Rok podchodów i randka jak z filmu. Filip Gurłacz długo nie wierzył, że ma u niej szansę
Filip Gurłacz i Małgorzata Patryn-Gurłacz w podcaście "Partnerzy" prowadzonym przez Beatę Biały opowiedzieli o tym, jak rodziło się ich uczucie – od studenckiej "fuksówki", przez nieśmiałe podchody, aż po zimowy bieg przez planty w Białymstoku...

W rozmowie realizowanej przez "Twój Styl" wybrzmiewa dojrzałość i czułość, ale też szczerość wobec własnych wad i lęków. Opowieść aktorów nie jest bajką o idealnych połówkach jabłka. To historia o komplementarności, o byciu razem pomimo wszystko – i o decyzjach, które podejmuje się błyskawicznie, by nie stracić kogoś najważniejszego.
Filip Gurłacz i Małgorzata Patryn-Gurłacz. Historia miłości
Poznali się na studiach, na Wydziale Sztuki Lalkarskiej. Ona – dziewczyna w ogrodniczkach. On – chłopak, który jeszcze nie wiedział, że za chwilę jego życie zmieni kierunek.
„Czy ja od razu wiedziałem? [...] nie, nie od razu. To mnie trafił piorun za drugim razem, kiedy spojrzałem na Gosię” – przyznał Filip Gurłacz w podcaście "Partnerzy". Pierwsze spojrzenie było tylko "jakimś zainteresowaniem". Drugie – zatrzymaniem. "Myślę, że kwestia dwóch, trzech tygodni, kiedy tak faktycznie nie spojrzałem, tylko tak się zapatrzyłem, zatrzymałem się na Gosi chwilę i mnie urzekło".

W tym "zapatrzeniu" było coś więcej niż studencka fascynacja: "Urzekła mnie bardzo transparentność, czystość, jakaś taka intuicja, która mi powiedziała, że to oprócz urody, która dla mnie osobiście była ważna. Gosia mi się zawsze podobała bardzo, no to też jakby, że to dobry człowiek jest. Że ona w normalnych sytuacjach nie odbiera nikomu godności. Traktuje ludzi i świat z szacunkiem. Ma mądrość, którą ja podziwiam".
Pierwsze tygodnie studiów upłynęły pod znakiem fuksówki. "Spaliśmy po kilka godzin na dobę. Wykonywaliśmy dużo zadań przez starszych kolegów zleconych. I byliśmy przebrani za świeczki” – wspominała Małgorzata Patryn-Gurłacz.
Kartony, pomarańczowa gąbka udająca płomień, teatralna oprawa – wszystko brzmi jak anegdota z młodości. A jednak właśnie wtedy Filip zobaczył coś, co zostało z nim do dziś. "Widziałem w tobie jakieś światło" – powiedział.
Małgorzata, słysząc jego słowa, zareagowała z czułością i lekkim zakłopotaniem: "Dziękuję ci za te słowa. To rzeczywiście wysoką poprzeczkę postawiłeś". Zażartowała też, że tym bardziej docenia jego komplement, skoro byli wtedy przebrani za świeczki.

Podchody trwały rok. Ich pierwsza randka była rodem z filmu
To nie była historia, w której po "drugim spojrzeniu" pada zaproszenie na randkę. "Te nasze podchody to trwały tak z rok" – przyznała Małgorzata.
Filip nie ukrywał, że brakowało mu pewności siebie. "Gosia mi się jawiła jako osoba taka bardzo wykształcona, oczytana, mądrzejsza ode mnie. Więc ja byłem zagubiony i zakłopotany w tym, w jaki sposób miałbym okazać moje zainteresowanie". Wydawało mu się, że to nie jego liga. Wychowany w Słupsku, słuchający hip-hopu, czuł, że pochodzą z odległych światów.
A jednak coś ich do siebie ciągnęło. Byli w jednej grupie, spędzali ze sobą czas, tworzyli paczkę przyjaciół. Zainteresowanie powoli dojrzewało.

Filip śmiał się przed kamerą: "Ja to czasem mówię, że gdybym był smerfem, to bym był Ciamajdą". Nie był zdobywcą. Wspomniał o bardzo prostym, niedwuznacznym okazywaniu zainteresowania Gosią. Czasem nieudolnym wręcz.
Ale w tej nieporadności było coś ujmującego. Małgorzata z czułością wspomniała jedną z pierwszych randek jak scenę z filmu: "Filip w jednej z sal przygotował stolik, dwa kubeczki z kawą. I dostałam telefon na wykładzie, żeby wyjść do jakiejś tam sali. Więc zrobiliśmy sobie wagary w jednej z sal teatralnych”. Kawa, którą oboje uwielbiają, była pretekstem, by przez chwilę być tylko we dwoje.

Filip Gurłacz nie chciał stracić ukochanej. Podjął decyzję w ostatniej chwili
Jednym z najmocniejszych obrazów w ich opowieści jest scena kłótni. Młodzi, dumni, przekonani o swojej racji, rozeszli się w dwie strony.
"Minęło może z pięć, sześć minut tego mojego spaceru do domu, to zatrzymałem się i wpadła mi taka myśl do głowy, że jeżeli teraz się nie odwrócę i nie pobiegnę i nie naprawię, to może nic z tego nie wyjść" – wspominał Filip.
Była zima. Planty w parku w Białymstoku. Ciężka kurtka. "Odwróciłem się i zacząłem biec po prostu i gonić". Dodał, że się zmachał, ale najważniejsze było coś innego: "Takie miałem wtedy poczucie. I ono jest fajne w ogóle, że zawalczyłem".
Aktor stara się nie idealizować siebie. "Mi bardzo ciężko, no ja jestem jakiś taki nasiąknięty, bym powiedział właśnie taką dumą" – przyznał. Wie, że nie zawsze potrafi od razu przyznać się do błędu. Ale wie też, że idą w jednym kierunku.
A Małgorzata? Na pytanie, pomimo czego jest z Filipem, odpowiedziała bez wahania: "Pomimo wszystko. I tak już zostanie".
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Źródło: Twój Styl