Irena Santor, Viva! 1/2022
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame
TYLKO W VIVIE!

Irena Santor: „Cóż jest piękniejszego, niż żyć, istnieć? Interesuje mnie jutro, odkąd zachorowałam na raka…”

„Pomyślałam wtedy: Tak łatwo jest przestać być”

Elżbieta Pawełek 11 stycznia 2022 13:48
Irena Santor, Viva! 1/2022
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame

Wieczna optymistka. Mimo piekła wojny, przez które przeszła, a potem śmiertelnej choroby, wciąż kocha życie. „Cóż jest piękniejszego, niż żyć, istnieć? Interesuje mnie jutro, odkąd zachorowałam na raka. Pomyślałam wtedy: Tak łatwo jest przestać być”. Irena Santor o przemijaniu, strachu, który w sobie nosi, i ciekawości świata w poruszającej rozmowie z Elżbietą Pawełek.

Po 70 latach na scenie powiedziała Pani „dość!”. A jeszcze niedawno mówiła Pani: „Śpiewam, czyli jestem”. Skąd ta nagła decyzja?

Za długo pracowałam na akord. Zawsze miałam zdrowe struny. Trzeba było śpiewać o szóstej rano, proszę bardzo. O jedenastej w nocy, też. Ale struny głosowe, jak cały organizm, w końcu też wiotczeją. Ten zawód uprawia się do momentu, kiedy człowiek jest sprawny. Zostawiłam jednak tyle nagranych piosenek i ładnych audycji leżących dziś w archiwach, że jeszcze będzie można mnie usłyszeć. A teraz słucham z przyjemnością, jak inni śpiewają. Ostatnio wysłuchałam pięknego koncertu kolędowego w telewizji i co ważne: wszyscy szanowali moje uszy, to było estetyczne, wspaniałe. Ale wracając do pani pytania – w świecie, który nastał, nie umiem się sprawnie poruszać. Już do tego świata nie przynależę i nie czuję z tego powodu żalu. Moi koledzy gnają na oślep, szukają wielkich osiągnięć, ciągle mówią o tym, co zdobyli i jakie to jest ważne. A z mojej perspektywy mówię: „Dzieci kochane, przede wszystkim się uspokójcie, spójrzcie trochę z dystansem na to, co robicie”. Ale nie mają moich lat, więc nie widzą. A ja widzę i to jest moja wyższość. Świat wplątał się w kosmiczny pęd, co mnie martwi. Młodzi ludzie gubią wiele rzeczy, może dla nich małych, nieistotnych, ale nie dostrzegają cudowności świata, które da się zauważyć dopiero wtedy, kiedy się trochę przystanie.

To jak teraz żyje Irena Santor?

Pogodnie, bardzo często spotykam się z ludźmi. Teraz trochę to utrudnione przez pandemię, ale lubię być w dużych środowiskach. Nie jestem dotknięta zastrzykami jadu. Chciałabym bardzo długo żyć, ale żeby się cieszyć, patrzeć, jak to wszystko dalej płynie, bo jestem ciekawa świata. Skończyłam 87 lat. Nie smucę się, nie płaczę, nie tragizuję, że jeszcze jeden rok mi przybył. I zawsze życzę sobie w urodziny, żebym za rok mogła sobie powiedzieć to samo.

 [...]

Każdy człowiek zbliża się do jej drzwi i samotnie przez nie przechodzi. Pani też otarła się o śmierć, kiedy usłyszała, że ma raka piersi, i potem błagała kobiety, żeby robiły mammografię.

Błagam do tej pory i będę błagała do końca moich dni, żeby były mądre i się leczyły. Bo wiedzieć, że jest się chorym na raka – to jedno, a wziąć się z tym problemem za bary – to drugie. Przepraszam, jak ktoś się dowiaduje, że ma cukrzycę, to zachowuje dietę, bierze sobie do serca zalecenia lekarza i nie uważa, że jest to koniec świata. W przypadku raka uważamy, że to koniec, bo dawniej tak było. Jeszcze w 2000 roku, kiedy zachorowałam, to był wyrok.

A jeszcze to był rak złośliwy…

To prawda, choć dzisiaj okazuje się, że wcześnie wykryty rak jest uleczalny. Nie mówię, że w stu procentach uleczalny i że każda kobieta ma szansę wygrać batalię o życie. Ale niemądre są wymówki kobiet w stylu: „Nie miałam czasu się przebadać, zapomniałam”, zwłaszcza gdy czują, że coś z nimi nie tak. Można zapomnieć pójść na randkę, ale nie o tym, że jest się chorym.

Czuje Pani satysfakcję, że uratowała życie przynajmniej kilku kobietom?

Jeżeli uratowałam, to czuję. Żal mi kobiet. Dwie znam, ale nie podam ich nazwisk. Jednej powiedziałam, że jeśli nie pójdzie do lekarza, to ją na sznurku do niego zaciągnę. Poszła i się natychmiast zoperowała. Druga też. Teraz, jak się spotykamy, dziękują mi. To miłe. Nie wspomnę już tych, którym ewentualnie pomogłam, bo namolnie gadam: „Na litość boską, idźcie w końcu do lekarza i zróbcie, co wam karzę”. Wiem, że to nudne, ale uparcie będę to powtarzała do końca świata. Ludzie, dziewczyny, już pomijam, że świat jest piękny, ale macie dzieci, rodziny, kochanków, przygody miłosne… Przepraszam, że to mówię, ale szanujcie to. Chciejcie, żeby wasze szczęście trwało długo, a nie żeby jakiś rak się w to wplątał i zabrał wszystko.

[...]

Nie traci Pani apetytu na życie?

Nie. Cieszę się życiem, jakkolwiek zabrzmi to banalnie. Cóż jest piękniejszego, niż żyć, istnieć? Interesuje mnie jutro, zwłaszcza odkąd zachorowałam na raka. Pomyślałam wtedy: tak łatwo jest przestać być.

Cały wywiad z Ireną Santor w nowym wydaniu magazynu VIVA! Numer dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 13 stycznia. 

Co jeszcze w nowej VIVIE! 1/2022?

Magda i Jasiek Mela: Był najmłodszym zdobywcą bieguna, pomimo utraty ręki i nogi. Co dziś najbardziej w nim ceni jego żona Magda?

Magda Mela, Jan Mela, Viva! 1/2022
Fot. Krzysztof Opaliński

Anne Applebaum, światowej sławy dziennikarka, laureatka Pulitzera, o odwadze Polaków, domu w Chobielinie i wolności.

Anne Applebaum, Viva! 1/2022
Fot. Olga Majrowska

Piotr Jacoń w poruszającej rozmowie o tym, jak to jest być rodzicem dziecka transpłciowego, o emocjach, tęsknocie i budowaniu rodzinnych relacji na nowo.

Piotr Jacoń, Viva! 1/2022
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame

   
A w VIVA! Extra: W odległych górach Ałtaj w Mongolii żyją koczownicy, którzy z pokolenia na pokolenie przekazują sobie sztukę polowania z orłami…
Irena Santor, Viva! 1/2022, okładka
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame

Wideo

Polska nie mogła wygrać Eurowizji Junior trzeci raz? Sara James odpowiada na słowa Jacka Kurskiego

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

IRENA SANTOR mówi: „Cóż jest piękniejszego, niż żyć, istnieć? Interesuje mnie jutro, odkąd zachorowałam na raka...”. MAGDA i JASIEK MELA – Był najmłodszym zdobywcą bieguna, pomimo utraty ręki i nogi. Co dziś najbardziej w nim ceni jego żona Magda? ANNE APPLEBAUM, słynna dziennikarka, laureatka Pulitzera, o odwadze Polaków, domu w Chobielinie i wolności. PIOTR JACOŃ o córce Wiktorii i tym, jak to jest być rodzicem dziecka transpłciowego oraz budowaniu rodzinnych relacji na nowo.