Wiele razy złamano jej serce… Tylko w VIVIE! Edyta Górniak ujawnia prawdę o miłości. Jej słowa poruszają
Edyta Górniak w wywiadzie dla VIVY! szczerze mówi o miłości i własnych emocjach. Opowiada też o samotności, potrzebie wolności i poszukiwaniu poczucia bezpieczeństwa.

Edyta Górniak w szczerym wywiadzie dla VIVY! dotyka jednego z najbardziej osobistych tematów – miłości. Czy jej serce jest gotowe na nowy związek? Artystka mówi o potrzebie wolności i o lękach, które wciąż w niej są, podkreślając, że prawdziwa relacja byłaby dla niej sprawdzianem, czy udało się je przepracować. To opowieść o uczuciach, które nie są oczywiste, i o miłości, która w jej życiu wciąż pozostaje otwartym pytaniem. Co zdradziła w rozmowie z Beatą Nowicką?
Edyta Górniak o miłości w VIVIE!. Czy artystka jest gotowa na nowy związek?
– Pamięta Pani dom, w którym poczuła się bezpieczna? Wolna. Dom, do którego tylko Pani miała klucze?
(Milczenie). Nigdy w życiu nie słyszałam takiego pytania, a udzielam wywiadów od 35 lat. Jestem w szoku… Pani Beato, ileż potrzeba wrażliwości, żeby wejść w czyjąś duszę. Nie da się wymyślić takiego pytania. Można je tylko poczuć… Spróbuję przypomnieć sobie ten dom. W pierwszych latach moim ukochanym domem było mieszkanie babci w Ziębicach. Kuchnia, w której babcia robiła pierożki, a ja za każdym razem przyglądałam się zafascynowana, jak ona zręcznie lepi ciasto. Potem nie czułam „domu” przez bardzo długie lata. Kiedy zaczęłam zarabiać pieniądze, postanowiłam kupić ziemię i dom w Konstancinie. Zanim zakończyła się budowa, zostałam zdradzona, więc go sprzedałam. Od tamtej pory zawsze już tylko wynajmowałam. Zwiedzając świat, zakochałam się w Portugalii. Pomyślałam, że jeśli mam być w życiu samotna, to chcę się chociaż budzić w pięknym miejscu. I kupiłam apartament w Portugalii przy polach golfowych. Jeździliśmy tam z moim byłym mężem, synkiem, przyjaciółmi. Kiedy rodzina się rozpadła, przestałam tam jeździć, apartament stoi opuszczony… Rozmawiając teraz z panią, uświadomiłam sobie, że dom zawsze był dla mnie czymś stresującym. Symbolizował lęk oczekiwań. Wątpliwości, czy sama jestem w stanie dać sobie poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że dlatego większość życia mieszkam w hotelach, są niezobowiązujące. Niczego nie obiecują, poza czystością i profesjonalną uprzejmością. Myślę, że najszczęśliwiej mieszkało mi się z Allanem w Kalifornii. Może dlatego, że było daleko od wszystkiego. Od jego trudności i obciążeń jego taty, i od moich obciążeń, czyli mojej mamy. Oboje czuliśmy tam ulgę, spokój i radość. Zupełnie jakbyśmy przenieśli się na inną planetę. Od tamtej pory nie mogę szczerze powiedzieć, że którykolwiek dom był moim przyjacielem. Może ten w górach tylko. Kocham dom mojej Oli, jej męża i dzieci. Będąc u nich, mam poczucie podarowanego bezpieczeństwa. Ale kiedy tylko od nich wychodzę, znowu jestem w swoim survivalu. Ma to sens? [...]

– W filmie uderzyła mnie jego [przyp. red. Allana] czułość wobec Pani, uważność.
Potrafi taki być, to prawda. Mnie też za każdym razem to wzrusza. Allan z upływem czasu stał się raczej introwertykiem. Tym bardziej cenię chwile, kiedy się otwiera i pozwala mi zobaczyć, jak głęboko patrzy i ile dostrzega. Mam wrażenie czasem, że czuje się za mnie odpowiedzialny, wiedząc, że jest głównym mężczyzną w moim życiu. I tym najważniejszym. To jest dla niego z pewnością obciążające. Mamy oczywiście cudownych męskich przyjaciół wokół, ojców rodzin, ale myślę, że gdybym poznała wspaniałego mężczyznę, odetchnąłby z ulgą.
– Ma Pani w sobie przestrzeń na miłość, na nowego mężczyznę?
Nie jestem tego pewna…
– Tak myślałam. Dlaczego?
Dlatego, że być może ta relacja byłaby dla mnie kluczowym sprawdzianem tego, czy zaleczyłam już wszystkie lęki. Więc jeszcze nie rozglądam się za mężczyznami ani za relacją. Z pewnością dziś inaczej patrzyłabym na partnerstwo niż kiedykolwiek dotąd. Jestem bardziej wyczulona na wolność każdej duszy i na to, co projektujemy na drugą osobę.
– W filmie jest poruszająca scena w garderobie teatru na Broadwayu. Ma Pani niecałe 20 lat, wygląda na 14 i mówi z ufnością dziecka, patrząc prosto do kamery: „Jestem za młoda, nie umiem tego udźwignąć”.
Znów zobaczyłam kontrast. Gdzieś na końcu świata przygotowywałam się właśnie do wyjścia na słynną scenę nowojorskiego Broadwayu, a jeszcze chwilę wcześniej byłam pod obsesyjną kontrolą rodziców. Serce, które dorastało w ogromnej samotności, zaledwie dwa lata później kłaniało się przed stojącą, zapłakaną ze wzruszenia widownią. Łatwo zwariować. Zarówno, kiedy nie ma się niczego, jak i kiedy ma się nadmiar wszystkiego. Znalazłam w tym jakiś balans, w miarę normalny. Nie pozwalam sobie być niepokorną. To, że dostałam od Boga talenty, oznacza dla mnie bardziej odpowiedzialność przed Nim, niż przywilej, którym mogę się chełpić. Więc ten archiwalny fragment z Broadwayu z naszego filmu bardzo mnie zaskoczył. Trochę byłam przestraszona, trochę szczęśliwa. Mała dziewczynka w wielkim świecie.
Dziękujemy Biuru Podróży Itaka za pomoc przy realizacji sesji zdjęciowej.
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 7 maja.

