Frank Sinatra, Barbara Sinatra, Los Angeles, Kalifornia, 1990 rok
Fot. Harry Langdon/Getty Images
NIEZWYKŁE HISTORIE

Frank i Barbara Sinatrowie: była jego czwartą i ostatnią żoną. Przeżyli razem 26 lat

Życie z nim nie było łatwe. Bywał dla partnerek tyranem

Agnieszka Dajbor 10 grudnia 2021 15:46
Frank Sinatra, Barbara Sinatra, Los Angeles, Kalifornia, 1990 rok
Fot. Harry Langdon/Getty Images

Sinatra obsypywał kobiety prezentami, ale wymagał absolutnego posłuszeństwa. Gdy jego żona nie miała siły iść na  kolejne przyjęcie, upomniał ją: „pójdziesz dziś  i  każdego wieczoru!”. Jednak przy Barbarze wytrwał aż 26 lat. Twierdził, ze wniosła do jego życia spokój... Oto niezwykła historia tej relacji

Frank Sinatra nie miał urody amanta. Kobiety do niego lgnęły

Manhattan, rok 1944. Na  świecie toczy się jeszcze wojna, ale nowojorczycy żyją własnymi sprawami. Jesienią w  Paramount Theatre na  Brodwayu odbywa się koncert Franka Sinatry. W  ciasnych uliczkach wokół budynku na  swego idola czeka blisko 30 tysięcy fanów. Głównie młodych kobiet, które krzyczą histerycznie: „Frankie, Frankie!”. Chcą go posłuchać, zobaczyć, dotknąć. Niektóre mdleją z  emocji. Takich tłumów jeszcze nikt nie przyciągał, dziennikarze uznają koncert za  jedno z  najbardziej spektakularnych wydarzeń w  amerykańskim show-biznesie. Sinatra największe sukcesy ma  jeszcze przed sobą, ale już wiadomo, że zjawił się ktoś niezwykły. Dlaczego tak ekscytuje?

Nie ma  urody amanta, jest strasznym chudzielcem, a  jednak skupia n a sobie absolutną uwagę otoczenia. Mówią o  nim: „Niebieskooki” albo „Głos”. Bo  głos ma  ciepły, zmysłowy, zapadający w  pamięć. Śpiewa z  takim uczuciem, jakby każdemu ze  słuchaczy opowiadał bardzo osobistą historię. I  ma  to  coś, co  sprawia, że ładna melodia i  parę prostych słów w  jego wykonaniu zmieniają się w  sztukę. Barbary nie ma  wśród wiwatującego tłumu na  Manhattanie. W  małym miasteczku Wichipet słucha czasem piosenek Sinatry przez radio. A  gdy on z  taką czułością śpiewa: „Nic nie szkodzi, że jestem samotny, gdy serce mi  mówi, że samotna jesteś i  ty”– drży z  emocji, jak jej nastoletnie koleżanki. Czy gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że za  30 lat zostanie żoną swojego idola, uznałaby to  za  żart? Nie, raczej za  dobry życiowy plan, który warto zrealizować. Barbara nie ma  krzty talentu Sinatry, ale tak jak on pochodzi z  biednej rodziny. I  wie, że drogę na  szczyt trzeba sobie samemu utorować, a  najlepiej wydrzeć ją życiu pazurami.

Czytaj także: „Tylko Richarda naprawdę kochałam”. Historia burzliwej miłości Elizabeth Taylor i Richarda Burtona

Frank Sinatra w Columbia Recording Studios, Liederkrantz Hall, 01.10.1947 rok
Fot. William Gottlieb/Redferns

Frank Sinatra w Columbia Recording Studios, Liederkrantz Hall, 01.10.1947 rok

Frank Sinatra i Barbara Sinatra: wcześniej była żoną jego kolegi

Drogi Franka i  Barbary przecinały się kilka razy, ale Frank zauważa ją w  latach 60. w  Palm Springs – miasteczku, które obok Las Vegas i  Los Angeles było ulubionym przystankiem hollywoodzkiej society. Frank ma  55 lat i  liże rany  po  małżeństwie z  21-letnią Mią Farrow. Barbara jest żoną jego sąsiada i  przyjaciela Zeppo Marxa (najmłodszego z  klanu słynnych komików). Trudno powiedzieć, żeby była szczęśliwa. Zeppo jest sporo od  niej starszy, niezbyt atrakcyjny, zdradza ją, a  co  gorsze „skąpi pieniędzy”. Ten związek ma  jednak jedną wielką zaletę – jest dla Barbary przepustką do  świata hollywoodzkich bogaczy. Barbara jako młodziutka dziewczyna była modelką, kręciła się trochę w  świecie celebrytów, próbowała sił jako aktorka, ale okazała się totalnym beztalenciem. Ruszyła w  świat, wiedząc, że jej jedynym atutem jest tytuł Miss Missouri i  uroda. Czy była piękna? Gregory Peck widząc ją kiedyś, zawołał: „Mmmm, co  za  pyszność!”.

Zanim poznała Zeppo, pracowała w  jednym z  teatrzyków rewiowych w  Las Vegas, była tancerką i  hostessą. Małżeństwo zapewniło jej awans społeczny, o  jakim marzyła. Była w  stanie wiele wytrzymać, by  zażywać słodkiego życia w  luksusie. Wspominała je  tak: „Nasze życie codzienne biegło zwyczajnym torem: drinki, tenis, golf i  korty, imprezy charytatywne, koktajle, przyjęcia i  uroczyste kolacje”.

Czas umilały jej wizyty sławnych gości. Gregory’ego Pecka z  żoną Veroniqe, Marylin Monroe z  Arturem Millerem, Clarka Gable’a. Rozmowy skrzyły się od  anegdot, za  które kolorowe pisma zapłaciłyby grube pieniądze. Na  przykład o  przyjęciu niespodziance, jakie Kirkowi Douglasowi wyprawiła na  urodziny jego żona Anna – zaprosiła do  ich willi wszystkie jego kochanki. „Ożeniłbym się z  tą, która to  zorganizowała, bo  okazała się sprytniejsza ode mnie” – komentował przytomnie Douglas.

Barbara ma  okazję przyjrzeć się sąsiadowi zza żywopłotu – Frankowi Sinatrze. Gdy do  Palm Springs wpada prezydent Kennedy, zatrzymuje się... właśnie u  niego. W  ciągu tygodnia Sinatra buduje na  tę wizytę nową posiadłość, lądowisko i  budynek dla agentów Secret Service. Kiedy indziej, gdy na  parę godzin zapowiada się jego była żona Ava Gardner, buduje specjalnie dla niej kort tenisowy.

Na  Barbarze robi to wrażenie. Korzysta z  każdej okazji do  złożenia sąsiedzkiej wizyty. Znudzona mężem, coraz chętniej odpowiada na  zaloty gwiazdora. Poderwać daje się tanio. Wiadomo było, że Sinatra, kiedy upatrzył sobie jakąś kobietę, patrzył jej głęboko w  oczy i  pytał: „Czy miałabyś dzisiaj ochotę zjeść ze  mną kolację, słoneczko?”. Nie inaczej było  z  Barbarą. Kiedy po  wspólnie spędzonej nocy Frank proponuje jej podróż do  Monako, ona nie waha się ani chwili.

Czytaj także: Judi Dench i Michael Williams - mąż był miłością jej życia. Gdy zmarł, posadziła dla niego drzewo

Frank Sinatra, Barbara Marx, 10.04.1973 rok
Fot. Ron Galella/Ron Galella Collection via Getty Images

Frank Sinatra, Barbara Marx, 10.04.1973 rok

Frank Sinatra i Barbara Sinatra: początek trudnej miłości

Sinatra jest w  swoim żywiole, uwielbia uwodzić kobiety, jakby mimo sławy i  talentu musiał stale przeglądać się w  ich oczach. Ma  za  sobą romanse z  największymi pięknościami: Marilyn Monroe, Grace Kelly, Sophią Loren, Kim Novak, Lauren Bacall. Choć złośliwi mówią, że śpi z  każdą, która się nawinie, wobec Barbary jest czuły, uważny, szarmancki, obsypuje ją kwiatami, zaprasza na  rauty do  pałacu księcia Rainiera i  księżnej Grace. Gdy Barbara jest smutna, proponuje jej „terapię zakupową” w  najdroższych butikach świata. Chce ją olśnić. Któregoś dnia rzuca: „Mam ochotę na  grecką kuchnię”. Zaprasza przyjaciół, wynajmuje prywatny samolot i  zabiera wszystkich na  wycieczkę do  Aten. Na  widok Barbary podśpiewuje: „Nawet, jeśli będzie trzeba czekać całe wieki, będę czekał na  ciebie”.

Zostawia jej karteczki z  podpisem: „Kocham cię. Zgadnij kto?”. Albo: „Tak bardzo cię kocham, że aż boli”. Barbara zażywa wszelkich przywilejów, jakie daje bycie u  boku wielkiej gwiazdy. Wspomina to  tak: „Któregoś wieczoru przygotowywaliśmy się do  wyjścia na  galową kolację w  Monte Carlo i  fryzjerka czesała mi  włosy. Do  pokoju wszedł Frank już w  smokingu i  spytał: – Co  dzisiaj włożysz, kochanie? – Tę suknię z  perłowego jedwabiu, którą tak lubisz, odparłam z  uśmiechem. – A  jaka biżuteria? – Ach, sama nie wiem. Może wybiorę ten naszyjnik z  brylantami i  rubinami, ale jeszcze się waham. Wtedy Frank sięgnął do  kieszeni marynarki i  wyjął najpiękniejszy naszyjnik, jaki widziałam. Wprost kapał brylantami i  szmaragdami, a  w  samym środku miał kamień wielkości przepiórczego jaja. – Przymierz to – powiedział. – Zrobiono go dla madame Cartier. Moja fryzjerka jęknęła z  zachwytu”.

Czytaj także: Życie w cieniu sekty. Skomplikowana historia miłości Katie Holmes i Toma Cruise'a

Frank Sinatra, Barbara Marx (później Sinatra, American Film Institute, Los Angeles, Kalifornia, 13.03.1974 rok
Fot. Fotos International/Getty Images

Frank Sinatra, Barbara Marx (później Sinatra), American Film Institute, Los Angeles, Kalifornia, 13.03.1974 rok

Skomplikowana relacja Franka i Barbary Sinatrów. Geniusz i  potwór

Obserwują się nawzajem. Barbara szybko zauważa, że Frank to  Dr Jeckyll i  Mr Hyde. Potrafi być romantycznym kochankiem, ale i  potworem. Nie znosi sprzeciwu. Pije i  terroryzuje otoczenie. Znudzony bogactwem i  każdym kaprysem, jaki może spełnić, nieustająco domaga się nowych wrażeń, podniet, zabaw. Sławne było przyjęcie, na  które goście musieli wspinać się po  drzewie, a  Sinatra rzucał w  nich talerzami z  jedzeniem, zaśmiewając się przy tym do  łez.

Ale ma  też w  sobie jakiś niepokój, boi się bezczynności, bezruchu. Może dlatego w  wywiadzie dla amerykańskiego „Playboya” mówi: „Wierzę we  wszystko, co  pozwala przetrwać noc. Może to  być modlitwa, benzydryna, albo butelka Jacka Danielsa”.

Gdyby odnieść go do  współczesnych gwiazd, można by  powiedzieć, że miał wiele z  wdzięku George’a Clooneya i  coś z  infantylizmu Michaela Jacksona. Pochodził z  rodziny biednych, sycylijskich emigrantów, szczęśliwe dzieciństwo przeżywał więc w  dorosłym życiu. W  swojej ukochanej posiadłości „Compound” miał na  przykład pokaźną kolekcję kolejek elektrycznych, którymi uwielbiał się bawić. W  wywiadzie z  lat 60. dla magazynu „Life” powiedział: „Jestem jednym z  najszczęśliwszych na  świecie ludzi, jakich znam”. Ale czy była to  prawda? W  dzieciństwie wychowywany był przez silną matkę, która na  przemian lała go albo tuliła. Później przenosił tę toksyczną miłość na  swoje relacje z  kobietami. Wielbił je  i  upokarzał. Wielu jego biografów twierdzi, że w  życiu miał wszystko, prócz miłości. Z  matką związany był niemal chorobliwie – zginęła w  katastrofie samolotu, gdy on miał 62 lata, a  ona 83. Przez całe życie zabiegał o  jej uznanie.

Barbara czuje jednak, że Frank jest dobrym człowiekiem. Daje wielkie pieniądze na  cele charytatywne, w  ogóle chętnie wspomaga potrzebujących. Kocha dzieci. Ona wcześnie została samotną matką. Ma  jedynego syna Boba, którego uwielbia. Mówi, że ona i  jej syn są jednością. Ale kolejni faceci, jakich spotyka na  swojej drodze, widzą w  niej kochankę, a  nie matkę z  dzieckiem. Zastanawia się, czy Frank zaakceptuje jej syna. Bob jest już studentem, ale Barbara cały czas ma  poczucie, że musi być dla niego opoką. Właściwie niezależnie od  tego, ile ma  pieniędzy, myśli o  sobie, jako o  samotnej matce, która walczy, żeby jej dziecku niczego nie brakowało. Na  szczęście Sinatra przyjął Boba z  otwartymi ramionami.

Frank Sinatra, Barbara Marx, wówczas już Sinatra, Palm Springs, 13.07.1976 rok
Fot. Bettmann / Contributor/Getty Images

Frank Sinatra, Barbara Marx, wówczas już Sinatra, Palm Springs, 13.07.1976 rok

Kochanka i  pielęgniarka

Frank też obserwuje Barbarę. Jest atrakcyjna, a  zarazem dojrzalsza od  kobiet, z  którymi się wiązał. Podobno miłością jego życia była druga żona, Ava Gardner. Ale spędzili ze  sobą tylko sześć lat, byli za  wybitni, za  egoistyczni i  za  porywczy, by  ze  sobą wytrzymać. W  1968 roku, niedługo po  rozstaniu z  Mią Farrow, w  wywiadzie dla magazynu „Life” mówi: „Jeśli w  ogóle miałbym się jeszcze raz ożenić, musiałby być to  ktoś spoza  show-biznesu. Jedyne, czego chcę, to  żeby żona opiekowała się mną”.

Barbara jest kochanką, towarzyszką i  organizatorką codziennego życia. Pielęgniarką i  psychologiem. Ślub biorą w  lipcu 1976 roku. W  jednym z  wywiadów Sinatra mówi, że ten związek dał mu rodzaj „cudownego spokoju”. „Były takie chwile, kiedy było zbyt cicho, kiedy gdzieś czegoś brakowało. Ale gdy wzięliśmy ślub z  Barbarą, odkryłem, że to  jednak dla mnie lepsze życie. Ona jest cudowną kobietą – tłumaczy i  dodaje, żeby nie było zbyt słodko: – Szkoda tylko, że jest taka brzydka”.

Mamo, gdzie jesteś?

Barbara była jego czwartą i  ostatnią żoną. Gdy się pobierali, on miał 61 lat, ona 46. Była też kobietą, przy której wytrwał najdłużej. Co  oczywiście nie znaczy, że jej nie zdradzał. Ale Barbara wiedziała, że Frank nie zmieni swoich nawyków. Pisał: „Kocham cię tak bardzo, że chyba przestanę pić”. I  zaraz dodawał: „Nie, z  tym to  jednak przesadziłem”. Spędzili ze  sobą 26 lat. Rytm ich życia wyznaczały koncerty, światowe tournée, podróże. Paparazzi, których nienawidził, nie odstępowali go na  krok.

Barbara patrzyła, jak Frank się starzeje i  jak desperacko walczy, by  być w  formie. Mówił: „Najgorszą rzeczą, jaką mógłbym usłyszeć, byłoby, że nie mogę już pracować. Będę robił cokolwiek, ale muszę pracować.” Powtarzał zawadiacko: „Żyje się tylko raz, ale tak, jak ja  żyłem, raz wystarczy”. Nie chciał dać się pokonać starości i  chorobom. Barbara pocieszała go, obiecywała, że razem zawsze się pozbierają. „Oboje doświadczyliśmy w  życiu trudnych chwil, ale umieliśmy powiedzieć – to  minie”, wspominała. Z  wiekiem jednak Sinatra zapada na  kolejne choroby. Kiedy umiera w  1998 roku, Barbara siedzi przy jego łóżku dzień i  noc. Trzyma go za  rękę. Frank rzadko odzyskuje przytomność. Nie poznaje nawet swoich piosenek. Pyta kiedyś: „Kochanie, kto to  śpiewa? Lubię go”. W  ostatnich dniach życia woła: „Mamo, mamo, gdzie jesteś?”.

Barbara przeżyła go o 19 lat. Zmarła 25. lipca 2017 roku. Jej życie wciąż opromieniała sława „Niebieskookiego”. W  2011 roku wydała książkę „Moje życie z  Frankiem Sinatrą (Wyd. Pascal, 2013), która natychmiast stała się bestsellerem. Mówiła, że najbardziej lubi słuchać opowieści o  Franku. Wspominała, jak na  jego koncertach siadywała w  pierwszym rzędzie, a  on śpiewał dla niej: „Pragnienie ciebie jest wszystkim/ Będziesz moją muzyką / Będziesz moją piosenką”.  

Czytaj także: Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani: historia miłości 60-letniego śpiewaka operowego i 23-letniej studentki

 

Frank Sinatra, Barbara Sinatra, Los Angeles, Kalifornia, 1990 rok
Fot. Harry Langdon/Getty Images

Frank Sinatra, Barbara Sinatra, Los Angeles, Kalifornia, 1990 rok
Fot. Harry Langdon/Getty Images

Frank Sinatra, Barbara Sinatra, Los Angeles, Kalifornia, 1990 rok

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

„Miałem szczęście do kobiet”… Jerzy Stuhr o mamie i babci w ostatnim wywiadzie dla VIVY.pl

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANITA SOKOŁOWSKA zdobyła sympatię widzów jako Zuza w „Przyjaciółkach”. Wytańczyła Kryształową Kulę. Teraz przyszedł czas na realizowanie swoich projektów i marzeń. URSZULA DUDZIAK I GRZECH PIOTROWSKI: dwie silne osobowości, dwa pokolenia. Diwa jazzu i wirtuoz saksofonu połączyli siły w niesamowitym projekcie „WE” dla pokoju na świecie. KRZYSZTOF MIRUĆ: architekt z wykształcenia, osobowość telewizyjna, z zamiłowania projektant wnętrz o swojej drodze do sukcesu.