Reklama

Nieczęsto decyduje się odsłaniać najbardziej osobiste doświadczenia. Tym razem zrobił wyjątek. W rozmowie dla magazynu „Pani” Maciej Zakościelny wrócił do jednego z najtrudniejszych momentów swojego życia – czasu po rozstaniu z Pauliną Wyką, matką swoich dwóch synów. Opowiedział o pierwszym powrocie do pustego domu, o ciszy, która – jak przyznał – potrafiła przytłoczyć, oraz o tym, co pozwoliło mu odnaleźć równowagę.

Maciej Zakościelny o powrocie do pustego domu

Przez lata konsekwentnie oddzielał świat reflektorów od tego, co najcenniejsze – swojej prywatności. Maciej Zakościelny rzadko pozwalał sobie na osobiste wyznania, dlatego jedna z jego ostatnich rozmów wybrzmiewa z wyjątkową siłą. Aktor po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o emocjach, które pojawiły się po zakończeniu związku z Pauliną Wyką. Ich historia rozpoczęła się w 2014 roku. Wspólnie doczekali się dwóch synów – Borysa i Aleksa – a po rozstaniu, do którego doszło na początku 2024 roku, nadal pozostają zgodni w jednym: najważniejsze jest dobro ich dzieci.

Sprawdź też: Nagła przemiana Zakościelnego miała drugie dno. Aktor zdradza, przez co naprawdę przechodził

Najbardziej przejmującym momentem wywiadu stało się wspomnienie pierwszego wieczoru spędzonego w pustym domu. Była to cisza – wszechobecna, gęsta i trudna do oswojenia. Zakościelny przyznał, że właśnie wtedy najmocniej odczuł ciężar zmian, z którymi przyszło mu się zmierzyć. To wyznanie odsłania zupełnie inne oblicze aktora – dalekie od ekranowych ról i czerwonych dywanów. Mówi o czasie, który wymagał cierpliwości, wewnętrznej pracy i pogodzenia się z nową rzeczywistością. Jednocześnie podkreśla, że właśnie ten etap pozwolił mu lepiej zrozumieć samego siebie. Dziś patrzy na tamte wydarzenia z większym spokojem i dystansem, dostrzegając nie tylko ból rozstania, ale również lekcje, które przyniosło mu to doświadczenie.

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz wróciłem do pustego domu. Byłem przyzwyczajony do dziecięcego hałasu, a potem otwierasz drzwi i jest cisza. I ta cisza potrafi człowieka zmiażdżyć. Ratował mnie teatr. Wychodziłem na scenę i czułem, że nadal jestem potrzebny. A niedawno zrozumiałem, że mimo różnych życiowych trudności naprawdę jestem szczęśliwym człowiekiem. Tylko czasami o tym zapominam”, opowiadał w rozmowie z Beatą Biały dla Pani (wywiad pojawił się w numerze 7/2026).

Maciej Zakościelny, Viva! 22/2017.
Maciej Zakościelny, Viva! 22/2017. fot. ZUZA KRAJEWSKA/LAF AM

Jednocześnie aktor mówi o zmianach, jakie zaszły w jego podejściu do życia. Przyznaje, że dziś znacznie bardziej ufa sobie, uważniej wsłuchuje się we własne potrzeby.

Bardzo długo żyłem odpowiedzialnością. Dzieci, dom, praca, codzienność. I gdzieś po drodze przestałem pytać siebie, czego ja właściwie chcę. Dopiero niedawno poczułem, że wraca dawny głód. Znowu zacząłem marzyć — o muzyce, filmach, rolach, których jeszcze nie zagrałem”, opowiadał Beacie Biały.

Aktor przyznaje, że dziś coraz rzadziej szuka potwierdzenia swoich wyborów w oczach innych. To zmiana, która – jak wynika z jego słów – objęła niemal każdy obszar życia: od zawodowych decyzji, przez relacje z ludźmi, aż po codzienne sprawy. Maciej Zakościelny opowiada również o nowym podejściu do relacji. Zamiast za wszelką cenę podtrzymywać znajomości, które odbierają mu spokój i energię, wybiera świadome stawianie granic. Nie towarzyszy temu bunt ani potrzeba udowadniania czegokolwiek. Jest za to dojrzała zgoda na to, że nie każda relacja musi trwać, jeśli przestaje wnosić dobro.

Chyba zacząłem bardziej ufać sobie. Swojemu czuciu. Kiedyś bardzo potrzebowałem zewnętrznych potwierdzeń. Dziś coraz częściej wiem po prostu, co jest moje, a co nie. Dotyczy to pracy, ludzi, relacji, nawet drobiazgów. Coraz częściej też odpuszczam relacje, które mi nie służą. I co ciekawe — nie ma już we mnie dramatu ani poczucia winy. Po prostu widzę, że coś mnie osłabia, zabiera energię, nie daje dobra, i odchodzę od tego. Bez obrażania się. Bez wojny. Mam poczucie, że po raz pierwszy od dawna naprawdę doceniam swoje życie. Ludzi wokół. To, co mam. To, że mogę robić rzeczy, które kocham”, dodawał w Pani.

imgS0V2B2-17724fb
Zuza Krajewska/LAF AM
Maciej Zakościelny, Viva! 22/2017.
Maciej Zakościelny, Viva! 22/2017. fot. ZUZA KRAJEWSKA/LAF AM

Ojcostwo pozostaje dla niego najważniejsze

Mówiąc o synach, Maciej Zakościelny na chwilę przestaje być jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w Polsce. Na pierwszy plan wysuwa się po prostu tata, dla którego największym życiowym projektem nie są kolejne role, lecz wychowanie dwóch chłopców na dobrych, pewnych siebie ludzi.

W rozmowie nie mówi o sukcesach, ambicjach ani oczekiwaniach wobec przyszłości swoich dzieci. Znacznie ważniejsze okazują się wartości, których nie da się zmierzyć liczbami ani osiągnięciami. Marzy o tym, by Borys i Aleks dorastali z głębokim poczuciem własnej wartości – takim, które nie zależy od ocen, porażek czy chwilowych zwycięstw. Nie chodzi o pewność siebie opartą na ego, ale o wewnętrzny spokój i przekonanie, że człowiek jest wartościowy niezależnie od okoliczności.

Czytaj też: W Polsce robił karierę, ale w portfelu wciąż było pusto. Niewielu wie, że wyjechał do USA dorabiać jako kelner

Aktor podkreśla również, że chciałby przekazać synom szacunek do innych, uczciwość, wytrwałość i odwagę w podążaniu za własną pasją. To właśnie pasję uważa za jedną z tych sił, które nadają życiu sens i nie pozwalają człowiekowi zatracić siebie. „Chciałbym, żeby czuli, jaką mają wartość niezależnie od tego, co im w życiu wyjdzie albo nie wyjdzie. Żeby umieli szanować siebie, ale też innych ludzi. Żeby byli konsekwentni, wytrwali, uczciwi. I żeby mieli pasję. Bo człowiek bez pasji trochę usycha od środka. Bardzo chciałbym też nauczyć ich miłości. Bliskości. Tego, że można być dobrym człowiekiem, i to nie jest słabość. Że czułość nie odbiera męskości. Chciałbym ich też nauczyć, że nie muszą być perfekcyjni, żeby czuć się kochani. I że dom powinien być miejscem bezpieczeństwa”, mówił Beacie Biały w Pani.

Z perspektywy własnych doświadczeń coraz wyraźniej dostrzega też, czym naprawdę jest ojcostwo. Jak przyznaje, dopiero dziś rozumie, że dobry ojciec nie musi mieć kontroli nad każdym aspektem życia swoich dzieci. Znacznie ważniejsze jest stworzenie domu, który stanie się dla nich miejscem bezpieczeństwa – przestrzenią, w której będą czuły się kochane, akceptowane i ważne, niezależnie od tego, czy wszystko ułoży się zgodnie z planem.

Dopiero teraz zaczynam rozumieć, że dobry ojciec to nie jest człowiek, który wszystko kontroluje. Tylko taki, przy którym dziecko naprawdę czuje się bezpieczne”, dodawał.

Maciej Zakościelny, Viva! 22/2017.
Maciej Zakościelny, Viva! 22/2017. fot. ZUZA KRAJEWSKA/LAF AM
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...