Reklama

Katarzyna Herman rzadko dzieli się tak osobistymi historiami. Tym razem aktorka na łamach magazynu "Twój Styl" opowiedziała nie tylko o relacji z rodzicami, ale także o chorobie ojca, która przez długi czas pozostawała niezauważona. W szczerej rozmowie wróciła również do momentu, który uświadomił jej, że od przemijania nie da się uciec.

Choroba ojca Katarzyny Herman długo pozostawała tajemnicą

Choć rodzice aktorki związani byli z Podlasiem, dziś ich życie wygląda zupełnie inaczej. Mama Katarzyny Herman przeprowadziła się do Warszawy i nie zwalnia tempa. Zupełnie inne wyzwania przyniosły jednak ostatnie lata w przypadku jej ojca. Przez długi czas nic nie wskazywało na to, że dzieje się coś niepokojącego. Mężczyzna pozostawał aktywny, sprawny fizycznie i nie dawał bliskim powodów do niepokoju. Dopiero po czasie rodzina zrozumiała, że za tym obrazem kryła się choroba.

„Mama wcześniej. Przeniosła się do nas, do Warszawy. Ma się dobrze, jest krzepka, uprawia działkę od rana do nocy. Tata tułał się długo, więc nie zauważyłyśmy, że ma alzheimera. Dobrze się maskował. Pomyślałam, że to nienajgorsze rozwiązanie na starość, tato długo miał świetne samopoczucie i dobre zdrowie fizyczne. Jeszcze niedawno próbował stawać na rękach”.

Dziś aktorka patrzy na sytuację ojca z dużą czułością i zrozumieniem. Najbardziej dotkliwe skutki choroby dotyczą pamięci, jednak w jego przypadku utrata wspomnień przybrała zaskakujący wymiar. „Natomiast z pamięci wyciął dużo wspomnień, zwłaszcza trudnych, raniących. W pewnym sensie to go uratowało. Ja też zostawiam w pamięci tylko to, co chcę zatrzymać. Bolesne incydenty kasuję”.

Codzienne rozmowy z ojcem pokazują, jak bardzo zmieniło się jego postrzeganie świata. Jednocześnie nie odebrały mu ciekawości i pogody ducha. „Tato nie ma wspomnień, ale wszystko go ciekawi, np. pyta: „Co to jest?”. Oliwa – mówię. Wtedy on: „Nie wolno jeść tłuszczu”. To pamięta, bo był sportowcem. Ja: „Tato, oliwę wolno, jest zdrowa. Nalewamy na talerzyk i maczamy w niej chleb”. Daję mu spróbować. „Dobre”. Po chwili: „Co to jest?”. Oliwa, tato... I tak w kółko. Ale póki co jest pogodny”.

CZYTAJ TEŻ: Miłość ich uskrzydla, tym imponują sobie najbardziej. W VIVIE! Joanna Ibisz zdobyła się na szczere wyznanie o mężu. Te słowa poruszają

Katarzyna Herman
Katarzyna Herman Justyna Rojek/East News

„Nie da się uciec od przemijania”. Lekcja, którą dało jej starzenie się rodziców

Dla wielu osób moment, w którym dostrzegają starzenie się własnych rodziców, jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń dorosłego życia. Katarzyna Herman doskonale pamięta chwilę, gdy po raz pierwszy naprawdę zobaczyła upływ czasu. Podczas studiów wróciła do rodzinnego domu po kilku miesiącach nieobecności. To wtedy spojrzała na swoją mamę zupełnie inaczej niż wcześniej. Obraz, który zobaczyła, został z nią na lata i stał się ważną lekcją o życiu. „O, tak! Pamiętam, jak na studiach po pół roku nieobecności przyjechałam do domu. Mama zawsze wyglądała młodo, a nagle zobaczyłam starszą, pomarszczoną i posiwiałą panią. To mną wstrząsnęło. Zrozumiałam, że nie da się uciec od przemijania. Nie można zamknąć oczu i udawać, że czas nie płynie”.

Dziś aktorka nie ukrywa, że wraz z wiekiem coraz częściej odnajduje w sobie cechy swojej mamy. Zamiast buntować się przeciwko temu podobieństwu, nauczyła się je akceptować. „Długo chciałam być inna niż mama. Teraz, obserwując ją, coraz częściej łapię się na tym, że bywam podobna. Nie należę do grupy dzieci po psychoterapiach, które uważają, że wszystko, co złe, to wina rodziców. Wierzę, że mama i tata starali się wychować nas najpiękniej. Byli młodymi rodzicami, dawali nam tyle serca, ile mogli. Nie oceniam ich, tylko wyciągam wnioski”.

W tej samej rozmowie Katarzyna Herman przyznała, że wiele odziedziczyła również po ojcu. Chodzi przede wszystkim o temperament, energię i nieustanną potrzebę działania. Aktorka nie ukrywa, że cechy, które kiedyś określano jako „słomiany zapał”, dziś postrzega zupełnie inaczej. Jak sama mówi, właśnie dzięki nim odnalazła się w zawodzie, który wymaga ogromnej dawki emocji i nieustannego poszukiwania nowych wyzwań. „W działaniu jestem podobna do taty. Zawsze był energiczny. Rozkręcał różne sprawy, trudniej było z doprowadzeniem ich do końca. Kiedyś mówiło się „słomiany zapał”, dziś – ADHD. Mój zawód znakomicie do tego pasuje. Wieczorem w teatrze dostaję oklaski, mam strzał dopaminy. Nie muszę pić, palić, zażywać narkotyków. Granie jest moim narkotykiem i muszę je kontrolować. Uważniej wybieram role, częściej odmawiam”.

Jak wychowuje własne dzieci? „Kochałam i przytulałam, ile się dało”

Dopiero kiedy sama została matką, mogła spojrzeć na własne dzieciństwo z zupełnie nowej perspektywy. Dorastając w licznej rodzinie, często obserwowała, jak jej mama stara się dzielić uwagę pomiędzy wszystkie córki. Z czasem zrozumiała, jak trudne było to zadanie. Najpierw całą swoją uwagę poświęcała synowi Leonowi. Później, gdy na świecie pojawiła się Roma, przyszło nowe spojrzenie na rodzicielstwo i codzienne wyzwania związane z wychowaniem dzieci. „Przy Leonie, który jest starszy, skupiałam się wyłącznie na nim. Dałam mu całe serce i uwagę. Pamiętałam z dzieciństwa, że mając siedem córek, mama musiała podzielić miłość na siedem części. Sprawiedliwie, ale po kawałku. Kiedy urodziłam Romę, dotarło do mnie, jakie to trudne”.

Po latach aktorka doszła do wniosku, że obok miłości i bliskości równie ważne są rozmowy oraz budowanie głębokiej relacji z dziećmi. „Jan Peszek powiedział kiedyś mądre zdanie à propos wychowywania: „Kochaj i przytulaj”. Więc kochałam i przytulałam, ile się dało. Dziś, gdy dzieci są starsze, wiem, że warto też nawiązać więź intelektualną. Mogłam z nimi więcej rozmawiać, zamiast tyle pracować”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Rafael Nadal jest ulubieńcem kibiców, ale to rodzina jest jego największym azylem. Mało kto wie, ile ma wspólnego z Polską

Katarzyna Herman
Katarzyna Herman VIPHOTO/EAST NEWS

Authors

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...