Monika Brodka korzysta ze sztucznej inteligencji. Przyznała wprost, że jednego AI wciąż nie potrafi zrobić
Monika Brodka znów wraca do albumu, który odmienił jej artystyczną drogę. W rozmowie z magazynem „Zwierciadło” artystka opowiada o przełomowym momencie w swojej karierze, macierzyństwie, intuicji i o tym, dlaczego dziś patrzy na życie zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu.

Mija kilkanaście lat od premiery albumu „Granda”, który na zawsze zmienił karierę Moniki Brodki. Dziś artystka wraca do tej płyty podczas letnich koncertów i z dystansem opowiada o drodze, jaką przeszła. W rozmowie ze „Zwierciadłem” wspomina moment przełomu.
Monika Brodka o „Grandzie”: „Postawiłam wtedy wszystko na jedną kartę”
Choć wcześniej cieszyła się ogromną popularnością, to właśnie praca nad albumem „Granda” sprawiła, że po raz pierwszy stworzyła muzykę naprawdę oddającą jej osobowość. Wspomina, że potrzebowała przerwy i odwagi, by odejść od tego, z czym kojarzyła ją szeroka publiczność. To był moment, w którym postawiła na własną wizję. Nie chciała już jedynie wykonywać przebojów, ale pokazać siebie jako artystkę z wyrazistym głosem i własnym językiem. Dziś uważa ten etap za początek swojej twórczej dojrzałości.
Choć Brodka już wcześniej należała do grona najpopularniejszych polskich wokalistek, to właśnie „Granda” okazała się albumem, który pozwolił jej pokazać prawdziwą artystyczną tożsamość. „Postawiłam wtedy wszystko na jedną kartę”, wspomina. Jak podkreśla, po raz pierwszy miała poczucie, że tworzy muzykę naprawdę opowiadającą o niej samej. „Po raz pierwszy stworzyłam coś, co mówi o mnie zdecydowanie więcej niż piosenki, które nagrywałam wcześniej”, wyznaje.
Artystka przyznaje, że potrzebowała czasu, by przemyśleć swoją dalszą drogę. Zrobiła przerwę i konsekwentnie realizowała własną wizję. Dziś nie ma wątpliwości, że właśnie wtedy osiągnęła twórczą dojrzałość.
Popularność nigdy nie była dla niej celem samym w sobie. Mimo sukcesów konsekwentnie oddzielała życie zawodowe od prywatnego. „Nigdy nie chciałam być celebrytką”, podkreśla. Zamiast dostarczać tematów kolorowym mediom, w wywiadach mówiła przede wszystkim o muzyce. Jak zaznacza, była to świadoma decyzja. Podobnie wyglądało podejście do mody. Brodka traktowała sceniczne stylizacje jako element swojej twórczości, a nie sposób na przypodobanie się wszystkim. „Nie bałam się form, które zniekształcają sylwetkę”, mówi, dodając, że nigdy nie budowała swojej wartości wyłącznie na wyglądzie.
Wracając wspomnieniami do czasu powstawania „Grandy”, Brodka opowiada o Warszawie sprzed lat. To właśnie wtedy chłonęła koncerty, kino i miejskie życie, szukając inspiracji niemal na każdym kroku. Dziś zauważa, że stolica bardzo się zmieniła. „Wciąż kocham tu mieszkać. To szalenie wygodne miasto do życia”, mówi, choć jednocześnie przyznaje, że czasem brakuje jej dawnych miejsc i atmosfery tamtych lat.
Jednym z najważniejszych elementów „Grandy” było zmierzenie się z folklorem. Artystka podkreśla, że tradycyjna muzyka towarzyszyła jej od dzieciństwa dzięki ojcu, który pokazywał jej kulturę Podbeskidzia. Nie chciała jednak kopiować znanych schematów. Szukała własnego języka i własnego sposobu opowiadania o ludowości. Jej zdaniem autentyczność i rękodzieło będą dziś zyskiwać na znaczeniu. „Myślę, że to, co ludzkie, będzie miało coraz większą wartość”, mówi.

Macierzyństwo zmieniło wszystko. „Dziś wszystko przeżywam z poziomu serca”
Brodka przyznaje, że bardzo wcześnie weszła do branży muzycznej i wielu rzeczy musiała uczyć się sama. Dlatego od początku ogromną rolę odgrywała intuicja. To właśnie ona pomagała podejmować najważniejsze decyzje zawodowe i życiowe. Również wtedy, gdy zaczęła zastanawiać się nad macierzyństwem. Zapytana, czy ostatecznie usłyszała swój wewnętrzny głos, odpowiada z uśmiechem: „Krzyknęła do mnie”.
Artystka nie ukrywa, że pojawienie się córki było jednym z najważniejszych doświadczeń w jej życiu. Podkreśla jednak, że stało się to w momencie, gdy czuła zawodowe spełnienie. „Gdy macierzyństwo mnie spotkało, nie czułam, że mi coś zabiera. Byłam spełniona”, mówi. Dziś największą radość sprawiają jej codzienne chwile z dzieckiem. „Uśmiech mojego dziecka. Obserwowanie, jak się rozwija”, wylicza. Przyznaje również, że zmienił się sposób, w jaki przeżywa emocje. „Wcześniej wszystko było robione z poziomu głowy. A teraz jest przeżywane z tego miejsca trochę niżej”, mówi, wskazując na serce.
Po narodzinach córki Brodka musiała na nowo zorganizować swoje życie twórcze. Dawniej potrafiła całkowicie odciąć się od świata na wiele tygodni, by pracować nad nowym materiałem. Dziś jest inaczej. „Uczę się, jak być mamą i artystką”, przyznaje. Jak dodaje, wyznacza sobie konkretne godziny pracy i wciąż szuka nowego rytmu. Jednocześnie zdradza, że nowe doświadczenia wpływają także na jej twórczość. „Nie ma we mnie piosenek o złamanym sercu”, mówi.
Jednym z najbardziej zaskakujących wątków rozmowy jest stosunek Brodki do sztucznej inteligencji. Artystka przyznaje, że korzysta z ChatGPT podczas pracy nad tekstami. „Dość często korzystam z programu ChatGPT. Kiedy piszę nowy tekst, czasami dla zabawy wrzucam go w ChatGPT i proszę o analizę. A on mi odpowiada, że to tekst w stylu Brodki [śmiech]. I wtedy się cieszę, bo wiem, że jestem na wlaściwej drodze”, opowiada. Jednocześnie zauważa, że technologia wciąż nie potrafi zastąpić ludzkiej wyobraźni. „Kiedy proszę o dokończenie wersu, bo sztuczna inteligencja nie ma żadnego wyczucia metafory, co potwierdza, że pewne rzeczy może stworzyć tylko człowiek. Myślę, że to, co ludzkie, będzie miało coraz większą wartość. Może jest nadzieja, że będziemy też widzieć różnicę między muzyką napisaną przez człowieka a tą stworzoną przez AI. Zrobiliśmy ostatnio z moim partnerem taki sprawdzian: na pierwsze urodziny naszej córki wygenerowaliśmy dla niej trzy piosenki w aplikacji. Mówisz, w jakim stylu chcesz utwór, w jakim metrum i tak dalej, i dostajesz gotowy numer. Bez żadnego wprowadzenia puszczamy te piosenki na imprezie urodzinowej i nie ma wśród znajomych reakcji: o wow, ale śmiesznie, piosenka z maszyny. W pierwszym odruchu myśleli, że to może nowa Brodka. ”, ocenia.
Jej zdaniem właśnie dlatego twórczość człowieka pozostanie czymś wyjątkowym. „Myślę, że koncertów nam nie zabierze. Nie sądzę, żeby ludzie chcieli oglądać występy maszyny człekopodobnej. Może raz, w ramach ciekawostki, ale to nie są przecież te same emocje. Al może spokojnie tworzyć muzykę do reklam, w produkcji filmowej też sporo można przerzucić na sztuczną inteligencję. Obserwuję, co się dzieje, i zastanawiam się, jak to wpłynie na kulturę. Zwłaszcza że wciąż brakuje sensownych regulacji, które pozwoliłyby nam zapanować nad użyciem i rozwojem Al", mówi.
Mimo że życie Brodki bardzo się zmieniło, nie zniknęła jej charakterystyczna energia. „Dalej wspinam się na rusztowania i skaczę w tłum. No dobra, może od kiedy jestem mamą, trochę rzadziej...”, żartuje. Poza sceną najchętniej spędza czas w kuchni. „Gotowanie to moja bezpieczna przestrzeń”, przyznaje. Na pytanie, czy ma dziś dobre życie, odpowiada bez chwili zawahania. „Bardzo”, mówi. Dodaje, że choć nie wszystkie zmiany okazały się łatwe, czuje, że jest dokładnie tam, gdzie powinna być. I właśnie dlatego z ciekawością czeka na kolejne rozdziały swojej historii.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Spojrzenie, uśmiech, ten sam magnetyzm. Wnuczka Grażyny Szapołowskiej wygląda jak jej kopia sprzed lat
