WYWIADY VIVY!

„Chciałbym mieć dzieci, ale teraz oboje mamy dobry moment w życiu. Szkoda mi to przerywać”

Jan i Lenka Kliment opowiedzieli nam o swoich marzeniach!

Gabriela Czernecka 1 września 2019 12:37

Lenka i Jan Klimentowie to para w miłosnym tańcu. „Nauczyłem się, że miłość to dbanie o drugą osobę”, mówi on. „Dziś mogę powiedzieć, że jestem pewna miłości Janka”, mówi ona. Zakochali się w Tańcu z Gwiazdami, a swoją starość pokazali w programie The Story Of My Life. Historia naszego życia. Dlaczego się pokochali, rozstali i pobrali, opowiadają szczerze Romanowi Praszyńskiemu. Przypominamy wywiad z gwiazdami z czerwca 2018 roku.

Poderwałeś Lenkę, gdy była w przedszkolu?

Jan: Prawie, poznaliśmy się, gdy miała 10 lat.

Lenka: Trenowałam taniec w Ostrawie, mój trener zaprosił Janka, żeby poprowadził dla nas warsztat. Janek był wtedy mistrzem Czech.

Jan: Szkoliłem dzieciaki razem z moją partnerką. Miałem 25 lat i przez myśl mi nie przeszło, że…

Lenka: Ani mi. Gdyby ktoś powiedział wtedy, że to będzie mój mąż, popukałabym się w głowę. Potem zmienił partnerkę i przyjeżdżał z żoną. Byłam starsza, miałam 17–18 lat.

Jan: Tańczyła z partnerem, którego wychowałem. Szkoliłem ich, więc częściej się widywaliśmy. 

Kiedy odpaliło?

Lenka: Rozstaliśmy się z partnerem i Janek rozstał się z żoną.

Jan: Połączyła nas Polska. I „Taniec z Gwiazdami”. Po czeskiej edycji tanecznego show rozwodziłem się, chciałem wyjechać. Uczyłem w Sosnowcu, nie myślałem o miłości. Zobaczyłem w telewizji finał „Tańca z Gwiazdami”, akurat wygrała Dorota Gardias. Pomyślałem: Wow, jaki show, super! Ja też tak chcę. Okazało się, że casting jest w czerwcu, a był maj. Nie miałem partnerki. Kogo wziąć? Poprosiłem Lenkę. Wzięliśmy udział w castingu, dostałem się. 

Lenka: Mnie pytali, czy też bym chciała wystąpić w programie, ale bałam się wtedy i nic nie rozumiałam po polsku. 

Jan: Zaprosiłem Lenkę do Warszawy, żeby podziękować za pomoc.

A tak naprawdę?

Jan: Chciałem z nią spędzić czas i bardziej się poznać. Pisaliśmy dużo esemesów.

Do kogo przyjeżdżałaś?

Lenka: Nikt mi nie wierzy, Jan też nie, ale przysięgam, że nic sobie nie myślałam. Powiedział, że pokaże mi Warszawę i program. Chciałam wyjechać z Ostrawy, żeby zapomnieć o rozstaniu z moim partnerem. 

I co?

Lenka: Zamiast trzech dni zostałam tydzień. A miałam pracę w Ostrawie, musiałam dzwonić, żeby wziąć urlop.

A gdy wróciłaś do Ostrawy?

Lenka: Myślałam: Było miło. To chwilowe zauroczenie.

Jan: Ale mamie mówiłaś: „Nie wiem, czy on się odezwie”. 

Lenka: Nic nie mówiłam, mama sama przyszła i pytała: „Co było?”. A ja: „Nic!”. Mama wszystko wiedziała. 

Jan: Było fajnie. Czekałem na każdy weekend, ona przyjeżdżała na każdy odcinek programu. Trwało to cztery miesiące, aż z Nataszą Urbańską doszedłem do finału. 

Miał czas dla Ciebie?

Lenka: Ciężko było. Siedziałam cały czas na próbach. Teraz dojrzałam,  już bym nie siedziałam na pupie tyle godzin. Tylko że wtedy to nie było łatwe. Nie znałam języka, nie znałam nikogo. Więc byłam „oparta” na Janku.

A on tańczył z Nataszą?

Lenka: Natasza jest bardzo fajna, teraz często z nią występuję w teatrze Buffo. Nie miałam z nią problemu. 

Nawet źdźbła zazdrości?

Lenka: Jestem tancerką, rozumiem to. Choć nie mówię, że zawsze jest łatwo. Coś tam w brzuchu ssie. Tyle czasu razem na sali treningowej. Która kobieta byłaby spokojna?

Jan: A ja byłem zakochany. Zaproponowałem, żeby Lenka przeprowadziła się do Warszawy na stałe. 

Zmiana kraju? Co Ty na to?

Lenka: To było trudne. Bardzo. Musiałam zostawić swoją pracę, rodzinę. A jestem z rodziną bardzo zżyta. Do tego pierwszy raz za granicą, gdzie nikogo nie znałam. Janek powiedział, że pomoże mi się urządzić. 

Jan: Lenka długo nie mówiła po polsku, tylko obserwowała. A potem jednego dnia zaczęła mówić. 

Lenka: Wstydziłam się strasznie. I przed nim, i przed ludźmi. U Agustina Egurroli zaczęłam prowadzić zajęcia taneczne. Mówiłam dziewczynom: „Ja was uczę tańczyć, a wy mnie uczcie mówić”. 

Jan: Zaczęliśmy razem występować na eventach, to Lence pomogło w komunikacji z ludźmi. 

Lenka: Basia Kwiecień, menedżerka, moja druga polska mama, bardzo mi pomogła. Dzięki niej nabrałam pewności siebie. Zaczęłam tańczyć brazylijską sambę w jej grupie dziewczyn z Kolumbii, Meksyku, Angoli. 

Masz egzotyczną urodę.

Lenka: Mam kubańskie korzenie. Tato był Kubańczykiem, mama Czeszką. Urodziłam się w Czechach, ale nic nie wiem o biologicznych rodzicach. Adoptowała mnie moja obecna mama z tatą. 

Co Twoja mama na przenosiny do faceta za granicę?

Lenka: Mama jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie miała z tym problemu. Powiedziała: „Znajdź sobie kogoś, z kim będziesz szczęśliwa”.

Prześwietliła go? Wypytała?

Lenka: Na początku wypytała. Lubi czytać historie w internecie i wszystkiemu wierzyła. Pisała do mnie: „Uważaj”. Martwiła się. Czasami płakałam, wtedy mówiła: „Wracaj”. Ale nasz związek się wzmocnił, widzi, że jestem szczęśliwa, i bardzo lubi Janka. 

Jan: Mam superteściową. Jedna z najlepszych na świecie. Jest bardzo uzdolniona artystycznie. Ma złote ręce. Pięknie kaligrafuje, jest cukiernikiem, świetnie gotuje.

Lenka: Mama uszyła mi prawie wszystkie sukienki na turnieje.

Jan: Teraz robi dla dzieci zabawki, bo są modne. Podoba mi się, jak żyje z Lenką. Historię o tym, że jest adoptowanym dzieckiem, powiedziała jej w formie bajki. Niezwykła osoba. Rozwiodła się z ojcem Lenki, niedawno brała drugi ślub. Wesele było w konwencji hawajskiego party. Sama przygotowała całą dekorację. 

Czemu wybrałeś Lenkę? Oprócz tego, że jest piękna? 

Jan: Mniej więcej po dwu latach związku mieliśmy kryzys. Rozstaliśmy się na pół roku. Uświadomiłem sobie wtedy jej wartość. Śmiech, zaufanie, wsparcie, rodzinność. Rozmawiamy ze sobą, Lenka mnie rozumie, wie, że może na mnie polegać. Mamy podobne marzenia, wspólny pogląd na świat. 

Dlaczego się rozstaliście?

Lenka: Było mi ciężko w Polsce. Zostawiłam rodzinę, pracę. Ani języka, ani przyjaciół. A on w otoczeniu fanek, gazety rozpisywały się o jego romansach. Żadna 19-latka nie udźwignęłaby tego. Jeżeli kobiety śmieją się ze mnie: „Ty jeszcze nic nie wiesz o życiu”, to odpowiadam: „Wiem, co przeżyłam i jak jestem doświadczona”. Ten związek nie jest łatwy. Ale dziś mogę powiedzieć, że jestem pewna miłości Janka. I jestem pewna, co do niego czuję. 

Co się wydarzyło w Portoryko?

Jan: Zaręczyny. Już byliśmy sześć lat razem. Na początku miałem dystans do ślubu. 

Uraz po pierwszym?

Jan: Lęk. Jak ktoś ze znajomych brał ślub, mówiłem: „Po co, to tylko papier”. Lenka była trochę nieszczęśliwa.

Lenka: Nigdy w życiu nie mówiłam Jankowi o ślubie. Nie naciskałam. Wiedziałam, że to najgorsze, co kobieta może zrobić. Odpuściłam. A on się oświadczył.

Niektórzy nie potrzebują ślubu.

Lenka: Dla mnie jest ważny, bo chcę mieć dzieci. I żeby dzieci miały to samo nazwisko. Tak byłam wychowana.

Jan: Ślub to nie tylko zobowiązanie. To też przyjemność. Nie chciałem nas tego pozbawiać. Chciałem, żebyśmy mieli co wspominać. Zabrałem Lenkę do Portoryko. 

Domyślałaś się?

Lenka: Ani trochę. 

Jan: Musiałem ukryć pierścionek. Ale jak to zrobić, gdy pakujemy się razem? Zawinąłem pudełko w skarpetki. Ale potem pomyślałem: A jak walizki nie przyjadą z nami? Więc zabrałem te skarpetki do podręcznego plecaka. Miałem stracha, czy nie wpadnę przy kontroli. 

I dałeś?

Jan: To jeszcze nie koniec. W Portoryko zamieszkaliśmy w hotelu przy plaży, chciałem mieć pokój z widokiem na ocean. Ale słyszę, że nie mają. Mówię do recepcjonisty: „Nie może mi pan tego zrobić. My jesteśmy tu w podróży poślubnej!”. 

Lenka: Słyszałam to, ale nie nabrałam podejrzeń. Pomyślałam: No nie, teraz będzie kłamał, żebyśmy mieli pokój!

Jan: A recepcjonista: „Congratulations!”.

Lenka: I wszyscy w tym hotelu codziennie się do nas uśmiechali, gratulowali.

Jan: Widok na morze mieliśmy super! Zaplanowałem wyjątkową kolację, rano pobiegłem kupić róże. Wieczorem mówię: „Ubierz się elegancko”.

Lenka: Spojrzałam dziwnie. Po co? Przecież ja tu chodzę w szortach na plażę. Ale on się tak pięknie ubrał, że się umalowałam i włożyłam sukienkę.

I nic nie zaświtało Ci w głowie?

Lenka: Jeszcze nic.

Jan: Tylko nasz stół był przystrojony różami. „Popatrz, Janek”, powiedziała. „Przygotowali kwiaty. Oni naprawdę wierzą w nasze małżeństwo”. 

Lenka: Po kolacji poprosił o deser. To był błysk. Zaczęłam kojarzyć. Co ci jest, ty nigdy w życiu nie jesz deserów? Powiedział: „Zamknij oczy”. Ledwo usłyszałam „z”, już mocno je zacisnęłam. I tylko się modliłam: Jezu, żeby to był pierścionek!

Jan: Ona ma zamknięte oczy. A ja walczę z pudełkiem. Nie mogłem schować go do kieszeni, byłoby widać. Ukryłem w spodniach pod paskiem. I jak tyle zjadłem, musiałem odpinać pasek, bo nie byłem w stanie wyciągnąć pudełka! 

Lenka: Otworzyłam oczy. Janek klęczał obok. Bardzo chciałam, żeby mi się oświadczył. Gdy to zrobił, chciałam krzyczeć na całą restaurację. Nie mogłam uwierzyć, że on się ze mną zaręczył.

Jak to jest, gdy ktoś się oświadcza?

Lenka: Dziwne, że to musi facet robić, nie? Ale to jest piękne. Jasiek jest bardzo emocjonalny, rozpłakał się. Ja też. Byłam wdzięczna, że to się stało. 

To coś zmienia? Deklaracja?

Jan: Ma to moc. Mówi się słowa, które mają wartość w życiu. Jak raz się powie, nie można zmieniać.

Lenka: Na poważnie branie związku. Obietnica.

Jan: Przysięga.

Lenka: Ale nic się poza tym nie zmienia. Dalej jesteśmy tacy sami, chcemy być razem. Zmieniło się to, że od razu po zaręczynach zdecydowaliśmy, że bierzemy pieski. I ustaliliśmy termin ślubu. Za półtora roku. Ślub był bardzo udany.

Co mama przygotowała?

Lenka: Tort, a na torcie z marcepanu nasze dwa pieski papillon. I buty taneczne, damskie i męskie. Przygotowali to razem z tatą. Nie są już razem, ale oboje są cukiernikami. Pracowali przez trzy dni. 

Jan: Lenka zrobiła mi niespodziankę. Dziewięć miesięcy przed ślubem powiedziała mi, że uczy tańczyć parę. Raz w tygodniu chodziła na zajęcia. Okłamywała mnie. Uczyła się śpiewać. Na weselu zaśpiewała piosenkę, do której tańczymy. I zaśpiewała tak, że nie mogłem uwierzyć. Powiedziała: „To ostatni raz, kiedy cię okłamałam”.

Lenka: To było straszne. Co tydzień byłam w emocjach, chciałam się podzielić, co mi wychodzi, a co nie, i nie mogłam. Więc dzwoniłam do mamy i koleżanki – one wiedziały. 

W Czechach jest zwyczaj, że para młoda tańczy pierwszy taniec?

Jan: Tak, wyszło super. Zaprosiliśmy znajomych z różnych stron do tego tańca. Wysłaliśmy im wcześniej kawałki choreografii. Pary się nie znały. Premiera dopiero na ślubie. 

Lenka: Taniec trwał pięć minut. Nikt się nie nudził. Wciąż się zmieniali tancerze, to był miks naszego życia. Tańczyliśmy układy z naszych różnych minionych doświadczeń, z tańca turniejowego, z telewizyjnego show. Ze spektaklu tanecznego, który kiedyś przygotował Janek. 

Zaprosiłeś Katarzynę Grocholę, Twoją partnerkę w „Tańcu z Gwiazdami”?

Jan: To nie partnerka, to przyjaciółka. Mam z nią kontakt do dziś. Lenka też. Była z nami na ślubie Ewa Kasprzyk, z którą  tańczyłem.

Lenka: Zaprosiliśmy też inne kobiety, z którymi tańczył: Anię Wyszkoni i Cleo, ale one nie mogły być. 

Jan: Z Polski było ponad 40 gości. Rozkręcili imprezę. Zaprosiliśmy znajomych z 14 państw. 

Jesteś pewien, że Wasze małżeństwo przetrwa?

Jan: Oczywiście. 

Skąd ta pewność?

Jan: Mam ją w sobie. Skąd? Nie wiem. Po prostu mam.

W pierwszym małżeństwie też ją miałeś?

Jan: Tak. Ale wyciągnąłem wnioski z pierwszego małżeństwa. W czym mi pomogła Katarzyna Grochola. Nauczyła mnie wielu rzeczy. Powiedziała, że o związek trzeba dbać. Nie tylko mówić, ale robić to. Nauczyłem się, że miłość to dbanie o drugą osobę.

Czujesz się zadbana?

Lenka: Od momentu, gdy wróciliśmy do siebie po rozstaniu – cały czas. Naprawdę. Janek robi mi niespodzianki. Mogę na niego liczyć w każdej sytuacji. 

Jan: Nauczyłem się, że istnieje nie tylko praca. Jeździmy razem na wakacje i w tygodniu znajdujemy dla siebie czas. Fajnie, że wystąpiliśmy razem w „Tańcu z Gwiazdami”.

Powiedziałaś: „Mogę na niego liczyć”?

Lenka: Tak, jak na wakacjach, gdy jak głupia wbiegłam do morza. Janek zdążył krzyknąć „uważaj”, gdy ja
w crocsach pośliznęłam się i upadłam na plecy. „Wszystko ok?”, zaniepokoił się. „Tak, tak”, odkrzyknęłam, ale pływam i widzę krew. Rozcięłam sobie dłoń. Janek wyciągnął mnie z wody, wziął na ręce, posadził na brzegu. I szybko pobiegł do ratowników. Przyniósł opatrunek, ja już byłam biała, opatrzył mi ranę. Mój bohater.

Sprawdziłeś się jako mężczyzna. A dajesz sobie pomagać?

Jan: Gdy mój brat dwa lata temu skoczył do wody i złamał kręgosłup, było dużo łez. I Lenka wspierała mnie wtedy, bardzo mi pomogła. Pracowała z niepełnosprawnymi dziećmi, więc też wiedziała, jak rozmawiać z moim bratem, jak do niego podchodzić. W takich sytuacjach poznaje się wartość człowieka.

Już wiecie, co będziecie robić na starość? Wzięliście udział w programie „The Story Of My Life. Historia naszego życia”. 

Lenka: To były wielkie emocje. Charakteryzacja trwała trzy, cztery godziny. Nie widzieliśmy siebie nawzajem, ani nawet własnej twarzy. 

Jan: Najpierw postarzyli nas o 25 lat, potem o 50. Czyli na końcu Lenka miała 79 lat, a ja 94.

Lenka: Zmieniają twarz, ręce i kark. Podczas pierwszej zmiany ludzie wchodzili do charakteryzatorni i mówili: „No i co, cały czas ładna!”. Ale druga zmiana była wstrząsająca. Charakteryzacja była tak realistyczna, że poczułam ścisk w żołądku. Co się stało z moim Jaśkiem?

Jan: Wcześniej mówiłem sobie: „Po 75. roku życia mogę umrzeć. Nie warto się męczyć”. Ale jak zobaczyłem „starą” Lenkę, zrozumiałem, że, kurde, nigdy w życiu nie zostawię tej kobiety samej na tym świecie. Będę walczył do końca, żeby być z nią jak najdłużej. 

To jakie macie plany? Rozmawialiście o tym w programie „The Story Of My Life. Historia naszego życia”? 

Lenka: Janek chciałby na starość mieć dom nad morzem. Ale nie w Polsce. Tu jest za zimno.

Jan: A do tego schronisko dla piesków. Dla Lenki. Ona kocha zwierzęta, często urządza maratony taneczne, z których dochód idzie na schronisko. 

Lenka: I będziemy mieć dzieci. Kiedyś.

Jan: Ja już bym chciał. 

Lenka: Ale teraz oboje mamy dobry moment w życiu. Szkoda mi to przerywać. Jak będzie dziecko, to super, nie mam z tym problemu. Ale nie będę na siłę planować.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.