TYLKO W VIVIE!. Anna Bocek usłyszała, że musi wybrać jedną drogę. To, co zrobiła później, zmieniło wszystko
Od małej dziewczynki zapatrzonej w „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga po artystkę, której obrazy trafiają do galerii na całym świecie. Anna Bocek przyznaje, że choć jej zawodowa droga pełna była zwrotów akcji, to właśnie pozorna porażka na studiach okazała się momentem, który na nowo skierował ją ku największemu marzeniu, opowiadaniu o emocjach za pomocą malarstwa.

Dziś Anna Bocek łączy świat malarstwa i scenografii, nie godząc się na wybór tylko jednej artystycznej ścieżki. Jak sama podkreśla, przełomem było zwycięstwo w międzynarodowym konkursie scenograficznym i wyjazd do Londynu, gdzie zrozumiała, że różne dziedziny sztuki mogą się wzajemnie uzupełniać. To doświadczenie pozwoliło jej zbudować własną definicję twórczości, wolną od narzuconych schematów i oczekiwań.
Anna Bocek wróciła do marzeń z dzieciństwa. Tak narodziła się jej artystyczna droga
Twoje obrazy wystawiane są w galeriach na całym świecie. Jesteś autorką wnętrz Muzeum Bursztynu w Gdańsku, tworzyłaś scenografie teatralne. Wciąż szukasz swojej drogi?
Znalazłam ją dawno temu. Będąc studentką na wydziale malarstwa gdańskiej ASP, odkryłam, że moją pasją jest teatr i tworzenie scenografii do przedstawień. Pracowałam jako asystentka wybitnego scenografa Mariana Kołodzieja. Niestety okazało się, że nie mogę robić dyplomu ze scenografii, bo moim głównym kierunkiem jest malarstwo. Musiałam pogodzić się z tym, że tak się stało, a potem odkryłam, że to wydarzenie miało wpływ na to, jak potoczyła się moja droga zawodowa.
Wróciłaś do punktu wyjścia?
Wróciłam do marzeń, gdy byłam małą dziewczynką stojącą przed „Sądem Ostatecznym” Hansa Memlinga w Muzeum Narodowym w Gdańsku, kiedy dotarło do mnie, że ja też chcę w przyszłości mówić o emocjach za pomocą malarstwa.
Wcześnie zdefiniowałaś, kim zostaniesz w przyszłości.
Moja mama kolekcjonowała moje prace. Była wśród nich kartka, na której namalowałam siebie stojącą przy sztaludze, i koślawymi literkami podpisałam „Ania malarka”.
W Twojej rodzinie są artyści?
Rodzice pięknie malują, choć raczej do szuflady. Mama jest prawniczką, tata inżynierem, ale od dziecka miałam dzięki nim stały kontakt ze sztuką, zabierali mnie na wystawy, koncerty, do teatru. Kiedy powiedziałam, że chcę zdawać na ASP, dostałam od nich ogromne wsparcie. A gdy za pierwszym razem się nie udało, nie usłyszałam „odpuść”, tylko coś zupełnie odwrotnego, nie pozwolili mi się poddać.
CZYTAJ TEŻ: Bagi zdobył się na szczerość. Powiedział, czego najbardziej bał się w relacji z Magdaleną

Od scenografii do malarstwa. Dlaczego Anna Bocek nie chciała wybierać jednej ścieżki?
Miałaś w ogóle plan B?
Nie miałam, bo uważałam, że malarstwo to moje powołanie.
A potem to samo myślałaś o scenografii?
A jeszcze później odkryłam, że jedno nie wyklucza drugiego.
Ktoś złośliwy może powiedzieć, że łapiesz dziesięć srok za ogon.
Tak się tylko może wydawać. Już jako studentka zaczęłam wyjeżdżać za granicę, a wszystko zaczęło się od tego, że wygrałam studencki konkurs na najlepszy projekt scenograficzny „Shakespearean Stage Design”, organizowany przez Fundację Theatrum Gedanense, której patronem był wówczas książę Karol, obecnie król Karol III. Nagrodą był wyjazd do Londynu. Tam zobaczyłam, że różne formy działalności artystycznej wcale się nie wykluczają, wręcz przeciwnie, mogą się uzupełniać i dawać dużo satysfakcji. Zrozumiałam wtedy, że nie muszę wybierać między scenografią a malarstwem. W Polsce miałam raczej poczucie, że ode mnie oczekiwano jednej drogi, a mnie tak naprawdę definiują te dwie dziedziny.
Mówisz, że konieczność robienia dyplomu na wydziale malarstwa była powrotem do pierwotnych pragnień.
I jednym z wielu punktów zwrotnych w moim życiu. Zawsze byłam otwarta na zmiany, choć czasami wydawały mi się niejasne. Tak jak wtedy na uczelni. Czułam, że los ze mnie zażartował. Miałam żal, że nie mogę podążyć swoją drogą. Ale okazało się, że to nie do końca była moja droga.
[...]
Rozmawiała: Katarzyna Piątkowska. Zdjęcia dzięki uprzejmości Maison d’Art Gallery. Wystawa „Esencja kobiecości. Dialog twórczy Anny Bocek & Joanny Sarapaty”, Maison d’Art Gallery, Warszawa, od 20.06.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE!. Godzinami siedzi przy grobie syna. Sylwia Peretti zdobyła się na ważne słowa o rodzicach ofiar
