Zachwyciła Hollywood, porównywano ją do Grety Garbo. Historia Joanny Pacuły wyglądała jak gotowy scenariusz filmu. Tyle że jej życie wcale nie było usłane różami
Joanna Pacuła była jedną z najbardziej obiecujących gwiazd Hollywood lat 80., zachwycała urodą i talentem, zdobyła nominację do Złotego Globu i trafiła na okładkę „Vogue’a”. Jej kariera potoczyła się jednak w nieoczywisty sposób. Dziś jej historia wraca za sprawą głośnej biografii.

Joanna Pacuła oczarowała Hollywood swoją urodą i magnetyzmem, a jednak wciąż pozostaje zagadką. Była na okładkach wielkich magazynów, grała u boku gwiazd i podejmowała decyzje, które zaskakiwały wszystkich. Właśnie ukazała się jej biografia „Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świecie”.
Amerykański sen Joanny Pacuły
Kiedy w 1983 roku pojawiła się na ekranie w hollywoodzkim filmie „Park Gorkiego”, amerykańscy krytycy byli zachwyceni. „Narodziła się nowa gwiazda”, pisał hollywoodzki reporter Dick Kleiner. Media nazwały ją diamentem, objawieniem, podziwiano jej piękną twarz, wydatne kości policzkowe, idealne światło na policzkach, spojrzenie, które kamera łapała natychmiast. Porównywano ją do Grety Garbo, Lauren Bacall, Ingrid Bergman. Fotografowie mówili, że jej twarz można „rzeźbić światłem”. Dwukrotnie trafiła na listę najpiękniejszych kobiet świata. Była pierwszą Polką na okładce „Vogue’a”. I jedną z najbardziej promowanych twarzy kina lat 80.
Historia Joanny Pacuły wyglądała jak gotowy scenariusz filmu o spełnionym amerykańskim śnie. Dziewczyna z małego miasta w Polsce przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, nie mówi prawie po angielsku, a chwilę później robi karierę i dostaje nominację do Złotego Globu. Tyle że życie aktorki wcale nie było tak proste. A jej kariera – choć długa i imponująca – zatrzymała się gdzieś w pół kroku. O tej historii przypomina książka Marty Górnej „Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świecie”. Autorka pokazuje, że w Polsce kariera Pacuły bywa zaskakująco niedoceniana. Traktowana jest jako przykład przerostu ambicji. Często sprowadza się ją do kilku anegdot – przede wszystkim o rolach, które Pacuła odrzuciła, nie dając sobie szansy na status filmowej ikony. A przecież ta historia jest znacznie bardziej skomplikowana.
Czytaj też: Okładki „Vogue’a”, nominacja do Złotego Globu i Hollywood u stóp. W Polsce wciąż mało kto zna jej historię

Dziewczyna jak czołg
Wszystko zaczęło się bardzo daleko od Hollywood i czerwonych dywanów. Joanna Pacuła urodziła się w 1957 roku w Tomaszowie Lubelskim, niewielkim mieście na wschodzie Polski. Ojciec był inżynierem, matka farmaceutką. W domu wychowywało się czworo dzieci. Młodsza siostra Joanny – Ewa – zrobiła karierę w modelingu.
Tomaszów w latach 60. był miejscem spokojnym i przewidywalnym. Joanna Pacuła wspominała później, że już jako dziewczynka miała ogromną wyobraźnię i poczucie, że świat musi być większy niż ten, który widzi wokół siebie. Warszawa wydawała jej się czymś w rodzaju Olimpu. Kiedy po maturze pojechała zdawać do warszawskiej szkoły teatralnej, na egzamin zgłosiło się ponad 400 osób. Miejsc było zaledwie 20. I to ona znalazła się w gronie szczęśliwców, już za pierwszym podejściem! Krąży opowieść, że po egzaminie z emocji zemdlała. Chociaż wcześniej profesor Aleksander Bardini miał powiedzieć słynne zdanie: „Dziecko, ty właściwie nie potrzebujesz szkoły. Ty już jesteś aktorką”. Żeby w ogóle podjąć te egzaminy, musiała bardzo wierzyć w siebie i mieć determinację. Zresztą po latach tygodnik „Time” napisze, że ta szczupła, drobna Polka jest w rzeczywistości „jak czołg”.
Uroda Joanny Pacuły zawsze zwracała uwagę. Marek Kondrat wspominał: „Była zjawiskowo piękna. Trzymała się z Lilianą Komorowską. To były dwie największe piękności na roku”. Z kolei Piotr Pręgowski opowiada w książce Marty Górnej: „Studenci szkoły teatralnej jak psy w schronisku wyczuwają, kto wzbudza zainteresowanie, kogo wezmą. Instynktownie wiedzą, kto dostanie pracę, kto zrobi karierę. Joasia budziła ogromne zainteresowanie reżyserów”.

Gwiazda młodej Warszawy
Pod koniec lat 70. Joanna Pacuła była już jedną z najbardziej obiecujących młodych aktorek w Polsce. Dostała angaż do prestiżowego Teatru Dramatycznego w Warszawie, którym kierował Gustaw Holoubek. Stała się totalną idolką, a jednocześnie grała z wielkimi aktorami w szekspirowskim repertuarze, między innymi Desdemonę w „Otellu”, z Olbrychskim i Fronczewskim. Krążyły też legendy, że mężczyźni ustawiali się w pierwszych rzędach tylko po to, by zobaczyć ją na scenie jako nagą Albertynkę w finale „Operetki” Gombrowicza. Ale sensacja była tylko częścią tej historii. Pacuła grała tę rolę fantastycznie – była jednocześnie krucha i chłodna, zmysłowa i zdystansowana. Ten chłód stanie się później jednym z jej znaków rozpoznawczych w Hollywood.
W Warszawie była też bohaterką plotek. Krążyły opowieści o jej romansie z Mirosławem Konarowskim (tak naprawdę nigdy nie byli parą). A jej miłość z rozchwytywanym wtedy Piotrem Fronczewskim przeszła do legendy jako jeden z najgłośniejszych romansów tamtych lat.
Paryż i emigracja
W 1981 roku Joanna Pacuła wyjechała do Paryża. Miał to być krótki wyjazd. Ale w grudniu w Polsce wprowadzono stan wojenny. Joanna została na Zachodzie. Nagle ze znanej aktorki stała się anonimową emigrantką. Grała w reklamach, statystowała w filmach, próbowała odnaleźć się w świecie, którego nie znała. Potem mówiła zadziornie, że jako dziewczyna z Tomaszowa Lubelskiego w Warszawie nigdy nie czuła się „u siebie”. Wolała więc nie czuć się „u siebie”, mieszkając w Paryżu. To tam poznała Romana Polańskiego i to on namówił ją na wyjazd do Ameryki. „Zapomnij, co udało ci się osiągnąć w Polsce, i zacznij na nowo. A jeśli jesteś zbyt słaba, wracaj do Polski”, radził młodej aktorce. W 1982 roku Joanna Pacuła wsiada do samolotu i leci do Nowego Jorku.

Dwie gwiazdy
Ameryka to dla niej kolejny nierozpoznany ląd. W Nowym Jorku zatrzymała się u Elżbiety Czyżewskiej. Słynna kiedyś aktorka była jedną z największych gwiazd polskiego kina lat 60. Kilka lat wcześniej sama przeżyła dramat emigracji. Czyżewska przyjęła młodszą koleżankę pod swój dach. Pomagała jej odnaleźć się w Nowym Jorku, przedstawiała znajomym. Radziła, jak się ubierać, jak zachowywać, wprowadzała w środowisko.
Niektórzy twierdzili, że zobaczyła w niej własne odbicie sprzed lat. Początkowo między obiema kobietami pojawiła się bliskość – coś w rodzaju przyjaźni, a może relacji mistrzyni i uczennicy. Ale szybko zaczęły się napięcia. Według wielu relacji Czyżewska próbowała „kształtować” Pacułę – wpływać na jej decyzje, sposób życia, znajomości. W pewnym momencie między kobietami doszło do gwałtownej kłótni. Była faworytka została wyrzucona na bruk. Do dziś nikt nie opowiada szczegółów. Ale historia obrosła legendą. Stała się inspiracją dla głośnego filmu Jerzego Bogajewicza „Anna” i sztuki Feliksa Falka „Aktorki”, w której wspaniałą rolę zagrała Iga Cembrzyńska. Poza tym jedni twierdzili, że Joanna Pacuła wykorzystała pomoc starszej aktorki i na jej plecach zrobiła karierę. Inni, że musiała walczyć o siebie.
Sama Joanna Pacuła nie zdecydowała się na rozmowę ze swoją biografką, więc nie dowiemy się, jak to dzisiaj widzi. Reżyser Feliks Falk mówi o tej relacji tak: „Ela była trudną osobowością, miała wtedy problem z alkoholem, chciała Joannę kształtować, tworzyć. Początkowo Joanna przyjmowała to z wdzięcznością, potrzebowała takiej przewodniczki, ale wkrótce to kształtowanie stało się zbyt agresywne. Odłączyła się przy pierwszej okazji. W Ameryce tak trzeba. Tam się niszczy wszystkie przyjaźnie, koleżeństwa, znajomości, jeśli widzi się jakąś szansę dla siebie. Powstało o tym wiele filmów amerykańskich”. Obie kobiety nigdy już ze sobą nie rozmawiały, Pacuła była zaskoczona, gdy dowiedziała się o śmierci dawnej mentorki.
Czytaj też: Miała u stóp cały świat, mąż przejął nad nią kontrolę. Joanna Pacuła zapłaciła wysoką cenę
Hollywood otwiera drzwi
Kilka tygodni po wspomnianej kłótni w życiu Joanny Pacuły wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Została zaproszona na casting do filmu „Park Gorkiego”. Do dzisiaj nie wie, komu to zawdzięcza, kto ją polecił – Polański? Nadal prawie nie mówiła po angielsku. Dialogów uczyła się fonetycznie. A jednak ten casting wygrała. Film okazał się sukcesem, a ona z dnia na dzień znalazła się w centrum zainteresowania.
Dostała nominację do Złotego Globu. Po niej nie osiągnęła tego już żadna Polka. Dostawała kolejne propozycje, media ją oblegały. W latach 80. miała nawet swoją stand-in, czyli osobę, która zastępuje gwiazdę w czasie technicznych przygotowań, na przykład przy ustawianiu światła.
Do dzisiaj amerykańscy rozmówcy Marty Górnej wspominają jej zjawiskową urodę, „najpiękniejsze oczy w bloku wschodnim”, aktorską klasę i spokój.

Miłość i luksus
Na planie filmu „Park Gorkiego” poznała starszego o 12 lat producenta Hawka Kocha Jr. Romans był gwałtowny. Koch zostawił dla niej rodzinę. Znajomym mówił, że spotkanie z Joanną było jak spotkanie Odyseusza z syrenami. Nie mógł się oprzeć jej urokowi. Pobrali się w listopadzie 1984 roku. To był czas, kiedy amerykańskie magazyny rozpisywały się o Joannie Pacule, o luksusowej willi w Beverly Hills, do której wprowadziła się z Hawkiem. O jej roli „bogini ogniska domowego”. Czytelników interesowało, jak mieszka, co lubi jeść, jak spędza wolny czas. Zakochany mąż kupił Joannie willę Rudolfa Valentino, spełniając jedno z jej marzeń. Koch był bardzo wpływową osobą w Hollywood. Wydawało się, że otworzy ukochanej drzwi do bajkowego świata. Ale nic takiego się nie stało.
Co z tą karierą?
W latach 80. i 90. Joanna Pacuła pracowała bardzo dużo. Zagrała między innymi w „Ucieczce z Sobiboru” z 1987 roku. Później w westernie „Tombstone” u boku Kurta Russella i Vala Kilmera. Wystąpiła też ze Stevenem Seagalem w filmie „Wybraniec śmierci”. W thrillerze „Wirus” z 1999 roku pojawiła się u boku Jamie Lee Curtis, Donalda Sutherlanda i Williama Baldwina. W sumie zagrała w ponad 60 filmach i serialach.
A jednak nie dostała tej jednej roli, która uczyniłaby ją gwiazdą pierwszej wielkości. Film, który miał potwierdzić jej status gwiazdy – „Nie całkiem w raju” – okazał się totalną klapą. Do dziś wraca historia o dwóch filmach: „9 i pół tygodnia” i „Nagim instynkcie”, w których aktorka odrzuciła role. Oba do dzisiaj są wielkimi hitami. Oba sprawiły, że Kim Basinger i Sharon Stone stały się ikonami popkultury.
Jak pisze Marta Górna, reżyser Paul Verhoeven był zachwycony Joanną i chciał, by w „Nagim instynkcie” zagrała. „Ilość golizny ją jednak zniechęciła”. Joanna Pacuła odrzuciła także role w „Batmanie” Tima Burtona z 1990 roku. To aż dziwne, że mając u boku męża, który Hollywood znał od podszewki, popełniała takie błędy. A może to część aktorskiego ryzyka i koniecznego szczęścia.


Gwiazda dzisiaj
Dziś Joanna Pacuła żyje znacznie spokojniej niż w czasach hollywoodzkiego blasku. Mieszka w Los Angeles, ale regularnie odwiedza rodzinny Tomaszów Lubelski. Z Kochem dawno się rozstała. Nie wyszła po raz drugi za mąż. W jednej z rozmów sprzed lat przyznała, że nie ma statusu gwiazdy. I dodała: „Jestem w zawodzie, jestem pracującą aktorką. To już bardzo dużo, ponieważ tu jest 80 procent aktorów bezrobotnych”.
Szkoda, że od dawna nie udziela wywiadów, a jeszcze bardziej, że nie zagrała od lat w żadnej polskiej produkcji. Radosław Piwowarski myślał o obsadzeniu Pacuły w roli Marioli Wafelek w „Pociągu do Hollywood” w 1987 roku. Wydawała się idealna do zagrania dziewczyny z prowincji, która trafia do filmowej mekki. Ale ostatecznie nie doszło nawet do wysłania scenariusza, a rolę zagrała brawurowo Katarzyna Figura. Pod koniec lat 90. miała pojawić się w „Operacji Samum” Władysława Pasikowskiego, ale okazała się za droga. Może jeszcze wszystko przed nią.
Marta Górna uważa, że Joanna Pacuła była w Polsce przez lata niedoceniana, traktowana protekcjonalnie. Chętniej widziano w niej cyniczną żmijkę, jak w konflikcie z Czyżewską, niż kobietę, która potrafiła zrobić karierę w jednym z najtrudniejszych przemysłów filmowych na świecie. Wystarczył jeden, niezbyt udany wywiad, by wypominać jej, że pozuje na Amerykankę i zapomniała polskiego.
A przecież naprawdę podbiła Hollywood, a potem po prostu żyła i pracowała. Może właśnie dlatego jej historia jest tak fascynująca. Bo zamiast hollywoodzkiej bajki przypomina prawdziwe życie.
Tekst Agnieszka Dajbor
___________________________
Tekst ukazał się w najnowszym numerze magazynu VIVA! nr 6/2026

