Tak wygląda najpiękniejszy miesiąc miodowy świata. To miejsce nie ma konkurencji
Nie ma drugiego tak romantycznego miejsca na świecie jak wyspy Polinezji Francuskiej. Obłędne przejrzyste morze, biały piasek i oferowane przez hotele luksusowe wille sprawią, że miesiąc miodowy stanie się niezapomnianą przygodą.

Każdego ranka budzi mnie wspaniałe słońce. Kiedy idziemy do pobliskiego strumyka się opłukać, oślepia mnie złota twarz mojej żony. Jest normalnie jak w raju”, pisał w liście do przyjaciela Paul Gauguin. Malarz odnalazł swój raj na Tahiti, najsłynniejszej wyspie Polinezji Francuskiej.
W wyspach położonych gdzieś pomiędzy Hawajami a Nową Zelandią, na Oceanie Spokojnym, zakochał się też Marlon Brando. Po raz pierwszy pojawił się tu w 1962 roku z ekipą filmu „Bunt na Bounty”. Sześć lat później za 200 tysięcy dolarów kupił sobie raj – składający się z 12 wysepek mały atol Tetiaroa. „Mój umysł zawsze uspokaja się, gdy wyobrażam sobie, jak siedzę nocą na mojej wyspie na Morzu Południowym”, mówił Brando, który stworzył tam ekologiczną wioskę. Po jego śmierci wioska została przekształcona w luksusowy ośrodek spa, jakich wiele na wyspach Oceanu Spokojnego.
Mały raj
Nic dziwnego, że na wyspach Polinezji Francuskiej raju dla siebie szukają nowożeńcy, którzy pragną spędzić tam swój pełen szczęścia, romantycznych chwil i luksusu miesiąc miodowy. A mają w czym wybierać, bo znajdują się tu jedne z najbardziej ekskluzywnych hoteli wypoczynkowych na świecie. Jednym z takich jest Four Seasons Resort Bora Bora położony przy szerokiej plaży, otoczony tropikalnym lasem. Jak większość, oferuje przede wszystkim prywatność, goście mają do dyspozycji bungalowy na wodzie i prywatne wille, każdą z prywatnym basenem i tarasem z zejściem bezpośrednio do laguny albo z własnym ogrodem. Dyskretna i doskonale wyszkolona obsługa serwuje posiłki bezpośrednio do willi, a jeśli ktoś marzy o szampanie na śniadanie… nie ma z tym żadnego problemu. To właśnie tutaj miesiąc miodowy spędzała modelka Karolina Pisarek-Salla i jej mąż Roger Salla.
Podróż najlepiej zaplanować z przystankiem w Los Angeles lub San Francisco. Stamtąd do Papeete, stolicy Tahiti, leci się około ośmiu godzin. Z Polski ta podróż potrwa ponad 20. Wybór, na której spośród 118 wysp w pięciu archipelagach na Oceanie Spokojnym będziecie chcieli spędzić romantyczne chwile, nie jest łatwy, bo każda z nich jest naprawdę wspaniała. Nowożeńcy najczęściej wybierają Bora Bora, na której jest najwięcej luksusowych resortów. We wszystkich możecie znaleźć słynne domy na wodzie, bo to właśnie tutaj narodził się pomysł ich budowania. Zaczęło się od nieudanej inwestycji trzech przyjaciół z Kalifornii, którzy na początku lat 60. XX wieku postanowili rzucić dotychczasowe życie i uprawiać wanilię. Tylko że ziemia, którą kupili na małej wyspie Raiatea, w ogóle się do tego nie nadawała. Jay Carlisle, Hugh Kelly i Don McCallum za ostatnie pieniądze kupili podupadający hotel na wyspie Moorea. Nazwali go Club Bali Hai.
Mieli szczęście, hotel spodobał się redaktorom magazynu „Life” i w 1962 roku trafił na okładkę grudniowego wydania. Sprzedawcy, handlarzowi papierami wartościowymi i prawnikowi spodobało się hotelarstwo, o którym wcześniej nie mieli pojęcia. Na ziemi przeznaczonej pierwotnie na plantację postanowili postawić kolejny hotel. Tylko że ich ziemia znajdowała się tuż przy rafie i nie było na niej plaży. Okazało się jednak, że potrzeba jest matką wynalazków. Kelly wpadł na pomysł, by chaty, podobne do tych, w jakich mieszkali polinezyjscy rybacy, zbudować na palach. Był rok 1967 i rozwiązanie logistycznego problemu stało się początkiem nadwodnych oaz. W Polinezji Francuskiej jest ich dzisiaj ponad 900, na całym świecie ponad dziewięć tysięcy.
Stopniowo nadwodne bungalowy stawały się coraz mniej rustykalne, a coraz bardziej luksusowe. Dzisiaj można wśród nich znaleźć prawdziwe perełki, szczególnie na Bora Bora. Większość z nich zbudowano na motu, maleńkich płaskich koralowych wysepkach okalających główną wyspę. W Conrad Bora Bora Nui, w niedużej zatoczce Motu To’opua jest nawet prezydencka willa, której mieszkańców obsługuje prywatny kamerdyner, a na kilku tarasach znajduje się tak zwana tahitańska telewizja, czyli szklana podłoga, przez którą można obserwować życie na koralowej rafie. Goście willi muszą zdecydować, czy delektować się widokiem lazurowego morza, czy wybrać taras z widokiem na górę Otemanu. Kiedy płynie się lub leci na Bora Bora, od razu widać słynną górę. Według legend to właśnie na jej zboczach pochowano ciała starożytnych królów Polinezji, a dzisiaj zamieszkują ją ich duchy.
Zobacz też: Klify, turkusowe morze i brak resortów. Ta włoska wyspa zachwyca bardziej niż Sardynia
Z wiatrem i pod wiatr
Bora Bora mimo tego, że jest jedną z najpopularniejszych wysp wśród turystów, wciąż pozostaje dzika. Leży w grupie Wysp Na Wietrze należących do archipelagu Wysp Towarzystwa. Taką nazwę nadał im Thomas Cook, który w 1769 roku dotarł tu z ekspedycją naukową. Na Oceanie Spokojnym mieli obserwować tranzyt Wenus, czyli moment, kiedy planeta znalazła się pomiędzy Ziemią a Słońcem. Podobno właśnie z najpiękniejszej tahitańskiej plaży Pointe Vénus, zwanej czarną plażą, obserwował to zjawisko.
Tahiti, które przez wiele lat było domem Paula Gauguina, leży w grupie Wysp Na Wietrze, w tym samym archipelagu. Malarz mieszkał tam w latach 1891–1901 z małą przerwą. Pod koniec życia przeniósł się z Tahiti na Markizy do Atuona na wyspie Hiva Oa. Tam zmarł w 1903 roku i tam jest pochowany.
Na Tahiti panuje inna atmosfera niż na pozostałych wyspach. Jest ona gospodarczym i kulturowym centrum Polinezji, która od 1842 roku jest francuską kolonią. Stolica Papeete tętni życiem, liczy 184 tysiące mieszkańców. To jednak mniej niż turystów pojawiających się w ciągu roku na wyspach Polinezji.
Trzecią najczęściej odwiedzaną wyspą jest Moorea oddalona od Tahiti o 17 kilometrów. Jest tu luksusowy hotel Sofitel Moorea Ia Ora Beach Resort, na którego terenie znajduje się jedna z najpiękniejszych piaszczystych plaż z łagodnym zejściem do laguny i ze wspaniałym widokiem na Tahiti. Nagrodą Condé Nast Traveler dla najlepszych hoteli wypoczynkowych na świecie został nagrodzony Le Taha’a Island Resort & Spa, którego budynki inspirowane są tradycyjną architekturą polinezyjską.

Rajski odpoczynek
Polinezja Francuska cieszy się wielką popularnością nie tylko ze względu na zapierające dech widoki, ale też ze względu na klimat (temperatura na wszystkich wyspach przez cały rok oscyluje pomiędzy 24 a 30 stopni Celsjusza) i panują tu tylko dwie pory roku – deszczowa (od listopada do kwietnia) i sucha (od maja do października). To miejsce uwielbiane jest nie tylko przez zakochanych świętujących początek nowej życiowej drogi, ale też przez gwiazdy Hollywood, które tutaj szukają ciszy i spokoju. Anna Kwiatkowska pisała w magazynie „Traveller”: „Jeśli luksus mierzyć nazwiskami sław i cenami hoteli, to Polinezję Francuską trudno przebić. Świadczy o tym choćby lista 230 nazwisk gości na drewnianych tablicach przed knajpką na Bora Bora. Aktorzy, producenci, milionerzy, a wśród nich: koronowana głowa, czyli książę Rainier, sąsiadują z Marlonem Brando, Rockefellerami, Romanem Polańskim, Ringo Starrem, Julio Iglesiasem, Jane Fondą, Harrisonem Fordem, Dianą Ross, Quincym Jonesem, Kurtem Russellem, Denzelem Washingtonem, Pamelą Anderson, Janet Jackson czy Gérardem Depardieu. (…) To nie była zwyczajna knajpa kryta strzechą. W środku elegancka. W menu, jak to w eleganckiej knajpie, owoce morza, steki, kurczaki i dla wegetarian też coś się znajdzie. Porcje spore, ceny gigantyczne, ale to w końcu koniec świata – niemal wszystko się tutaj importuje. Także kulinarne mody, bo owe produkty podawane są na sposób amerykański, portugalski, włoski – do wyboru, do koloru. Obsługa jak w eleganckiej knajpie – wytworna. Mnie zauroczyło to, że założycielem Bloody Mary’s był… Polak – baron Jerzy Hubert Edward von Dangel o dźwięcznym przydomku »Call me George«”.
Atrakcyjny wypoczynek
Wielu gości szuka na wyspach odpoczynku i spokoju. Jeśli pragną spędzić czas tam tylko we dwoje, nie znajdą lepszego miejsca. Dyskretna obsługa jest na najwyższym poziomie i pozostaje niezauważalna. Dba też o to, by gościom nie przeszkadzali paparazzi czy łowcy autografów. Wielbiciele ekskluzywnych wycieczek mogą wyczarterować luksusowy jacht albo katamaran, z którego będą podziwiać okoliczne wyspy. Nie trzeba mieć patentu żeglarskiego, bo kapitan zadba o to, by było bezpiecznie, a obsługa umili czas, serwując szampana. Niektórzy goście, wybierając polinezyjską wyspę na miesiąc miodowy, marzą nie tylko o tym, by spędzić czas w odosobnieniu w luksusowych bungalowach. Tutaj można nawet chodzić po dnie oceanu w specjalnym stroju. Niektóre hotele oferują nawet podwodną ceremonię zaślubin. Nurkowanie, windsurfing, podwodna wycieczka specjalnym skuterem (dostępna na jednej z wysp), karmienie rekinów i płaszczek zadowoli najbardziej wybrednych turystów. Gdyby ktoś jednak wolał safari dżipami w głąb Bora Bora, może nawet dostać się w ten sposób na słynną górę. Wielką atrakcją jest wyprawa na targ pereł na Tahiti. To w tamtejszych lagunach wciąż wyławiane są najpiękniejsze egzemplarze.
Być jak Nicole Kidman
Każdy hotel oferuje specjalne pakiety dla nowożeńców lub dla osób, które w tych pięknych okolicznościach chcą wziąć ślub. W InterContinental Bora Bora Resort & Thalasso Spa obsługa jest w stanie sprostać wszystkim wymaganiom. Zorganizuje ślub w stylu polinezyjskim, w obecności kapłana, z lokalnymi tancerzami i muzykami, a nawet… pod wodą. Trzeba tylko pamiętać, że to są śluby symboliczne, a te oficjalne odbywają się w ratuszach. Jest tu też kaplica ślubna, oczywiście ze szklaną podłogą, a jeśli ktoś woli powiedzieć „tak” swojej drugiej połówce na świeżym powietrzu, może wybrać plażę z widokiem na Otemanu lub dżunglę. A gdybyście podczas podróży poślubnej chcieli poczuć się jak Nicole Kidman i Keith Urban, wybierzcie St. Regis Resort. Aktorka i muzyk zdecydowali się spędzić miesiąc miodowy w Royal Estate, odosobnionej willi z własną plażą i spa. Wszystko w zależności od potrzeb i fantazji.
Niezależnie od tego, którą wyspę i który hotel wybierzecie, możecie spodziewać się, że będzie naprawdę romantycznie i nikt nie będzie wam przeszkadzał w spędzeniu tego czasu tylko we dwoje.
Czytaj również: Przeszedłem najpiękniejszy szlak Japonii. To miejsce wygląda jak inny świat
