Miała być następczynią Marilyn Monroe, Hollywood widziało tylko jej urodę. Prawda o Jayne Mansfield wyszła na jaw po latach
Jayne Mansfield przez lata postrzegano jako blond piękność stworzoną przez Hollywood. Dopiero dokument „Moja mama Jayne”, nakręcony przez Mariskę Hargitay, odsłania historię inteligentnej, ambitnej kobiety oraz rodzinne tajemnice, które przez dziesięciolecia pozostawały w ukryciu.

Jayne Mansfield przez dekady funkcjonowała w zbiorowej wyobraźni jako symbol piękności. W rzeczywistości jednak była kimś znacznie bardziej złożonym. W czasach, gdy Fabryka Snów szukała następczyni Marilyn Monroe, inteligencja, muzyczny talent i ambicje młodej aktorki schodziły na dalszy plan. Liczyło się przede wszystkim to, jak wyglądała. Dokument „Moja mama Jayne”, wyreżyserowany przez jej córkę Mariskę Hargitay, pokazuje historię kobiety, której prawdziwe oblicze przez lata pozostawało niewidoczne.
Hollywood widziało w Jayne Mansfield seksbombę. Ona marzyła o czymś znacznie więcej
Kiedy Jayne Mansfield pojawiła się w Hollywood w połowie lat 50., była zaledwie dwudziestoletnią samotną matką z wielkimi marzeniami o aktorstwie. Zamiast usłyszeć, jak rozwijać swój talent, dostała jasny komunikat: ma wykorzystać urodę. W krótkim czasie zamieniła naturalny kasztanowy kolor włosów na platynowy blond, a eleganckie stylizacje ustąpiły miejsca obcisłym sukniom podkreślającym figurę.
Na ekranie świadomie odgrywała rolę zalotnej blondynki, przeciągała słowa i kokietowała publiczność, bo właśnie tego oczekiwali producenci. Niewielu dostrzegało, że poza scenicznym wizerunkiem kryła się utalentowana pianistka, skrzypaczka i kobieta o ponadprzeciętnej inteligencji. Hollywood nie było jednak zainteresowane takim obrazem Jayne.
Z czasem zainteresowanie jej ekranową personą zaczęło słabnąć. Aktorka otrzymywała coraz mniej znaczące propozycje, a pod koniec kariery występowała głównie w klubach nocnych. Dla wielu była symbolem niespełnionych możliwości.
CZYTAJ TEŻ: Joanna Żółkowska usłyszała „nie opuszczę cię aż do śmierci”, ale nigdy nie wyszła za mąż



Mariska Hargitay odkryła rodzinne sekrety. Dokument „Moja mama Jayne” zmienił wszystko
Mariska Hargitay, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich aktorek, przez większość życia unikała rozmów o swojej matce. Gdy Jayne Mansfield zginęła w wypadku samochodowym, miała zaledwie trzy lata. Wspomnienia są więc fragmentaryczne, a obraz matki przez lata budowały głównie fotografie i medialne opowieści. W dokumencie „Moja mama Jayne” przyznaje, że długo odcinała się od rodzinnej historii. Dopiero po latach poczuła potrzebę, by poznać kobietę stojącą za hollywoodzkim mitem. Nie ikonę popkultury, lecz matkę.
Przypomnijmy, że 29 czerwca 1967 roku samochód, którym podróżowała Jayne Mansfield, uderzył w tył ciężarówki. Aktorka zginęła na miejscu wraz z kierowcą i swoim menedżerem. W pojeździe znajdowała się również trójka jej dzieci. Mariska przeżyła tylko dlatego, że po wypadku odnaleziono ją zakleszczoną pod siedzeniem. Jak wspomina, to starszy brat zwrócił uwagę ratowników, że w samochodzie znajduje się jeszcze jedno dziecko. Ta dramatyczna noc na zawsze odmieniła los całej rodziny.
Po śmierci matki Mariska wychowywała się z Mickeyem Hargitayem, kulturystą, zdobywcą tytułu Mr. Universe i człowiekiem, którego zawsze uważała za swojego ojca. Dopiero jako dorosła kobieta usłyszała informacje, które całkowicie zmieniły jej spojrzenie na własną historię.
Spotkanie z Nelsonem Sardellim, włoskim muzykiem związanym niegdyś z Jayne Mansfield, uświadomiło jej, że to właśnie on jest jej biologicznym ojcem. Jak wyznała, wystarczyło jedno spojrzenie, by dostrzec niezwykłe podobieństwo. Odkrycie okazało się bolesne, ale nie zmieniło jej relacji z Mickeyem Hargitayem, którego do końca życia uważała za swojego prawdziwego tatę.
Pracując nad dokumentem, Mariska wraz z rodzeństwem otworzyła pudełka pełne rodzinnych pamiątek, zdjęć, wycinków prasowych i osobistych wspomnień. Z każdą kolejną historią coraz wyraźniej wyłaniał się portret kobiety dalekiej od stereotypów. Jayne Mansfield okazuje się osobą ambitną, pełną pasji, romantyczną i niezwykle wrażliwą. Przez całe życie próbowała odnaleźć miłość i bezpieczeństwo, których sama została pozbawiona już jako dziecko po tragicznej śmierci własnego ojca. Jej córka dostrzega dziś, jak wiele doświadczeń je łączyło.
Film „Moja mama Jayne” nie próbuje odbrązowić legendy. Robi coś znacznie ważniejszego – oddaje głos kobiecie, którą przez lata definiowano wyłącznie przez wygląd. To opowieść o matce, artystce i człowieku, którego prawdziwą historię świat dopiero zaczyna poznawać.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Maria Sadowska zakochała się w 21-latku. Wszyscy powtarzali, że to skończy się źle. TYLKO W VIVIE! ujawnili kulisy swojej relacji


