Taka przyjaźń w show-biznesie to rzadkość. Ewa Skibińska i Anita Sokołowska odsłaniają kulisy! Dziś są sąsiadkami
Nie każda przyjaźń rodzi się od pierwszego spotkania. Ewa Skibińska i Anita Sokołowska przez lata mijały się w zawodowym świecie, ale dopiero przypadek sprawił, że ich relacja nabrała wyjątkowej głębi. Dziś łączy je coś więcej niż teatr – codzienna obecność, zaufanie i wsparcie, które odnajdują tuż za sąsiednimi drzwiami.

W show-biznesie nie brakuje znajomości, które kończą się wraz z ostatnim ujęciem kamery czy opuszczeniem teatralnej sceny. Są jednak relacje, które dojrzewają powoli, z dala od błysku fleszy i czerwonych dywanów. Tak właśnie było w przypadku Ewy Skibińskiej i Anity Sokołowskiej. Choć od lat spotykały się w zawodowym świecie, prawdziwa bliskość przyszła dopiero wtedy, gdy los niespodziewanie uczynił je sąsiadkami. Dziś ich historia jest opowieścią o codziennym wsparciu, rozmowach i przyjaźni, która narodziła się nie z wielkich deklaracji, lecz z obecności drugiego człowieka.
Znajomość, która dojrzewała przez lata. Oto historia relacji Ewy Skibińskiej i Anity Sokołowskiej
Niektóre relacje wybuchają nagle i od pierwszej chwili wydają się oczywiste. Inne potrzebują czasu, by dojrzeć – spokojnie, niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie okazuje się, że stały się czymś znacznie więcej niż zwykłą znajomością. Historia Ewy Skibińskiej i Anity Sokołowskiej należy właśnie do tej drugiej kategorii.
Jak zdradziły w programie „Dzień Dobry TVN”, przez lata spotykały się na festiwalach filmowych i w zawodowym środowisku. Ich drogi regularnie się przecinały, a wspólni znajomi sprawiali, że pozostawały blisko tego samego artystycznego świata. Była zawodowa sympatia, były kolejne spotkania i rozmowy, ale jeszcze nie ta więź, którą dziś obie nazywają przyjaźnią.
Czytaj też: Spojrzenie, uśmiech, ten sam magnetyzm. Wnuczka Grażyny Szapołowskiej wygląda jak jej kopia sprzed lat

N/z: Anita Sokolowska, Ewa Skibinska Aliaksandr Valodzin/East News
Punktem przełomowym okazała się zwykła codzienność. Gdy Anita Sokołowska wprowadziła się do nowego mieszkania, los sprawił, że z Ewą Skibińską zamieszkały drzwi w drzwi – na tym samym piętrze. To właśnie wtedy ich wieloletnia znajomość zaczęła nabierać zupełnie nowego znaczenia.
„Wprowadzałam się do nowego mieszkania i tak sobie noszę te paczki, noszę i taka zmęczona schodzę, a ktoś wchodzi w ten sposób (ze zwieszoną głową). Później okazało się, że to jest Ewa. I to było takie fajne uczucie, mieć fajną, mądrą kobietę koło siebie w kamienicy”, opowiadała Anita Sokołowska w Dzień Dobry TVN. Z kolei Ewa Skibińska dodawała: „Ja czuję Anity energię od pierwszego momentu, kiedy oglądałam to mieszkanie, które ktoś kupił. Zapytałam, ponieważ tam były jakieś prace, czy mogę wejść i zobaczyć. Myślę sobie: Boże, kto tu będzie mieszkał”.
Nagle dystans, który wcześniej wyznaczały terminarze, próby i zawodowe zobowiązania, przestał istnieć. Codzienność, która dla wielu bywa jedynie tłem życia, w ich przypadku stała się początkiem czegoś znacznie cenniejszego.

N/z: Ewa Skibinska Aliaksandr Valodzin/East News
Sekret przyjaźni Anity Sokołowskiej i Ewy Skibińskiej
W rozmowie z „Dzień Dobry TVN” aktorki mówiły o wieczornych spotkaniach, rozmowach oraz wzajemnym wsparciu. To relacja, która funkcjonuje poza światłem reflektorów. Wspólne chwile stały się naturalnym elementem ich życia. Są dla siebie oparciem zarówno w sprawach prywatnych, jak i zawodowych, a codzienny kontakt pozwolił zbudować więź opartą na zaufaniu.
„Najważniejsza poza energią Anity, która jest wszechobecna w naszej pięknej, przedwojennej klatce, jest energia jej syna, cudownego, który jest tak pomocny. Podlewa mi kwiaty, wnosi walizki, odbiera słodycze, gdy mu je zostawię w korytarzu. Jest taką słodyczą. Powiem Wam, że patrzenie na to, jak Antek kocha mamę, a mama kocha Antka, jak się przytulają wieczorami, kiedy wpadam na tę rumiankową herbatę przed snem”, relacjonowała Ewa Skibińska.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Dla Anity Sokołowskiej ta relacja ma wartość, której nie sposób przecenić. Jak przyznała największą siłą ich przyjaźni jest codzienna obecność. Wieczorne rozmowy mają swój niezmienny rytm. Dyskutują o życiu, ale także o zawodzie, dzielą się przemyśleniami, ostrożnie doradzają sobie i wspólnie zastanawiają nad kolejnymi zawodowymi decyzjami.
„Najbardziej sobie cenię takie momenty. Najczęściej spotykamy się jednak wieczorami, kiedy już młody mój synek idzie spać. I jest tylko takie: hej, masz pięć minut? No i jakoś tak wyciszamy się nawzajem, prowadząc fajne rozmowy. Wiadomo, o zawodzie. Udzielamy sobie też takich, wiecie, delikatnych rad. Albo rozważamy, co mogłybyśmy, co nie”, opowiadała aktorka w DDTVN.
Ich porozumienie budują również doświadczenia wyniesione ze sceny. Anita Sokołowska przypomniała, że pamięta Ewę Skibińską jako Tytanię w „Śnie nocy letniej” w reżyserii Moniki Pęcikiewicz, podczas gdy dziś sama wciela się w tę postać. „Łączą nas też z Ewą wspólne role. Pamiętam Ewę ze "Snu nocy letniej" w reżyserii Moniki Pęcikiewicz, gdzie grała Tytanię. Teraz ja gram Tytanię. Kilka lat temu ja grałam Raniewską w "Wiśniowym Sadzie" u Pawła Łysaka, a Ewa jest też po premierze Raniewskiej u Pawła Łysaka”, relacjonowała Anita Sokołowska w rozmowie z Dzień Dobry TVN.
Ich opowieść udowadnia, że w świecie pełnym pośpiechu największą wartością wciąż pozostaje drugi człowiek. A najpiękniejsze przyjaźnie często zaczynają się tam, gdzie kończy się zawodowa codzienność i zaczyna zwyczajne życie.

N/z: Anita Sokolowska, Ewa Skibinska Aliaksandr Valodzin/East News
