Reklama

Kiedy Demi Moore pojawiła się na tegorocznej gali Actors Awards w Los Angeles w sukni odsłaniającej ramiona i obojczyki ostro rysujące się pod skórą, świat wstrzymał oddech. Nie z zachwytu. Z niepokoju. Aktorka, która w latach 90. uchodziła za symbol kobiecej siły i zmysłowości, pokazała sylwetkę budzącą więcej obaw o jej zdrowie niż podziwu. Skąd zbiorowe przekonanie, że im mniej ciała, tym lepiej, które prowadzi do tak ekstremalnych przypadków?
Odpowiedź kryje się w historii ostatnich stu lat – w kulturze, polityce, przemyśle dietetycznym i algorytmach mediów społecznościowych, które wspólnie ukształtowały obraz kobiecego ciała z precyzją, której żadna jednostka nie mogłaby się oprzeć. Ale właśnie nadszedł czas, by zakwestionować ten obraz. I by przypomnieć sobie, że najpiękniejsze ciało to ciało dobrze odżywione, silne, pełne życia i mądrze zadbane. Nie ciało wygłodzone. Historia ostatnich dziesięcioleci jest w gruncie rzeczy historią zbiorowego konfliktu z własną naturą. A my chcemy pomóc się z niego wyrwać. I poczuć się dobrze w swojej skórze. Jednak, aby to zrobić, przypomnijmy sobie, jak kształtowała się moda na sylwetkę w ostatnim stuleciu.

Lata 60. i 70. – moda na chudość

Kobiety lat 50. ceniły talię osy i pełne biodra, które Hollywood celebrowało przez dekady. Zmiana na wychudzoną sylwetkę przyszła nagle, bez zapowiedzi. Lesley Lawson, czyli Twiggy, ważąca niespełna 41 kilogramów i mierząca 165 centymetrów, zamieniła klasyczną klepsydrę w sylwetkę chłopięcą i kościstą, czyniąc ją synonimem nowoczesności i wyzwolenia. Kobiety chwyciły więc za wagi łazienkowe i zaczęły liczyć każdą kalorię. Równocześnie rozkwitły ruchy duchowego oczyszczenia – posty i detoksy. To właśnie wtedy narodził się przemysł związany z odchudzaniem, który przez pół wieku przekonywał kobiety, że ich naturalne ciało jest zawsze trochę niewystarczające. Zawsze za duże. Zawsze wymagające korekty.

Lata 80. – królowe aerobiku

Na szczęście dekada neonów przyniosła nowy ideał: ciało już nie wychudzone, choć szczupłe, ale przede wszystkim wysportowane i pełne energii. Jane Fonda w obcisłych legginsach stała się twarzą nowego rytuału – aerobiku. Miliony kobiet przed telewizorami powtarzały „feel the burn”, spalając kalorie dzień po dniu.
Równolegle producenci żywności zaproponowali błyskawiczne rozwiązanie – koktajle odchudzające, które obiecywały schudnięcie bez wysiłku. Rynek zachwycił się liczbami: kaloriami, gramami tłuszczu, indeksem glikemicznym. Jedzenie stało się wrogiem do pokonania. Diety cud rozkwitły w przemysłowej skali: jadłospisy gwiazdorskie, cudowne pigułki, opaski wibrujące. Efekt jo-jo stał się normalnym elementem kobiecego życia, a wstyd za brak samodyscypliny – codziennym towarzyszem milionów kobiet.

Ruch i sprawność jest kluczem do longevity.
Ruch i sprawność jest kluczem do longevity. COFFEEANDMILK/GETTY IMAGES

Lata 90. – heroin chic

Kate Moss. To nazwisko zdefiniowało estetykę dekady i zrobiło to bezlitośnie. Wychudzona, androgyniczna, jakby nieobecna — reprezentowała estetykę, którą Calvin Klein uczynił globalnym standardem piękna. Heroin chic – termin, który dziś brzmi skandalicznie – był wówczas hasłem kampanii reklamowych.
Równolegle diety niskotłuszczowe stały się żywieniowym dogmatem – producenci usunęli tłuszcz ze wszystkiego, zastępując go cukrem i syropem glukozowo-fruktozowym. Dziś wiemy, że był to błąd o katastrofalnych konsekwencjach zdrowotnych. Kobiety miały być jednocześnie wycieńczone i perfekcyjne. A to niemożliwe połączenie, z którego skutkami mierzymy się po dziś dzień.

Lata 2000. – kult idoli

Nowe tysiąclecie przyniosło kulturę celebrytów w nieznanym dotąd natężeniu. Paris Hilton, Lindsay Lohan, Nicole Richie – szczupłość stała się przepustką do elity. Tabloidy fotografowały domniemane defekty gwiazd z obsesją, która dziś wydaje się nie do uwierzenia: cała kultura medialna zajmowała się badaniem, czy Britney przytyła choćby kilogram. Tworzono zbiorową obsesję. Razem z nią rósł rynek chirurgii plastycznej. Liposukcja, powiększanie piersi, korekta nosa – zabiegi te dostępne były już nie tylko dla wybranych i najbogatszych, tworzono na nie popyt poprzez seriale dokumentalne kręcone także na polskim rynku.
Każdy rok przynosił też nową, cudowną dietę: Atkinsa, South Beach, Zone, raw food. Ale właśnie w tej dekadzie, gdzieś pod powierzchnią zbiorowej obsesji, kobiety zaczęły pisać: „Nie chcę być chuda, chcę być zdrowa”, „Nie chcę wyglądać jak modelka, chcę dobrze spać i mieć energię”. To były głosy niewielu, ale zbyt wyraźne, by je ignorować.

Idealne ciało nie musi mieć rozmiaru 0. Ale ma być zadbane.
Idealne ciało nie musi mieć rozmiaru 0. Ale ma być zadbane. COFFEEANDMILK/GETTY IMAGES

Lata 2010 i 2020 – plus size zabiera głos

Media społecznościowe zmieniły wszystko i jednocześnie nie zmieniły niczego istotnego. „Strong is the new skinny”, hasło, które przez chwilę zdawało się rewolucyjne, szybko okazało się kolejnym standardem niemożliwym do osiągnięcia bez wielogodzinnego treningu i restrykcyjnej diety. Ale ta dekada przyniosła też zmiany rzeczywiste: ruch body positive stał się mainstreamowym, duże marki zaczęły zatrudniać modelki plus size, a słowo „cellulit” przestało być wyrokiem. Po raz pierwszy wydawało się, że kobiety mogą odetchnąć. I pokochać siebie.
I wtedy – ni stąd, ni zowąd – pojawiła się moda na leki opracowane dla diabetyków, które stały się środkiem odchudzającym numer jeden, przyjętym przez Hollywood z otwartymi ramionami. Metamorfozy, jakie obserwujemy na czerwonych dywanach od ponad dwóch lat, mają swoje farmaceutyczne wytłumaczenie. Gwiazdy chudną dramatycznie szybko – i oto wracamy do estetyki, którą uważałyśmy za przeżytek minionych dekad. Wystające obojczyki, kościste nogi, a w efekcie twarze, które wyglądają starzej niż kiedykolwiek. To widzimy na czerwonych dywanach i na Instagramie. I mamy tego dość.

Nowa fala

Na szczęście na naszych oczach rozgrywa się cicha kontrrewolucja. Krągła i kobieca sylwetka powraca. Kobiety z naturalnie zaokrąglonymi biodrami, pełną piersią i talią chodzą po ulicach z dumą i wzbudzają zachwyt. Także u mężczyzn. Marki takie jak Skims i Savage X Fenty projektują dla real-body proportions, co dodaje nam skrzydeł.
Curvy jest sexy nie tylko dlatego, że kultura tak zdecydowała. Jest sexy, ponieważ dobrze zbudowane, silne i dobrze odżywione ciało promienieje zdrowiem. Okrągłe biodra, pełne pośladki i wyraźnie zaznaczona talia to fizyczne oznaki kobiety, która je dobrze, ćwiczy z głową oraz dba o siebie. To ciało, które mówi: jestem tu, jestem żywa i mam się dobrze. A nawet doskonale.
To ważna zmiana perspektywy. Przez dekady kobiety uczyły się, że ich ciało jest problemem do rozwiązania. Dziś coraz więcej z nas rozumie, że jest odwrotnie: ciało jest sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. I że traktowanie go z szacunkiem jest jedyną słuszną strategią, która naprawdę działa.

Dalsza część artykułu do przeczytania w najnowszym wydaniu magazynu VIVA! Moda.

Okładka VIVA!Moda wiosna/lato 2026, Edyta Zając
Okładka VIVA!Moda wiosna/lato 2026, Edyta Zając Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab
Reklama
Reklama
Reklama