Reklama

Nie zabiega o rozgłos, choć od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję w świecie filmu, telewizji i teatru. Mateusz Kmiecik z coraz większą otwartością mówi jednak nie tylko o zawodowych sukcesach, ale także o życiu, które toczy się z dala od kamer. W szczerych wywiadach opowiedział o miłości do Marty, z którą jest związany od kilkunastu lat, wychowywaniu dwóch synów, codziennym poszukiwaniu równowagi między sceną a domem oraz wyborach, dzięki którym dziś z równą pasją spełnia się jako aktor i jako ojciec.

Jak wyglądała jego artystyczna droga? Tajemnice Mateusza Kmiecika

Nie szuka sensacji ani życia w blasku fleszy. Zamiast tego od lat konsekwentnie stawia na role, które pozwalają mu rozwijać aktorski warsztat i budować silną pozycję w branży. Mateusz Kmiecik z równą swobodą odnajduje się na teatralnej scenie, planach filmowych i telewizyjnych oraz w studiu dubbingowym. I bez wątpienia należy dziś do grona najbardziej wszechstronnych aktorów swojego pokolenia.

Absolwent Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie, który ukończył w 2018 roku, przed kamerą zadebiutował jeszcze jako student. Pierwszą rolę zagrał w serialu „Ojciec Mateusz”, a w kolejnych latach regularnie pojawiał się w popularnych produkcjach telewizyjnych i filmowych. Widzowie mogli oglądać go m.in. w „Koronie królów”, „W rytmie serca”, „Miłość jest wszystkim”, „Zakochanych po uszy”, „Archiwiście”, „Osieckiej”, „Rodzinie na Maxa”, „Leśniczówce”, „Papierach na szczęście”, „Morderczyniach”, „Prostej sprawie” czy „Ślebodzie”. Jego zawodowy kalendarz pozostaje wypełniony kolejnymi projektami, a sam aktor z powodzeniem dzieli czas między planem zdjęciowym, sceną teatralną i pracą przy dubbingu.

„Kiedy dostałem rolę w teatrze i serialu „Morderczynie” – obie w tym samym roku. I byłem w stanie to pogodzić, udźwignąć i mimo że czułem, że na moich plecach spoczywa ciężar odpowiedzialności, że jestem w pewnym sensie lokomotywą całego składu, to wiedziałem, że jestem w dobrym miejscu i dokąd zmierzam. Pierwszy raz pomyślałem: jestem w stanie robić bardzo duże rzeczy z bardzo dobrymi reżyserami”, mówił opowiadał Aleksandrze Głowińskiej w cyklu #CoZaFacet dla tvn.pl.

Do listy zawodowych wyzwań Mateusza Kmiecika dołączył również serial „Morfeusz”, w którym wcielił się w bohatera o pseudonimie „Moro”. Na planie spotkał się z uznanymi aktorami, w tym Andrzejem Grabowskim i Kamilem Szeptyckim, dopisując kolejny rozdział do swojej konsekwentnie rozwijanej kariery ekranowej.

Czytaj też: Dziś inspiruje miliony. Mało kto wie, z czym mierzyła się od dziecka. Rówieśnicy nie mieli litości dla Otylii Jędrzejczak

Zanim na stałe związał się z Teatrem Narodowym, zdobywał doświadczenie na scenach w całej Polsce. Współpracował z Teatrem Odwróconym w Krakowie, warszawskim Teatrem Polonia oraz Teatrem Miejskim w Lesznie. Swoje aktorskie umiejętności rozwijał również w Teatrze Polskiego Radia i Teatrze Telewizji Polskiej, budując wszechstronny dorobek obejmujący zarówno scenę, jak i produkcje radiowe oraz telewizyjne.

Talent Mateusza Kmiecika został dostrzeżony już na etapie studiów. W roku akademickim 2015/2016 otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznawaną najlepszym studentom. To wyróżnienie stało się jednym z pierwszych ważnych potwierdzeń jego aktorskiego potencjału i zapowiedzią dalszej kariery.

Dziś podkreśla, że może pozwolić sobie na większą selektywność w wyborze zawodowych propozycji. Jak przyznał, niedawno zrezygnował nawet z lukratywnego kontraktu reklamowego, uznając, że ważniejsze od finansowych korzyści jest zachowanie spójności z własnymi zawodowymi wyborami i artystyczną wiarygodnością. „Jestem w takim momencie, w którym mogę odrzucić rzeczy kontrowersyjne czy niskogatunkowe. [...] Mam do projektów gigantyczne szczęście i faktycznie dostaję propozycje z bardzo dobrą obsadą, z ciekawym scenariuszem i z zapleczem realizacyjnym na wysokim poziomie”, opowiadał w halo tu Polsat.

Mateusz Kmiecik o pasjach i dzieciństwie

Choć dziś trudno wyobrazić sobie go w innym zawodzie, aktorstwo wcale nie było pierwszym wyborem Mateusza Kmiecika. Jeszcze w liceum rozważał znacznie bardziej pragmatyczną ścieżkę kariery. Do matury podszedł tak, by zostawić sobie kilka możliwości i nie zamykać drzwi do innych kierunków studiów. „Zdecydowałem, że wybiorę dwie wersje - przedmioty humanistyczne i geografię. W razie czego zawsze pozostawał mi AWF. Dałem sobie przestrzeń do interpretacji przyszłości”, opowiadał w rozmowie z Halo tu Polsat.

Co ciekawe, zanim odkrył w sobie aktorską pasję, jego świat kręcił się wokół piłki nożnej. Z czasem niewinna pasja zaczęła nabierać bardziej profesjonalnego wymiaru. Podczas szkolnych zawodów zwrócił na siebie uwagę trenera lokalnego klubu, a gra przestała być wyłącznie sposobem na spędzanie wolnego czasu. Już jako 15-latek otrzymywał pierwsze, choć – jak sam podkreślał – niewielkie wynagrodzenie za występy na boisku. „Wtedy powoli myślałem, że może piłka nożna to coś więcej niż hobby, ale nigdy nie miałem myśli, że w 100 proc. chcę to robić. Miałem dużo innych zainteresowań, które kolidowały z byciem piłkarzem”, opowiadał Aleksandrze Głowińskiej w cyklu #CoZaFacet dla tvn.pl. W tym samym wywiadzie Mateusz Kmiecik wrócił także wspomnieniami do dzieciństwa, które – jak przyznaje – upływało przede wszystkim poza domem. Czas dzielił między szkołę, treningi i spotkania z kolegami. Wyjątkiem były dni, gdy trzeba było pomóc w gospodarstwie lub przy pracach w polu. Wtedy, jak podkreśla, obowiązki wobec rodziny zawsze były priorytetem.

Czytaj też: To jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów roku. Zwiastun światowego hitu z Chalametem i Zendayą już w sieci!

Aktor nie ukrywa również, że od najmłodszych lat miał silny charakter i własne zdanie, którego konsekwentnie bronił. Jak sam wspomina, buntownicze usposobienie towarzyszyło mu znacznie wcześniej, niż zwykle kojarzy się z okresem dorastania. Źródeł takiej postawy upatruje w swojej sytuacji rodzinnej. To doświadczenie ukształtowało jego spojrzenie na relacje z najbliższymi. „W domu byłem właściwie tylko wtedy, kiedy była robota w gospodarstwie albo w polu. Wtedy wiedziałem, że muszę pomóc i że nie ma szans na realizację żadnych innych planów. Miałem poczucie obowiązku. A tak to byłem albo w szkole, albo na treningach, albo z kumplami. I miałem taki charakter, że ciężko było ze mną pogadać. Miałem bardzo mocno ugruntowane swoje zdanie, trzymałem się go kurczowo i byłem szalenie buntowniczy. Dużo wcześniej niż w wieku buntu. W zasadzie od zawsze. […] Myślę, że to wynikało w dużej mierze z tego, że przez zdecydowaną większość dzieciństwa wychowywałem się bez ojca”, opowiadał.

Mateusz Kmiecik
Mateusz Kmiecik Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Mateusz Kmiecik o balansie między sceną a domem

Za kulisami zawodowych sukcesów kryje się codzienność, która – jak przyznaje Mateusz Kmiecik – wymaga nieustannego godzenia dwóch światów. Aktor otwarcie mówi, że zdarzają się okresy, gdy obowiązki zawodowe sprawiają, iż przez kilka dni praktycznie nie widuje najbliższych. Wyjeżdża na plan zdjęciowy jeszcze przed pobudką domowników, a do domu wraca dopiero po wieczornych spektaklach. W świecie, w którym grafik często dyktuje rytm życia, świadomie szuka przestrzeni na wspólny czas z partnerką i dziećmi. „Zdarza się tak, że na zdjęcia wyjeżdżam, gdy wszyscy śpią. Po zdjęciach jadę do teatru zagrać spektakl, więc wracam o dwudziestej trzeciej, gdy znowu śpią. Zdarza się tak, że moja partnerka mówi, że nie widzieliśmy się od czterech dni. Wtedy uzmysławiam sobie, że faktycznie przyjeżdżam do domu wyłącznie spać”, relacjonował w rozmowie z Halo tu Polsat.

Nie ukrywa również, że ogromnym wsparciem pozostaje dla niego wybranka jego serca, Marta. Zakochani od kilkunastu lat tworzą zgrany duet, konsekwentnie budując wspólne życie z dala od medialnego zgiełku. Jak żartuje Mateusz Kmiecik ich historia bardziej przypomina scenariusz teatralny niż komedię romantyczną. Wspólny znajomy zabrał Martę na spektakl, w którym występował. Wieczór po przedstawieniu przerodził się w długą rozmowę, która trwała aż do rana. Choć dla niego od początku było jasne, że spotkał wyjątkową kobietę, ale ona potrzebowała więcej czasu, by uwierzyć w tę relację.

Jednym z powodów była siedmioletnia różnica wieku. W chwili, gdy się poznali, Marta była już – jak opowiadał Mateusz Kmiecik – ustatkowaną dziewczyną z pracą i własnym mieszkaniem, podczas gdy on dopiero studiował na drugim roku Akademii Teatralnej. Aktor przyznał, że zdobywanie jej zaufania zajęło kilka miesięcy. Jest jednak przekonany, że ostatecznie przekonała ją jego determinacja i ambicja, które z czasem miała okazję lepiej poznać. „Ja wiedziałem od początku, że to ta jedyna. Ale Marta nie do końca (śmiech). Musiałem ją zdobywać przez wiele miesięcy. Nie była do końca przekonana z uwagi na różnicę wieku. Jest ode mnie siedem lat starsza, więc kiedy się poznaliśmy, była już ustatkowaną kobietą z pracą i mieszkaniem, a ja byłem początkującym studentem drugiego roku w Akademii Teatralnej, który chodził w dresie, śmierdział i miał rozczochrane włosy”, opowiadał w rozmowie z Tvn.pl.

Marta pozostaje także jego pierwszą widzką i najbliższą recenzentką. Jak opowiada aktor, ogląda wszystkie jego premiery teatralne i produkcje telewizyjne, a także słucha audiobooków oraz audycji radiowych z jego udziałem. Gdy ma uwagi, dzieli się nimi szczerze, ale zawsze w konstruktywny sposób – i właśnie dlatego jej opinia ma dla niego szczególną wartość.

Mateusz Kmiecik
Mateusz Kmiecik Paweł Wrzecion

Mateusz Kmiecik o ojcostwie. Jego starszy syn też gra w teatrze

Zakochani wychowują dziś dwóch synów, a aktor wielokrotnie podkreśla, że to właśnie rodzina pozostaje dla niego najważniejszym punktem odniesienia. W wywiadzie przyznał, że to właśnie ukochana potrafi „sprowadzić go na ziemię” i zachować właściwe proporcje pomiędzy zawodowymi emocjami a codziennym życiem. Gdy tylko w kalendarzu pojawia się wolny weekend, poświęca go najbliższym, odkładając na bok zawodowe obowiązki. To właśnie ten wspólny czas traktuje jako najlepszy sposób na zachowanie równowagi między wymagającą karierą a życiem rodzinnym.

Choć aktor stara się nie zabierać dzieci na plany zdjęciowe, przyznaje, że nierzadko pojawiają się z nim w teatrze, podczas nagrań dubbingowych czy nawet wtedy, gdy dogląda budowy domu. Starszy syn Mateusza Kmiecika stawia już pierwsze kroki na scenie, aktor od początku postawił sprawę jasno – w tym zawodzie nie ma miejsca na drogę na skróty. Jak opowiedział, chłopiec trafił na casting z inicjatywy twórców spektaklu, a nie dzięki staraniom ojca.

„Zostałem zapytany, czy mój syn nie chciałby przyjść na casting. Odpowiedziałem, że jeśli wyrazi chęć, to przyjdzie ze mną, ale nie zamierzam go zmuszać. Zgodził się, więc dałem mu tekst, którego musiał się nauczyć przed castingiem i od razu zaznaczyłem, żeby nie liczył na to, że pomogę mu dostać tę rolę, bo musi sam to sobie wypracować”, opowiadał w rozmowie dla tvn.pl.

Wysiłek przyniósł efekty. Młody adept aktorstwa poradził sobie na castingu na tyle dobrze, że otrzymał dwie role. Mateusz Kmiecik podkreśla, że nie zamierza narzucać synom zawodowej drogi. Jak mówi, stawia przed nimi jedynie trzy wymagania: perfekcyjną znajomość języka angielskiego, przechodzenie z klasy do klasy oraz regularne uprawianie sportu. Resztę pozostawia ich własnym pasjom i wyborom. Jeśli jednak któreś z dzieci zdecyduje się związać przyszłość z aktorstwem, będzie zachęcał je do zdobycia profesjonalnego wykształcenia, które da solidne podstawy do wykonywania tego zawodu.

Życzymy kolejnych sukcesów, a także wszystkiego, co najpiękniejsze!

Mateusz Kmiecik
Mateusz Kmiecik Fot. Gałązka/AKPA
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...