O TYM SIĘ MÓWI

„Myślałam, że to nowa dziewczyna” Mama Macieja Musiała podbija Instagram!

„Jak siostra z bratem”

Gabriela Czernecka 1 czerwca 2019 09:47

Mama Macieja Musiała gwiazdą Instagrama! Aktor Rodzinka.pl podzielił się wspólnym zdjęciem z mamą, które wykonano podczas spaceru. Internauci opiewają w zachwytach nad urodą mamy Maćka. „Myślałam, że to nowa dziewczyna”, pisze jeden z nich. „Jak siostra z bratem”, dodaje drugi. Kim jest mama Maćka Musiała? Poznajcie bliżej Annę Markiewicz-Musiał!

Mama Maćka Musiała - kim jest Ana Markiewicz-Musiał?

Internauci po raz kolejny oszaleli na punkcie wyglądu mamy Macieja Musiała. Za każdym razem jej zdjęcia z synem wywołują spore emocje, tym razem nie mogło być inaczej. Maciej Musiał podzielił się z fanami fotografią z mamą, którą wykonano podczas ich wspólnego spaceru. Fani opływają w zachwytach nad mamą aktora: „Myślałam, że to nowa dziewczyna”, pisze jeden z nich. „Jak siostra z bratem”, zauważa drugi.

Kim jest mama Macieja Musiała? To aktorka, poetka, a także absolwentka filologii polskiej oraz podyplomowych studiów polityki i zarządzania oświatą. Wraz z mężem, również aktorem Andrzejem Musiałem założyła Teatr Kuffer. Jak sama wspomniała w jednym z wywiadów, sam pomysł wziął się z życia: „Stwierdziliśmy, że trzeba jakoś dorobić, by starczało nam na pieluchy, dlatego założyliśmy prywatny teatr, w którym robiliśmy sztuki dla dzieci”.

Co ciekawe, pięć lat temu Anna Musiał i Maciej Musiał udzielili Olivierowi Janiakowi wywiadu dla magazynu VIVA! Przypominamy tę poruszającą rozmowę, o tym, jak syn odnalazł wiersze matki. Jak postanowił je  wydać, by się jej odwdzięczyć za miłość. Maciej Musiał, idol nie tylko nastolatek, i  jego piękna, młoda mama Anna w rozmowie, jakiej nie było. Przed wami porcja emocji i  wzruszeń.

Wywiad Macieja Musiała i Anny Musiał dla magazynu VIVA!

Maćka znają wszyscy. Ponad 10 lat gości w naszych domach. Najpierw w reklamach. Jeszcze jako dziecko. Soki i pasty do zębów. Potem w serialach. Wreszcie w programach telewizyjnych. Czasem jako gość, teraz częściej jako prowadzący. Najbardziej lubią go z seriali. Zwłaszcza z tego, co dotyka, z cudnym dystansem, samej esencji życiowego sedna: rodziny. Konkretnie „Rodzinki.pl”. 

Pomyślałem o  tym, kiedy zajrzeli do mojego gabinetu. Anna Musiał i jej jedyny syn, Maciek. Zobaczyłem w nich swoją przyszłość: rodzica skazanego na porażkę. Co bym nie uczynił, moi synowie któregoś dnia wyprowadzą się z domu. Co bym nie zrobił, zawsze będą w kontrze. Możemy im tylko nie popsuć życia, skupić się na pokazywaniu możliwości. Przed niczym ich nie uchronimy. Niczego im nie zabronimy. Ostatecznie i tak wybiorą sami.

Maciek zadzwonił do mnie jakoś w marcu. Zimno. Jakby nigdy nie miało być wiosny. Drzewa szare. Pomyślałem, że w tym roku to kasztany pewnie nie zdążą na maturę. Chciał się spotkać w sprawie wierszy. Pomyślałem, że to ma jakiś związek z egzaminem dojrzałości. Ma, jak się okaże. I że się na wierszach nie znam. Pomyślałem. Dwadzieścia lat temu, gdy sam zdawałem maturę, to i owszem. Ale nie bardzo mogłem odmówić. Kiedyś to ja jego poprosiłem, żeby wystąpił w sesji do charytatywnego Kalendarza „Dżentelmeni”, a on, mimo że zapracowany po czubek głowy, powiedział: „Tak, robimy to”. I po raz pierwszy w karierze zaśpiewał w studio na płytę Kalendarza piosenkę. „Chodź, pomaluj mój świat”. Może dam mu więc kredki. Postanowiłem. I tak spotkaliśmy się.

„Zobacz, co znalazłem”, Maciek podał mi plik wydruków. Przejrzałem: „Rzeczy ostateczne nie przychodzą nagle/ ciało się kuli tyle razy przecież/ i dłonie obrączkami spięte/  bez wzruszenia idą/ nie szukają siebie/ skóra bez tęsknoty/ usta bezpragnienia/ i coś, co biegło jak dziecko/ skuliło się…”.

„Ty to piszesz?”, zapytałem. „Nie”, pokręcił głową. „Moja mama”.  

Kufer ze smokiem

Anka Musiał studiowała polonistykę, ale nawet nie zdążyła pomyśleć o byciu nauczycielką, bo jeszcze w czasie studiów z mężem, Andrzejem, założyli teatr. „Gdy Maciek się urodził, posłaliśmy go do żłobka i zaczęliśmy występować. Robimy piękne spektakle”, opowiada Anka. „Przebieramy się na scenie. Na oczach dzieci smok nagle zmienia się w królewicza. Nie mogą uwierzyć. I wciągamy je w interakcję. A dzieciaki uwielbiają być częścią spektaklu”. 

Grali już pewnie we wszystkich przedszkolach w stolicy, w domach kultury, po dwa spektakle dziennie. Nawet w weekendy. Osiemnaście lat na scenie. I wciąż jedni z lepszych w stolicy. Na początku nie mieli sali prób. Tylko małe mieszkanko na Mokotowie. Przestawiali meble, rozkładali dekoracje, wkładali kostiumy, które Anna szyła sama. No i grali, ćwiczyli. Dla jednego widza.

„Siadałem i patrzyłem, jak to się dzieje”, uśmiecha się Maciek. „Zawsze mnie to obchodziło. Odjeżdżałem. Było takie przedstawienie o Koziołku Matołku. Nienawidziłem go. Mama mnie zabije, że o tym opowiadam, ale była tam scena, gdy siedziała w więzieniu i śpiewała piosenkę, przy której zawsze robiło mi się smutno. Nie mogłem na to patrzeć, więc uciekałem”.

„Dzieciaki to najtrudniejsza publiczność. Nie oszukasz ich”,  twierdzi Anka. „Ich reakcje są energetyzujące, bardzo ich potrzebuję. Dla nich napisałam też większość scenariuszy. To nie jest prosta rzecz. Musi być mądrze, ale i zabawnie, tak by na chwilę mogły przenieść się w inny świat, wzruszyć się i śmiać do łez”.

Wciąż grają z Andrzejem. Ale już nie robią prób we własnym domu. Odkąd się rozeszli, spotykają się tylko w pracy. Pierwszego kwietnia o dziewiątej zakończyli małżeństwo, a po sprawie na jedenastą pojechali razem na przedstawienie. I o tym są jej wiersze. O samotności.

 Telefon do papieża

„Wiem, że potrafisz ogarniać różne sprawy, więc pomyślałem, że mi pomożesz”, powiedział Maciek.  „Ale co?”, zapytałem. „No, wydać wiersze mamy”.  Przejrzałem te kartki jeszcze raz. Mocne. O tym, jak pusto może być między ludźmi. Jak daleko między tymi, którzy się kochali. „Najpierw muszę rozpoznać temat”, zadeklarowałem. 

I tak sprawdziłem u kolegi Fiedlera. Redakcja „Malemena”. Wiersze Fiedlera publikują w poważnych pismach, więc się zna. Poczytał. Napisał SMS-a, że nie ma skuchy. Miesiąc myślałem, jak to uruchomić. Rynek wydawniczy, zwłaszcza w tej totalnej niszy, jaką jest poezja, to zagadnienie dla mnie jak tlen na Marsie. Nieobecne. Pogrzebałem w Internecie, wyszło mi kilka wydawnictw. I żadnej wskazówki. Przejrzałem kontakty i pod „B” trafiłem na Rafała. Zadzwoniłem więc do Bryndala. „Dam ci numer do mojej sekretarz redakcji, pisarki, poetki”, naczelny „Chimery” rzucił do słuchawki. „Ona się zna na temacie, pomoże, cudna dziewczyna”.

Dodzwoniłem się do Agnieszki Wolny-Hamkało. I tłumaczę. Że syn dla mamy chce zrobić taki prezent, tomik wydać. I że to uniwersalne ujęcie tematu. Że przemówi do każdej kobiety. Agnieszka rozmawiała ze mną 20 minut, opisała rynek, poświęciła swój czas. Dla Maćka. I jego mamy. Obiecała, że przeczyta i powie, co można zrobić i czy można… „Jutro/ wyfrunę przez okno/ (…) uwierzę w miłość na zawsze/ i że to mój czas/ a środek schowam/ w pudełku ze starociami/ ze ślubnym zdjęciem/ koronkami/ łzami”. „Jest potencjał”, odpisała w mailu Agnieszka. Byłem w domu. 

Gęste jak miód. Z dziegciem

Siedzieli przede mną na kanapie. Widać było, że się kochają, ale że są jak ogień i woda. W nieustannym starciu. Kłócą się, dyskutują i prowokują bez ustanku. Ale delikatnie. Żeby nie zabolało. Maciek pracuje od ósmego roku życia. Zarabia uczciwie. Jest niezależny. Pewnie także finansowo. Ma ze 300 tysięcy fanów na Facebooku.  Pewnie niedługo wyfrunie przez okno. Ale mama to jednak mama. „Rozstania zawsze są trudne”, wzdycha Anna. „Jeśli ludzie najpierw się przyjaźnią, jest lepiej. Zawsze będzie coś, co ich łączy, wspólne wartości, pasje. Gorzej, jeśli tego nie ma. Chemia mija. Mój mąż pytał: »Przyjaźń, co to takiego?«. Słuchałam wtedy i myślałam, że tylko tak sobie gada, zakłada taką maskę twardziela. Ale to była prawda. Mężczyźni uciekają od bliskości”.

„Jak to?”. „Może nie doświadczyli tego w dzieciństwie? Może nikt ich nie przytulał? Albo ktoś wmawiał, że takie gesty są głupie…”. Zaczęła pisać w liceum. Miała 15 lat. Trzy lata później, na Warszawskiej Jesieni Poetyckiej, zdobyła nagrodę. Ale nigdy nie myślała, żeby wydać wiersze. Pisała dla siebie. Próbowała nazwać emocje. Proces twórczy jest uwalniający. To jest katharsis. 

Maciek: „Wiedziałem, że mama pisze. Słyszałem, ale nie czytałem. Jest ambitna, więc chyba uważała, że to nie jest wystarczająco dobre. I że nikomu się pewnie nie przyda. Może nie chciała się dzielić sobą. Jeśli przeżywasz negatywne rzeczy, niekoniecznie chcesz je pokazać światu…”. Któregoś dnia zobaczył kartki na biurku, pośród innych dokumentów. Zobaczył, że to wiersze, i zaczął czytać. Od razu. Na stojąco. I usiadł. To było mocne doświadczenie. 

„A nie jest mnie łatwo poruszyć. Jestem z pokolenia przesiąkniętego współczesną kulturą. Technologią. Wszystko wiemy i nic nas nie rusza. A jednak pochłaniałem każde słowo. To było bardzo osobiste. Gęste emocje. Bolało mnie”. „Ha, ha!”, śmieje się Anka. „Gdy Maciek przeczytał, powiedział: »Myślałem, że jesteś taką silną babą, która sobie ze wszystkim radzi«. Bo trochę taka jestem w stosunku do niego. Wiesz, matka i menedżer, to się trochę nie zgrywa. I dodał, że teraz polubił mnie bardziej. Bo odkrył delikatną i kruchą kobietę, którą czasem wystarczy tylko przytulić”.

„Wahałeś się, czy pomóc mamie?”, pytam. „Nie umiałem powiedzieć, czy to dobre wiersze. Nie miałem dystansu. Nie mogłem mieć. Musiałem to skonsultować. No i ludzie, którzy się na tym znają, byli pozytywnie zaskoczeni. Usłyszałem, że to mocna rzecz o kobiecym przeżywaniu. Zrozumiałem, że nie powinny leżeć w szufladzie”. „Wspólne drzwi i wspólne krzesła/ zajmowane naprzemiennie/ obrus biały jak sukienka/ chabry kwiatki ślubne letnie/ my nie my/ osobno całkiem/ wciąż przy jednym smutnym stole/ wspólna zupa/ wspólny garnek/ cisza pustka poobiednia”.

Ułożyło mi się to w jakąś opowieść o relacjach. Partnerstwo. W sumie, pomyślałem, to mogłoby być o Maćku. O tobie. O mnie. I jeszcze pomyślałem, że to za kilka lat mogą być moje emocje na innej płaszczyźnie. Mam trzech synów. I oni będą chcieli zacząć niezależne życie. A ja, jak Anka, jako rodzic będę ich próbował jak najdłużej zatrzymać. Ochronić. Że nadejdzie czas, gdy z opiekuna będę się musiał zmienić w partnera. Przyjaciela. I już teraz ja i każdy rodzic powinien tak myśleć. Przygotować się do odpuszczenia. Zapytałem ją, jak to się zaczęło. Jak została mamą menedżerką. I czy potrafi być przyjacielem.

„Maciek miał sześć, siedem lat i posłałaś go na casting?”. „Andrzej szedł na casting i zabrał Maćka ze sobą. Maciek wygrał. Reklama soku czy pasty do zębów. A potem już poszło. I coraz mocniejsze projekty. »Ojciec Mateusz«, »Rodzinka.pl«, »Mój biegun«, »Czas honoru« teraz. Programy, dubbingi. I wiele innych. Maciek zawsze był indywidualistą i miał poczucie własnej wartości, więc nie trzymałam go pod kloszem. Wiedziałam, że mam fajne, utalentowane dziecko i trzeba mu dać możliwość próbowania różnych rzeczy. I próbował. Pracowałam, więc nie mogłam z nim jeździć na plany zdjęciowe. Puszczałam go samego. Miałam obawy, ale i nadzieję, że to całe wychowanie, czas i miłość zaprocentują. Wiozłam go, a on mówił: »Idź stąd!«. Chciał być samodzielny, dorosły, pokazać, że dobrze się tam czuje. Nie lubił grać, gdy byłam w pobliżu. Dlatego, żeby dać mu komfort, zostawiałam go samego”.

„To dlatego, że rodzice są aktorami i bałem się, gdzieś tam w środku, ich surowej oceny”, mówi Maciek. „Świadomość, że siedzą gdzieś przed ekranem z reżyserem, sprawiała, że nie mogłem się skupić na graniu, tylko myślałem o tym, że siedzą tam i się na mnie patrzą. Może to ambicje? Wiedziałem, że na planie trzy ujęcia nie wyjdą, ale czwarte może być super. Chciałem, by widzieli tylko to, co jest super, kiedy już będziemy siedzieli razem na kanapie przed telewizorem”. 

„Potrafisz z synem rozmawiać o emocjach? Robić to, czego ci brakowało w związku?”, pytam. Ania mówi, że są takie chwile. „Choć najpierw musimy przełamać codzienność i znaleźć przede wszystkim czas. Ostatnio Maciek opowiedział mi o swojej miłości i przez chwilę byłam nawet w szoku, że chce o tym mówić, choć cała rozmowa przestała istnieć już po pięciu minutach. Coś na zasadzie: Powiedziałem ci, więc teraz się odczep. To dla mnie bardzo cenne, że potrafimy się otworzyć. Mimo spięć i walki o swoje terytorium, to jednak mamy bliskość, relację”.

„Mówię o wielu sprawach, bo uważam, że mama ma prawo wiedzieć, a ja mam prawo do tego, żeby nikomu nie powiedziała”, tłumaczy Maciek. „Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdyby miała się czegoś dowiedzieć z gazet, a nie ode mnie. To byłoby przykre”. Dla matki moment odchodzenia dziecka chyba zawsze jest trudny. Nagle chłopiec staje się facetem i nie lubi, kiedy się go głaszcze po głowie. Wtedy przychodzi czas na partnerstwo. Pytanie: jak łatwo im to przychodzi? Widać w nich ogromną miłość, ale jednocześnie też to, że każde z nich pisze już swoją własną historię.

„Łatwo jest oddzielić rolę mamy od menedżerki?”, pytam. „To była najtrudniejsza rzecz w naszym wspólnym życiu. Wiadomo, że mama to jest ktoś, kto przytula, pociesza, chce dobra. Menedżer to osoba, która udziela rad. Z drugiej strony masz umowy, kontrakty i widzisz, że na przykład twoje 12-letnie dziecko jest na planie od siódmej rano do dwudziestej wieczorem. Dziecko płacze, bo nie ma już siły. Jako mama oczywiście przytulisz i powiesz: »Kochanie, wychodzimy stąd«. Jako menedżer musisz jakoś zdopingować dziecko, by zostało, by dokończyło pracę. Jestem wymagająca. Ale jednocześnie jestem bardzo dumna z Maćka. Jest niepowtarzalny i mam tego świadomość. Świetnie sobie radzi w życiu i w pracy, którą wykonuje. Jest świetny, choć za rzadko mu to mówię”.

Pamiętam, jak poznałem Anię. Mama menedżer zadzwoniła do mnie, żeby mi powiedzieć, że nie podobają jej się zdjęcia Maćka w „Malemenie”, że „Maciek nie jest na nich podobny do siebie”. Tłumaczyłem, że taki jest koncept, że może warto pokazać go inaczej, pokazać wielobarwność, różnorodność jego osoby. Zaskoczyła mnie i niezwykłą troską o syna, spokojem dyskusji, i rzadką otwartością na argumenty. A potem spotkaliśmy się oko w oko. By ustalić, jak wydać jej poezję. I zobaczyłem skromną, drobną, piękną blondynkę, która, gdy rozmawialiśmy o jej niełatwych osobistych wierszach, stwierdziła, że czuje się jak na placu zabaw, bo ktoś nagle chce się z nią bawić, coś dla niej zrobić.

„Wierzysz, że miłość może być na zawsze? Taka między mężczyzną i kobietą?”, zapytałem. „Każdy powinien w to wierzyć, bo jeśli nie wierzysz, to nie masz na czym budować. A ja… chyba jestem taka, że muszę kochać. Bo kiedy nie kocham, to tak, jakbym się dusiła, jakbym przestawała żyć. I zawsze wokół nas jest ktoś, komu można tę miłość dać. Kto jej potrzebuje. To, czy ci to odwzajemni, to inna sprawa. W naszej kulturze często oceniamy ludzi po wyglądzie. Ostatnio poznałam wielu genialnych ludzi, którzy kompletnie nie znają się na markowych rzeczach, nie czytają plotek. To oni dali mi wsparcie, kiedy byłam sama. Nie patrzyli na to, kim jestem, skupili się po prostu na tym, że jestem. Dawali mi swój czas, obecność. Ludzi »z branży« to nie interesowało. Tu nie ma przyjaciół”. 

Matura 

Przed maturą z polskiego Maciek zrobił sobie zdjęcie smartfonem. Wrzucił na Instagram tylko dla znajomych i lawina ruszyła. Tabloidy puściły je z informacją, że to złamanie prawa. Pani z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej zadzwoniła do dyrektora. Dyrektor, facet z klasą, bez paniki i durnej presji ustalił prawdę, że zdjęcia robili przed egzaminem, potem oddali telefony. Urzędnicy z Komisji i tak wysłali obserwatora. 

„Siedział przy mnie na wszystkich egzaminach i bacznie się przyglądał. To budujące, kiedy sobie uświadamiasz, że ludzie, którzy rządzą w tym kraju i odpowiadają za edukację, kierują się w pracy artykułami w tabloidach”. „Masz setki tysięcy fanów na Facebooku. Kilku gości z aparatami śledzi każdy twój krok. Jeśli coś powiesz, napiszesz, to od razu jest reakcja. To cię przeraża?”, pytam Maćka.

„Mam poczucie, że jestem tu, gdzie jestem, dzięki ludziom. Jeśli tak wiele osób daje mi dowody sympatii, jestem winny im kontakt. Ale muszę zawsze myśleć o konsekwencjach. Nie mogę sobie wypić piwa z kolegami nad Wisłą i nie mogę pozwolić sobie na wiele spraw, na jakie moi rówieśnicy mogą. To kwestia odpowiedzialności. Miewa to i pozytywny aspekt. Nie budzę się rano z myślą: Co ja narobiłem. Czasami, kiedy czytam o sobie różne nieprawdy, mam poczucie, jakbym miał dwa życia. Jeden Maciek jest na okładkach. Nieprawdziwy i wystylizowany. Bo to nie jestem ja. Ja prowadzę zupełnie inne życie. Szare, zwykłe i normalne. Ludzko bolesne, ale o tym się nie pisze w gazetach”. 

„On już się nauczył łapać dystans”, dodaje Anka. „Oczywiście, jak zobaczył siebie na pierwszej stronie gazety i przeczytał, że pali i pije, i nie wiadomo, co jeszcze, zrozumiał, że musi uważać. Ale rzadko czyta komentarze na swój temat. Jeśli masz poczucie własnej wartości, nie musisz się przeglądać w oczach innych”.  Maciej, bardziej niż egzaminem dojrzałości, stresował się popołudniowymi zdjęciami do „Czasu honoru”. On ten egzamin zdał, będąc jeszcze dzieckiem.

Rodzina

„spotkamy się nadzy/ jak w chwili stworzenia/ ja ty/ otwarta rana (…)/ spotkamy się do wybaczenia”. „Myślisz, że Maciek będzie szukał takiej kobiety, jak ty? Dziewczyny szukają facetów takich jak ojciec, a chłopaki takich dziewczyn, jak matka”, pytam Ankę. „Powiedział mi kilka razy, że jest załamany, bo ta czy inna jego dziewczyna jest podobna do mnie. Wolałby, żeby było inaczej, ale jednak ciągle tak wychodzi. Mi jest obojętne, jaką znajdzie, byle był szczęśliwy”. 

„Ma kontakt z ojcem?”.  „Ma. Ale Andrzej był takim dzieciakiem trochę. Chciał być dla Maćka kumplem i zatrzymał się na etapie gimnazjum. A synowie zazwyczaj nie potrzebują kumpli, mają swoich, potrzebują ojca, mężczyzny”. O swojej relacji z ojcem Maciek mówi podobnie. Kumplowska. 

Matka 

Pomyślałem, że to wielka sprawa. Myśleć o matce inaczej niż tylko jak o opiekunce, rodzicielce. Wejść w jej świat i próbować go zrozumieć. Ją. Kobietę. Zrozumieć. Najtrudniejsze. Te wiersze pomogły i dlatego Maciek zgodził się na tę rozmowę. W przededniu Dnia Matki. Pomogłem mu nie tylko z powodu Kalendarza, ale po prostu chciałbym, żeby ktoś kiedyś moim synom pomógł zrobić coś tak fajnego dla ich mamy. Dla innych. Poznając Maćka coraz lepiej, w ogóle nie miałbym nic przeciwko, by moi synowie byli tacy jak on. Pracowici, ciekawi świata, otwarci. Mimo że żyje pod presją i goni od sukcesu do sukcesu, wciąż jest pokorny, zdystansowany i zupełnie niezmanierowany. I żeby mieli swoje zdanie. On ma. Nie tylko w relacjach domowych.

W dniu promocji Kalendarza w „Dzień dobry TVN”, żeby zachęcić ludzi do flash moba, Maciek miał zatańczyć w studio. Pokazać innym, co mają zrobić za tydzień, czego się nauczyć. „Nie zatańczę, Olivier”, powiedział mi chwilę przed wejściem do studia. „Bo wyjdzie z tego jakaś wiocha”. Powiedziałem, że zrobię to z nim, że nie zostawię go samego i że wciągniemy Magdę Mołek i Marcina Mellera. Zgodził się, jeśli nie będzie się wygłupiał sam. Zatańczyliśmy we czworo. Raczej Kryształowej Kuli nikt by nam nie przyznał, nikt nawet z jego 300 tysięcy fanów. Ale robiliśmy to po to, by zebrać jak najwięcej pieniędzy dla potrzebujących. Szanuję ludzi, którzy mają własne zdanie.

Ojciec. Bóg Ojciec

„Myślisz, że się rozszalejesz jeszcze? Że będziesz takim Borysem Szycem?”, pytam. „Chciałbym, żeby te hamulce kiedyś puściły, ale wziąłem na siebie odpowiedzialność związaną z wiarą i religią”. „Po co ci to?” „Religia?”. „Po co ci Bóg?”.  „Uważam, że wszystko to, co dostaję, pochodzi od Niego i staram się Mu za to jakoś odwdzięczyć. Poczucie istnienia Boga daje mi spokój. Pozwala mi cały czas zaczynać od nowa”. „I co, zasuwasz co niedziela do kościoła, spowiadasz się?”. „Pod tym względem jestem świrem i staram się to robić jak najczęściej”. „I jak to się ma do szaleństwa? Do puszczania hamulców?”.

„To jest cudowna możliwość, która pozwala mi się oczyścić ze wszystkiego, o czym mama nie musi wiedzieć”.  Zgodziłem się porozmawiać z Anią i Maćkiem, osobno, oczywiście, i napisać ten tekst, choć nie cierpię wywiadów do prasy. To cholerna robota. Rozmowa to przyjemność. Zwłaszcza jak jest opatrzona lekcją, nauką dla nas samych. Jednak wielogodzinne spisywanie nagrań, obróbka tekstu – to koszmar. Kilka dni z życia. Zgodziłem się, bo wiedziałem, że to ważny temat dla mojego młodego przyjaciela. Bo to jego życie, jego mama. Jego prawdziwa „rodzinka”.

Maciej w nocy, przed wysyłką tekstu do redakcji, przysłał mi sms-a: „Znalezione w moim notatniku w telefonie. MAMA: W Biblii jest napisane, że masz mnie słuchać. JA: W Biblii jest napisane, że i tak się ciebie wyrzeknę…”. A ja wiem, że nie wyrzeknie się nigdy.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Podjęliśmy wyzwanie #1TBChallenge!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.