Jej szafa! Jagoda Maruda, właścicielka marki Jagg Jewels mówi: „Ubiera mnie biżuteria"
Beż, brąz, czerń i — złoto. Jagoda Maruda, właścicielka warszawskiego butiku Jagg Jewels, od lat kolekcjonuje biżuterię vintage. Twierdzi, że to nie ubranie tworzy stylizację — robi to biżuteria. I że piękne rzeczy zawsze bronią się same.

O tym, że mieszkanie Jagody mnie zachwyci, upewniam się już kilka sekund po przekroczeniu progu. Na marmurowym blacie konsoli – fantazyjne lustro vintage i marmurowe świeczniki. Na parkiecie stosy albumów i książek o fotografii, modzie, malarstwie: LaChapelle, Chanel, Leonardo da Vinci. Na zabytkowej tacy: pierścionki, bransolety, kolczyki, zegarki vintage. Każdy przedmiot jest tu nie bez powodu, wybrany z precyzją kolekcjonera i czułością. Przez kogoś, kto rozumie, że piękne rzeczy niosą w sobie emocje i duszę. Ten dom jest autobiografią pisaną przedmiotami. Właścicielka wita mnie w prostych niebieskich dżinsach od Łukasza Jemioła, białym T-shircie i szarym wełnianym bezrękawniku, który wcale nie prezentuje się casualowo. Powód? Biżuteria vintage, która uzupełnia stylizację bohaterki: złote dmuchane kolczyki, dwie włoskie bransolety łańcuchowe i masywne pierścionki.

Nie na dodatek
„Generalnie uważam, że ubiera mnie biżuteria”, Jagoda mówi wprost, zanim zdążę zadać pierwsze pytanie. „Biżuteria jest nie tylko dopełnieniem stylizacji, ale może być też jej głównym sensem. Nawet jeżeli zakładasz prosty T-shirt i dżinsy, a masz dobrą biżuterię, to natychmiast całość staje się czymś atrakcyjniejszym. Żadne ubranie samo z siebie tego nie osiągnie”, dodaje. Patrzę na nią i nie mam wątpliwości, złoto robi dokładnie to, co opisuje: daje stylizacji ciężar, obecność, charakter. To nie jest efekt przypadkowy – to efekt zaplanowany z precyzją.
Jej filozofia mody jest, jak sama mówi, bardzo klasyczna. Paleta barw: beż, brąz, czerń. „Dzięki takiemu wyborowi kolorów wszystko do siebie pasuje. Co mi bardzo ułatwia życie”, wyjaśnia. To nie jest szafa fashion victim szukającej nowych kombinacji, to szafa kogoś, kto ma zdefiniowany styl i nie czuje potrzeby eksperymentować. W garderobie Jagody wytropiłam dwie rzeczy „z innej bajki”: czerwoną koszulę i bluzkę w różowe cętki. „To dwie rzeczy, których nigdy nie miałam na sobie”, śmieje się Maruda. Jak tam trafiły, pozostaje zagadką!
„Nie mam potrzeby bycia ekscentryczną w modzie. Gdybym mogła nosić tylko jedną rzecz każdego dnia, to zimą chodziłabym w kaszmirowym czarnym swetrze i dżinsach, a latem w lnianym secie. I do tego byłaby biżuteria”. Po chwili dodaje zdanie, które brzmi jak manifest: „Ekstrawagancja to biżuteria, nie ciuchy”. Z rozbrajającą szczerością przyznaje, że w biżuterii nie ma umiaru: „Uważam, że jeżeli masz piękną biżuterię, możesz jej założyć naprawdę dużo, bo piękne rzeczy się zawsze bronią”.

DNA na wagę złota
Miłość Jagody do biżuterii zaczęła się bardzo wcześnie. Kiedy miała 10 lat, mama dała jej pierścionek wysadzany 10 różnymi kamieni. „Umiałam nazwać każdy. Znałam twardość minerałów w skali Mohsa. Mama była nieźle zdziwiona”, przyznaje Jagoda, która jest biżuteryjnym samoukiem. Zbierała materiały o minerałach, jeździła z dziadkiem na targi antyków, chciała mieszkać w kamienicy ze sztukaterią. Stare przedmioty pociągały ją tym, że nosiły w sobie czas: „W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że biżuteria może też być stara. I się zakochałam w temacie”.
Szczególnie pociągają ją włoskie lata 50. oraz styl art déco, złoto wysokiej próby, ręczna robota, kamienie cięte w szlifach nieużywanych już dzisiaj. Świadome budowanie przez Jagodę kolekcji vintage zaczęło się jakieś 20 lat temu. Maruda ciągle poszukiwała – podróżowała po całej Europie, odwiedzała antykwariuszy i targi biżuterii. „Pamiętam, jak w Rio de Janeiro zobaczyłam na targu pierścionek Toi et Moi z perłą i diamentem. Nie stać mnie było na niego. Wtedy się popłakałam”, wspomina z rozbrajającą szczerością, w której nie ma cienia żalu. Jest tylko potwierdzenie: to jest właśnie ta miłość. Nie estetyczna, nie kolekcjonerska w zimnym sensie tego słowa, ale emocjonalna, prawie fizyczna. „Generalnie ja biżuterii pożądam”, mówi w pewnym momencie, niemal półgłosem, tak jak mówi się o rzeczach, które się naprawdę czuje.
Dziś ta pasja żyje na dwóch poziomach jednocześnie: prywatnym i zawodowym. W warszawskim butiku Jagg Jewels Jagoda Maruda sprzedaje biżuterię dawną obok własnych, autorskich kolekcji. Każdy kawałek przechodzi przez jej ręce i przez jej wiedzę. To nie jest przypadkowa selekcja. „Jeśli oferujesz biżuterię historyczną, musisz mieć dużą wiedzę i odpowiedzialność za to, co sprzedajesz. Musisz znać cechy probiercze, style i okresy, rodzaje szlifów. Musisz wiedzieć, czy kamień jest syntetyczny, czy naturalny”, tłumaczy. W tej branży wiedza to nie przywilej, to obowiązek, a jakość ma podstawowe znaczenie. Nie inaczej jest w szafie Jagody!

To, co dobre!
W garderobie Marudy nie ma poliestru. Nie ma akrylu. Nie ma żadnego sztucznego składu, niezależnie od tego, jak ładna jest rzecz. „Zawsze patrzę na składy. Jedwabna koszula, lniana bluzka. Sweter to wełna albo kaszmir. W ogóle nie uznaję sztucznych składów. To nie jest ideologia. To po prostu standard, od którego nie ma wyjątków”. Nie znaczy to wcale, że Jagoda ma tylko rzeczy od największych projektantów. Wręcz przeciwnie, znajduje jakościowe modowe perełki w dobrych sieciówkach i nosi je latami. Dla niej to nie jest fast fashion. O bluzkę z Zary dba tak samo jak o torebkę Chanel. Uwielbia T-shirty z COS. „Jak odpowiada mi krój, lubię mieć rzecz w kilku wersjach”, wyjaśnia. Tak samo z butami: jak baleriny odpowiadają kształtem, kupuje je w kilku kolorach.
Jagoda chętnie kupuje ubrania u… sąsiadów. Butik Jagg Jewels znajduje się przy Koszykowej w Warszawie, w sąsiedztwie Łukasza Jemioła, 303 Avenue, The Odder Side, Le Petit Trou. Jemioł, którego ubrania Jagoda nosi regularnie, jest zresztą kimś szczególnym w jej historii. To on dał znać, gdy zwolnił się lokal naprzeciwko jego butiku przy Koszykowej. „Powiedział: »Jedź, pędź«. Moja córka miała trzy miesiące. Dysproporcja finansowa między mikro lokalem, który miałam na Żoliborzu, a tym na Koszykowej była ogromna. Decyzję podjęłam w ciągu 12 godzin!”, wspomina Jagoda. Widać, że wie, czego chce, i nie boi się wyzwań.
Nowości od polskich projektantów i tak zwane „basics” z COS czy Massimo Dutti, to tylko część kolekcji Jagody. W jej szafie królują skarby wyłowione w vintage shopach. Spódnica Chanel ze skóry tak cienkiej, że na pierwszy rzut oka wygląda jak tkanina, od środka podszyta czarnym jedwabiem. Ołówkowa – tak wąska, że nie da się w niej normalnie usiąść. „Tylko bokiem”, zdradza Jagoda z rozbawioną akceptacją i dodaje: „Ale jest absolutnie wyjątkowa. I właśnie dlatego ją mam”.
Wiele rzeczy Maruda wyszukuje w polskim koncepcie vintage Dream Big. Tam kupiła torebkę Kelly Hermès z wczesnych lat 90. Nadgryziona zębem czasu, podniszczona właśnie tak, jak powinna być podniszczona torba mająca za sobą trzy dekady historii.
Podczas zakupów w butikach z rzeczami vintage decyzje trzeba podejmować szybko. Jagoda to potrafi. „Jak mi coś wpada w oko, to się nie zastanawiam. Mam taki radar w oczach i od razu wiem, co chcę, a czego nie. Tak samo z perfumami, z przedmiotami do domu, z biżuterią. To jest ten sam odruch – i on prawie nigdy mnie nie okłamuje”, wyjaśnia.

Buty? Baleriny Chanel w kilku wersjach, bo – jak już mówiła – jak krój pasuje, lubi mieć buty w kilku wariantach. „W zeszłym sezonie nagle wszyscy mówili o powrocie mody na baleriny. Dla mnie było to totalnie niezrozumiałe, bo ja w balerinach chodzę całe życie”, wyjaśnia.
Jakie torby nosi najchętniej? Plecione modele Bottega Veneta to jej absolutny must have. „To torby nie do zdarcia. Mam tę większą od lat i noszę ją wszędzie. Wygląda znakomicie. Jest pojemna, miękka, trzyma się doskonale. Moja córka już mi mówi: »Mama, ta torebka będzie dla mnie«”, śmieje się.
Jest jeszcze jedna stała w jej szafie, o której mówi z entuzjazmem – trencz. Celine vintage z Paryża i Burberry – klasyki bez daty ważności. „Można je nosić do wszystkiego i przez całe życie”, podsumowuje Jagoda. To dokładnie ta sama logika, co w przypadku biżuterii: rzeczy piękne bronią się same i nie wymagają tłumaczenia.
Pełny tekst autorstwa Barbary Łubko znajdziesz w najnowszym wydaniu magazynu VIVA!MODA na sezon wiosna/lato 2026.
