Anna Kalczyńska, Halina Rowicka, Viva! 1/2021
Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters
TYLKO W VIVIE!

Anna Kalczyńska i Halina Rowicka poruszająco o odejściu najbliższej osoby

„Chroniliśmy Krzysztofa przed informacją od lekarzy, że nie ma szans. Nie chcieliśmy mu odbierać nadziei”

Krystyna Pytlakowska 12 stycznia 2021 17:51
Anna Kalczyńska, Halina Rowicka, Viva! 1/2021
Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Halina Rowicka i Anna Kalczyńska są bohaterkami nowego wydania magazynu VIVA! W szczerej i poruszającej rozmowie  opowiedziały Krystynie Pytlakowskiej o sekrecie rodzinnych relacji, a także o tym, jak odnaleźć się w życiu po odejściu najbliższej osoby.  „Po odejściu kogoś bliskiego życie natychmiast się zmienia, ale dzięki rodzinie nie musi być smutne”, podkreśla Halina Rowicka. W 2019 roku w wieku 82 lat odszedł Krzysztof Kalczyński. Przegrał walkę z chorobą. Był wspaniałym aktorem, ale przede wszystkim cudownym człowiekiem - mężem i tatą. W pięknych słowach wspominają go żona i córka. ,,Krzysztof też miał coś z takiej naiwności dziecka. Był już starszym panem, ale nigdy nie widziałam w nim staruszka. Dla mnie pozostał młody, z młodą osobowością", mówi Halina Rowicka.

Anna Kalczyńska wraz z mamą, Haliną Rowicką wspominają ukochanego tatę i męża


Halina: Przeczytam wam coś (Halina wyjmuje kartkę): „Śmierć nadaje sens życiu, dlatego trzeba mieć ją zawsze przy sobie, w myśli. Człowiek jest jak dzień powszedni, dziś jest, a jutro go nie ma. Mimo to nie trzeba rozpaczać, bo dzień i wieczór sąsiadują ze sobą bliżej niż rok i wieczność. Myślenie o śmierci jest gwarancją życia. Gdy śmierć przychodzi, przestajemy o niej myśleć, stajemy się nią. W samej konieczności umierania tkwi wielkie szczęście. Uwierz mi. Cóż w tym niezwykłego, że umiera człowiek, którego całe życie jest niczym innym jak drogą ku śmierci”. Znalazłam to niedawno w zapiskach Krzysztofa.
Anna: Tata zapisywał różne myśli na karteczkach, w zeszytach, notesach…
Halina: Na pewno napisał to w ostatnim miesiącu swojego życia, kiedy miał już świadomość odchodzenia. Chociaż tak do końca jeszcze nie wiedział, nie znał diagnozy i jeszcze mógł mieć nadzieję. A to był rak płuc i wyrok zapadł od razu. Chroniliśmy Krzysztofa przed informacją od lekarzy, że nie ma szans. Nie chcieliśmy mu odbierać nadziei.
Anna: Mama do końca chciała tatę chronić. Brat i ja uważaliśmy, że powinien mieć prawo do pełnej informacji o swoim stanie. Ostatecznie okazało się, że to mama miała rację. Lepiej znała kruchość taty niż my.
Halina: Krzysztof na szczęście miał w sobie dużo naiwności. Irytowała go jego słabość, nie mógł pogodzić się z ograniczeniami, jakie towarzyszyły leczeniu. Cały czas się zastanawiał, dlaczego lekarze nie mogą mu pomóc. Leczenie, jakie mogliśmy mu zapewnić, było właściwie paliatywne, ale przekonywałam go, że to jedyne, co może mu przynieść ulgę.
Anna: Tata dał sobie wszystko wmówić. Mieliśmy cudownych lekarzy, którym należy podziękować. I w Centrum Onkologii (prof. Maciej Krzakowski), i w szpitalu na Płockiej (prof. Tadeusz Orłowski), którzy na naszą prośbę ukrywali przed tatą jego faktyczny stan. Kiedy wchodziliśmy do profesora, ja szłam przed tatą i prosiłam, żeby nie odsłaniał całej prawdy. Był zdziwiony, ale dotrzymał słowa. A tata cieszył się, że został przyjęty przez autorytet medyczny. I cieszyło go, że jest tak dobrze zaopiekowany.
Halina: W pewnym momencie lekarz powiedział, że tkwimy w klimatach teatralnych i odgrywamy jakąś scenę. Krzysztof nie wiedział, że koniec jest bliższy, niż mu się wydawało, ale miał świadomość poważnego stanu, w jakim się znajduje.

Anna Kalczyńska, Halina Rowicka, Viva! 1/2021
Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Miałam ten wywiad noworoczny zacząć od pytania o więź matki z córką, ale Wy opowiadacie o czymś, co dla Was było wielką traumą, jakiej trudno się pozbyć po śmierci kogoś najbliższego. Kim dla Was był Krzysztof Kalczyński?

Halina: Poznałam Krzysztofa, jak miał 35 lat. Był już wtedy dojrzałym mężczyzną, takim superamantem, polskim Alainem Delonem. Był bardzo przystojny. Stał się całym moim światem, moim życiem. Pierwsza miłość, pierwsze i jedyne małżeństwo. Każdy dzień w bliskości. Przypominam sobie, jaki był zaborczy i zazdrosny (uśmiech). Bardzo mnie kochał, podkreślał to na każdym kroku. A im byliśmy starsi, a nawet już bardzo starzy, to tym częściej wyznawał mi miłość i mówił, jakie ma szczęście, że jest ze mną. I rzeczywiście ta miłość jakby w nim rosła. To było coś niesamowitego. Mieliśmy różne okresy, ale im byliśmy ze sobą dłużej, tym nasze zespolenie było pełniejsze.
Anna: Tata nauczył się jeszcze bardziej doceniać to, że ma ciebie.

Aniu, jaki wpływ miało na Ciebie wychowanie w takiej atmosferze?

Anna: Tata był dla mnie opiekuńczy i czuły, był moim partnerem do rozmów, ideałem męskiego piękna. Zwracałam na to uwagę już jako dziewczynka, która nosiła w sobie archetyp mężczyzny. To do niego przyrównywałam potem moich partnerów. Był doskonały fizycznie. I był szalenie ciekawym człowiekiem, który nie znosił nudy. Bardzo trudno sprostać takim warunkom.
Halina: W ostatnim tygodniu życia codziennie rano wstawał, nie było dramatu umierania. Krzysztof umarł we wtorek, w niedzielę trafił do szpitala, a przedtem, w czwartek o godzinie 17, poprosił: „Może byśmy poszli na tego nowego Almodóvara „Ból i blask”? Film okazał się trochę o Krzysiu, o chorobie, umieraniu. I o artyście.
Anna: Tak właśnie żyliście. Ile razy dzwoniłam, nigdy nie było was w domu. Zawsze gdzieś fruwaliście. Premiera, znajomi, zwykle kino, wydarzenia… Na premierach bywaliście regularnie.
Halina: Nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym polegała nasza więź. Wydaje mi się tak naturalna i oczywista.

Po odejściu kogoś bliskiego codzienność nabiera innego wymiaru?

Halina: Na pewno. Mnie ratowało to, że mam troje dzieci. Ania sama nie dałaby rady opiekować się ojcem i mną, bo też ma swoją trójkę. Natomiast Marysia, najmłodsza córka, przyjechała z zagranicy opiekować się Krzysztofem i była u nas dwa tygodnie, nawet tego ostatniego dnia jego życia. Została wtedy ze mną, natychmiast umościła się na tapczanie, gdzie zwykle leżał Krzysztof, i razem spałyśmy, oglądałyśmy filmy. Marysia zagospodarowała mój czas. Żyłam w trójkącie. Jednego dnia Ania, następnego Filip, no i Marysia. Nie było żadnych dyżurów. Czuliśmy tylko, że chcemy być razem.
Anna: A potem, w listopadzie, pojechaliśmy do Maroka. Zabrałam tam mamę na tydzień, a ona w autobusie jeszcze płakała, trzymając moje dzieci na kolanach.
Halina: Miałam wątpliwości, czy wyjechać – Krzysztof zmarł 10 września i to było niecałe dwa miesiące po jego śmierci. Ale dzieci Ani są tak czułe i wszystko rozumieją, wspierały mnie bardzo psychicznie, chociaż wcześniej też przeżyły cios, bo odeszła siostra Krzysztofa, którą bardzo lubiły. A on mówił, że Ala ciągnie go za sobą do grobu. Było w tym coś niesamowitego, bo jego choroba zaczęła się właśnie w momencie odejścia Alicji. Wtedy zaczął słabnąć.
Anna: Moje dzieci rozumieją śmierć – w tym samym okresie przeżyły też odejście niani, która wychowywała je od początku. Nie chciała obciążać dzieci swoim cierpieniem. Po prostu zniknęła z dnia na dzień. Nagromadzenie tych strat było dla moich dzieci naprawdę trudne do przeżycia. Dla mnie zresztą też.

Jaka więc rodzi się wtedy więź pomiędzy matką a córką?

Anna: Do tamtej pory byłyśmy bardzo blisko ze sobą, chociaż trudno to nazwać przyjaźnią. To głębsza więź niż przyjaźń.

O pewnych rzeczach się z matką nie rozmawia.

Anna: Tata czasami próbował rozmawiać ze mną na tematy, które ja chciałam pominąć milczeniem. Nie dotyczyły nawet mnie, a jego samego. To było onieśmielające. Wydawało mi się, że więź pomiędzy ojcem a córką nie powinna być przekroczona. I że ja nie chcę o pewnych sprawach wiedzieć. Mamie też nie zwierzam się z moich bardzo intymnych historii, ale prawie o wszystkim rozmawiamy. Nasza więź bardzo się zmieniła. Czułam, że to, co się stało, było dla mamy strasznym ciosem, natomiast ja miałam oparcie w dzieciach i mężu. To mama straciła kogoś, na kim mogła się oprzeć, wypłakać i przytulić. Staram się więc, jak mogę, żebym to ja stała się teraz dla niej oparciem.
Halina: Po odejściu kogoś bliskiego życie natychmiast się zmienia, ale dzięki rodzinie nie musi być smutne. Jest Ania, jest Filip z czwórką dzieci – Wandeczka, nasza siódma wnuczka, urodziła się już po śmierci Krzysztofa. Jestem bogata!
Anna: Pamiętam, gdy umarła mama mojej mamy. Mama powiedziała, że została opuszczona, że teraz jest sierotą. Uderzyło mnie to. Jak to? Mówiłam, że przecież ma nas. Nie potrafiłam zrozumieć tego ogromnego bólu, którego nic nie zasklepi.
Halina: Miałyśmy z mamą bardzo silną więź. Ona kochała mnie bezkrytycznie. Zawsze mnie broniła, upominała moje dzieci: „Wykończycie tę matkę, dajcie jej wypocząć”. Ja byłam zawsze w centrum jej myśli. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, jak wielka to była miłość. Natomiast ja siebie nie usprawiedliwiam, znam swoje wady i zalety. Ania też nie patrzy na mnie tak bezkrytycznie, chociaż się bardzo kochamy.
Anna: Tata był wybuchowy, pełen temperamentu. Rodzice się ścierali, ale na koniec przeważało wzajemne uwielbienie. Tata był kolorowy, miał wiedzę, ostre poglądy, potrafił też być kontrowersyjny, apodyktyczny, zdarzało mu się obrazić przyjaciół. Ale robił to z powodu swojej pasji.

Z mamą jest inaczej?

Anna: Mama jest inna. Delikatna, taktowna, wrażliwa. Lubię z nią posiedzieć na tej kanapie. Opowiadamy sobie wtedy naszą historię.

Cały wywiad w nowym wydaniu VIVY!. Magazyn jest dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 14 stycznia, a także w formie e-wydania na stronie hitsalonik.pl. 

Anna Kalczyńska, Halina Rowicka, Viva! 1/2021 okładka
Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters

 

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KLAUDIA EL DURSI: „Nie myślałam o show-biznesie. Ani o pozowaniu do »Playboya«”, mówi uczestniczka „Top Model” i prowadząca program „Hotel Paradise”. Rektor warszawskiej Akademii Teatralnej WOJCIECH MALAJKAT o przemocy i mobbingu w szkołach artystycznych i o tym, dlaczego nie został… nauczycielem w mazurskim miasteczku. KSIAŻĘ WILLIAM I KSIĄŻĘ HARRY: Koniec braterskiej miłości? Historia MIŁKI RAULIN brzmi jak bajka o odważnej dziewczynie, która dzięki marzeniom zdobyła Koronę Ziemi. W cyklu Extra – na fieście w Andaluzji.