Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. Forum
VIVA! MODA

Ikona stylu Iris Apfel w wielu dziedzinach była prawdziwą pionierką!

Projektantka, dekoratorka wnętrz, wyrocznia w sprawach mody

Marcin Brzeziński 29 sierpnia 2019 20:25
Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. Forum

Iris Apfel w zeszły roku dołączyła do zamkniętego klubu, który tworzą m.in. Gigi Hadid, Ashley Graham i Zendaya. O jaki klub chodzi? Te znane na całym świecie trendsetterki zostały uhonorowane przez markę Mattel przypominającymi jej lalkami Barbie. Swoją również otrzymała nasz bohaterka. Jej lalka ma na sobie miniaturowy garnitur od Gucciego, sporo biżuterii i duże, okrągłe okulary w czarnych oprawkach. Iris Apfel wyróżnia się jednak bardzo spośród wyróżnionego przez Mattel grona. Po pierwsze, jest starsza niż wszystkie inne fashionistki razem wzięte. Po drugie, w przeciwieństwie do nich nigdy nie chciała zostać ikoną mody. Nie kupowała obserwujących na Instagramie, nie zatrudniła agencji public relations ani stylistów. Nie wywoływała też skandali i nie obnażała biustu. A listy najlepiej ubranych są dla niej najlepszym środkiem nasennym. „Nie bawię się w ocenianie ubrań innych ludzi. Naprawdę lepiej być zadowoloną z życia niż modną”, komentuje.

Iris Apfel – przypadkowa ikona stylu

Ikoną stylu została zaś przez zupełnie przypadek, tak jak mówi to tytuł jej najnowszej książki Accidental Icon. I jest jeszcze coś, co - oprócz ciętego języka i błyskotliwej inteligencji rzecz jasna -odróżnia ją od od dajmy na to Gigi Hadid. Laleczki o przypominające własne osoby otrzymały wyłącznie wyróżnione trendsetterki. A tylko jej firma Mattel zaproponowała by wystylizowała zabawkę, która trafi do sprzedaży. W czarnych, okrągłych okularach oczywiście. Tak więc dziewczynki na całym świecie (a kto wie, może też niektórzy chłopcy) będą mogli już w tym roku uczyć stylu od niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju Iris Apfel.

Iris Apfel nie była ładną dziewczyną

„Nie jesteś ładna. I nigdy taka nie będziesz. Ale masz do zaoferowania coś lepszego. Jesteś interesująca”, usłyszała w młodości. Sama do dziś uważa zresztą urodę za rzecz mocno przereklamowaną: „Nie lubię ładnych ludzi. Ładne dziewczyny uważają się za wyjątkowe, a to tylko złudzenie. Z czasem, szybciej niż się tego spodziewają, zostają z niczym. A ja musiałam sama coś stworzyć”. I stworzyła. Barwny („Pamiętajcie, kolor może wyciągnąć z grobu”, powtarza Iris), eklektyczny styl sprawiający, że nie można pomylić jej z nikim innym na świecie. Tylko jej przyszło do głowy by łączyć ubrania od wielkich krawców, egzotyczne szaty z bazarów, stare kościelne ornaty i plastikowe bransolety. Nie dla niej zwiewne szatki czy klasyczne kostiumy Chanel (Apfel uważa zresztą, że większość kobiet przypomina w nich… kiełbasy). Ona uwielbia ubrania o architektonicznych formach, warstwowo nakładaną biżuterię.

Brzydkie z pięknym, drogie z tanim

W wielu dziedzinach była prawdziwą pionierką. Jako chyba pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych na przykład zaczęła w latach 40. XX wieku nosić dżinsy. „Wyobraźcie sobie, że na początku nie chcieli mi ich sprzedać! Chodziłam jednak tak długo do sklepu, że w końcu mieli mnie zwyczajnie dość i znaleźli chłopięcy model, który na mnie pasował”, wspomina.

Nie bawię się w ocenianie ubrań innych ludzi. Naprawdę lepiej być zadowoloną z życia niż modną

Jak mówi jeden z jej licznych wielbicieli, belgijski projektant Dries Van Noten: „Iris Apfel jest prawdziwą mistrzynią w łączeniu brzydkiego z pięknym, drogiego z tanim. Gdy świat wielbił minimalizm, ona pozostawała wierna barokowi. Kiedy wszyscy projektanci świata radzili odejmowanie, ona mówiła „dodawaj!”. Trudno wprost mi wyrazić, ile jej zawdzięczam”. I nie tylko on. Wspomnijmy tylko ostatnie przebojowe kolekcje Alessandro Michele dla domu mody Gucci. Nic dziwnego, że w jego zielony garnitur ubrana jest laleczka Iris. Przecież wygląda, jak wyciągnięty z jej nieskończenie przepastnej garderoby.

Lekcje stylu Iris Apfel

Jej historia zaczyna się 29 sierpnia 1921 roku. Iris przyszła na świat na Long Island w nowojorskim Queens, jako jedyna córka Samuela i Sadye Barellów. Ojciec był właścicielem firmy szklarskiej, matka prowadziła mały sklep z ubraniami. Na tym rodzinne związki z modą się bynajmniej się nie kończą. Jej dziadek, rosyjski Żyd, był krawcem. Nienawidził maszynowo wykonanych dziurek do guzików. Jego ręczne ściegi były ładniejsze. Być może, dlatego Iris Apfel tak boleje dziś nad upadkiem rękodzieła. „Rzemiosło upada, zostaje tandeta. Nic dziwnego, że wszyscy wszyscy wyglądają tak samo. Okropność!”, mówi.

Od najmłodszych lat mała Iris pobierała lekcje stylu. „Mama miała na mnie ogromny wpływ. Była istną czarodziejką dodatków. Wyczyniała istne cuda przy pomocy zwykłej apaszki, którą wiązała za każdym razem inaczej. Mówiła mi: kup małą czarną sukienkę, a zawsze będziesz miała co na siebie włożyć. Możesz ją nosić na dziesiątki sposobów”, wspomina. Co prawda nie znajdziemy zdjęcia Iris Apfel w małej czarnej, ale prawdę o tym, ile na ile sposobów można użyć jedną część garderoby przyswoiła sobie na całe życie. Czego się jeszcze się nauczyła od matki? Do tego przyjdzie nam jeszcze powrócić.

Pamiętajcie, kolor może wyciągnąć z grobu

Inne lekcje dawał jej ojciec. Nie poświęcał wprawdzie ubraniom większej uwagi, ale nadrabiał to brawurową nonszalancją, która działała jak magnes na kobiety. Jego specjalnością były misterne kompozycje z luster. Zatrudniali go więc najlepsi dekoratorzy wnętrz, w tym sławna Elsie de Wolfe znana również jako Lady Mendl, autorka popularnej książki Dom w dobrym stylu. Ojciec zabierał mała Iris do jej apartamentu w hotelu Plaza. Tam nasza bohaterka pierwszy raz spotkała się ze światem luksusu. Wcześniej nie wiedziała na przykład, że istnieje porcelana tak cienka, że prześwituje przez nią światło ani szlafroki… pobijane futrem z szynszyli. Samuel Barell miał też niebagatelny wkład w ogólną edukację córki. Uczyła się czytać na menu restauracji, które wspólnie odwiedzali.

Iris Apfel kształciła się też sama

Iris kształciła się też sama. Uwielbiała na przykład niedzielne do „czarnego” Harlemu. „Przyjeżdżałam tu w dzieciństwie by patrzeć na kobiety idące do kościoła. To był prawdziwy popis inwencji, fantazji i odwagi. Do dziś uważam, że ludzie z Harlemu mają więcej stylu niż nudni mieszkańcy Manhattanu, którzy noszą czerń jak bezpieczny uniform”.
Aż przyszedł czas na zajęcia praktyczne czyli samodzielne zakupy. „Pierwszą rzecz kupiłam sobie gdy miałam 11 lat. To był mały sklepik w Greenwich Village. Dla mnie zaś wyglądał jak jaskinia Aladyna. Właściciel miał na sobie znoszone ubranie, ale wyglądał w nich jak książę. Musiał zwrócić na mnie uwagę. A mnie zainteresowała pewna odlotowa broszka. Kosztowała oszałamiającą kwotę - sześćdziesiąt pięć centów. Długo się z księciem o nią targowałam. Do dziś to robię i jestem w tym dobra. Są zresztą pewne miejsce na świecie, w których jest to wyraz dobrych manier. Kupujesz coś za pięćdziesiąt dolarów bez targowania? Sprzedawca ma zmarnowany dzień! Dręczą go myśli, że stracił, bo mógł ci to sprzedać za sto!”, wspomina z rozrzewnieniem Iris Apfel. I dodaje: „Wciąż uwielbiam zakupy. Niestety robię je tylko raz na tydzień. Dlaczego? W sklepie znowu mam dziewiętnaście lat, a potem jestem tak zmęczona, że muszę się wczołgiwać do samochodu…”.

Iris i Carl czyli 67 lat miłości

Wędrujemy w czasie. Iris kończy historię sztuki na New York University, a potem projektowanie na University of Wisconsin. Dostaję posadę asystentki w magazynie Women’s Wear Daily, potem pracuje dla dekoratorki wnętrz Elinor Johnson. Ale w jej biografii są to fakty praktycznie bez znaczenia. Ważne jest to, że mniej więcej w tym samym czasie poznaje niejakiego Carla Apfela. I była to, proszę wybaczyć banał, ale ująć tego inaczej nie sposób, miłość od pierwszego wejrzenia. Pobierają się 22 lutego 1948 roku. Iris nie chciała wystawnego wesela, wolała dostać pieniądze, ale rodzice i dziadkowie o nim marzyli. Skończyło się na, jak mówi sama zainteresowana, skromnym przyjęciu na 125 osób. „Miałam na sobie sukienkę z różowej koronki. To praktyczne rozwiązanie, bo mogłam ją nosić również po ślubie. Zresztą dzisiaj też robiłaby wrażenie. Dlatego powtarzam, żyjcie długo, a wasze ubrania znowu będą modne. Wszystko wróci!”, wspomina dzień weselny nasz bohaterka. Na marginesie powiedzmy, że teorię wiecznego powrotu Iris Apfel stosuje zresztą do całej współczesnej mody, ale nie jest to diagnoza pocieszająca: „To niesamowite, ilu projektantów… nie szyje! Kupują stare ciuchy i tylko zmieniają w nich guziki! Swój czas wolą poświęcać na brylowanie w telewizji i w Internecie”.
Szybko okazało się, że parę łączy nie tylko uczucie, ale także wspólna pasja. Oboje kochali stare materiały. W dwa lata po ślubie stworzyli więc firmę Old World Weavers, która zajmowała się wykonywaniem replik obić i tapet sprzed stuleci. Projektowali nowe wzory, urządzali całe wnętrza. Iris szyła także z tych wyjątkowych tkanin obiciowych swojej ubrania („I znowu na przyjęciu ktoś o mało nie pomylił mojej żony z kanapą”, wspominał Carl). Szybko stali się sławni. Tak sławni, że restaurowali wnętrza w Białym Domu i w Senacie za rządów aż dziewięciu prezydentów: od Trumana do Clintona.

Trzeba ubierać się i wychodzić. Ja wciąż chcę być w świecie, być dla świata. A wielu starszych ludzi się poddaje

Niezwykłą parę uwielbiała zresztą cała nowojorska czy bostońska socjeta. „We wszystkich najlepszych domach było coś naszego. A że każdy pragnął, żeby jego dom był wyjątkowy, szybko zaczęły mi się kończyć inspiracje. W ich poszukiwaniu dwa razy do roku wyjeżdżaliśmy do Europy. Z każdej podróży wysyłaliśmy do Stanów statkiem kontener pełen mebli, dodatków, tkani i ubrań. Moi klienci czuli się wyjątkowi”, snuje swą opowieść Iris. A Carl z rozbawieniem wspomina ich wspólne wizyty w powojennym Paryżu: „Antykwariusz kazali nam przychodzić o czwartej w nocy. Radzili: ubierzcie się się dobrze i weźcie mocne lampy. I otwierali przed nami swoje niekończące się, mroczne i wilgotne składy. Pewnego dnia się zbuntowałem. Mówię: Iris, przecież ty kupujesz rzeczy, których nie kupi nikt inny. I to się nie zmieni do dziesiątej rano!”.
Film dokumentalny Iris w reżyserii Alberta Mayslesa z 2014 roku z czułością pokazuje niezwykły związek tych dwojga. Carl żartuje: „Cała forsa idzie na ciuchy mojej dziewczyny. I dobrze! To utalentowana żona, chyba ją zatrzymam”. Iris odpowiada: „Dobrze go sobie wychowałam!” i by nie denerwować męża przez kilka godzin nie dzwoni po pomoc po tym, jak złamała biodro… Ich przyjaciel, fotograf Bruce Weber opowiada: „W swojej posiadłości w Palm Beach nie zdejmują ozdób świątecznych przez osiem miesięcy. To idealny dom dla tej dwójki dorosłych dzieci”. Ale, jak mawia Iris, nic nie trwa wiecznie. Firmę Old World Weavers w 1992 roku kupił Philippe Starck. Carl Apfel zmarł 1 sierpnia 2015 roku, na trzy dni przed swoimi 101. urodzinami.

Sławna przez Przypadek

Ludzie oglądają się za nią na ulicy i pytają, kim jest ta kobieta. Iris Apfel jest wprawdzie ozdobą najbardziej pożądanych nowojorskich przyjęć, ale poza tym elitarnym gronem jest kompletnie anonimowa. Zmieni to przypadek. Jest wiosna 2005 roku. Stéphane Houy-Towner, kurator nowojorskiego Costume Institute w Metropolitan Museum of Art’s jest załamany. Wystawa, którą od dawna przygotowywał na jesień nie odbędzie się. Co robić? Na szczęście przypomina sobie, że jego przyjaciółka Iris ma jedną z największych kolekcji biżuterii w Stanach Zjednoczonych. Jeden telefon i sprawa załatwiona.
Zaczęło się od biżuterii, ale potem Stéphane Houy-Towner dodał do ekspozycji kilkadziesiąt strojów z kolekcji Iris Apfel. Tak powstała wystawa Rara Avis: Selections from the Iris Barrel Apfel Collection czyli Rzadki ptak: wybór z kolekcji Iris Barrel Apfel. I okazała się tak gigantycznym sukcesem, że podróżowała przez parę lat po muzeach w całych Stanach Zjednoczonych. Niezwykłe były również reakcje zwiedzających. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli, więc sądzili, że Iris i jej kolekcja Iris muszą pochodzić z jakiejś odległej epoki. „Ludzie pytali, kim jestem niektórzy odpowiadali, że z pewnością od dawna nie żyję”, wspomina Iris. „A ja lubiłam czasem krążyć między nimi i opowiadać. Co? Na przykład, że te bransoletki pochodzą z Tybetu. Są tak ciężkie, że zakładam je tylko wtedy, gdy wiem, że za godzinę będę mogła wrócić do domu”, kontynuuje.
Nagle stała się sławna, a oprócz tego potwornie zajęta. Najpierw jej sylwetkę opisał amerykański Vogue, a potem dziesiątki magazynów na całym świecie. Jakby za jej sprawą starość stała się bardzo seksowna. W przerwach pomiędzy kolejnymi wywiadami, sesjami zdjęciowymi i pokazami mody, Iris Apfel dekorowała wystawy w ekskluzywnym domu towarowym Bergdorf Goodman, projektowała kolekcję biżuterii dla sklepu telewizyjnego i linię kosmetyków dla marki MAC. Zaczęła rownież wykłady na University of Texas.

Tam, gdzie się wybieram

Od dłuższego czasu Iris Apfel ma jeszcze jeden obowiązek. Dwa razy w tygodniu wraz z przedstawicielami zaprzyjaźnionego domu aukcyjnego odwiedza swoje magazyny. Bo nasza bohaterka jest nie tylko właścicielką gigantycznego apartamentu przy Park Avenue, w którym kilka pokojów zajmują jej ubrania i domu w Palm Beach wypełnionego po brzegi niezwykłą kolekcją zabawek. Przypomnijmy sobie, dwa kontenery rocznie i to przez długie lata. Te wszystkie przedmioty, trzeba było gdzieś pomieścić! Więc teraz Iris mozolnie przegląda zawartość niezliczonych skrzyń, wraz z asystentami rozwija bele, na które nawinięte są obrazy i stare materiały. Część z tych dóbr idzie na aukcję, cześć, głównie ubrania i materiały, Iris przekazuje do swego ulubionego Peabody Essex Museum w Salem.
Iris wie, że czas nie stoi w miejscu. Nigdy zresztą nie starała się go zatrzymać. Na pytanie, czy myślała kiedykolwiek o operacji plastycznej, odpowiada: „Lepiej niczego nie ruszać, bo efekt może być jeszcze gorszy. Poza tym w dobie Internetu nikogo nie oszukasz, bo wszyscy i tak wiedzą, ile masz lat. A nawet jeśli by ci się udało, zdradzi cię spojrzenie”. Co zatem robić? „Trzeba wychodzić, ubierać się i wychodzić. Ja wciąż chcę być w świecie, być dla świata. A wielu starszych ludzi się poddaje. Często na pytanie, jak się pani czuje, opowiadam: nie wiem, ale wciąż stoję. Bierzcie ze mnie przykład!”, radzi. A czy Iris Apfel żałuje, że nie ma komu zostawić swoich skarbów? „Ja i Carl nigdy nie chcieliśmy mieć dzieci. Dawno temu zrozumiałam, że nie można mieć w życiu mieć wszystkiego. Pragnęłam tworzyć, podróżować, bawić się. Nie chciałam mieć dzieci wychowywanych przez nianie. Tego zresztą nauczyłam się od mojej własnej matki. Nienawidziłam jej, bo odeszła i wróciła do domu dopiero kiedy miałam dziesięć lat”, wyznaje. Taka zatem była ta jeszcze jedna matczyna lekcja.
Iris Apfel ma dla nas również bardzo ważne przesłanie: „Ktoś mi kiedyś powiedział, że nic nie jest nasze na zawsze. Zrozumcie to i wy. Pomóc może wam w tym opowieść mojej paryskiej przyjaciółki. Pewnego ranka na jej ulicy pojawił się wielki stojak z ubraniami. Czego tam nie było! Chanel, Dior, Givenchy. Po prostu cuda. Do stojaka przypięta była kartka z napisem: Proszę, bierzcie, co chcecie. Tam, gdzie się wybieram nie ma szaf”. 

Iris Apfel stworzyła eklektyczny styl sprawiający, że nie można pomylić jej z nikim innym na świecie

Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. East News

Iris Apfel w najnowszym numerze VIVA! MODA
Fot. East News

Pierwsza lalka Barbie wystylizowana przez Iris Apfel trafi do sprzedaży, a druga zainspirowana jest jej postacią.

Iris Apfel doczekała się własnej lalki Barbie, Barbie, Kim jest Iris Apfel?
Fot. Instagram/@barbiestyle

Wideo

Jesienne kreacje i makijaż Chanel w niezwykłej sesji w najnowszej VIVIE! MODZIE!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Odkrywamy zaskakującą szafę Małgosi Kożuchowskiej
Supermodelka Anna Jagodzińska i jej szaleństwa