WSPOMNIENIE

Z dzienników Diany: „Cięłam piersi i uda nożem do cytryn. Zawsze po kłótniach z Karolem”

Oto obszerne fragmenty słynnych zwierzeń Diany…

Weronika Kostyra, Gabriela Czernecka 1 grudnia 2020 18:59

Odeszła 23 lata temu. Jako pierwsi w Polsce w pierwszą rocznicę tragicznej śmierci opublikowaliśmy obszerne fragmenty słynnych zwierzeń księżnej Diany. Nagrała je na dziewięciu kasetach magnetofonowych i przekazała z Pałacu Buckingham autorowi swojej biografii Andrew Mortonowi. Nawet na tych, którzy doskonale znają życiorys Róży Anglii, jej własne słowa robią kolosalne wrażenie. W tym roku księżna Diana skończyłaby 59 lat. Przypominamy archiwalny artykuł Agnieszki Lesiak z 1998 roku. Oto historia Królowej Ludzkich Serc jej słowami. 

Dzieciństwo księżnej Diany

W dzieciństwie nie byłam aniołkiem. Moi bliscy nieraz mogli się przekonać, że rogata ze mnie dusza. Jednak zawsze umiałam się zachować. Od najmłodszych lat świetnie wyczuwałam, kiedy można poszaleć, a kiedy należy trzymać buzię na kłódkę. Umiałam z każdym porozmawiać, wszystko jedno - z ogrodnikiem czy z policjantem. Ojciec zawsze mi powtarzał: „Traktuj wszystkich dobrze i pamiętaj, nigdy nie zadzieraj nosa”.

Zawsze czułam się inna niż moje rówieśnice. W jakiś sposób wybrana. Przeczuwałam, że będę robić w życiu coś wyjątkowego, choć absolutnie nie miałam pojęcia, co to miałoby być. Gdy miałam 13 lat, powiedziałam ojcu: „Wiem, że poślubię kogoś, kto będzie pełnił ważną publiczną funkcję, ale myślałam raczej o ambasadorze, a nie o kimś jeszcze wyżej”.

Miałam nieszczęśliwe dzieciństwo. Rodzice bardziej niż nami byli zajęci kłóceniem się ze sobą. Mama ciągle płakała, tata nigdy nie chciał nam wyjaśniać, dlaczego, a my nie mieliśmy odwagi zapytać. Tak naprawdę wychowały nas niańki, które ciągle się zmieniały. Z dzieciństwa pamiętam wielkie poczucie braku stabilizacji. Bardzo kochałam zwierzęta, zwłaszcza te malutkie, jak świnki morskie. Kładłam się spać otoczona 20 pluszowymi przytulankami tak, że w łóżku zostało niewiele miejsca dla mnie. Te zabawki były moją rodziną, a do 10 roku życia nie zasypiałam bez zapalonej lampy. Często wtedy słyszałam płacz mojego brata Charlesa, dobiegający z drugiego końca domu. Krzyczał, że chce do swojej mamy. Cierpieliśmy oboje, ale nigdy nie znalazłam w sobie dość odwagi, by wyjść na ciemny korytarz.

Miałam nieszczęśliwe dzieciństwo. Rodzice bardziej niż nami byli zajęci kłóceniem się ze sobą

To było tak straszne, że pamiętam to do dziś. Gdy rodzice już się rozwiedli. Mama, która miała prawo być z nami tylko w weekendy, płakała w każdy sobotni wieczór. Zawsze pytaliśmy: „co się stało, Mamusiu”, a ona odpowiadała: „Nie chcę was zostawiać, nie chcę jutro wyjeżdżać”. Dla dziewięciolatki to było po prostu przerażające.

Zdarzyło się wtedy, że zostałam druhną jednego z kuzynów i oczywiście potrzebowałam pięknej i eleganckiej sukienki. Mama kupiła mi zieloną, a tata białą. Obie były wspaniałe. Nie pamiętam już, którą wybrałam, ale do dziś tkwi we mnie traumatyczne poczucie winy - wybierając jedną czułam, że zdradzam drugiego z rodziców.

Znajomość Diany i Karola. Jak się zaczęła?

Królową Elżbieta II poznałam, jeszcze będąc dzieckiem. Co roku w czasie wakacji jeździliśmy do jej posiadłości w Sandringham. I co roku oglądaliśmy tam ten sam film dla dzieci: Oto dzwonią dzwonki. Nienawidziliśmy tego. Nienawidziliśmy tam być, ale tata się upierał. Wyrywałam się i kopałam, gdy pakowano mnie do samochodu. Nie chciałam oglądać Oto dzwonią dzwonki trzeci rok z rzędu. Jako 14-latka byłam święcie przekonana, że jestem beznadziejna i że do niczego się nie nadaję. Charles, choć młodszy, uczył się dobrze i zdawał wszystkie egzaminy, ja wszystkie oblewałam, ale nigdy nie byłam o niego zazdrosna. Dobrze go rozumiałam. Jesteśmy do siebie bardzo podobni. On, tak samo jak ja, zawsze w życiu cierpiał. Coś nas do tego predestynuje. A nasze dwie starsze siostry są tak doskonale szczęśliwe.

W szkole byłam nieznośna. Chciałam cały czas bawić się i ruszać, zamiast siedzieć na miejscu i patrzeć na ściany. Cztery lata z rzędu wygrywałam zawody w nurkowaniu i pływaniu. Wygrywałam też konkursy dla właścicielek najlepiej utrzymanych świnek morskich, ale jeśli chodzi o wyniki w nauce, lepiej pominąć je milczeniem. Kochałam lekcje gry na pianinie, naukę stepowania, treningi tenisa, byłam kapitanem drużyny siatkówki. Lubiłam opiekować się starszymi ludźmi - raz w tygodniu chodziłam do szpitala dla psychicznie chorych.

Wiedziałam, że w przyszłości chce zająć się takimi sprawami. W internacie pozwala nam się trzymać w łóżku tylko po jednym pluszowym zwierzaku. Ja miałam zielonego hipopotama, pomalowałam mu oczy fluorescencyjną farbą i w ciemnościach, których nienawidziłam, wyglądało to tak, jakby on na mnie patrzył i dodawał mi odwagi. W tym czasie ciągle jadłam i jadłam. To było nawet powodem dowcipów. Koleżanki mówiły: „dajcie Dianie 3 wędzone śledzie i 6 kanapek”, i ja to wszystko zjadłam. Gdy byłyśmy nastolatkami, wszystkie moje koleżanki miały już chłopaków, a ja nie. W głębi duszy czułam, że powinnam zostać niewinna dla kogoś wyjątkowego, kogo w przyszłości poznam. Pamiętam, jak mój przyszły mąż pierwszy raz przyjechał do nas do Althorp. Pamiętam moje pierwsze wrażenie: „Boże, jaki to smutny facet”. Moja siostra Sarah nie odstępowała go ani na krok. Wydawało mi się, że musi go to męczyć. Ja trzymałam się w cieniu. Byłam wtedy tłustawą, nieatrakcyjną dziewczyną bez makijażu, ale dużo się śmiałam, żartowałam.

Jemu się to spodobało. Po obiedzie podszedł do mnie i zaprosił do tańca, potem zapytał, czy nie mogłabym oprowadzić go po naszej galerii malarstwa, ale jak spod ziemi wyrosła koło nas Sarah i powiedziała, że to ona oprowadzi księcia. „Pozwól przynajmniej, że powiem ci, gdzie zapala się światła, bo przecież tego nie wiesz” powiedziałam i zniknęłam. Następnego dnia Karol był dla mnie czarujący. 16-latkę zainteresowanie kogoś takiego może po prostu oszołomić. Jak on w ogóle mógł zwrócić na mnie uwagę?”, zastanawiałam się, a trzeba dodać, że rzeczywiście zwrócił. Tak to wyglądało przez jakieś dwa lata.

Spotykałam go przy różnych okazjach i w końcu nawet Sarah uznała, że coś się święci. Aż wreszcie zdarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Zaproszono mnie na bal z okazji jego 30. rodzin. To był wspaniały, fascynujący wieczór. W lipcu 1980 roku przyjaciel Karola, Philip de Pass, zapytał mnie: „Może przyjedziesz na kilka dni do Petworth? Książę Walii też tam będzie. Jesteś nowa w jego towarzystwie, może więc być zadowolony z twojej obecności”. Powiedziałam „ok”.

Karol właśnie zerwał z Anną Wallace. Posadzono nas razem przy stole. Wieczorem, w czasie przyjęcia z grillem, on przysiadł się do mnie. „Był pan przerażająco smutny w kościele na pogrzebie Lorda Mountbattena. To najtragiczniejszy widok, jaki widziałam w życiu. Moje serce krwawiło. Pomyślałam sobie, że jest pan taki samotny i ktoś powinien się panem zaopiekować”, wyszeptałam.

Kilka minut później on prawie rzucił się na mnie. Wydawało mi się to bardzo dziwne, ale nie wiedziałam, jak zareagować. Potem powiedział: „proszę pojechać ze mną do Londynu, czekają na mnie pewne obowiązki w Pałacu Buckingham. Chciałbym, aby mi pani pomogła”. Powiedziałam, że trochę przesadza i odmówiłam. Wtedy zaprosił mnie na weekend na królewski jacht Britannia. Później przyjechałam do królewskiej rezydencji w Balmoral. Była ze mną moja siostra Jane, której mąż pracował jako prywatny sekretarz królowej.

Byłam przerażona, bo nigdy wcześniej nie odwiedziłam tego słynnego miejsca. Wystarczy powiedzieć, że książę Karol przywiózł do nas 22 walizy swojego podręcznego bagażu. Ja w Balmoral miałam ich zaledwie pięć. Cały czas czułam się zawstydzona. W czasie mojej wizyty byli tam państwo Parker-Bowles. Nieco później w Bolehyde pierwszy raz rozmawiałam z Camillą.

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nagle podeszła do mnie i powiedziała: „nie namawiaj go, by to zrobił. Nie popychaj go do tego”. Znała mnóstwo szczegółów jego prywatnego życia, wiedziała, co razem robiliśmy, o czym rozmawialiśmy. Powoli zdawałam sobie sprawę, że w życiu Karola jest ktoś inny oprócz mnie. Następnego dnia w Windsorze on kazał mi usiąść i powiedział: „bardzo mi cię brakowało”.

„Nigdy nie będziesz królową, ale odegrasz ważną rolę”.

Nie wiedziałam, jak się zachować, bo nigdy wcześniej nie miałam chłopaka. Byłam przerażona. A on zapytał: „wyjdziesz za mnie?”. Roześmiałam się. Pomyslałam: „on żartuje”. Ale powiedziałam: „tak, ok”, i znowu wybuchnęłam śmiechem. On był śmiertelnie poważny. Zapytał: „czy zdajesz sobie sprawę, że pewnego dnia zostaniesz królową?”. W tym momencie usłyszałam wewnętrzny głos: „nigdy nie będziesz królową, ale odegrasz ważną rolę”. Odpowiedziałam „tak” i dodałam: „tak bardzo Cię kocham”. Odpowiedział: „Cokolwiek miłość znaczy”. Później poszedł i zadzwonił do swojej matki. 

Związek Diany i Karola. Ostatnia noc wolności

Wkrótce po oświadczynach wyjechałam z mamą na trzy tygodnie do Australii. Chciałyśmy w spokoju przemyśleć to, co się stało, i opracować nasz plan przygotowań do wesela. Ta podróż to była prawdziwa katastrofa. Nie mogłam się na niczym skupić. Usychałam z tęsknoty do niego, a on ani razu nie zadzwonił. Kiedy ja telefonowałam, nigdy go nie było. Usprawiedliwiałam go. „On jest bardzo, bardzo zajęty”, myślałam.

Gdy wróciłam do Londynu, ktoś zapukał do moich drzwi. To był posłaniec z jego biura z bukietem kwiatów. Wiedziałam, że to nie Karol je przysłał, bo nie dołączono żadnej karteczki. Po prostu któryś z jego współpracowników okazał się taktowny. W tym czasie zaczęli na mnie polować dziennikarze. Ani Karol, ani nikt z pałacowego biura prasowego nie pomagał mi w tej sytuacji. Powiedzieli po prostu: „rób z tym, co chcesz”. Pomyślałam: „świetnie”. 

Karol jakby nie rozumiał mojej sytuacji. Kiedyś zadzwonił do mnie i powiedział: „biedna Camilla Parker-Bowles. Dzwoniła do mnie wieczorem i powiedziała, że mają wokół domu mnóstwo dziennikarzy. Przeżywa teraz koszmar”. Ja nigdy nie skarżyłam mu się na prasę, bo sądziłam, że nie mam do tego prawa. Zapytałam więc: „Ilu dziennikarzy było u Camilli?”. „Co najmniej czterech”. „O Boże”. Pomyślałam. Tu było ich trzydziestu czterech. Nigdy mu o tym nie powiedziałam.

Kiedy oficjalnie ogłoszono, że jesteśmy zaręczeni, musiałam przeprowadzić się z mojego londyńskiego mieszkania do rezydencji Królowej Matki, Clarence House. W czasie przeprowadzki przydzielono mi do ochrony policjanta. To było dokładnie na dzień przed komunikatem o zaręczynach. Ten policjant powiedział: „chciałbym, żeby pani wiedziała, że to pani ostatnia w życiu noc wolności, dlatego niech ją pani dobrze wykorzysta”. Poczułam chłód, jakby ktoś wbił mi sztylet w serce, ale zaczęłam chichotać, jak nastolatka.

Przypomniało mi się też to, co o rodzinie królewskiej powiedziała mi moja babcia, Lady Fermoy. „Kochanie, musisz zrozumieć, że ich styl życia i poczucie humoru są zupełnie inne niż twoje. Nie sądzę, żebyś tam pasowała”. Z tego okresu zapamiętałam także moją pierwszą po zaręczynach oficjalną sukienkę. Piękna, czarną, od Emmanels. Wydawało mi się, że jest w porządku, bo dziewczyny w moim wieku takie właśnie nosiły. To była bardzo wycięta, bardzo dorosła kreacja. Miałam duży biust, więc sukienka naprawdę robiła wrażenie. Ale generalnie czułam się dosyć okropnie. Myliły mi się szczegóły dworskiej etykiety, nie pamiętałam na przykład czy torebkę należy trzymać w lewej, czy w prawej dłoni... 

Księżna Diana była zazdrosna o Camillę

W czasie narzeczeństwa ciągle kłóciliśmy się o Camillę Parker-Bowles. Raz usłyszałam, jak dzwonił do niej, siedząc w wannie. „Cokolwiek się stanie, zawsze będę cię kochał”, powiedział. Przyznałam się, że to usłyszałam i strasznie się pokłóciliśmy. Kiedy wprowadziłam się do Clarence House, znalazłam na łóżku list od Camilli do siebie: „cóż za ekscytująca wiadomość o waszych zaręczynach. Zjedzmy razem lunch, gdy książę Walii wyjedzie na trzy tygodnie do Australii i Nowej Zelandii. Chciałabym zobaczyć twój pierścionek. Serdecznie pozdrawiam, Camilla”.

Gdy szłam na ten lunch, nie wiedziałam jeszcze nic o zazdrości, depresji czy czymkolwiek podobnym. Wiodłam dotąd naprawdę wspaniałe życie jako wychowawczyni w przedszkolu – tam nie masz okazji zetknąć się z czymkolwiek podobnym. Wieczorem możesz być, co najwyżej, śmiertelnie zmęczona. Ale nie masz zmartwień. No więc jadłyśmy ten lunch. „Nie będziesz polować, nieprawdaż?”, zapytała. „Słucham?”, zdziwiłam się. „Na koniu. Gdy będziecie w Highrove, nie będziesz jeździć z księciem na polowania?”. Odpowiedziałam, że nie. „Po prostu chciałam wiedzieć”, powiedziała. Myślałam, że ma dziwny sposób prowadzenia rozmowy. Nie pamiętałam, że przecież jej posiadłość znajduje się kilkanaście kilometrów od rezydencji Karola.

Niedługo potem ktoś z biura Karola powiedział mi, że mój narzeczony zamówił dla Camilli bransoletkę, którą zresztą ona nosi do dziś. Był to złoty łańcuszek z emaliowaną niebieską płytką. Wygrawerowano na niej splecione inicjały G i F - Gladys i Fred. To były ich przezwiska. Weszłam do biura Karola i spytałam: „co jest w tej paczce?”. Odpowiedziano mi: „nie powinna pani tam zaglądać”. Oświadczyłam: „Mimo wszystko chcę to zobaczyć”. Otworzyłam paczkę i znalazłam bransoletkę. „Wiem, dla kogo to jest”, powiedziałam. Byłam załamana. Mężczyzna dodał: „On da jej to dziś wieczorem”. Wściekłam się – to mało powiedziane.

Ostatecznie wręczył bransoletkę w poniedziałek w południe, a w środę wzięliśmy ślub. W poniedziałek, gdy poszedł do Camili, ja pobiegłam do moich sióstr, krzycząc: „to niewyobrażalne, nie mogę za niego wyjść, nie mogę tego zrobić”. „Masz pecha, Duch”, odpowiedziały, używając mojego dziecięcego przezwiska. „Twoja buzia jest już na ślubnych serwetkach. Za późno, by się wycofać”. W czasie miodowego miesiąca mój mąż otworzył któregoś dnia swój kalendarz. Wypadły z niego dwa zdjęcia Camilli. Później mieliśmy uroczysty obiad z prezydentem Egiptu Anwarem Sadatem. Karol przypiął do mankietów spinki w kształcie dwóch splecionych Liter C. „To od Camilli?”, zapytałam. „Tak, i co z tego?”, odpowiedział. „To prezent od przyjaciółki”. Czułam potworną zazdrość. Nigdy nie mogłam pojąć, dlaczego ludzie z pałacu Buckingham są tak nieczuli. Wszystko tam było kłamstwem i oszustwem.

Pod koniec prób w katedrze św. Pawła Karol i ja byliśmy wykończeni. Nasz ślub odbył się w środę. W poniedziałek mieliśmy ostatnią próbę. W kościele rozpłakałam się przy wszystkich. Wydawało mi się, że zemdleję. Desperacko próbowałam dać dowód swojej dojrzałości, ale nie umiałam nabrać niezbędnego dystansu, nie miałam nikogo, komu mogłabym zaufać. W przeddzień ślubu Karol przysłał mi sygnet ze swoim herbem i kartkę: „jestem z ciebie bardzo dumny. Kiedy jutro staniesz przed ołtarzem, popatrz mi prosto w oczy i zabij ich spojrzeniem”, powiedział.

I właśnie tej nocy dopadła mnie bulimia - smutna zapowiedź nowego życia

I właśnie tej nocy dopadła mnie bulimia - smutna zapowiedź nowego życia. Rankiem, następnego dnia czułem się bardzo spokojne. Już idąc ze strony ołtarza szukałam wzrokiem Camilli. Wiedziałam, że jest w katedrze i zobaczyłam jej popielatoszarą twarz, którą ukryła pod woalką. Miałam nadzieję, że wszystko między nimi skończone. Robiąc ostatni krok do ołtarza, nagle zdałam sobie sprawę z szaleństwa całej tej historii: ja, Diana - przedszkolna opiekunka – wychodzę za mąż za księcia; Ja dziecko - zagubione w świecie dorosłych.

Tego dnia byłam tak bardzo zakochana w Karolu, że dosłownie nie mogłam oderwać od niego oczu. Tuż przed ślubną przysięgą byłam absolutnie pewna, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Wierzyłam, że teraz on się mną zaopiekuje. Cóż, patrząc na to z dzisiejszej perspektywy wiem, że popełniłam błąd, spodziewając się czegoś takiego przed katedrą. Wszyscy wiwatowali, krzyczeli, myśleli, że oboje jesteśmy szczęśliwi. A ja miałam w głowie ogromny znak zapytania. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, co mnie czeka w czasie weselnego przyjęcia. Mój mąż nie odezwał się do mnie ani słowem.

Toksyczny związek Diany i Karola. Kłótnie, ataki bulimii, autoagresja

To się zaczęło dwa tygodnie po zaręczynach. Karol położył wtedy rękę na mojej talii i powiedział: „jest tu trochę tłuszczyku, prawda?”. Te słowa przeszyły mnie na wylot. Dziś myślę, że tą drogą znalazło we mnie ujście całe to straszne napięcie. W czasie pierwszej przymiarki ślubnej sukni miałam w pasie 73, 5 cm. W dniu ślubu 59, 7 cm. Powoli znikałam.

Przeżyłam straszny atak bulimii wieczorem, tuż przed ślubem. Zjadłam wszystko, co zdołałam znaleźć w Clarence House. Moja siostra była zdumiona, nie mogła zrozumieć, co się ze mną dzieje. Później strasznie wymiotowałam, ale oczywiście nikt nie może się o niczym dowiedzieć. To była wielka tajemnica. Później było już tylko gorzej i gorzej. Na przykład moją zagraniczną podróż na Majorkę właściwie przesiedziałem w klozecie. W końcu królowa wezwała mnie. Była przekonana, że bulimia to przyczyny, a nie skutek rozpadu naszego małżeństwa. Niektórzy mówili, że grałam, że byłam rozkapryszony dzieckiem, a ja po prostu potrzebowałam cierpliwości i pomocy w dostosowywaniu się do nowego życia. Nikt mi nie pomógł. W końcu przestałam w ogóle spać, wymiotowałam.

Ile razy próbowałam się zabić, Usłyszałam siebie mówiącą: cztery czy pięć razy

Po każdym posiłku oprócz śniadania, które jakimś cudem udawało mi się utrzymać w żołądku. Myślałam, że nikt nie zna mojej tajemnicy, ale pewnego dnia zadzwoniła do mnie przyjaciółka. Carolyn Bartholomew zagroziła, że jeśli w ciągu godziny nie umówię się z lekarzem, ona opowie o wszystkim prasie. Doktor Maurice Lipsedge nie patyczkował się ze mną, tylko od razu zapytał, ile razy próbowałam się zabić. Usłyszałam siebie mówiącą: „cztery czy pięć razy”. Po dwóch latach byłam zdrowa, ale nawet wtedy Karol nie szczędził mi złośliwości.

Raz, gdy właśnie pałaszowałam obfity obiad, powiedział: „cóż za marnotrawstwo. Przecież to i tak za chwilę zostanie zwrócone”.  Na pokładzie Britanni praktycznie ani przez chwilę nie byliśmy sami. Karol dzwonił do Camilli co 5 minut i radził się jej w sprawach naszego małżeństwa. Ja miałam cztery ataki bulimii dziennie. Pochłaniałam wszystko, co wpadło mi w ręce, a po dwóch minutach wymiotowałam.  Dobijały mnie zmienne nastroje - na przemian śmiałam się i płakałam. Moje wspomnienia z miodowego miesiąca: wypłakałam sobie oczy i czułam się koszmarnie zmęczona.

Po czterech tygodniach pojechaliśmy do Balmoral. Miałam obsesję na punkcie Camilli. Co noc śniły mi się o niej przerażające rzeczy. Każdy wiedział, że robiłam się coraz szczuplejsza i bardziej chora. Inni goście Balmoral po kryjomu gapili się na mnie albo traktowali mnie jak powietrze. Karol całe dnie spędzał na długich spacerach, dla niego bawić się to tyle, co wejść na najwyższe wzgórze, usiąść i kontemplować przyrodę. Rzeczywiście jest tam pięknie, byłam to w stanie zrozumieć, ale wtedy jeszcze do tego nie dojrzałam.

Czytał mi też pracę Van der Posta i Junga. Te historie o siłach psychicznych nie trafiały do mnie. Na jego polecenie musiałam tego słuchać, gdy tkałam gobeliny. Ale on był zadowolony, że tak spędzam czas, więc i mnie to odpowiadało. Był zastraszany przez matkę, a onieśmielony przez ojca, ja byłam zawsze na trzecim miejscu. 

Nigdy nie zapytał: „kochanie, napijesz się czegoś?”. Najpierw mówił: „mamusiu, czy czegoś się napijesz?”, potem „tatusiu, podać ci coś do picia?”, a dopiero na końcu zwracał się do mnie. OK, rozumiem to, nie ma problemu, ale szkoda, że nikt mnie o tym nie uprzedził. Zawsze myślałam, że to żona jest na pierwszym miejscu - głupie oczekiwania! W październiku w Szkocji ciągle padało, padało i padało. Byłam już przerażająco chuda. „Widać ci kości”, zaczęły się komentarze. Podcięłam sobie nadgarstki. W końcu uciekłam z Balmoral - nie dlatego, że nienawidziłam tego miejsca, ale po prostu potrzebowałam pomocy. W Londynie ci wszyscy psychiatrzy, psychoanalitycy przepisywali mi ogromne dawki valium. Dzięki temu mogli spać spokojnie - księżna Walii już nikogo nie zasztyletuje. Dzięki Bogu poczęliśmy Williama. Myślałam już tylko o tej cudownej wiadomości. I przestali mnie faszerować lekami, żeby nie zaszkodzić dziecku.

Pojechaliśmy do Walii z naszą pierwszą wizytą. Nic nie układało się dobrze. Czułam się jak ciężko chora, wyglądałam jak trup. Nie mogłam nikomu powiedzieć, że jestem w ciąży, bo jeszcze tego nie ogłoszono. Desperacko starałam się, żeby Karol był ze mnie dumny. Wygłaszałam przemówienia po walijsku, on nigdy nie dodawał mi odwagi. Zaczynałam rozumieć, że wszystko to będzie odtąd moją codziennością. Płakałam w samochodzie. Powiedziałam, że nie mogę wysiąść i stanąć przed tłumem, odpowiedział mi „musisz”.

Zauważył, że gdy jest surowy, staję się posłuszna. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Cały świat zawalił się na głowę. To była trudna ciąża. Bulimia i ranne mdłości. W tej rodzinie żadna kobieta ich dotąd nie miała. Czułam się więc podwójnie skrępowana, gdy nagle musiałem biec do łazienki. Stwierdzili, że jestem dla nich problemem. „Ona jest taka inna, robi rzeczy, których myśmy nigdy nie robili. Biedny Karol, musi mu być ciężko”. 

gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży, rzuciłam się ze schodów

W Sandringham, gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży, rzuciłam się ze schodów. Pewnego dnia powiedziano mi: „ty histeryczko, nie ma sensu cię słuchać, mówisz ciągle to samo. Idę pojeździć konno”. Nie straciłam dziecka. Skończyło się na wielkich siniakach na brzuchu. Królowa była przerażona, gdy Karol wrócił z przejażdżki, zachowywał się, jakbym nie istniała. Później pocięłam sobie piersi i uda nożykiem do papieru, a jeszcze później nożem do cytryn. Zawsze po kłótniach z Karolem.

Diana o narodzinach Harry’ego i Williama

Poród Williama został wywołany. Musieliśmy wybrać taki dzień, w którym Karol nie miał rozgrywek polo. Dzień, w którym mógł opuścić swego konia, aby być ze mną. To był ciężki poród. Wreszcie dziecko przyszło na świat. Co za podniecenie! Ogromna radość. Potem powrót do domu. Ciężka depresja poporodowa. Kiedy Karol wracał o ustalonej godzinie myślałam, że stało mu się coś strasznego. Łzy, panika. Nie zdawał sobie z tego sprawy, bo już ukrywałam przed nim uczucia. Czas pomiędzy narodzinami Williama i Harry'ego był w naszym małżeństwie najgorszym okresem. Wyrzuciłam z pamięci wszystkie wspomnienia, były zbyt bolesne. Potem cud - Harry. Podczas sześciu tygodni, które poprzedzały jego poczęcie, Karol i ja bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Nigdy tak nie było między nami ani wcześniej, ani później.

Nie zdawał sobie z tego sprawy, bo już ukrywałam przed nim uczucia. Czas pomiędzy narodzinami Williama i Harrego był w naszym małżeństwie najgorszym okresem

Potem nagle, z narodzinami, wszystko się skończyło. Po badaniu USG wiedziałam, że to będzie chłopiec.  Nie powiedziałam tego Karolowi, on zawsze chciał mieć córkę. Urodził się Harry, pierwsze słowa Karola brzmiały: „o mój Boże, to chłopiec”, a następne: „i w dodatku rudy!”. Coś we mnie pękło. Wiedziałam, że Karol znowu zaczął się spotykać z Camillą, ale mimo wszystko mieliśmy Harry'ego. Harry to absolutna radość. Dzisiaj jest bardziej związany z ojcem niż William.

Musiałam zebrać całą moją odwagę, decydując się, że pójdę na okropną uroczystość z okazji 40. urodzin siostry Camilli. Nikt nie przypuszczał, że odważę się towarzyszyć Karolowi. Byłam przestraszona, ale nieugięta. W czasie drogi do Ham Comon, gdzie odbywało się przyjęcie, Karol nie przestawał mówić w sposób, który mnie ranił. Zapytał na przykład: „co ci strzeliło do głowy, by tam pojechać?”. Postanowiłam, że nie ucałuję Camilli na powitanie. Podam jej tylko rękę. Gdy już to zrobiłam i dotknęłam jej po raz pierwszy, pomyślałam: „phi, przecież to nic wielkiego”. Po obiedzie Karol zniknął z Camillą. Przez półtorej godziny siedzieli w innym pokoju. W końcu poszłam tam i poprosiłam wszystkich, żeby wyszli, bo mam pani Parker-Bowles coś do powiedzenia. Usiadłyśmy i powiedziałam: „Camila chcę, żebyś wiedziała, że świetnie zdaję sobie sprawę z tego, co was łączy. Nie urodziłam się wczoraj. Przykro mi, że stoję na drodze, oboje musicie przechodzić przez piekło, ale skoro wiem, co jest grane, nie traktujcie mnie jak idiotki”.

W drodze powrotnej do domu płakałam tak, jak jeszcze nigdy dotąd, tak jakbym wyrzucała z siebie te lata gniewu i zazdrości. Następnego ranka czułam jeszcze stare uczucia, ale nie były już tak niszczące jak przedtem. Zawsze wiedziałam, że nie zostanę królową. W 1984 roku astrolog przepowiedziała mi: „przyjdzie dzień, kiedy uwolnisz się od tego wszystkiego, ale nie przez rozwód czy coś innego w tym stylu”. Zapamiętałam to na zawsze. Kocham wieś, ale mieszkam w Londynie ze względów bezpieczeństwa. Widzę siebie, jak któregoś dnia opuszczam Anglię. Czuję, że zamieszkam we Włoszech albo we Francji. Przepowiedziano mi, że poślubię cudzoziemca albo człowieka innej krwi. Myślę, że to byłoby interesujące. Na pewno będę chciała powtórnie wyjść za mąż albo przynajmniej na stałe się z kimś związać. Chciałabym żyć tak zwyczajnie, jak to tylko możliwe. Przechadzka po mieście bez ochrony daje mi dreszcze szczęścia. Marzę o weekendzie w Paryżu, ale na razie na to za wcześnie. Wiem jednak, że kiedyś w moim życiu wszystko się zmieni. ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.