Tylko w VIVA! Bez Tabu: Zdobył 16 najważniejszych światowych tytułów; po latach zdradza, jak rozpoczęła się jego przygoda z zapasami
Andrzej Supron w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc w programie "VIVA! Bez Tabu" wrócił pamięcią do swoich sportowych początków. Opowiedział o bracie, który ukształtował jego charakter, o przypadkowym trafieniu na salę zapaśniczą i o treningach, które zaprowadziły go na światowe areny. Cały odcinek programu jest dostępny na YouTube.
Choć dziś nazwisko Andrzeja Suprona jest synonimem sukcesów w zapasach, sam olimpijczyk nie ukrywa, że o jego życiu w dużej mierze zdecydował... przypadek. W szczerej rozmowie opowiedział o dzieciństwie, pierwszych sportowych fascynacjach i ludziach, którzy pomogli mu odnaleźć drogę, której sam początkowo wcale nie planował.
Andrzej Supron o początkach w zapasach. "To brat wyrobił we mnie wojowniczy charakter"
Na pierwszy rzut oka niewiele wskazywało na to, że zostanie jednym z najwybitniejszych polskich zapaśników. Jak przyznał w programie "VIVA! Bez Tabu", często spotykał się z zaskoczeniem ludzi, którzy spodziewali się, że mistrz świata musi wyglądać niczym olbrzym. Sam podchodzi do tego z dużym dystansem i humorem. Jeszcze ciekawsza okazała się jednak historia tego, jak w ogóle znalazł się na macie.
Andrzej Supron opowiedział Marioli Bojarskiej-Ferenc, że decyzja o rozpoczęciu treningów nie była efektem wieloletnich planów: "A no właściwie przypadek rządził, bo to kolega mi powiedział: 'słuchaj Andrzej, chłopaki chodzą na zapasy'. Ja mówię: 'jakie zapasy?'. 'No wiesz, te przewracanki'. A rywalizowaliśmy we wszystkim."
Jak wyznał, jeszcze zanim poznał smak sportowej rywalizacji na macie, codziennie mierzył się z dużo bardziej wymagającym przeciwnikiem — własnym starszym bratem.
"A moim, właściwie takim pierwszym sparing partnerem, który wyrobił we mnie ten wojowniczy charakter, to był mój brat. Był starszy od mnie o dwa i pół roku, lał mnie regularnie, a ja mu nigdy nie odpuszczałem, zawsze. Ale potem jak już wiedziałem, że mam nad nim przewagę, to już głupio mnie było go lać, bo już miał narzeczoną, to tak nie wypada, odpuściłem. Ale rzeczywiście wyzwolił we mnie taką wolę walki i to mi gdzieś później, można by powiedzieć, jeszcze z tym moim charakterem nieustępliwym, pomogło w sporcie" — powiedział.
W rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc wrócił także do dnia, w którym po raz pierwszy przekroczył próg sali treningowej na warszawskim Powiślu.
"Poszedłem na taką salę gimnastyczną na Powiślu na ulicy Drewnianej, no i tam zapytałem się, który to tam trener tam stoi, taki niewysoki, ale dobrze zbudowany. 'Proszę pana, bo my tu byśmy chcieli wziąć na zapasy'. Tak spojrzał na nas: 'A ile macie lat?'. Przestraszyliśmy się, że może za mało. Dodaliśmy sobie po dwa lata. Uśmiechnął się, mówi: 'Rozbierać się'. No i tak się zaczęła moja przygoda z zapasami" — wspominał.
- Tylko w VIVA! Bez Tabu: Jego dwa poprzednie małżeństwa były skazane na porażkę. Dziś Andrzej Supron jest żonaty po raz trzeci: „Uczucie zrodziło się z… niechęci”

Andrzej Supron o treningach. "Trzeba było mieć twardy charakter"
Rozmowa dotyczyła nie tylko wspomnień z dzieciństwa, ale także codzienności sportowca. Mariola Bojarska-Ferenc zapytała mistrza, jak wyglądały treningi i jakie cechy były niezbędne, by osiągnąć sukces w zapasach. Odpowiedź Andrzeja Suprona pokazuje, że ta dyscyplina wymaga znacznie więcej niż siły fizycznej. Jak powiedział w programie "VIVA! Bez Tabu", fundamentem były charakter i wszechstronne przygotowanie.
"Przede wszystkim trzeba było mieć właśnie twardy charakter. No predyspozycje, no to na przykład gimnastyczne, bo ja powiem szczerze, że zapasy są bardzo wszechstronną dyscypliną sportu. U nas pracuje cały aparat ruchowy" — tłumaczył.

Szczególne miejsce w jego wspomnieniach zajmuje trener Tadeusz Świętulski, który szybko dostrzegł drzemiący w nim potencjał: "Trener Tadeusz Świętulski zauważył, że mam do tego smykałkę. Zostawiał mnie jeszcze po treningu. Jeszcze mnie na matę, jeszcze mnie gnębił. Głowę, ręce zabierał. Ale ja te ręce później zabierałem wszystkim na całym świecie."
Choć początki treningów nie były bardzo intensywne, z czasem sport stał się jego codziennością.
"Wtedy to było naprawdę niewiele, bo to było tylko trzy razy w tygodniu w najlepszym układzie, bo to był wtorek, czwartek i sobota. A w sobotę nieraz były zawody, więc nie było tego treningu. Ale na moment kadeta, później juniora to wystarczało. Natomiast później powinno być więcej. Ja już byłem w kadrze, więc ja i tak często wyjeżdżałem. Później zmieniłem barwy klubowe na GKS Katowice. [...] W kadrze to my spędzaliśmy około 300 dni w roku. Już sala nie była potrzebna, bo i tak się ćwiczyło" — podsumował.
Całe wideo znajdziecie na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.