Filip Chajzer, VIVA! 12/ 2021; Filip Chajzer, VIVA! czerwiec 2021
Fot. ZUZA KRAJEWSKA
tylkO W VIVIE!

Filip Chajzer szczerze o depresji: „Marzyłem, żeby mnie nie było. Po prostu”

Prezenter przyznał, co pomogło mu w walce z okrutną chorobą

Katarzyna Piątkowska 4 marca 2024 11:30
Filip Chajzer, VIVA! 12/ 2021; Filip Chajzer, VIVA! czerwiec 2021
Fot. ZUZA KRAJEWSKA

Kilka lat temu Filip Chajzer przyznał, że mierzy się z depresją. Przez jakiś czas o jego chorobie wiedzieli jedynie najbliżsi, jednakże z biegiem czasu prezenter zdecydował się opowiedzieć o swojej walce publicznie. Jak przyznał, była to naprawdę dobra decyzja, która pozwoliła mu ponownie odetchnąć pełną piersią. Postanowił zawalczyć o siebie i swoją przyszłość. O tym, jak postępowała jego choroba i jak udało mu się stawić jej czoła opowiedział w 2021 r. Katarzynie Piątkowskiej na rzecz magazynu VIVA! Ostatnio także stanął przed naszą kamerą i przyznał, kto stał u jego boku w najczarniejszych momentach jego życia. 

Artykuł aktualizowany 04.03.24 r.

Filip Chajzer przyznał, że choruje na depresję

Kilka lat temu Filip Chajzer zdecydował się przyznać przed światem, że choruje na depresję. Przez pewien czas wiedzieli o tym jedynie jego najbliżsi: w mediach wciąż wyglądał radośnie, był uśmiechnięty. „Musiałem wychodzić do ludzi, uśmiechać się, prowadząc program” opowiadał Katarzynie Piątkowskiej z VIVY!. Przyznał jednak, że prowadzenie takiego „podwójnego życia” wiązało się z wielkim bagażem emocjonalnym, które działało jako paliwo napędzające rozwijający się stan depresyjny. „Tak naprawdę bałem się nie tylko wyjść z domu. Bałem się wyjść z łóżka, wsiąść do samochodu. Byłem jak zahibernowany. To chyba najlepsze słowo. Nic nie miało dla mnie znaczenia” opowiadał.

Postanowił wtedy zupełnie zniknąć z mediów, chociaż to nie pomogło mu na dłuższą metę. Na szczęście dziś jest już znacznie lepiej: Filip Chajzer powrócił do telewizji, gdzie właśnie pojawił się w popularnym programie tanecznym. W pierwszym odcinku „Tańca z Gwiazdami” na widowni mogliśmy zauważyć rodziców Filipa Chajzera, którzy przyszli dopingować syna: Zygmunta Chajzera oraz dawno niewidziana Dorota Chajzer. Jak mówił jej syn, to właśnie ona była i nadal jest dla niego niezwykłym oparciem. „Mama jest dla mnie najważniejsza i zawsze wspiera od kiedy zdecydowałem się na walkę o moje zdrowie. Jest bardzo pomocna to mój anioł w każdej sytuacji” mogliśmy przeczytać wyznanie dziennikarza na łamach „Faktu”.  

Zobacz wideo: Edward Miszczak pomógł Filipowi Chajzerowi. Zadzwonił w porę: „Siedziałem w domu z zasłoniętymi żaluzjami"

Zygmunt Chajzer, Dorota Chajzer, Weronika Chajzer, „Taniec z gwiazdami”, Warszawa, 03.03.2024 rok
Fot. Wojciech Olkusnik/East News

Zygmunt Chajzer, Dorota Chajzer, Weronika Chajzer, „Taniec z gwiazdami”, Warszawa, 03.03.2024 rok

Filip Chajzer, Hanna Żudziewicz-Jeschke, Zygmunt Chajzer, „Taniec z gwiazdami”, Warszawa, 03.03.2024 rok
Fot. Wojciech Olkusnik/East News

Filip Chajzer, Hanna Żudziewicz-Jeschke, Zygmunt Chajzer, „Taniec z gwiazdami”, Warszawa, 03.03.2024 rok

Filip Chajzer w „Tańcu z Gwiazdami”: „to pretekst, by wyjść z domu”

W trakcie przygotowań do „Tańca z Gwiazdami” Filip Chajzer zgodził się stanąć przed naszą kamerą i opowiedzieć jak wyglądały kulisy decyzji o pojawieniu się w programie. Przyznał, ze chociaż początkowo nie był w pierwszym momencie przekonany, postanowił zaufać swojej intuicji i przyjął propozycję. Dodał także, że w momencie, gdy pojawiła się ta szansa, był w naprawdę ciężkim stanie. Uznał, że może jest to dobry pretekst, by znów zacząć wychodzić z domu. „Chodzi o to, że mam za sobą i lepsze, i gorsze dni. Ale ten czas, który wypadł przed moimi urodzinami, to był czas, kiedy siedziałem w domu z zasłoniętymi żaluzjami. Nie wychodziłem z niego. I potem pomyślałem: a może to jest to? Może ten „Taniec…” to pretekst, by wyjść z domu” mówił Rafałowi Kowalskiemu przed kamerą Vivy.pl. 

To nie pierwszy raz, gdy syn Zygmunta Chajzera zdecydował się szczerze opowiedzieć o swojej walce z depresją. Poniżej przypominamy wywiad z Filipem Chajzerem, który ukazał się w magazynie VIVA! w czerwcu 2021 r. 

Filip Chajzer, VIVA! 12/ 2021; Filip Chajzer, VIVA! czerwiec 2021
Fot. ZUZA KRAJEWSKA

Filip Chajzer, VIVA! 12/2021 

Miałeś myśli, żeby z tym wszystkim skończyć?

Filip Chajzer: To jest za trudne pytanie, żebym mógł na nie odpowiedzieć. Powiem ci tylko, że miałem taki miks czarnych myśli, że już nie wiedziałem, która jest czarna, a która czarniejsza. A przy tym wszystko wydawało mi się takie płaskie. Emocje, które miałem w sobie, były tak stłumione, że aż ciężko to wszystko opisać słowami. W kwietniu, powoli, dzięki terapii, poczułem, że zaczynam wydobywać się na powierzchnię. Że nie jestem już na dnie, ale trochę wyżej i powoli docierają do mnie promienie słońca.

Do kogo zwróciłeś się po pomoc?

Oczywiście do lekarza.

Nie wstydziłeś się, że ktoś pomyśli, że jesteś słaby?

Wstydziłem się jak cholera. O, jak bardzo się wstydziłem. Ale wiedziałem, że sam nie dam rady. Punktami zwrotnymi w mojej chorobie były dwie rzeczy, które się wydarzyły jesienią 2020 roku. Pierwszym była choroba taty. Cudem zdiagnozowano u niego nowotwór. Kazałem mu iść na badania. Od kilku lat przypominam na Facebooku i Instagramie, że faceci muszą się badać, więc pomyślałem – muszę też zmobilizować tatę. I bang! Trafiony zatopiony!

Na szczęście chorobę wykryto na bardzo wczesnym etapie, to był cud. Ojciec przeszedł operację i wszystko jest dobrze. Jest zdrowy. Drugim były moje 36. urodziny. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to święto zawsze było bardzo istotne, spędzane w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych. W sumie przez kilka dni w moim dość zamkniętym życiu pojawiło się kilkadziesiąt osób, które chciały być ze mną. Życzliwi, wspaniali ludzie. Dla nich byłem ważny. Dlaczego więc nie byłem ważny sam dla siebie ? To pytanie trzeba było sobie zadać.

Zobacz także: Marcin Bosak jednego dnia usłyszał dwie skrajnie różne nowiny. Wiadomość o ciąży partnerki pomogła mu przetrwać chorobę

Filip Chajzer, VIVA! 12/ 2021; Filip Chajzer, VIVA! czerwiec 2021
Fot. ZUZA KRAJEWSKA

Przecież zrobiłeś tyle dobrych rzeczy dla innych ludzi, dla chorych dzieci, powstańców warszawskich.

Ale gdy człowiek choruje na depresję, to tego kompletnie nie widzi. Ja leżałem, patrzyłem w sufit i marzyłem, żeby mnie nie było. Po prostu. Moim największym marzeniem był wtedy… brak mnie. Nie myślałem racjonalnie.

Twoja depresja była spowodowana falą hejtu, jaka Cię zalała. Nie bałeś się, że to wróci?

Bardzo się bałem. Nie, że depresja wróci, ale że ludzie zaczną pisać: „Co on p…li?!”. Wiem, że ludzie myślą: Jak człowiek, który jest prezenterem, wiecznie uśmiechnięty, który ma pieniądze, dom, rodzinę, może mieć depresję? Jakie on ma prawo mówić o depresji? Przecież mu do szczęścia nic nie potrzeba. To może zabrzmieć jak próba użalania się nad sobą. I to bardzo nieudolna. Ale czułem, że to jest ten moment, kiedy mogę powiedzieć, co mnie spotkało. Wiedziałem, że scenariusz z kolejną falą hejtu jest bardzo prawdopodobny. Byłem na to przygotowany. Ale, ku mojemu zdziwieniu, to się nie wydarzyło. Za to stało się coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Zalały mnie tysiące komentarzy, w których ludzie opisywali swoje zmagania z tą podstępną i okrutną chorobą.

W poprzednim wywiadzie mówiłeś mi, że negatywnych komentarzy na swój temat starasz się nie czytać.

I tak było. Tym razem się nie dało. To było wszędzie. Przypadek ekstremalny. Ale tym, co mnie sparaliżowało, sprawiło, że zamarłem na wiele tygodni, było to, że ludzie wklejali wszędzie zdjęcia z wypadku, w którym zginął mój syn Maks. Chcieli mnie w ten okrutny sposób ukarać. Wiem, że nie wszystko, co w życiu zrobiłem, było zajebiste. Tak nie było i dziś potrafię na to spojrzeć z innej perspektywy. Ale czy ten wymiar kary był stosowny? Czy naprawdę zasłużyłem? Wtedy, gdy wychodziłem z domu, miałem wrażenie, że każdy człowiek, którego mijam, jest tym, który pisze o mnie te komentarze, który wkleja mi te zdjęcia.

Najgorsze już jest za Tobą?

Zdecydowanie.

Jak zmieniła Cię ta choroba?

Jestem inny. Mocniejszy, świadomy swojej wartości. Znam swoje mocne strony, wiem też, nad którymi muszę pracować. I pracuję. Wiem też, co chcę w życiu robić i jaki mam cel. Zauważam, że całkiem sprawnie idzie mi mobilizowanie ludzi w dobrym celu. To jest ten kierunek. Chcę jakoś uzasadnić sens swojego bycia tutaj. Wiadomo, że fajnie jest mieć karierę, dom, pieniądze. Ale to są tylko rzeczy, które masz, a za chwilę możesz ich nie mieć. Przywiązywanie się do tego niczego dobrego nie daje. Natomiast to, co po nas zostanie… to jest ważne. Na Facebooku wrzuciłem sobie takie motto: „Spróbuj choć raz wyolbrzymić szczęście, a nie problem”. Tandetne, wiem, ale dla mnie bardzo ważne. Cieszą mnie drobiazgi. Zachód słońca, smak kawy, uśmiech pani w kiosku.

Zobacz: Edyta Bartosiewicz pierwszy raz o trudnej relacji z mamą. Mówi o ochronie bliskiej sobie osoby

Co dobrego spotkało Cię dzisiaj?

Byłem na badaniu lotniczym, jestem zdrowy i mogę latać.

Marzysz o lataniu?

Od podstawówki to było moje wielkie marzenie. Lecę, a nade mną są majestatyczne chmury, a pode mną mazurskie jeziora. I czuję, jakbym był trochę ptakiem. Lecę i śmieję się na głos, bo jestem tak szczęśliwy. To jest tak piękne.  

Rozmawiała: Katarzyna Piątkowska

Sprawdź też: Przyjaźnili się, odwiedzał ją, gdy mieszkała w USA. Po śmierci męża Urszuli Kasprzak Grzegorz Ciechowski pocieszał ją i wspierał

Filip Chajzer, VIVA! 12/ 2021; Filip Chajzer, VIVA! czerwiec 2021
Fot. ZUZA KRAJEWSKA

[Tekst opublikowany na Viva Historie 10.03.2024 r.]

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zamieszkali razem. Teraz czeka ich wielka zmiana!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ o poczuciu zawodowego niedocenienia, związkach – tych „gorszych, lepszych, bardziej udanych” i swoim azylu. KAROLINA GILON I MATEUSZ ŚWIERCZYŃSKI: ona pojechała do pracy na planie telewizyjnego show, on miał przeżyć przygodę życia jako uczestnik programu… MAREK TORZEWSKI mówi: „W miłości, która niejedno ma imię, są dwa kolory. Albo biel, albo czerń. A ja mam tę biel, a to wielkie szczęście…”.