Reklama

Od dekad przyzwyczaił widzów do opowieści, które stawiają więcej pytań niż dają odpowiedzi. Tym razem jednak to nie jego filmowa historia przyciągnęła uwagę, lecz osobiste doświadczenie. Reżyser ujawnił, że w trakcie zdjęć do „Całopalenia” doszło do groźnego wypadku, który na pewien czas pokrzyżował plany związane z realizacją produkcji i zagranicznymi zdjęciami.

Krzysztof Zanussi od lat opowiada o sprawach najważniejszych. „Całopalenie” miało być kolejnym ważnym filmem

Twórczość Krzysztofa Zanussiego od dekad wymyka się prostym definicjom. Reżyser takich filmów jak „Iluminacja”, „Barwy ochronne”, „Constans” czy „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” konsekwentnie podejmuje tematy związane z ludzką egzystencją, duchowością i odpowiedzialnością za własne wybory. W jego produkcjach bohaterowie często stają przed pytaniami, na które nie ma łatwych odpowiedzi, a widz zostaje zaproszony do wspólnego poszukiwania sensu.

W podobnym duchu powstaje również „Całopalenie”, najnowszy projekt reżysera. To kolejna historia, w której Zanussi przygląda się ludzkim pragnieniom, ambicjom i granicom szczęścia.

Zdjęcia do produkcji były realizowane między innymi w Polsce, a kolejnym etapem prac miał być wyjazd do Bułgarii. Nic nie wskazywało na to, że harmonogram zostanie nagle zakłócony przez wydarzenie, które dotknie samego reżysera.

Krzysztof Zanussi, VIVA! marzec 2023, 6/2023
Krzysztof Zanussi, VIVA! marzec 2023, 6/2023 fot. Olga Majrowska

Krzysztof Zanussi o wypadku. „Zdołałem połamać sobie rękę, złamać kość czaszki”

O całym zdarzeniu Krzysztof Zanussi opowiedział osobiście w nagraniu opublikowanym na Facebooku. Reżyser nie ukrywał, że sytuacja była bardzo poważna, choć jednocześnie mówił o niej z charakterystycznym dla siebie dystansem i spokojem.

Jak wyznał: „Czasami życie nas prześciga. Ja jestem już po końcu polskich zdjęć do "Całopalenia", ale przyszły one z przygodami, ponieważ na zdjęciach w Toruniu doznałem wypadku z własnej winy. [...] Spadłem z jakichś żelaznych schodów i zdołałem połamać sobie rękę, złamać kość czaszki oraz potłuc się ze wszystkich stron. Jak na reżysera to sporo.”

Mimo odniesionych obrażeń Krzysztof Zanussi nie odciął się od realizacji filmu. Dzięki nowoczesnym technologiom pozostał w stałym kontakcie z ekipą i na bieżąco śledził przebieg zdjęć.

Jak relacjonował: „Mogłem z pokoju szpitalnego prowadzić dalej zdjęcia przez monitor i telefon, także miałem przed sobą podgląd jak ujęcia powstają i mówiłem do aktorów. Nakręciliśmy te brakujące cząstki, co było pewnym wyczynem”.

Wypadek na chwilę zatrzymał Krzysztofa Zanussiego, lecz nie odebrał mu tego, co od lat pozostaje jego największą siłą — potrzeby opowiadania historii i tworzenia kina, które skłania do refleksji.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...