Władysław Hańcza wiedział, kiedy umrze. Odszedł tak, jak przepowiedziała mu wróżka
Władysław Hańcza przez lata bawił i wzruszał miliony widzów jako kultowy Kargul z filmu „Sami swoi”. Choć był jedną z największych gwiazd polskiego kina, do sławy podchodził z dystansem. Przez całe życie pamiętał jednak tajemniczą przepowiednię wróżki, która miała określić moment jego śmierci. Gdy w 1977 roku nagle trafił do szpitala, słowa usłyszane w młodości wróciły ze zdwojoną siłą.

Największą popularność i sympatię telewidzów zyskał dzięki roli Kargula w kultowym już filmie — Sami Swoim. Władysław Hańcza nigdy jednak nie marzył o wielkiej karierze, a do popularności podchodził z dystansem. Korzystał z życia i czerpał z niego garściami, gdyż od zawsze miał w głowie przepowiednię wróżki, którą usłyszał w bardzo młodym wieku...
Władysław Hańcza — kariera
Nie planował zostać aktorem. Na początku wiązał swoją przyszłość z inżynierią, zaś później chciał przejąć rodzinny biznes włókienniczy. Życie jednak napisało mu inny scenariusz. Władysław Hańcza pokochał literaturę i postanowił zrekrutować się na studia filologii polskiej. I to właśnie tam zrozumiał, że praca na scenie jest jego największym powołaniem.
W 1927 roku zapisał się do Szkoły Dramatycznej w Poznaniu i tak zaczęła się jego przygoda ze światem artystycznym. Na początku grał w teatrach w: Katowicach, Poznaniu, Łodzi czy Toruniu. Następnie przeprowadził się do Warszawy, gdzie został zatrudniony w Teatrze Narodowym.
Władysław Hańcza zachwycał talentem i osobowością. Krytycy oraz widzowie po każdym spektaklu z jego udziałem nie szczędzili mu komplementów. I choć jego kariera szybko się rozwijała, marzenia artysty przerwał wybuch wojny.
Dopiero w 1946 roku wystąpił w powojennej produkcji — Dwie godziny, po której nazwano go nadzieją kina. Aktor na przestrzeni lat współpracował z najlepszymi reżyserami w kraju, takimi jak: Kazimierz Kutz, Andrzej Wajda czy Jerzy Gruza. Na swoim koncie miał około 40 znaczących ról. Ale to właśnie filmowy Kargul najbardziej chwycił za serca Polek i Polaków.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ikona literatury uchodziła za skandalistkę, nawet ksiądz odmówił jej pogrzebu. Jej życie prywatne szokowało bardziej niż książki

Przyczyna śmierci Władysława Hańczy
Poza pracą, którą traktował jak przygodę, lubił dobrą zabawę, ryzyko i spontaniczność. Nie znosił nudy. „Gram w filmie bynajmniej nie ze względu na zarobki. Mnie raczej chodzi o pewien zapis siebie, o przekaz. Chciałoby się w tym zawodzie coś po sobie zostawić. A film i telewizja dają taką szansę", mówił.
Do ciężkiej pracy i korzystania z życia napędziła go pewna przepowiednia wróżki, którą usłyszał w młodości. I choć nie traktował jej poważnie, od czasu do czasu sobie o niej przypominał. „Moja zachłanność wynika z pośpiechu. Kto wie, co komu pisane? Przepowiedziano mi, że umrę w 72. roku życia, niewiele czasu zostało, by cieszyć się uśmiechami losu", zwierzał się w jednym z wywiadów.
Jak wyglądały jego ostatnie chwile? W 1977 roku zapowiedział koniec kariery aktorskiej, jednak chciał jeszcze zagrać majora Hawryłowicza w dramacie — Fantazy. Tego samego roku, w listopadzie, wraz z żoną Barbarą wyjechał na Sycylię. Niestety to była jedna z najgorszych ich wycieczek. Dlaczego? Otóż aktor tam bardzo źle się czuł i wraz z ukochaną postanowili wcześniej wrócić do kraju.
Stan zdrowia ulubieńca publiczności jednak się nie poprawił i po powrocie do Polski trafił do szpitala. Lekarze jednak nie mogli ustalić, co jest przyczyną złego samopoczucia... Władysław Hańcza odszedł nagle 19 listopada 1977 roku w wieku 72 lat. Tak jak przewidziała wróżka...
