Reklama

Z okazji urodzin Aleksandry Popławskiej wracamy do wyjątkowej rozmowy, której wraz z siostrą Magdaleną udzieliła Beacie Nowickiej na łamach Vivy! (nr 24/2023). To szczery, momentami bolesny, ale też pełen ciepła portret siostrzanej relacji – takiej, która dojrzewa latami. O bliskości, której trzeba się nauczyć, emocjach, które długo nie miały głosu, i o tym, że czasem dopiero dorosłość pozwala naprawdę się odnaleźć.

Aleksandra i Magdalena Popławskie w pierwszym wspólnym wywiadzie

Podobne do siebie, a jednocześnie osobne. Ten sam materiał genetyczny, ale w innych proporcjach. Jako jedynaczka, która urodziła jedynaczkę, patrzę na Was z zazdrością.

Magda: My też urodziłyśmy jedynaczki.

Ola: Chociaż nasze córki mają starsze przyrodnie siostry z poprzednich związków ich ojców i ze swoimi siostrami nie mieszkały. A to mieszkanie razem robi sporą różnicę. Byłam jedynaczką pierwsze cztery lata mojego życia. Cztery lata wolności, a potem pojawiła się ONA!

Magda: I spędziłyśmy razem 15 lat! Jeden mały pokój, łóżko obok łóżka i dwie dorastające dziewczyny. Nie było łatwo, co?

Ola: Człowiek przeżywa okres dojrzewania, buntu i ma młodszą siostrę, która pałęta mu się pod nogami, kradnie ciuchy, a potem rzuca je byle gdzie. Doprowadzała mnie tym do szału, bo wtedy byłam pedantką. Potem tak mnie zdominowała, że się poddałam i sama zaczęłam robić bałagan (śmiech).

Magda: Bałagan może być twórczy. Ale wojny o ciuchy były straszne. W ogóle często się kłóciłyśmy, biłyśmy. Chyba to były nasze pierwsze próby kaskaderskie i wprawki aktorskie.

Ola: To prawda. Zawsze była jakaś drama, jakiś cyrk. Żeby poruszać się po naszym pokoiku, musiałyśmy złożyć tapczany. Na tej przestrzeni stało jeszcze moje pianino, na którym rzępoliłam gamy i pasaże. Jak ty to wytrzymałaś?! Nigdy cię o to nie zapytałam…

Magda: Może dlatego zamknęłam się w sobie w okresie dojrzewania, bo nie mogłam tego wytrzymać (śmiech). Ale podziwiałam cię za to, że grasz, że chodzisz do szkoły muzycznej. Zawsze byłaś tą sumienną i pracowitą. Podawali mi cię za przykład. Ja poszłam na parę prywatnych lekcji i uznałam, że to jest zbyt męczące. Wolałam chodzić po drzewach, biegać po strychach…

Ola: Wtedy byłam w stanie wysiedzieć kilka godzin przy pianinie, dziś nie dałabym rady. Któregoś dnia zamknęłam klapę fortepianu i powiedziałam: „Nigdy więcej cię nie dotknę”. I jestem konsekwentna. Aczkolwiek miewam tęsknoty.

Magda: Ja też. Lubiłam, jak grasz, oczywiście kiedy już się nauczyłaś. Byłyśmy bardzo różne i ciągle się ścierałyśmy, ale przez to siebie ciekawe. Ja Oli na pewno, bo przede wszystkim była starsza.

Ola: Ja ciebie też, bo byłaś inna, dziwna. Urodziłaś się zupełnie niepotrzebnie – tak myślałam w wieku czterech lat. Miałam harmonijne życie, własny pokój i rodziców wyłącznie dla siebie, a tu rodzi się jakiś dzieciak, który wszystko zmienia. Na dodatek szybko okazałaś się przemądrzała, uparta i niepokorna. Moje przeciwieństwo. Ja byłam dzieckiem, które potrafiło siedzieć w jednym miejscu parę godzin. Chociaż kiedyś mama odkryła, że gdy tak grzecznie siedziałam, zlizywałam siarkę z główek zapałek. Czyli po cichu robiłam rzeczy niestosowne i zakazane, ale generalnie – „grzeczne dziecko”.

Magda: Byłaś ukochaną jedynaczką, zanim pojawiłam się na świecie. Potem zostałaś starszą siostrą, która musiała oddać swoją przestrzeń młodszej, to nigdy nie jest łatwe. Kiedy byłyśmy małe, cztery lata to była przepaść. Rodzice czasem zostawiali nas same i musiałaś się mną opiekować. W kryzysie były momenty absolutnej sztamy. Pamiętam różne sytuacje. Raz w sylwestra jakiś pijany gość dobijał się do naszych drzwi. Rodzice byli u sąsiadów na imprezie. Dawne czasy, bez komórek. Spałyśmy z nożami pod poduszką.

– Wyobrażam sobie ten widok… Kochałyście się?

Ola: Kochałyśmy się, ale nie potrafiłyśmy wyrazić tego słowami. Długo nie było między nami silnej więzi.

Magda: Wspólny pokój sprawił, że byłyśmy na siebie skazane i każda z nas ostro walczyła o swoją przestrzeń, niezależność. Z jednej strony jesteśmy do siebie bardzo podobne – z wiekiem widać to coraz wyraźniej, ale w okresie dojrzewania była między nami przepaść. Bywało ciężko.

Ola: Świat się zmienił, metody wychowawcze również. Kiedyś okazywanie dzieciom miłości nie było tak oczywiste, nie mówiło się wiele o uczuciach. W domu miałyśmy tak zwany zimny chów, zamiast przytulania, raczej wymagania. W związku z tym my też nie potrafiłyśmy ani okazywać, ani wyrażać swoich uczuć. Ciekawe, że poszłyśmy w aktorstwo i tam potrafimy to zawodowo. Na szczęście dziś mówimy naszym córkom, że je kochamy, praktycznie każdego dnia i dostajemy feedback. To wspaniałe uczucie.

Magda: Ale w stosunku do siebie wciąż mamy z tym problem. Czasami się zmuszamy, dosłownie. Piszemy do siebie SMS: „Kocham cię” czy na koniec rozmowy szybko dodajemy takie wyznanie, ale za każdym razem jest to trochę niezręczne. Nie ma w tym naturalności, którą odczuwamy, wyznając miłość naszym córkom. Ale ćwiczymy i nauczymy się.

Zobacz też: Dzieli ich 18 lat, wychowali piękną córkę. Aleksandra Popławska i Marek Kalita długo czekali ze ślubem

Magdalena Popławska, Aleksandra Popławska, Viva! 24/2023
Magdalena Popławska, Aleksandra Popławska, Viva! 24/2023 Rafał Masłow

– I dobrze! Kiedy Ola wyjechała do Wrocławia na studia, poczułyście się wolne?

Magda: Tak. Wreszcie miałam pokój dla siebie, to był sztos.

Ola: Magda poczuła się wolna, ja trochę zagubiona. Studia, nowe środowisko, nowe miasto, obcy świat, a przede wszystkim brak pieniędzy, który sprawił, że mieszkałam w dziwnych miejscach i w dość słabych warunkach. Na pierwszej stancji wynajmowałam pokój w mieszkaniu samotnego mężczyzny, który mnie podglądał, a w szufladach ukrywał gazetki pornograficzne. Musiałam się stamtąd szybko wyprowadzić. Potem mieszkałam w zagrzybionej suterenie, w której moje łóżko sąsiadowało z rurą kanalizacyjną całej kamienicy. Mało przyjemne. Podczas gdy koledzy imprezowali, ja musiałam się uczyć, żeby zdobyć
stypendium. Szybko poszłam też do pracy, żeby móc zamieszkać w trochę lepszych warunkach. Doceniłam wtedy nasz rodzinny dom i wspólny pokój.
Magda: Kiedy Ola wyjechała na studia, nie miałyśmy ze sobą wiele wspólnego. Rzadko przyjeżdżała do domu. Szkoła teatralna, jak sama się potem przekonałam, bardzo absorbuje. I jak w tym zawodzie jesteśmy w pracy świątek, piątek czy niedziela, po 12–13 godzin dziennie albo i dłużej, trudno o zdrowe relacje.

– Tęskniłyście za sobą?

Magda: Ja nie tęskniłam.

Ola: Dzięki za szczerość.

Magda: Ty na pewno też nie tęskniłaś. Każda z nas zajęła się swoim życiem. Ola w liceum założyła z kolegami Entuzjastyczny Teatr Muzyczny KME, ale kiedy wyjechała, ja wskoczyłam na jej miejsce i paradoksalnie bardziej niż ona zżyłam się z całą grupą. Zdobyliśmy nawet nagrodę na Przeglądzie Piosenki Studenckiej w Krakowie. W wakacje jeździliśmy stopem po Europie i śpiewaliśmy na ulicach Barcelony czy Awinionu. Nie miałam czasu tęsknić. Ale z rzadka przyjeżdżałam do Wrocławia zobaczyć egzamin Oli. Pamiętam, że gdy tylko wchodziła na scenę, zalewałam się łzami ze wzruszenia. Był wybuch emocji, po czym każda z nas wracała do własnego świata. Nie dzwoniłyśmy do siebie, nie pisałyśmy. Miesiącami nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Po czterech latach studiów we Wrocławiu Ola przeprowadziła się do Warszawy i zaczęła współpracę z Teatrem Rozmaitości, dzisiejszym TR Warszawa. Wtedy ja zaczęłam studia w Krakowie, ale na czwartym roku zostałam zaproszona do tego samego teatru na roczne eksperymentalne studia „Terenu Warszawa”. I tak wylądowałyśmy razem w stolicy. A nawet przez rok w tym samym teatrze. Wtedy po raz pierwszy spotkałyśmy się po długim czasie, ale na zupełnie innych warunkach.

Ola: Okazało się, że wiele nas łączy, a nie miałyśmy o tym pojęcia. Na przykład przez te lata czytałyśmy te same książki.

Magda: Przyszłam do ciebie na ulicę Wilczą i zobaczyłam, że na półce masz…

Ola: …książki Sylvii Plath i Virginii Woolf, opowiadania Dostojewskiego, „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood, wiersze Achmatowej.

Magda: Fascynacje dobrze nas określające.

Ola: Dekadenckie i trochę mroczne.

– To wszystko w Was jest: trochę mroku, smutku i samotności. Widać to też w Waszych rolach. Aktorstwo zawdzięczacie mamie?

Magda: No tak, mama…

Ola: No właśnie, mama… Zawsze mówili, że ja jestem cały Janek, czyli tata, a Magda cała Marysia, mama. Im jesteśmy starsze, tym bardziej widzimy w nas obydwu dziwną mieszaninę ich dwojga. Bardzo różnych ludzi. Nasza mama rzeczywiście jest silną osobowością. Sprawia wrażenie, jakby niczego się nie bała. Wszystko załatwi. Jeśli zamkną przed nią drzwi, wejdzie oknem. To ma plusy i minusy. Plusy są takie, że za nas wskoczyłaby w ogień. Zawsze potrafiła o nas zawalczyć, zadbać. Starała się nam wszystko zapewnić. Do dziś biegnie o każdej porze dnia i nocy, jeśli jej potrzebujemy. Pchała nas w ten zawód, bo sama chciała być aktorką. Niestety jej ojciec, górnik, nie pozwolił jej na to. Taki zawód wydawał mu się niepoważny. W dniu egzaminów zamknął ją w domu. Najbliższa szkoła teatralna była w Krakowie. Mama poddała się, a potem po kryjomu przed ojcem dostała się na polonistykę i amatorsko grała w teatrze. Zawsze była zafascynowana teatrem i nas tą fascynacją zaraziła.

Magda: Miałyśmy karnety na wszystkie przeglądy teatralne na Śląsku, więc siedziałyśmy w teatrze non stop. To była przestrzeń, która wydawała się nam środowiskiem naturalnym, lepiej ją rozumiałyśmy niż rzeczywistość. Mama przygotowywała nas i jeździła z nami na różne konkursy recytatorskie, które – nieskromnie powiem – wygrywałyśmy. Teatr dla nas był dosyć naturalnym kierunkiem. Mama jest bardzo energiczną, zdecydowaną, ale i dominującą osobą. A to bywało przytłaczające. Lepiej wiedziała, co jest dla nas dobre, i nie bardzo pytała, czego my chcemy.

Ola: Czytam teraz „Chłopki”, opowieść Joanny Kuciel-Frydryszak o naszych babkach. Poruszająca książka, która przypomina mi opowieści naszych babć i pomaga zrozumieć, z czego wynikały zachowania tamtego pokolenia. Mama pochodzi z Kielecczyzny. Urodziła się w prostej rodzinie, nikt się tam nie rozczulał nad dziećmi. Po swoim ojcu, który pracował w kopalni i był bardzo surowy, powtarzała, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Kochała nas, ale nie potrafiła nam tego powiedzieć. Była i jest zadaniowcem. Stawiała nam zadania do wykonania.

Magda: Miłość okazywała nam tym, że była w stanie wszystko dla nas zrobić, przyjechać o każdej porze, odebrać telefon w środku nocy, załatwić to, o co prosisz… Działanie zamiast czułości i bliskości.

Ola: Na intymne tematy się nie rozmawiało. W ogóle mało się rozmawiało. Mama żałuje, że była dla nas zbyt surowa. Teraz to nadrabia, jest niesamowita, bo cały czas się edukuje i rozwija. Stara się mówić o uczuciach i powtarza, że żałuje, że pewnych rzeczy nie wiedziała wcześniej.

Magda: My też się staramy. To nie były żarty, naprawdę zobowiązałyśmy się, że od czasu do czasu będziemy sobie mówić: „Kocham cię”. Na początku to było bardzo sztywne, nienaturalne, ale jest coraz lepiej. Uwaga: Kocham cię, Ola.

Ola: Ja ciebie też kocham. Dopiero jako dorosłe kobiety i matki zrozumiałyśmy, jak bardzo nam tego brakowało.

– Myślę, że to jest doświadczenie pokoleniowe. Jaką rolę odegrał w Waszym życiu tato?

Ola: Tato pochodził ze wschodu, z małej miejscowości Horodło nad Bugiem, przy samej granicy z Ukrainą. Dziadek był krawcem, a babcia pracowała na roli, mieli małe gospodarstwo. Z dzieciństwa pamiętam z jednej strony surowy socrealizm: bunkry na Śląsku, hałdy węgla, szare blokowisko, zabawy na trzepaku. A z drugiej wakacje u rodziców taty: bieganie po polu, jedzenie owoców prosto z krzaków, smak zerwanego świeżego pomidora. Dojenie krowy, kury biegające po podwórku, które uwielbiałam przytulać. Przetwory babci, zwłaszcza ogórki kiszone. Zapach ciasta unoszący się z prodiża. To był raj. Oderwanie się od śląskiego mroku. Myślę, że dlatego od lat mieszkam w lesie, lubię ciszę, spokój, przyrodę, zapach lasu, nie znoszę zgiełku i smrodu miasta.

Magda: Mieszkaliśmy w blokowisku, ale przed naszymi oknami rozciągały się pola, dopiero gdzieś daleko kopalnie i huta Biskupice. W podświadomość mamy wdrukowaną przestrzeń i niekończący się horyzont.

Magdalena Popławska, Aleksandra Popławska, Viva! 24/2023
Magdalena Popławska, Aleksandra Popławska, Viva! 24/2023 Rafał Masłow

– Mam podobne doświadczenia. Tato…

Magda: …tato to trudny temat.

Ola: Tata był introwertykiem. Osobą bardzo wycofaną i wrażliwą.

Magda: Prawda jest taka, że nie bardzo go znamy.

Ola: Kompletnie się z mamą nie dobrali: woda i ogień. Często zamykał się w swoim pokoju. Chyba był dosyć samotny. I wpadł w alkoholizm. W pracy był wspaniały, bardzo zaangażowany. Miał przezwisko „Żyleta”. Był wuefistą, lekkoatletą. Uwielbiał sport. Dlatego od dziecka jeździłyśmy na nartach. Niestety pił, kiedy miał wolne. Na przykład święta, to był problem. Dlatego nie kojarzą nam się dobrze.

Magda: Teraz czujemy, że trzeba o tym mówić. Poza tym minęło już trochę czasu. Chyba w końcu zaakceptowałyśmy, że był, jaki był. Ale przez lata było to dla nas cholernie trudne. Trudno pogodzić się z tym, że twoi rodzice nie potrafią się kochać. Dogadać. Dwa sprzeczne charaktery. Mama była towarzyska, ekstrawertyczna, dominująca. Tata introwertyk, nieumiejący rozmawiać o uczuciach. Patrząc z perspektywy czasu, mam wrażenie, że trochę go we trójkę zdominowałyśmy.

– Byłyście dziećmi, nie ponosicie za to odpowiedzialności.

Magda: No tak, to nie nasza wina, ale jako dzieci wszystko interpretowałyśmy przeciwko sobie. My siedziałyśmy cały czas w teatrze, on nigdy z nami tam nie chodził. My jeździłyśmy na konkursy recytatorskie, jego to w ogóle nie interesowało. Te światy coraz bardziej się rozjeżdżały. Nie miały punktów stycznych. Dziś wiemy, że miał ciężką depresję, ale jako dzieci nie miałyśmy o tym pojęcia. Widziałyśmy, że tato pije, ale nie rozumiałyśmy, dlaczego. Jego alkoholizm generował wieczne napięcia w domu. Złość i żal. Poza tym nie mówiło się głośno o takich sprawach. Choć alkoholizm w tamtych czasach był nagminny. To była rodzinna tajemnica. Jej ukrywanie sprawiło, że przez lata tkwiłyśmy w toksycznej obłudzie.

Ola: W najgłębszą depresję wpadł, kiedy przeszedł na emeryturę. To często jest problem, szczególnie kiedy człowiek nie ma innych zainteresowań. Praca była całym jego życiem i pasją. Zanurzył się w pustce i samotności. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Przeciwieństwo naszej mamy. Zawsze prowadziła bujne życie towarzyskie. Parę lat temu przeprowadziła się do Warszawy. Dla wnuczki zostawiła na Śląsku tabun przyjaciół i pracę. W ciągu chwili zawiązała tu nowe znajomości i znalazła nowe zajęcie.

Magda: Tata przestał się leczyć na depresję. Nie dał sobie pomóc. My wiedziałyśmy już, że to depresja, poważna choroba, ale ludzie nadal wstydzą się takich tematów. Dlatego ja mówię otwarcie, że jestem na antydepresantach – bo jestem – i chodzę do psychiatry – bo chcę sobie pomóc – i jestem z siebie dumna. W dodatku czuję dużą potrzebę, żeby o tym mówić. Różnie radzimy sobie z rzeczywistością. Trzeba umieć sobie pomóc.

Ola: W 2016 roku przegrał z chorobą. Miał 64 lata i fizycznie był zdrowy. Mógł żyć, ale nieleczona depresja jest chorobą śmiertelną. Mówiąc o tym, staramy się pomóc innym. Uświadamiać, że choroba to nie wstyd. Trzeba się leczyć.

– Współczuję Wam… Jak sobie z tym radzicie?

Ola: Myślę, że do dzisiaj sobie z tym nie poradziłam. Trudno o tym mówić.
Magda: Ja przeszłam żałobę z opóźnieniem, ale mam to już za sobą. Pogodziłam się z nim. Zawsze go obwiniałam za wszystkie niepowodzenia w moim życiu. Ale teraz mogłabym go pokochać.

Ola: Magda była bardziej zbuntowana przeciwko ojcu. Ja go zawsze usprawiedliwiałam i jeszcze nie przerobiłam tego, co się stało. Ale kilka miesięcy temu Magda kazała mi iść na terapię. Poszłam. Może uda mi się to zrozumieć.

Magda: Każda z nas przeżywa to inaczej. Ja cały czas nad sobą pracuję, bo już wiem, jaka to jest ulga, kiedy zmieniasz perspektywę i przestajesz się za wszystko obwiniać. Zrozumieć przeszłość to jedno, ale wydostać się z tych obciążeń to drugie. Wiem, że bez pomocy nie dałabym rady. Mam poczucie, że pod tym względem jestem starsza i mądrzejsza od ciebie.

Ola: Tak. Długo unikałam konfrontacji. Siostra mnie zmusiła i bardzo jej za to dziękuję. Poczucie winy jest wyniszczające, a terapia rzeczywiście przynosi pewnego rodzaju ulgę. Pozwala spojrzeć na problemy z dystansem. Dopiero teraz to rozumiem. Wolno to trwa i pewnie potrzeba czasu, ale jest ważne.

– Psychologowie uważają, że siostry są silniejsze psychicznie, bo mają od dzieciństwa obgadany każdy problem, każdy kryzys.

Magda: Psychologowie też się mylą. Dla mnie przełomowe jest to, że po latach się z Olą odnalazłyśmy. Troszeczkę się zestarzałyśmy, jesteśmy już zmęczone swoimi frustracjami, podważaniem własnej wartości. Nikt nie chce opowiadać o traumach czy kompleksach. Sama przez lata nie rozumiałam, że jestem DDA. W naszym domu nie rozmawiało się na trudne tematy, nie było takiego zwyczaju. Nikt nie mówił otwarcie, co czuje, co myśli, w związku z tym ja i Ola też ze sobą nie rozmawiałyśmy. To się zaczęło zmieniać po śmierci taty. Na stypie zaczęłyśmy sobie przypominać różne wydarzenia z dzieciństwa, które jedna pamiętała, a druga nie.
Ola: Albo obie pamiętałyśmy, tylko każda inaczej.

Magda: A potem coś się między nami przełamało. Pękła bariera. Pierwszy raz w życiu zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co było głęboko ukryte. Ola myślała, że to ja jestem „ta lepsza”, a ja, że „tą lepszą” jest Ola. Przez lata trzymałyśmy dystans, przekonane, że ta druga nie zmaga się z takimi problemami jak ja.

Ola: Ostatecznie gdzieś te problemy okazały się podobne. Zawsze mogłyśmy na siebie liczyć w kryzysowych sytuacjach, ale postanowiłyśmy, że chcemy się wspierać też na co dzień. To jest proces, raz nam wychodzi lepiej, raz gorzej.

Magda: Wczoraj się pokłóciłyśmy, ale dzisiaj się pogodziłyśmy.

Ola: Targają nami emocje, ale jesteśmy chyba na dobrej drodze, żeby się lepiej rozumieć.

Magda: Mamy sztamę, której nie miałyśmy przez lata. Wcześniej każda była zajęta sobą.

Ola: Wracając do twojego pytania, jak to jest mieć siostrę? Ostatecznie to jest bardzo miłe. Fajnie mieć się z kim pokłócić, a potem pogodzić. Magda wali mi prosto w oczy, co myśli, czasem jest apodyktyczna, mówi mi, jak mam się zachowywać, co robić, czego nie, wkurza mnie to i zwracam jej uwagę, ale ostatecznie wiem, że robi to z potrzeby serca. Bo chce dla mnie dobrze. Takie konfrontacje są bardzo oczyszczające. Dla nas obu.

– Elizabeth Fishel w książce „Siostry” napisała: „Siostra jest twoim lustrem. I twoim przeciwieństwem”.

Magda: Równocześnie. To prawda. Jesteśmy identyczne i różne zarazem. Lustrem i przeciwieństwem.

– Przed nami Boże Narodzenie i sylwester. Spędzicie je razem?

Magda: Nie przepadam za świętami ani sylwestrem. Z Kościołem katolickim pożegnałam się dawno temu, aczkolwiek jak próbowałam dokonać apostazji, ksiądz przede mną uciekał. Muszę spróbować go w końcu dogonić. Trochę przytłacza mnie szalejący dookoła beztroski konsumpcjonizm, niehumanitarne traktowanie karpi i obżarstwo. Jeśli tylko mogę, najchętniej wtedy wyjeżdżam.

Ola: Mam podobnie, nie przepadam za świętami. Podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej nie mogłam zrozumieć, jak ludzie mogą podczas świąt stawiać pusty talerz na stole w oczekiwaniu na zbłąkanego wędrowca, a jednocześnie popierać stosowanie push-backów i godzić się, żeby ludzie umierali w lesie. Jakoś mi się ta chrześcijańska miłość do bliźniego nie skleja z rzeczywistością. Obchodzę święta ze względu na rodzinę, ale zawsze staram się zaprosić na nie kogoś, kto jest samotny, żeby pusty talerz na stole nie był tylko „teorią”. Też rozważam apostazję jak siostra.

Magda: Ola od dwóch miesięcy ma męża. Wzięła ślub cywilny „po angielsku” ze swoim partnerem, z którym jest od 20 lat! Były na nim cztery osoby, w tym ja. Pod tym względem okazałaś się jednak tradycjonalistką.

Ola: Tak, tradycjonalistka od dwóch miesięcy (śmiech). Mam też fantastyczną teściową, wspaniałą pasierbicę i cudowną córkę. Czasami na Wigilię przyjeżdża
mama, czasami Magda z córką. Najważniejszy jest wspólnie spędzony czas, ale na luzie. Bez świątecznej napinki. Pamiętam, jak mama sprzątała i gotowała po nocach przed świętami, a potem zmęczona siadała do stołu. Obiecałam sobie, że nie będę tak szaleć. Jest skromnie, ale przyjemnie. Moja rodzina na szczęście nie lubi dużo jeść, więc gotujemy mało, ale smacznie.

– Robicie listę noworocznych postanowień?

Ola: Co roku przepisuję to samo do nowego kalendarza, ale generalnie chodzi mi o to, żeby być lepszą wersją siebie. Taki jest cel. Każdego dnia zrobić coś wartościowego dla siebie i innych. Mamy jedno życie, dobrze je przeżyć tak, jak chcemy, na własnych zasadach, żeby na koniec mieć poczucie, że przeżyło się je fajnie, w poczuciu sensu. To moje coroczne postanowienie.

Magda: Ja nie robię postanowień, bo i tak jestem mało konsekwentna. Za to najlepsza w takich postanowieniach jest nasza mama. W pandemii zaczęła ćwiczyć jogę i ćwiczy regularnie, zaczęła od zera uczyć się angielskiego i jest w tym bardzo wytrwała. My przy niej wymiękamy, Aleksandra. Podziwiamy ją za to i zazdrościmy. Ale mamy te geny, więc jest nadzieja, że po siedemdziesiątce w końcu się ogarniemy. Czyli… na razie możemy sobie odpuścić (śmiech).

Ola: Podoba mi się! Odpuszczenie bez wyrzutów sumienia. Dobry plan na nadchodzące święta. Tego nam życzę, siostra (śmiech).

Zobacz także: Nie zawsze były blisko, ich relacja była trudna. Dziś Aleksandra i Magdalena Popławskie są wdzięczne za bycie siostrami

Magdalena Popławska, Aleksandra Popławska, Viva! 24/2023
Magdalena Popławska, Aleksandra Popławska, Viva! 24/2023 Rafał Masłow
Reklama
Reklama
Reklama