WSPOMNIENIE

Nic nie zapowiadało tej tragedii. Tak wyglądały ostatnie dni życia niezwykłej Amy Winehouse

Wokalistka skończyłaby dziś 37 lat...

Gabriela Czernecka 14 września 2020 10:23

Ostatnie dni życia Amy Winehouse nie zapowiadały tragedii. Artystka odbyła rutynową konsultację z lekarzem – właśnie odbyła kurację odwykową i można powiedzieć, że zaczynała nowe życie. Rozpoczęła pracę nad trzecią płytą i wszystko wskazywało na to, że w końcu po latach pełnych alkoholu i narkotyków, udało się jej pokonać demony przeszłości. Nic dziwnego, że gdy poinformowano o jej śmierci najpierw pojawiło się niedowierzanie i szok. Dopiero później, jak smutek i żal uderzyły ze zdwojoną mocą, wielu zadawało sobie pytanie – czy ktoś w ostatnich chwilach jej życia jeszcze widział w niej człowieka, a nie tylko wielką artystkę z problemami? 

Ostatnie dni życia Amy Winehouse

Koncert w Belgradzie, który odbył się w połowie czerwca 2011 roku, to nie było wołanie o pomoc, a powolne umieranie na oczach fanów. Rozglądała się po scenie, poprawiała włosy. Wyraźnie znudzona z trudem dotarła na środek sceny. Nikt nie miał wątpliwości, że Amy Winehouse była zbyt pijana, by śpiewać. Podczas trwającego dziewięćdziesiąt minut koncertu mamrotała pod nosem, myliła teksty piosenek, a nawet miała problem z utrzymaniem równowagi przy mikrofonie. Na piosenkarkę czekało 20 tysięcy fanów, wszyscy wrócili tego wieczoru do domu rozczarowani. „Zdawałem sobie z jej problemów, ale organizatorzy koncertu powinni byli go odwołać, by pozwolić nam zapamiętać prawdziwą Amy”, mówił w rozmowie z Agencją AFP obecny na koncercie fan artystki. 30 lipca Amy Winehouse miała wystąpić po raz pierwszy w Polsce, 23 lipca poinformowano o jej śmierci. 

Wciąż nie znamy odpowiedzi na pytanie, co stało się w ciągu ostatnich dni nowego życia Amy, kiedy to zakończyła kurację odwykową i postanowiła tę szansę jednak zmarnować. Mimo to nie da się nie zauważyć, że całe dorosłe życie walczyła z demonami. Nie umiała poradzić sobie z naciskami branży muzycznej i nieustanną nagonką mediów. Poddawana ciągłej ocenie nie tylko ze względu na twórczość artystyczną, ale także i wygląd czy relacje z mężczyznami, poszukiwała ucieczki od codzienności. Rozwiązaniem były narkotyki i alkohol, które pomagały jej codziennie z brutalną rzeczywistością. 23 lipca 2011 około godziny 16.00 Amy Winehouse została znaleziona martwa we własnym łóżku. Ochroniarz, który znalazł jej ciało, próbował ją obudzić. NIestety, było już za późno. Angielskie tabloidy, chwilę po śmierci Winehouse podawały, że przed zgonem urządziła sobie imprezę, podczas której alkohol lał się strumieniami. Tak naprawdę jednak ostatni dzień życia Amy Winehouse spędziła w sypialni, wylegując się na łóżku i… pijąc wódkę. Umarła samotnie w sypialni wartego 2,5 mln funtów domu w londyńskiej dzielnicy Camden.

Według jednego ze świadków, wypiła tego wieczoru dwie butelki alkoholu, oglądając swoje stare filmiki z koncertów. „Zachowywała się zwyczajnie, chociaż z tego co wiem już od dawna nie oglądała własnych filmów na YouTube. Nie była też całkowicie pijana”, mówił podczas śledztwa ochroniarz gwiazdy, który najprawdopodobniej  widział ją jako ostatni. Sekcja zwłok wykazała, że artystka miała w sobie aż 4 promile alkoholu. Doktor Christina Romete, psychoterapeutka gwiazdy, zdradziła w jednym z wywiadów, że Amy Winehouse nie chciała się zabić, alkohol był po prostu jej sposobem na nudę i samotność. „Moim usprawiedliwieniem jest to, że większość ludzi w moim wieku spędza dużo czasu zastanawiając się nad tym, co zamierzają zrobić przez następne pięć lub dziesięć lat. Czas spędzony na myśleniu o swoim życiu, po prostu spędzam na piciu”, mówiła sama gwiazda w jednym z wywiadów.

Amy Winehouse
Fot. Getty Images

Rozwód rodziców, którego doświadczyła, mając zaledwie dziewięć lat, wywarł trwały ślad na jej psychice. Od małego jednak wyróżniała się ogromnym talentem muzycznym i… skłonnościami do ekscentrycznych zachowań. W wieku 12 lat rozpoczęła naukę w szkole Sylvia Young Theatre School, ale została z niej usunięta za nieodpowiednie zachowanie. Przekuła sobie nos i zaczęła nieco bardziej ingerować w swój wygląd. Swój artyzm z wyglądu przerzuciła na rozwój twórczości muzycznej. W wieku 17 lat podpisała kontrakt z wytwórnią Island Records. W 2003 roku wydany jazzujący album zachwycił brytyjską prasę. „Prostolinijny, ciepły, pełen życia i zdumiewająco wszechstronny”, napisał o nim dziennik The Times. Kilka miesięcy później Amy Winehouse poznała asystenta produkcji wideoklipów, Blake’a Fieldera-Civila i jej życie nabrało nowych barw.

Kochankowie z piekła rodem 

Od samego początku nazywano go „złym duchem Amy”. To on wciągnął ją w świat kokainy i alkoholu, ale tak naprawdę był tylko kolejnym przystankiem do samodestrukcji. Zanim jeszcze go poznała, Amy cierpiała na bulimię i depresję. Blake był dla niej jak powiew świeżego powietrza, nareszcie czuła, że dla kogoś jest kimś więcej, niż tylko artystką. W 2007 roku stanęli na ślubnym kobiercu. Blake był wielką miłością Amy. „Wiem, że mam talent, ale nie jestem tu, aby śpiewać. Jestem tu, aby być żoną i mamusią i troszczyć się o rodzinę”, powiedziała w jednym z wywiadów. Marzyła o  zwyczajnym życiu, ale pod marzeniami, kryła się pragnąca ciągłej uwagi, delikatna, wrażliwa kobieta. Swoje kompleksy. niepewności i wywieraną na niej presję mediów uciszała morzem alkoholu. „Każda zła sytuacja to bluesowa piosenka, która czeka, by się wydarzyć”, mówiła w jednym z wywiadów. Nic więc dziwnego, że to Blake stał się jej inspiracją przy tworzeniu piosenek do kolejnego albumu Back to Black. Oboje zagubieni, słabi i nieszczęśliwi, w alkoholu i narkotykach szukali pocieszenia.

02_amy-hot_par_05.jpg
Fot. FOTOLINK

Ich relacja jednak szybko stała się burzliwa, a media zaczęły nazywać ich „kochankami z piekła rodem”. Co rusz donoszono o ich kłótniach, bójkach i szarpaninach. Amy straciła na wadze, ciało pokryła tatuażami, kaleczyła się szkłem. Chciała, by ktoś ją zauważył. Media rozpisywały się ze szczegółami, jak wstrzykuje sobie heroinę miedzy palce u stóp, publikowano fotografie, jak z zakrwawioną twarzą wychodzi z mężem z hotelu. Amy cała zakrwawiona po sprzeczce z Blakiem, Amy z sińcem pod okiem, Amy z Blakiem odurzeni, w klubie i na ulicy. Oboje aresztowani za posiadanie narkotyków. Lekarze diagnozują u niej bulimię, depresję i silne uzależnienie od narkotyków oraz środków uspokajających. Nie mają wątpliwości: „Winehouse to osobowość typu borderline, charakteryzująca się ciągłą huśtawką nastrojów, impulsywnością, naprzemiennym uczuciem silnego gniewu, niezadowolenia, smutku oraz radości i euforii”.

Dziś patrząc na to, jak się zachowywała, nie da się nie zauważyć, że potrzebowała pomocy, że w ten sposób próbowała zwrócić na siebie uwagę. Choć tkwiła w małżeństwie, wciąż czuła się samotna i niezrozumiana. Ojciec zamiast zająć się córką, próbował kariery jako muzyk jazzowy, a brat chętnie rozpowiadał szczegóły z jej życia, by choć chwilę pobyć w świetle reflektorów. Pod koniec 2007 roku Blake został nawet skazany na 27 miesięcy więzienia za próbę przekazania łapówki oraz pobicie. Amy wiernie stała u jego boku, broniąc go przed atakiem mediów i cały czas twierdząc, że jest niewinny.

W 2008 roku za namową ojca nieco odsuwa się od męża - urywa z nim kontakt, nie odwiedza go w więzieniu. W styczniu 2009 roku jedzie na wakacje w towarzystwie aktora Josha Bowmana, z którym wraca wypoczęta i zachwycona. Deklaruje, że zrywa z narkotykami, że całe jej małżeństwo było „niczym innym tylko ciągłym ćpaniem”, na szczęście jednak „nie pamięta, że kiedykolwiek była mężatką”. Jej stosunek do terapii i zerwania z nałogiem szybko się zmienia i Amy wraca do dawnego życia. „To prawda. Byłam na odwyku. Przez kwadrans. Po prostu poszłam tam, powiedziałam im: »Cześć, piję, bo spieprzyłam swój związek«. I wyszłam”, kpiła w jednym z wywiadów, chwilę po tym, jak znów wróciła do Blake'a. 

Amy Winehouse, Blake Fielder Civil
Fot. ONS

W lipcu 2009 roku nagle para rozstała się. Jedni mówili, że Amy zrobiła to pod wpływem rodzinny, inni, że Blake chciał odzyskać wolność, bo gwiazda dopuszczała się zdrad. On szybko pozbierał się po rozstaniu, ale Amy nie mogła pogodzić się z tym, że teraz nie ma już przy niej nikogo. Pogrąża się w rozpaczy. Nadzieję na nowe, mniej skomplikowane życie daje jej nowy związek – z reżyserem Regiem Travissem. Wydawało się, że on, abstynent, da jej nową motywację do walki z uzależnieniem. Do walki o własne życie.

I rzeczywiście, dało się zauważyć, że przez jakiś czas jest lepiej. Amy zaczęła o siebie dbać, przestała być przeraźliwie chuda, po raz kolejny poszła na terapię, tym razem mającą – jak zapewniała – „wyleczyć ją całkowicie”. Podobno para nawet się zaręczyła. „Reg poprosił Amy o rękę, a ona oczywiście powiedziała »Tak«. Bardzo go kochała. Marzyła o tym, żeby zostać jego żoną i założyć z nim rodzinę. Tak bardzo chciała uporać się ze swoimi demonami. Oboje otwarcie deklarowali, że chcą spędzić razem resztę życia i nie widzieli świata poza sobą”, mówił informator magazynu The Sun. W końcu jednak i Reg Traviss nie wytrzymuje ciągłych skoków nastrojów narzeczonej, a ona znów uciekła w świat używek. 

Amy Winehouse
Fot. Getty Images

W czerwcu 2011 roku ruszyła z trasą koncertową. „Wyglądało to tak, jakby szatan rock’n’rolla chciał jeszcze raz pokazać światu swą ofiarę”, pisał komentator szwajcarskiej Neue Zürcher Zeitung. Kto dopuścił wówczas do tego, by Amy dała koncert w Belgradzie? „Wciąż ogarnia mnie wściekłość na myśl, że ktoś uznał, że Amy czuje się na tyle dobrze, że może stanąć na scenie, o tournée nie wspominając, podczas gdy ona była w rozpaczliwym stanie i pilnie potrzebowała leczenia”, napisała przed laty na swoim Facebooku szkocka piosenkarka Annie Lennox. Dopiero po śmierci Amy Winehouse okazuje się, że wcale nie chciała grać tego koncertu, twierdząc, że okropnie się czuje, a na estradę siłą wepchnęli ją menedżerowie i ochroniarze.

Media donosiły, że znów poddała się odwykowi, ale historia lubi się powtarzać i jak w otwierającej jej kultowy album Back to Black piosence „Rehab”, Amy Winehouse śpiewa znamienne słowa: „Próbowali mnie wysłać na odwyk, ale powiedziałam: nie, nie, nie. Tak, jestem zła, ale kiedy się zmienię, na pewno się o tym dowiesz”. Wytrwała tam zaledwie kilka dni. Trzy dni przed śmiercią Amy Winehouse znów jest na scenie - wspomaga 15-letnią chrześnicę Dionne, uśmiecha się do fanów, namawiając ich na kupno płyt Dionne. Ostatnie zrobione jej zdjęcie wcale nie wskazywało na to, co wydarzy się kilka dni później...

Ostatnie zdjęcie Amy Winehouse
Fot. Getty Images

Wokalistka, umierając miała ponad 4 promile we krwi. Biegli stwierdzili, że wstrząs spowodował u niej zatrzymanie oddychania. Nic nie wskazywało na to, że za 72 godziny świat będzie po niej płakał. Co wówczas się wydarzyło? Kto lub co sprawiło, że demony przeszłości powróciły ze zdwojoną siłą? Tego chyba nigdy się nie dowiemy. Jak mówiła sama Amy Winehouse: „Życie jest krótkie. Wszystko może się zdarzyć i zwykle tak jest, więc nie ma sensu siedzieć i myśleć o wszystkich „ale” oraz „i”.” 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.