Był jej wielką miłością, za rozstanie zapłaciła wysoką cenę. Dziś Joanna Przetakiewicz mówi wprost o pierwszym małżeństwie: „To był błąd”
Od prawie sześciu lat jest szczęśliwą żoną Rinke Rooyensa. W wywiadach chętnie opowiada o tym, jak ta miłość zmieniła jej życie. Rzadko za to Joanna Przetakiewicz opowiada o swoim pierwszym mężu. W najnowszym wywiadzie wróciła jednak pamięcią do tego bolesnego okresu w swoim życiu. „Zrozumiałam wtedy, jak bardzo mogę polegać tylko na sobie” — mówi gorzko. A pierwsze małżeństwo nazywa wprost błędem. Wyciągnęła jednak z niego ważną lekcję.

Idealnie pasuje do niej określenie "kobieta sukcesu". Joanna Przetakiewicz od ponad 16 lat prowadzi własną markę La Mania, która podbiła serca miłośniczek mody nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Do listy sukcesów może też zaliczyć to, że samotnie wychowała trzech synów, którzy dziś też robią fenomenalne kariery. Do tego od kilku lat jest szczęśliwie zakochana, a jej związek z producentem Rinke Rooyensem wręcz kwitnie.
Porażki, które okazały się cenną lekcją życia
Jej droga do udanego życia prywatnego i sukcesu w biznesie nie była jednak łatwa. W najnowszym wywiadzie dla Onetu właścicielka La Manii wprost przyznaje, że ukształtowały ją trudne doświadczenia z młodości. Jak mówi, już jako nastolatka chciała żyć na własnych zasadach, szukała własnego miejsca w życiu.
Czytaj także:
"Jak miałam trzynaście lat, weszłam w okres totalnej rebelii" — wspomina. Wagarowała, wymykała się do klubów, paliła papierosy, chodziła w obcasach, prowadziła intensywne życie towarzyskie. Na naukę nie zostawało wiele czasu i Przetakiewicz wprost przyznaje, że przez całe liceum właściwie się „ślizgała”. "Szkoła to były dla mnie lata beztroski. Robiłam właściwie na co miałam ochotę, udzielałam się towarzysko i kompletnie nie zastanawiałam się nad tym, co dalej. Jakie będą konsekwencje tego, że nie pójdę po raz kolejny do szkoły, tylko ze swoim chłopakiem pojadę gdzieś na motorze". Liczyły się emocje, ludzie, doświadczenia i poczucie wolności. Nawet to, że po pierwszym roku liceum musiała powtarzać klasę, nie przyniosło przebudzenia. "Pomyślałam: „To super, będę miała jeszcze więcej czasu” — wspomina. Przebudzenie przyszło tuż przed maturą. "To był moment zrywu — musiałam nadrobić wiedzę z całego liceum" - przyznaje.
Zobacz także: Nagle odsłoniła kulisy życia rodzinnego. Tak naprawdę wyglądają relacje jej synów z Rinke Rooyensem. Te słowa dają do myślenia
Pierwsza miłość, szybkie małżeństwo
Z dzisiejszej perspektywy ten rok, gdy musiała powtarzać klasę, nazywa rokiem dojrzewania, sprawdzania siebie i życia poza schematem. Przyznaje, że bardzo potrzebowała wtedy wolności i doświadczeń innych niż przewidywalna droga: szkoła, studia, dorosłość. Ogromny wpływ miała też pierwsza wielka miłość. Jej chłopak był starszy, grał w rockowym zespole, studiował i wprowadził ją do świata koncertów, prób, klubów studenckich i dorosłego towarzystwa.
Czytaj również: Ślub wzięła bardzo wcześnie, z mężem doczekała się trzech synów. Joanna Przetakiewicz ujawniła powody rozwodu
To, jak przyznaje w rozmowie z Onetem, stało się powodem jej konfliktu z rodzicami. Ojciec Joanny Przetakiewicz był prokuratorem — człowiekiem skupionym na pracy, zamkniętym, mało emocjonalnym. Matka była jego przeciwieństwem — ciepła, otwarta, otoczona przyjaciółkami. Nie pasowali do siebie, a mimo to byli razem. Po latach Joanna Przetakiewicz zrozumiała, że powtórzyła ten schemat. "Kiedyś ludzie się nie rozwodzili. Nawet jeśli do siebie nie pasowali, po prostu w tym trwali" — wyznała w rozmowie z Onetem.
Miała zaledwie 18 lat, kiedy wyprowadziła się z domu do starszego o 13 lat mężczyzny, który później został jej pierwszym mężem. Dla jej ojca był to moment ogromnej ulgi. Zbuntowana nastolatka, która wcześniej żyła po swojemu, nagle weszła w coś, co wyglądało jak stabilizacja: dorosły partner, bezpieczny dom, spokojniejsze życie który później został jej pierwszym mężem. Tyle że ona bardzo szybko poczuła, że coś jest nie tak. Po niecałym roku wspólnego życia spakowała walizki i wróciła do rodziców. Dziś mówi, że już wtedy wiedziała, że do siebie nie pasują. Że różni ich nie tylko wiek, ale przede wszystkim sposób patrzenia na ludzi, emocje i relacje. Ale gdy pierwszy mąż poprosił ją, by wróciła, zgodziła się.

Przetakiewicz wprost o pierwszym małżeństwie: "Popełniłam błąd"
"Był na tyle przekonywujący, że on wtedy po prostu oszalał z chęci tego, żebyśmy wrócili do siebie. Uległam. On mnie do tego przekonał. To był błąd. Dzisiaj potrafię to wszystko sobie przeanalizować i ocenić z perspektywy czasu, że zrobiłam to samo, co zrobili moi rodzice. Zeszły się dwie osoby, które do siebie nie pasują, które mają inne patrzenie na życie, które mają przede wszystkim, i dla mnie to jest najważniejsze, inny stosunek do ludzi. Dokładnie tak było w przypadku moich rodziców" - wyznała Przetakiewicz.
Czytaj także: Pierwszy mąż skrzywdził Joannę Przetakiewicz. Została z trójką dzieci
Ich związek trwał w sumie 16 lat. Przetakiewicz i jej mąż doczekali się trzech synów, budowali wspólny dom i życie. Ale ona czuła się coraz bardziej nieszczęśliwa, gdy w końcu ich małżeństwo się rozpadło, ona została z niczym, bo przed ślubem podpisała intercyzę, jak się później okazało, bardzo dla niej niekorzystną. "Nie byłam jeszcze na tyle mądra i na tyle doświadczona — byłam dzieckiem. Ja ją po prostu podpisałam z pełnym zaufaniem. Ale potem, już będąc na studiach prawniczych, jak ja tę intercyzę sobie przeczytałam i przegadałam ją jeszcze ze swoim profesorem... To po prostu była taka intercyza, że wchodzisz z niczym, wychodzisz z niczym" - wyznała.
Z tego błędu Przetakiewicz wyciągnęła kolejną ważną lekcję - kobieta nie może być zależna od mężczyzny. I trzyma się tego do dziś. "Zawsze będę mówiła o konieczności niezależności kobiet. Zawsze. Ostatnio spotkałam się z taką opinią mężczyzny, który powiedział, że przewracam kobietom w głowie, bo przecież one stworzone są do innej roli. Mężczyzna jest od tego, żeby za nią decydował. Wtedy powiedziałam: "Kochany. chyba nie". Taka opinia jeszcze bardziej przekonuje mnie do tego, żebym robiła dalej to, co robię" - powiedziała.
