W wieku 36 lat adoptowała dziecko i zaczęła od nowa. „Macierzyństwo mnie wychowało”. TYLKO w VIVIE! Renata Przemyk o córce, która zmieniła wszystko
Renata Przemyk przez lata czuła się obca – w domu, wśród ludzi, nawet we własnym ciele. Dziś opowiada o drodze do siebie, którą przeszła dzięki muzyce i macierzyństwu.

W najnowszym numerze magazynu VIVA! i w rozmowie z Beatą Nowicką Renata Przemyk wraca do swojego dzieciństwa, w którym miłość oznaczała przede wszystkim troskę o przetrwanie, a nie czułość i słowa. Opowiada o samotności, nadwrażliwości i długiej drodze do samoakceptacji, a także o tym, jak adopcja córki nauczyła ją bliskości i zmieniła jej życie.
Renata Przemyk: o samotności, macierzyństwie i drodze do samoakceptacji – wywiad dla VIVA!
[...]
– Mówiłaś, że wśród bliskich czułaś się obca?
W liceum przeczytałam „Cudzoziemkę” Kuncewiczowej i pomyślałam, że to jest o mojej mamie spod Lwowa. I o mnie też. Nigdzie u siebie. Z nikim nie czułam głębokiej więzi, polegającej na wzajemnym zrozumieniu. Od kiedy pamiętam, wszędzie czułam się obca, w domu też. Rodzice byli pokoleniem wojennym, rocznik 1940 i 1941. Uczono ich, jak przetrwać. Wyrazem miłości było karmienie i dbanie, żeby rodzina miała wszystko, czego potrzebuje do przeżycia. Nikt nikogo nie przytulał, nie mówił, że kocha. Dzieci musiały być samodzielne i twarde. I były. Wszystko umiałam: gotować, peklować, szyć, cerować. Obcinałam włosy bratu. Namalowałam młodszemu pięść na koszulce. Ćwiczyłam karate. Bardzo chciałam być silna.
– Jesteś niesamowita!
Niestety to samosiowanie odbijało mi się czkawką. Nie umiałam nie być sama. Długo nie umiałam prosić o pomoc. Nie umiałam podziękować za komplement, za prezent. Środowisko studenckie, w które weszłam, też nie od razu było moje. Tam też byłam inna. Nie tak elokwentna i wygadana jak koleżanki. Nigdy nie zapomnę, jak po świętach wróciłam do akademika i koleżanka przytuliła mnie na powitanie: „Jezu, jak fajnie cię widzieć”. Stałam sztywno jak sopel lodu, zastanawiając się, co się dzieje… Sprawdzałam to potem na rodzinie. Kiedy po raz pierwszy przytuliłam mamę, zareagowała identycznie. Tato i bracia również. Nikt nic nie powiedział. Nie umieliśmy rozmawiać o emocjach, ale czułam, jak oni topnieją przy kolejnych razach. Moja nadwrażliwość była mi bardziej kulą u nogi niż pomocą. Wszystko analizowałam i przeżywałam stukrotnie. Nie umiałam mówić, więc pisałam wiersze i śpiewałam. Płyta „Vera to ja” jest symbolicznym dotarciem do etapu, kiedy w końcu zaakceptowałam całą siebie, swoje ciało. Mając sześć dych na karku, bardziej lubię siebie, niż kiedy miałam 20 lat. Paradoks! Dziś patrzę na swoje zdjęcia z młodości z czułością: byłam ładna, zgrabna, niczego mi nie brakowało. Ale dla mnie wszystko wtedy było nie tak, nie dość. Muzyka była jedyną twierdzą, w której czułam się naprawdę dobrze. I bezpiecznie.
– Kiedy adoptowałaś ośmiotygodniową Klarę, miałaś 36 lat. Dziś Klara ma 23 lata, jest inna niż Ty w jej wieku?
Jest bardzo kobieca. Ma to, czego ja nie wyniosłam z domu: pewność siebie, świadomość atrakcyjności, kobiecości, akceptację własnego ciała. Moja mama była bardzo wstydliwa, więc dużo czasu mi zajęło, żeby polubić swoje ciało. W naszej relacji z Klarą nie było tematów tabu. Z nią to było ponowne przeżywanie mojego dzieciństwa, dorastanie. Przez lata ubierałam się na czarno, chowając w cieniu. Moja mała dziewczynka kiedyś zawołała: „Mamo, kupmy sobie takie same różowe sukienki!”. Wcześniej pomyślałabym: Przecież to infantylne! A jednak nie tylko kupiłam te sukienki, ale jeszcze pozwoliłam uczesać się w kucyki (śmiech). Przy niej poczułam, co to znaczy się wyluzować, śmiać się głośno, turlać po trawie. Dzieci uczą otwartości. Chciałam, żeby Klara wyrosła na silną, mądrą, samodzielną, wierzącą w siebie, mającą poczucie własnej wartości dziewczynę, ale żeby ją tego nauczyć, musiałam najpierw sama taka być. Wykonałam olbrzymią robotę i wiem, że bez Klary by się to nie udało. Macierzyństwo mnie wychowało.
[...]
Rozmawiała Beata Nowicka.


Cały wywiad do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 9 kwietnia.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE! Mikołaj "Bagi" Bagiński ujawnia: była dziewczyna miała ukryty cel. "To dało mi dużo do myślenia"
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.