraju, to po pierwsze. Po drugie, podczas spotkań z Xawerym i przygotowań do roli, zobaczyłam, że film będzie nie tylko hołdem dla twórczości Andrzeja Żuławskiego, ale i jego osobistym wspomnieniem ojca.... Tam jest coś z ducha bohaterów jego różnych filmów. Często przy konkretnych scenach Xawery mówił mi, który film ojca mógłby być inspiracją i jaka konkretna scena mogłaby być pomocna do zagrania tego. Sama też próbowałam dotknąć czegoś z filmów Andrzeja Żuławskiego. Do tego zabawne, bo gram kobietę w zaawansowanej ciąży...

Pomyślałaś, że to jakiś znak?

Pomyślałam, że wszystkie nasze życiowe decyzje, wybory zawodowe, które dla ludzi z boku czasem wydają się kuriozalne, mają jednak głębszy sens. I że pewne rzeczy uruchamiają się dopiero we właściwym momencie. Po urodzeniu dziecka coś się we mnie odblokowało, ogarnął mnie totalny luz wobec wszystkiego, co się wokół mnie dzieje i nagle pewne rzeczy zaczęły się zdarzać. Myślę, że Xawery nie zaprosiłby mnie do projektu, nie pomyślałby o mnie, gdyby nie moje spotkanie z Andrzejem Żuławskim 10 lat temu. Spotkanie, z którego wtedy nic nie wyszło, nic się po nim nie wydarzyło, ale pracowało na ten moment teraz.

 Pewnie Andrzej Żuławski na tej chmurce macha nogami z zadowolenia, że cię w tym filmie zobaczył.

Nie wiem, mam taką nadzieję. Chciałabym. Podczas zdjęć niesamowicie czuło się jego obecność. Człowiek był gotów robić naprawdę szalone rzeczy. Może dlatego, że Xawery ma niesamowitą energię, która sprawia, że chcesz dać z siebie wszystko? Był też pierwszym reżyserem, który zapytany podczas próby o sugestię, potrafił odpowiedzieć: „Nie wiem. Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Ale nie martw się. Nie ty masz się nad tym zastanawiać, to ja mam wymyślić jak to ma być i dać ci odpowiednią uwagę, żebyś tak to zagrała”. Z taką reakcję spotkałam się pierwszy raz w życiu. Do tej pory pracowałam z reżyserami, którzy chcieli, by to aktor przynosił tysiąc propozycji. Xawery totalnie działał na emocje, ja nie zastanawiałam się jak gram, tylko płynęłam na fali razem z nim.

Czujesz, że macierzyństwo zmieniło cię na zawsze?

Tak, bezpowrotnie. Nic nie jest już dla mnie takie ważne jak syn. Porażki czy sukcesy - to już nie zaprząta mojej głowy, nie zajmuje pierwszego miejsca. Co ma być, to będzie, zawodowo oczywiście. Praca jest ważna, kocham ją, bez niej nie byłabym również spełnioną mamą, ale dzisiaj mam w sobie totalny spokój. A po pracy wracam do domu, w którym czekają na mnie błękitne oczka, uśmiech na twarzy małego chłopca i powitanie „mamusia”. Nie ma nic piękniejszego! Dlatego łatwiej mi odpuszczać, przestałam się bać, że coś mi w życiu ucieknie, że coś przegapię. I jeśli jakiś zawodowy projekt się nie wydarzy, nie szkodzi, więcej czasu spędzę z dzieckiem. Tak to czuję.

 Jest w tym filmie – i wokół tego filmu - jakaś magia. Wierzę, że twoja rola w „Mowie ptaków” coś dobrego Ci potem przyniesie.

Nie nastawiam się, w ogóle nie mam takiego myślenia. Zagrałam najlepiej jak umiałam. I cieszę się, że mogłam zagrać w tym filmie. Moja rola jest niewielka, drugoplanowa, ale dla mnie wyjątkowa i w wyjątkowym momencie mojego życia. Jedna z najpiękniejszych przygód zawodowych jakie przeżyłam.

Marta Żmuda Trzebiatowska, Viva! listopad 2015
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

Marta Żmuda Trzebiatowska z mężem, Kamilem Kulą

Marta Żmuda Trzebiatowska, Kamil Kula, najgorętsze pary show-biznesu
Fot. East News

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.