Reklama

Choć Adam Mularczyk zapisał się w historii polskiego kina i teatru dzięki charakterystycznym rolom oraz działalności pedagogicznej, jego prywatne życie pozostawało znacznie mniej znane. Tymczasem właśnie w nim kryje się jedna z najbardziej poruszających historii związanych z aktorem. U boku miał bowiem kobietę, która po jego śmierci nie tylko zachowała pamięć o jego dokonaniach, ale także doprowadziła do tego, że jego teatralna misja trwa do dziś.

Dziś przypada rocznica śmierci Adama Mularczyka. Kim był aktor, którego władze PRL uznały za „wroga ludu”?

12 czerwca przypada rocznica śmierci Adama Mularczyka – aktora, reżysera, pedagoga i człowieka teatru, który przez całe życie pozostawał wierny swojej pasji. Urodził się 13 stycznia 1923 roku w Krakowie, a zmarł 12 czerwca 1996 roku w Filadelfii. Widzowie pamiętają go przede wszystkim z ról w takich produkcjach jak „Poszukiwany, poszukiwana”, „Nie lubię poniedziałku”, „Wojna domowa” czy „Popioły”, choć sam wielokrotnie podkreślał, że najważniejszy był dla niego teatr.

Adam Mularczyk i Jolanta Bohdal, 1972. Plan filmu "Poszukiwany, poszukiwana" w reżyserii Stanisława Barei,
Adam Mularczyk i Jolanta Bohdal, 1972. Plan filmu "Poszukiwany, poszukiwana" w reżyserii Stanisława Barei, fot. Jerzy Troszczynski / Forum

Już podczas okupacji organizował Krakowski Teatr Podziemny, a po wojnie występował m.in. w Teatrze Nowym, Teatrze Narodowym i Teatrze Polskim. Przez lata uczył również studentów i kleryków sztuki wystąpień publicznych. Właśnie ta działalność oraz jego kontakty ze środowiskami kościelnymi nie podobały się władzom PRL. W 1973 roku został uznany za „wroga ludu”, co ostatecznie doprowadziło do decyzji o wyjeździe z kraju. Razem z żoną Zofią i synem opuścił Polskę i rozpoczął nowe życie w Stanach Zjednoczonych.

Dla wielu pozostaje symbolem artysty, który nie potrafił żyć bez sceny. Jak wspominał po latach Witold Sadowy, Mularczyk był człowiekiem „obłąkanym na punkcie teatru”. To właśnie ta pasja stała się osią całego jego życia – zarówno w Polsce, jak i później na emigracji.

Dla świata był artystą, dla najbliższych przede wszystkim kochającym mężem i ojcem. Kim była jego żona, Zofia Wróblewska-Mularczyk?

Historia Adama Mularczyka nie byłaby pełna bez opowieści o kobiecie, która przez dziesięciolecia stała u jego boku. Zofia Wróblewska-Mularczyk nie była związana zawodowo ze sceną. Jej świat tworzyła nauka. Z wykształcenia jest lekarzem wirusologiem, absolwentką Akademii Medycznej w Warszawie. Jeszcze przed emigracją odbywała praktykę w Filadelfii, a później pracowała naukowo w Instytucie Wistara u profesora Hilarego Koprowskiego, twórcy szczepionki przeciw chorobie Heinego-Medina. Przez lata uchodziła za jedną z jego najbliższych współpracowniczek.

Mimo własnych zawodowych sukcesów pozostawała także najważniejszym wsparciem dla męża. Gdy Adam Mularczyk znalazł się w trudnej sytuacji politycznej i podjął decyzję o wyjeździe z Polski, nie zawahała się rozpocząć wszystkiego od nowa po drugiej stronie oceanu. W 1973 roku razem z synem wyruszyli do Filadelfii, miasta, które miało stać się ich nowym domem.

Emigracja oznaczała dla obojga konieczność budowania codzienności od podstaw. Mularczyk nie mógł wykonywać zawodu w takim zakresie jak w Polsce, a życie na obczyźnie wymagało wielu wyrzeczeń. Mimo to małżonkowie nie porzucili marzeń. Wręcz przeciwnie – właśnie w Stanach Zjednoczonych rozpoczęli najważniejszy wspólny rozdział swojej historii.

Zofia Wróblewska-Mularczyk, 13.10.1998
Zofia Wróblewska-Mularczyk, 13.10.1998 fot. PAP-Tomasz Gzell

Wspólne marzenie za oceanem. Teatr, który połączył ich na zawsze

Po przyjeździe do Filadelfii Adam Mularczyk nie potrafił rozstać się z teatrem. Tęsknota za sceną okazała się silniejsza od przeciwności losu. W listopadzie 1973 roku powołał do życia Polski Teatr Dramatyczny w Filadelfii. Pierwszą premierą była „Niespodzianka” Karola Huberta Rostworowskiego. Spektakl spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem publiczności, jednak problemy finansowe sprawiły, że działalność teatru nie mogła być prowadzona w sposób ciągły.

Choć przez pewien czas pracował poza zawodem, nie porzucił marzenia o powrocie na scenę. W 1996 roku udało mu się zebrać grupę entuzjastów i rozpocząć przygotowania do wystawienia „Werbla domowego” Jana Kantego Gregorowicza. Nie doczekał jednak premiery. Zmarł 12 czerwca 1996 roku w trakcie prac nad przedstawieniem.

Jeszcze w dniu pogrzebu współpracownicy aktora obiecali, że doprowadzą rozpoczęty projekt do końca. Wówczas wydarzyło się coś, czego wcześniej niewielu mogło się spodziewać. Zofia Wróblewska-Mularczyk, która przez większość życia związana była ze światem nauki, postanowiła zaangażować się w działalność teatru i kontynuować dzieło męża.

Po latach Witold Sadowy wspominał ten moment słowami: „Zarażona bakcylem teatru jego Zofia po śmierci Adama postanowiła kontynuować jego dzieło. Zaproponowała mi, abyśmy wspólnie skończyli sztukę. Przyjąłem tę propozycję z radością. Przez 10 lat jeździłem do Stanów Zjednoczonych i uczyłem trudnej sztuki aktorskiej tych zapaleńców, których ściągnęła do swego zespołu i zaraziła swoją pasją. Pokochali teatr, a ja pokochałem ich. Tworzyliśmy jedną wielką rodzinę, nad którą czuwał i czuwa nadal duch Adama”.

Pod kierownictwem Zofii Wróblewskiej-Mularczyk teatr nie tylko przetrwał, ale zaczął rozwijać się dalej. Wystawiano kolejne spektakle, w tym „Werbel domowy”, „Grube ryby” Michała Bałuckiego czy „Porwanie Sabinek” w adaptacji Juliana Tuwima. Z czasem scena przyjęła nazwę Polskiego Teatru Dramatycznego im. Adama Mularczyka, stając się jednym z ważniejszych ośrodków polskiej kultury wśród Polonii amerykańskiej.

Zofia Wróblewska-Mularczyk postanowiła zadbać nie tylko o teatralną spuściznę męża. W 1996 roku, zgodnie z jego wolą, ufundowała Nagrodę im. Adama Mularczyka dla najlepszego studenta lub studentki Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Wyróżnienie miało wspierać młodych adeptów sztuki aktorskiej i przypominać o człowieku, który przez całe życie wierzył w znaczenie edukacji oraz pracy z młodymi talentami.

Dzięki jej zaangażowaniu teatr, któremu poświęcił całe życie, nie zniknął wraz z odejściem aktora. Wręcz przeciwnie — trwa do dziś jako żywy pomnik ich wspólnej historii.

Adam Mularczyk.
Adam Mularczyk. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: dziennik.com, rozrywka.radiozet.pl, viva.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...