Danuta Rinn, prawdopodobnie 2006
Fot. GRAZYNA WOJCIK/East News
WSPOMNIENIE

Zdrady męża, depresja, podstępna choroba. Smutne życie Danuty Rinn

Gdyby nie niewierność ukochanego, nie powstałby przebój „Gdzie Ci mężczyźni?”

Konrad Szczęsny 14 września 2021 09:15
Danuta Rinn, prawdopodobnie 2006
Fot. GRAZYNA WOJCIK/East News

Gdy wchodziła na scenę, wzrok przykuwała jej pewność siebie i pogodny wzrok. Danuta Rinn nie przejmowała się zbytnio tym, jak wygląda. Nie lubiła się stroić, gdy ktoś wspominał o diecie, lekceważąco machała ręką. Publiczność pokochała ją za tę bezpretensjonalność i życie na przekór konwenansom. Niestety, artystka, która odeszła w 2006 roku, nie miała lekkiego życia. Zdrady męża, depresja i walka z wyniszczającą chorobą pod koniec życia... – to tylko niektóre problemy, z którymi musiała się mierzyć.

Danuta Rinn: kariera, pierwsze małżeństwo, pseudonim

Kompleksy się jej nie imały. Może dlatego, że ponad wszystko ceniła bycie sobą. Danuta Rinn, a właściwie Danuta Smykla, na świat przyszła w Krakowie w 1936 roku, tuż przed wojną. Tam ukończyła średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu i zaczynała karierę. Głównie akompaniując innym. Pomogły studia na stosownym wydziale Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. Równolegle stawiała pierwsze kroki jako aktorka w Teatrze na Wozie i w Kabarecie Centuś. Pierwszym poważnym wyzwaniem wokalnym był z kolei jazzowy zespół Atom.

W 1963 roku przeniosła się do Warszawy, tuż po rozwodzie. Chciała zapomnieć o pierwszym nieudanym małżeństwie, które trwało zaledwie 4 lata. Albo, jak mawiała, „o 4 lata za długo”. Ukochany artystki, lekarz Andrzej Rynduch, miał poważne problemy z dochowaniem wierności. Liczne romanse potrafiła znosić tylko do czasu... Po nim został jej pseudonim: Rinn. Po rozwodzie miała złożyć sobie przysięgę, że już nigdy nie da się oszukać i nie popełni błędu. Ale, jak wiadomo, życie bywa przewrotne.

Czytaj także: Maria Probosz była jedną z największych seksbomb PRL-u. Toksyczny związek zniszczył jej życie 

Danuta Rinn, 1960 rok
Fot. agencja Forum

Danuta Rinn, lata 60. XX wieku

Danuta Rinn: 10 lat szczęścia i bolesny rozwód z Bogdanem Czyżewskim

Koniec bywa często początkiem. Jej przeprowadzka do stolicy opłaciła się podwójnie. Trafiła pod skrzydła bardziej doświadczonego muzyka, Bogdana Czyżewskiego. Od razu się na niej poznał i chętnie się nią zaopiekował. Widział zresztą, że ma nietuzinkowe umiejętności techniczne oraz wyjątkową osobowość. Zaczęli razem występować i lansować kolejne przeboje, takie jak „Biedroneczki są w kropeczki” (absolutny hit festiwalu w Opolu), „Zapytaj o to moją mamę”, „Pamiętaj o mnie”, „A ty mnie czekaj” czy wielki szlagier „Całujmy się!”, którego tytuł okazał się zresztą proroczy.

Szybko wyszło na jaw, że między nimi iskrzy także poza sceną. Uczucie było na tyle silne, że już w marcu 1964 roku wyszła po raz drugi za mąż. Miała 28 lat. Wydawało się, że wreszcie odnalazła szczęście. Nie brakowało im niczego: mieli karierę, tysiące fanów i... siebie. Dopełniali się. On nazywał ją po prostu „Danuśką”. Melancholijny, ciepły, delikatny. Ona żywiołowa i figlarna. Mieli wszystko. Wydawał się remedium po pierwszym nieudanym małżeństwie. Do czasu...

Cios przyszedł 10 lat później, w 1974 roku, dwa lata przed 40. urodzinami. Rozwód. Powód? Jak twierdziła, różnica życiowych priorytetów. Bogdan Czyżewski od rodziny wolał karierę. A ona marzyła o dzieciach, domowym ognisku. Nie było jej to dane.

„Decyzję o tym, kiedy odejść, trzeba podjąć we właściwym momencie. Czasem należy takiego odstawić i jeszcze kopnąć w cztery litery. Bogdan potrafił zrobić malutką dziurkę i wypić całą krew tak, że nie zostawał ślad”, wspominała rozgoryczona w wywiadach.

Pogrążyła się w depresji. Gdy występowała, zapominała tekstu. Zestresowana, przybita – peszył ją błysk reflektorów. Jak nie ona. Problemy zajadała. W warszawskim domu przy Czerniakowskiej spędzała kolejne dni. Telefon milczał. Czekała na propozycje, a te nie przychodziły.

Wreszcie nastąpił przełom. Do jej drzwi zapukał przyjaciel, Włodzimierz Korcz. Trzymał w ręku kartkę z melodią i słowami utworu „Gdzie Ci mężczyźni?”, autorstwa satyryka Jana Pietrzaka. I tak narodził się wielki przebój w interpretacji Danuty Rinn.

Czytaj także: Alkoholizm, depresja, pobyt w domu dziecka. Złamane życie Elżbiety Czyżewskiej

Danuta Rinn, Bogdan Czyżewski, 1960 rok
Fot. agencja Forum

Danuta Rinn i Bogdan Czyżewski, lata 60.

Z rozczarowania małżeństwami. Historia „tych mężczyzn”

„Pomyślałem o Dance Rinn. Właśnie rozwiodła się z Bogdanem Czyżewskim. Była w nie najlepszej formie. Czekała na jakieś propozycje zawodowe, ale jej telefon nie dzwonił. Interesujący dla wszystkich był tylko duet Czyżewski-Rinn, ale on właśnie przeszedł do historii”, wspominał.

To był strzał w 10. Jaka podsumowała sama artystka po przeczytaniu pierwszych wersów: „Włodek ja całe życie czekałam na tę piosenkę!”. Zaczęła z nią występować. Początki były trudne: nadal zmagała się z depresją, zdenerwowana zapominała tekstu. Zdarzyło jej się nawet wystąpić... tyłem do publiczności, by czytać tekst z kartki. Efekt? Owacje na stojąco. Wiedziała, że demony przeszłości uda się pokonać. Publiczność oszalała. Rozgłośnie odtwarzały utwór raz za razem. Ponownie była na szczycie - tym razem solo.

Co ciekawe, piosenka nie powstała specjalnie dla niej. Pierwotnie proponowano ją m.in. Annie Niehrebeckiej oraz Irenie Jarockiej. Ale dopiero w interpretacji Danuty Rinn zyskała pazur i stała się ponadczasowym przebojem.

Kolejne płyty, kolejne hity. „Nie mam o to żalu”, „Obejmę”, „Tyle wdzięku”. Równolegle rozwijała karierę filmową. Pojawiła się w takich produkcjach, jak „Zazdrość i medycyna”, „Kariera Nikosia Dyzmy” czy „Głowy pełne gwiazd”. Grywała również w serialach („Adam i Ewa”, „Samo życie”).

Ale popularność, sympatia kolegów z branży i miłość publiczności nie wynagrodziły jej porażek w życiu osobistym....

Czytaj także: Anita Dymszówna: aktorka wyklęta. Jedna decyzja zniszczyła jej karierę

Danuta Rinn, XXIII Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, 1986
Fot. agencja Forum

Danuta Rinn, XXIII Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, 1986 rok

Danuta Rinn: lubiana i samotna. Nigdy nie spełniła marzenia o dzieciach

Potrafiła śmiać się z siebie. W wywiadach wspominała, że gdy stała się popularna, kilka razy usłyszała, że „powinna o siebie zadbać”. Ale jedzenie było jej wielką pasją i miłością już od dziecka. Tuż obok muzyki. Zwierzała się, że mama przygotowywała jej „pyszoty”, którym trudno było się oprzeć. Żartowała, że jej tusza jest najlepszą rekomendacją dla kuchni rodzicielki.

„Utyć boi się każda, tylko nie każda wie, co z tym zrobić. Prawdę mówiąc, miałam do wyboru: albo wykorzystać tę swoją cechę, albo zrezygnować z zawodu. Nie boję się śmieszności, gdy śpiewam o miłości, gdy śpiewam piosenkę liryczną lub dramatyczną. Po prostu zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem”, podkreślała (cytat za artykułem Sonii Miniewicz dla Onet.pl).

Nie miała wrogów. Po prostu nie dało się jej nie lubić. „Babka z ikrą”, „Ciepła i urocza osoba, niezwykle utalentowana”, „Niesłychanie dowcipna i towarzyska”, mówili o niej Agnieszka Fatyga, Andrzej Rosiewicz i Włodzimierz Korcz. 

Ona sama podkreślała, że popularność traktowała od zawsze z przymrużeniem oka. Pół żartem, pół serio. 

„Nie myślałam, że zostanę gwiazdą, a gdy to już się stało, obróciłam wszystko w żart. Może dlatego nie byłam dla nikogo zagrożeniem, nie miałam nigdy zawodowych konfliktów, nie odczuwałam zawiści”, deklarowała w „Tele Tygodniu”.

Nie spełniła swojego wielkiego marzenia o macierzyństwie. Matczyne uczucia przelała na córkę koleżanki, którą poznała jeszcze w latach 60., Marii. Została jej chrzestną. Była nią Kinga Rusin, dziś jedna z najjaśniejszych gwiazd TVN. Jak sama podkreśla, Danuta Rinn była „ukochaną matką chrzestną, wspaniałą piosenkarką i wielką osobowością”.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Miło mi, że przy okazji tych powrotów do przeszłości jeden z portali przypomniał moją ukochaną matkę chrzestną, wspaniałą piosenkarkę i wielką osobowość - Danutę Rinn. Tu, na zdjęciu z mojego chrztu zabawia mnie misiem🐼. Po lewej stronie stoi moja mama. Na jej prośbę maleńkie sprostowanie do tekstu z portalu. Mama i Danusia poznały się i zaprzyjaźniły na początku lat 60tych, bynajmniej nie na korytarzach tvp (jak piszą). Po drugie, Mama zaczęła pracę w biurze handlu tvp w 1994 roku, rok po moim debiucie w telewizji. I od razu uprzedzam pytania: nie, nie załatwiłam mamie pracy w tvp😊. Mama była specjalistką od umów i kontraktów z długoletnim stażem i biegłym angielskim, mogła wtedy pracować wszędzie. Ale to tvp złożyło najlepszą ofertę. Pozdrawiam ciepło wszystkich!

Post udostępniony przez Kinga Rusin- Official Profile (@kingarusin)

Danuta Rinn (z miesiem) na chrzcie Kingi Rusin

Choroba, czyli cios ostateczny

Niestety, dłużej nie mogła się oszukiwać. Problemy zdrowotne dawały znać o sobie coraz bardziej. Zaawansowana cukrzyca i powikłania z nią związane. Trafiła do szpitala, opadała z sił. Przeszła poważną operację.

„Po operacji w szpitalu musiałam przechodzić rekonwalescencję pod stałą opieką lekarską i pielęgniarską. W szpitalu pytali: »Kto panią odbierze?«. Nikt, bo nie mam rodziny. Przyjechałam więc tutaj”, wyjaśniała w „Fakcie”, pytana o pobyt w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.

Nie miała wyjścia. Tylko tam mogła znaleźć odpowiednią opiekę i serdecznych, bliskich jej sercu ludzi.

„Podjęłam słuszną decyzję, decydując się na pobyt w Skolimowie, zresztą od dawna zdawałam sobie sprawę, że trafię tu na starość. Tylko te stare lata przyszły o wiele wcześniej niż przypuszczałam”, dodawała smutno w „Tele Tygodniu”.

Do końca miała plany. Chciała występować, także charytatywnie, by pomagać innym. Zgasła 19 grudnia 2006 roku o 22:15 w szpitalu przy Wołoskiej w Warszawie z powodu powikłań cukrzycowych. Miała 70 lat. Została pochowana na warszawskich Powązkach. Na pogrzebie pojawił się zresztą jej były mąż, Bogdan Czyżewski. Kilka lat wcześniej pogodzili się, wyjaśnili sobie wszystko. Razem nawet występowali, śpiewając nieśmiertelne przeboje.

„Danuta Rinn miała ogromne poczucie humoru. Bez dowcipu, żartu, uśmiechu nie istniała. I tę radosną osobę dopadła straszna choroba. Z poczuciem bezradności patrzyliśmy, jak z wolna traciła swój blask”, wspominała w „Rzeczpospolitej” Irena Santor.

I właśnie taką – pełną nadziei, blasku i radości, ją zapamiętamy...  

Czytaj także: Oskarżenia o współpracę z nazistami zniszczyły jego karierę. Smutne życie Andrzeja Szalawskiego

Danuta Rinn, lata 70. XX wieku:

Danuta Rinn, 1970 rok
Fot. agencja Forum

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Aktorka żyje eko, chce zmieniać i chronić świat! „Nabrudziliśmy, musimy posprzątać, to nasz obowiązek. Albo zginiemy”, mówi MAJA OSTASZEWSKA. Antropolożka, wykładowczyni. Jak być matką, uczyła się od… szympansów - JANE GOODALL. TOMASZ MICHNIEWICZ: „W masowym wydaniu turystyka jest niszczycielską siłą, za co biorę częściową odpowiedzialność”, mówi. A także: słoni jest coraz mniej, coraz częściej rodzą się bez słoniowych ciosów. Czy można im skutecznie pomóc? W świecie zwierząt: Ferenstein-Kraśko, Sarapata, Zgrabczyńska, Olbrychscy, Tuszyńska, Urbańska, Jemioł, Dowbor… Zwierzęta są dla nich jak rodzina.