Mało kto wie, przez co przeszedł Pezet. Jeden moment odmienił jego życie i karierę
Pezet od dekad pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiego rapu. Choć w pewnym momencie rozważał zakończenie kariery, dziś bije rekordy popularności, zdobywa prestiżowe nagrody i inspiruje kolejne pokolenia słuchaczy. Jak wyglądała droga chłopaka z warszawskiego Ursynowa na sam szczyt?

Jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się, że jego historia powoli dobiega końca. Zmagał się z problemami zdrowotnymi, artystycznym wypaleniem i życiowym chaosem. Dziś? Pezet znów jest na szczycie i to większym niż kiedykolwiek wcześniej. Trudno znaleźć drugiego artystę, który równie mocno wpłynął na kilka pokoleń słuchaczy polskiego rapu.
Z Ursynowa na szczyt. Jak narodził się Pezet?
Urodzony w 1980 roku Jan Paweł Kapliński wychował się na warszawskim Ursynowie, miejscu, które w latach 90. było tyglem młodzieżowej kultury, osiedlowych historii i rodzącego się hip-hopu. To właśnie tam dojrzewał chłopak zafascynowany nowojorskim rapem, filmami gangsterskimi i rzeczywistością transformacyjnej Polski. Zanim stał się Pezetem, był po prostu „PZU”, czyli Pawłem z Ursynowa.
W połowie lat 90. hip-hop w Polsce dopiero raczkował. Nie było wielkich kontraktów, streamingów ani milionowych wyświetleń. Były za to kasety przegrywane z ręki do ręki, freestyle pod blokiem i marzenia o tym, by kiedyś dorównać idolom zza oceanu.
„Płomień 81" i pierwsze kroki w historii polskiego hip-hopu
Przełomem okazało się spotkanie z młodszym o dwa lata Onarem. Choć różniło ich wiele, połączyła ich wspólna obsesja na punkcie rapu. Tak powstał Płomień 81, czyli duet, który dziś uznawany jest za jeden z fundamentów polskiego hip-hopu. Ich pierwsze albumy, „Na zawsze będzie płonął” i „Nasze dni”, szybko zdobyły status kultowych. Pezet i Onar nie wpisywali się jednak w dominujący wtedy uliczny nurt. Zamiast agresji stawiali na klimat, emocje i obserwacje codzienności. Utwory takie jak „Letniak” czy „Miłe słowa” do dziś wywołują nostalgię u słuchaczy wychowanych na przełomie lat 90. i 2000. „Chciałem robić rap, ale nie parał się tym żaden z moich równolatków. A więc gdy poznałem Onara, ucieszyłem się tak bardzo, że w ogóle nie rozkminiałem, ile ma lat. Pamiętam, że nagrywał już u kumpla w pokoju, takie podstawówkowe podrygi ze składem TJK, do mikrofonu zawieszonego na lampie. Gdy miałem dopiero zaczynać, on był już w tym naprawdę niezły", mówił.
Prawdziwy przełom przyszedł jednak wraz ze współpracą z Noonem. „Muzyka klasyczna” z 2002 roku była czymś więcej niż rapową płytą. Dla wielu stała się symbolem nowej jakości w polskim hip-hopie. Pezet miał wtedy zaledwie 21 lat, ale już status jednego z najbardziej utalentowanych raperów w kraju. Sam po latach podchodził jednak do swoich dawnych tekstów z dystansem. „To było strasznie grafomańskie”, mówił po latach w rozmowie z „Rytmami”, wspominając okres fascynacji skomplikowanymi rymami i techniką.
Mimo krytycznego spojrzenia na własną twórczość, właśnie wtedy narodził się jego pierwszy wielki hit: „Seniorita”. Utwór otworzył mu drogę do popularności, pieniędzy i samodzielności. Pezet wyprowadził się z domu rodzinnego i zaczął intensywnie koncertować. Sukces miał jednak swoją cenę.
Za kulisami rosła presja. Sława, nocne życie i coraz większe oczekiwania odbijały się na psychice artysty. Wydana dwa lata później „Muzyka poważna” była już płytą znacznie bardziej refleksyjną. Do dziś wielu fanów uważa ją za najlepszy album w historii polskiego rapu. To właśnie wtedy Pezet zaczął odsłaniać bardziej wrażliwą stronę siebie. Mówił o samotności, błędach, emocjonalnym zagubieniu i potrzebie zmian. Nie był już tylko chłopakiem z osiedla. Stawał się artystą świadomym własnych słabości.
CZYTAJ TEŻ: Widzowie kibicowali im do końca. Po „Love is Blind” każde z nich znalazło szczęście gdzie indziej

Kryzys, ojcostwo i moment, gdy chciał zniknąć ze sceny
Późniejsze lata przyniosły jednak kryzys. Choć nadal pozostawał jednym z najważniejszych nazwisk na scenie, kolejne projekty nie budziły już takiego entuzjazmu jak dawniej. Krytykowano szczególnie album „Radio Pezet”, a wokół artysty zaczęły pojawiać się plotki o problemach z alkoholem i trudnej współpracy. W pewnym momencie sam zaczął sugerować, że może zakończyć karierę.
W pewnym momencie w życiu Pezeta pojawiła się córka. I to właśnie ojcostwo stało się jednym z najważniejszych doświadczeń, które zmieniły jego sposób myślenia. W wywiadach coraz częściej mówił o lęku przed światem, w którym dorastają dzieci. Nie ukrywał, że boi się wpływu internetu, patotreści i współczesnej kultury na młode pokolenie. „Często jestem pytany o odpowiedzialność ze moje teksty wobec córki, czy nawet wobec całego pokolenia, które słucha mojej muzyki. W takim razie ja zapytam: co z połową, która lasuje mózgi 13-latkom? Czasem, gdy to obserwuję, zaczynam się bać, że moja córka za kilka lat będzie wciągać mefedron na zmianę z xanaxem”, mówił szczerze w rozmowie z Onetem.
Następnie dodał: „Nie wiem, w jaki sposób działa kontrola rodzicielska internetu. W dobie takich rzeczy jak darkweb i patostreaming wystarczy, że córka dorwie mój komputer, w którym przeglądarka ma już potwierdzoną pełnoletność użytkownika. Z łatwością znajdziesz rzeczy, które są absolutnie ekstremalne i zostawiają trwały ślad w psychice. Życzyłbym sobie, żeby moja córka żyła we względnej beztrosce i nie stykała się z takimi treściami. Oczywiście mam nadzieję, że mocno przesadzam, tym bardziej, że staramy się przekazać jej pewne wartości. Też popełniłem w swojej twórczości sporo rzeczy, których się wstydzę i często funkcjonowałem na granicy tandety emocjonalnej, więc tym trudniej jest mi kogokolwiek oceniać", czytamy.
Artysta przyznawał również, że mimo ogromnej miłości do córki stale towarzyszy mu poczucie winy. „Czasem, w deszczowy dzień, pozwalam jej spędzić więcej czasu przy konsoli. Dla równowagi staram się, żebyśmy jak najczęściej wychodzili na rower czy basen. Pomimo, że staram się spędzać z córką jak nawięcej czasu, mam permanetntne poczucie winy, że mam go dla niej zbyt mało”, wyznał.
Pezet wielokrotnie podkreślał też, że Polska nie daje mu poczucia bezpieczeństwa i komfortu życia. Choć nigdy nie zdecydował się na emigrację, otwarcie przyznawał, że lepiej odnalazłby się w zachodnim społeczeństwie. „Boję się tego, jak za kilka lat będzie wyglądać Polska. Gdy zacząłem podróżować, poznałem wielu Polaków żyjących na całym świecie i przekonałem się, ile możliwości oferuje dzisiejszy świat. Pomimo tego, że nigdy nie zdecydowałem się na emigrację, myślę, że czułbym się lepiej w zachodnim społeczeństwie. Zabrzmi to skrajnie niepatriotycznie, ale uważam, że Polska nie jest krajem, który zapewnia przeciętnemu obywatelowi superkomfortowe życie. Nie obchodzi mnie polityka, chcę tylko razem z bliskimi wieść wygodne i szczęśliwe życie", zwierzył się w rozmowie z Onetem.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Gdy się poznali, nie wiedziała nawet, kim jest. Tak zaczęła się historia miłości Tymoteusza Puchacza i Oliwii Nincevic

Wielki powrót Pezeta. Fryderyki, rekordy i nowe pokolenie fanów
Kiedy wydawało się, że najlepsze lata ma już za sobą, wydarzyło się coś niespodziewanego. Singiel „Nie zobaczysz łez” z 2016 roku rozpoczął nowy rozdział w jego karierze. Pezet wrócił silniejszy, dojrzalszy i doskonale wyczuwający współczesne trendy. „Muzyka współczesna” stała się gigantycznym sukcesem komercyjnym i pokryła się diamentem. Kolejne albumy biły rekordy popularności, a sam raper zaczął trafiać także do młodszych słuchaczy, którzy wcześniej znali go głównie z legend opowiadanych przez starsze pokolenie.
Nie wszyscy byli zachwyceni nowym kierunkiem artysty. Krytycy zarzucali mu flirt z mainstreamem i nadmierne podążanie za trendami. Wielu fanów odpowiada jednak krótko: Pezet nie goni trendów — on je współtworzy.
Dziś jest jednym z niewielu raperów w Polsce, którzy potrafili utrzymać znaczenie przez ponad ćwierć wieku. Współpracuje zarówno z legendami sceny, jak i najmłodszymi twórcami. Pojawia się w telewizji, streamingu i dużych kampaniach, ale jednocześnie nadal pozostaje symbolem autentyczności dla ludzi, którzy dorastali razem z jego muzyką.
Symboliczne potwierdzenie tego, jak długą drogę przeszedł Pezet, przyszło podczas gali Fryderyków. Odbierając statuetkę za album „Muzyka Popularna", raper nie krył wzruszenia. Przyznał, że mimo ponad dwóch dekad obecności na scenie to właśnie teraz spotyka go najwięcej branżowych wyróżnień. Nagrodę zadedykował swojej mamie, która zmarła w 2024 roku. „Ona byłaby bardzo zadowolona, że tu stoję”, powiedział ze sceny. W krótkim, poruszającym przemówieniu dało się wyczuć nie tylko satysfakcję z kolejnego sukcesu, ale też wdzięczność za drogę, którą przeszedł jako artysta i człowiek. Dla wielu fanów był to jeden z najbardziej autentycznych momentów gali, pokazujący Pezeta z zupełnie innej strony niż ta znana z koncertowych scen i rapowych wersów.
CZYTAJ TEŻ: Dołączył do obsady “Rancza”, fani mówią, że wygląda jak młody Kusy. Kim jest Maciej Tomaszewski
