Małgorzata Kożuchowska, Viva! 25/2019
Fot. Zdjęcia Magdalena Łuniewska
TYLKO U NAS!

Małgorzata Kożuchowska szczerze o trudach macierzyństwa

„Moja ciąża była trudna. Byłam na lekach, spuchnięta, przytyłam. Przez ponad rok nie mogłam do siebie dojść”

KATARZYNA PRZYBYSZEWSKA-ORTONOWSKA 11 grudnia 2019 12:01
Małgorzata Kożuchowska, Viva! 25/2019
Fot. Zdjęcia Magdalena Łuniewska

Dziesięć lat temu aktorstwo było całym jej światem. Macierzyństwo wysunęło się na plan pierwszy, kiedy urodziła swojego synka. Uporządkowanie świata tak, by być żoną i matką, a nie zrezygnować ze swoich planów, pasji i marzeń, zajęło jej trochę czasu. Dzisiejsza Małgosia to już nie Małgosia z przeszłości, choć obie czasem walczą o palmę pierwszeństwa. Małgorzata Kożuchowska o priorytetach, zmianach i marzeniach w rozmowie z Katarzyną Przybyszewską-Ortonowską. Jaką jest mamą? Jak zmieniło ją macierzyństwo? Czy miała momenty załamania?

Małgorzata Kożuchowska o najważniejszej roli - macierzyństwie

Ja już jestem w innym momencie życia. I bardzo mi się ono podoba. Od 11 lat jestem mężatką, mój syn ma pięć lat i, jak wspominałyśmy, od 25 lat jestem aktorką. I nie zastanawiam się, jak zabłysnąć, a raczej jak dopilnować proporcji, by pogodzić bycie żoną i matką z zawodem, który wymaga poświęceń. Jeszcze 10 lat temu aktorstwo to było moje status quo, coś najważniejszego i pierwszego przed wszystkim innym. Być albo nie być. Życiowa misja. Droga i cel. Wydawało mi się, że bez grania nie istnieję, i wszystko temu podporządkowałam. Dopiero gdy zostałam mamą, okazało się, że jeszcze nie wiedziałam o sobie wszystkiego.

Macierzyństwo Cię zmieniło?

Dało mi prawdziwe poczucie sensu. W chwilach, gdy nie udaje mi się coś, na co liczyłam, coś nie wypaliło, kolejna rola przeszła mi koło nosa, wiem, że gdybym nie miała dziecka, mogłabym popaść w rozgoryczenie. A teraz patrzę na synka, jak się wspaniale rozwija, rośnie i myślę: Gośka, przecież to on jest twoją przyszłością! Masz komu przekazać to, co w tobie najlepsze, podzielić się z nim doświadczeniem. To jest twój sens! A swoją drogą bardzo jestem ciekawa, jak on to wszystko kiedyś wykorzysta, jaki będzie. I kim będzie.

 Byliście z Bartkiem siedem lat po ślubie, kiedy pojawił się Jaś. Jesteś późną mamą.

Ładnie to ujęłaś. Ja mówię, że jestem „starą mamą”.

Jaś był więc wyczekanym dzieckiem…

Ale mimo to jego pojawienie się było dla mnie szokiem. I dopiero teraz, kiedy Jaś skończył już pięć lat, mam w sobie zgodę na to, by opowiedzieć, że pierwsze dwa lata jego życia i bycie mamą, w dodatku intensywnie pracującą, to było prawdziwe wyzwanie. Zupełnie nowe doświadczenie, niezwykle silne, skrajne emocje. Z jednej strony uruchomiły się we mnie nieprawdopodobne pokłady miłości, tkliwości, wrażliwości, wszystkiego tego, co w kobiecie piękne, z drugiej strony czułam się przytłoczona. Z każdym dniem mocniej do mnie docierało, że nie jestem już tak niezależna jak kiedyś. Teraz jest ktoś, o kogo będę się martwiła zawsze, do końca mojego życia.

Wracasz z Jasiem do domu…

Olga, moja fryzjerka, zrobiła mi kiedyś zdjęcie. Przyjechała pofarbować mi włosy. Na zdjęciu taki oto obrazek: Mam nałożoną farbę na odrosty, srebrne papierki, włosy sterczą na wszystkie strony, czyli kosmiczna fryzura. Mam na sobie dres i T-shirt, klęczę na dywanie przy kanapie. Na kanapie siedzi Jaś, którego właśnie karmię, a moje dwa psy, po dwóch stronach, wpatrują się w łyżeczkę jak w latającą parówkę. Wokół totalny bałagan. I to jest ta prawda. To jest matka, kobieta siłaczka, Napoleon i aktorka. Wszystko w jednym. Tak przez długi czas wyglądało moje życie. Kiedy Jaś miał trzy miesiące, wróciłam na plan „Rodzinki”, a ze mną to dręczące poczucie: Małgosia, nie możesz zawalić. Tylko że ja już nie byłam „tamtą Małgosią”.

I to było trudne?

Bardzo. Są kobiety, którym macierzyństwo przychodzi łatwo, organicznie. Ja nie miałam takiego szczęścia. Poza tym już moja ciąża była trudna. Byłam na lekach, spuchnięta, przytyłam. Przez ponad rok nie mogłam do siebie dojść. Zawsze byłam raczej szczupła, a tu nic nie mogłam zrobić. Małgosi matce to nie przeszkadzało. Małgosi aktorce – już tak. Każdy kostium był dla mnie za mały, we wszystkim wyglądałam źle. A tu plan, zdjęcia, konferencje prasowe… Machina jedzie rozpędzona jak pociąg. Musiałam to w sobie przełamać, oswoić, przestać się przejmować.

Każda matka przechodzi taki okres. Gorzej, jak to widzi świat.

Dlatego tłumaczyłam sobie: Jestem karmiącą mamą, nie mogę zostać w domu i zajmować się tylko dzieckiem, więc mam prawo wyglądać, jak wyglądam. I już. Pamiętaj, że od lat, kręcąc choćby „Rodzinkę.pl”, jestem zobligowana kontraktami. Ekipa serialu i tak pauzowała jeden sezon przez moją zagrożoną ciążę. I wszyscy przebierali nogami, czekając na to, kiedy wrócę. Rozumiałam to. Ludzie nie mają pracy, za to mają domy, rodziny i kredyty. Jak się powiedziało „A”, trzeba powiedzieć i „B”. Ekipa czekała, dziecko płakało, a grać musiałam…

Hardcore’owy moment?

Karmienie. Bolało. Pięknie to wszystko wygląda w reklamach czy filmach. Przystawiałam Jasia do piersi i widziałam gwiazdy. Moja agentka Marta pół roku wcześniej też urodziła dziecko. Zadzwoniłam do niej w desperacji powiedzieć, że nie daję rady. Odpowiedziała, że ma to samo, ale za wszelką cenę chce dać dziecku odporność, zbudować przez to karmienie więź. Więc ja też zagryzłam zęby, zacisnęłam pięści i przemogłam się. Marta zmotywowała mnie tym zwierzeniem. Zawzięłam się. Skoro inne kobiety dały radę, to co, ja nie dam? Co tu mówić, kryzysy były, ale wyparłam to. Zapomniałam. Są kobiety, które nie mogą karmić z powodu choroby lub stresu, mają za mało pokarmu. A niektóre po prostu nie chcą. Szanuję ich wybór i wiem, że to też wspaniałe mamy. Ja wybrałam to, co dla nas było najlepsze. Jaś rósł zdrowo i to było najważniejsze, a każdy kolejny krok milowy w jego rozwoju wynagradzał mi mój wysiłek. Pierwszy krok: zaczął się uśmiechać. Potem raczkować, potem powiedział „mama”, potem stanął na nogi… To było moim motorem, łagodziło zmęczenie, dawało poczucie sensu, usprawiedliwienie, że pracując, nie robię mu krzywdy.

Kiedy pierwszy raz zostawiłaś synka na dłużej, to…

…przepłakałam całą drogę, jadąc w samochodzie na koncert na drugi koniec Polski. Płakałam, bo czułam, że jakiś etap bezpowrotnie się kończy. Każda matka wie, o czym mówię. Ale jechałam tam z pewnym planem. Koncert się skończy, a ja pójdę spać, prześpię całą noc, pierwszą od wielu miesięcy, i rano wstanę dopiero, jak sama się obudzę. Skończył się koncert, chciałam już wracać do hotelu, a tu okazało się, że trzeba jeszcze chwilę zostać, bo ludzie czekają, bankiet z władzami miasta… Powiedziałam: „Dobrze. Pokażę się i zmykam” i… kiedy postawiono przede mną jajecznicę, zorientowałam się, że właśnie świta… Także pożegnanie z karmieniem było raczej huczne…

Cały wywiad z Małgorzatą Kożuchowską w nowej VIVIE! od 12 grudnia w kioskach!  

Małgorzata Kożuchowska, Viva! 25/2019
Fot. Zdjęcia Magdalena Łuniewska

Małgorzata Kożuchowska, Viva! 25/2019, OKŁADKA
Fot. Zdjęcia Magdalena Łuniewska

Małgorzata Kożuchowska, Viva! 25/2019
Fot. Zdjęcia Magdalena Łuniewska

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.