Krzysztof Piesiewicz stracił matkę w tragicznych okolicznościach. Za zamkniętymi drzwiami rozegrał się dramat
Krzysztof Piesiewicz był człowiekiem wielu światów — wybitnym adwokatem, scenarzystą filmowym, senatorem i jednym z najbliższych współpracowników Krzysztofa Kieślowskiego. Za publicznym życiorysem kryła się jednak osobista tragedia, o której przez lata mówił niezwykle rzadko. Gdy dziś media obiegła informacja o jego śmierci w wieku 80 lat, wróciły również wspomnienia o brutalnym morderstwie jego matki — zbrodni, która naznaczyła go na całe życie.

Pierwsze skojarzenia z Krzysztofem Piesiewiczem prowadzą do kina i wielkich procesów politycznych lat 80. Dla jednych był współtwórcą "Dekalogu" i trylogii "Trzy kolory", dla innych prawnikiem związanym z procesem zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Jednak prywatnie przez dekady nosił w sobie doświadczenie, którego — jak sam przyznawał — nigdy nie udało się całkowicie oswoić.
Krzysztof Piesiewicz nie żyje. Kim był człowiek, który współtworzył kino Kieślowskiego?
Krzysztof Piesiewicz zmarł 14 maja 2026 roku w wieku 80 lat. Był jedną z najbardziej niejednoznacznych i fascynujących postaci polskiego życia publicznego ostatnich dekad — cenionym adwokatem, scenarzystą, politykiem i intelektualistą. Urodził się 25 października 1945 roku w Warszawie. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, choć — jak sam przyznawał po latach — początkowo marzył o filozofii i szkole filmowej.
W czasie stanu wojennego bronił działaczy opozycji demokratycznej i był oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Równolegle tworzył z Krzysztofem Kieślowskim jeden z najważniejszych duetów w historii polskiego kina. Wspólnie napisali scenariusze do "Dekalogu", "Krótkiego filmu o zabijaniu" czy trylogii "Trzy kolory", nominowanej do Oscara.
Choć przez lata pozostawał człowiekiem świata kultury i polityki, bardzo chronił prywatność. Nawet kiedy sam znalazł się w centrum medialnych skandali, rzadko odpowiadał emocją. W jego wypowiedziach częściej pojawiały się zmęczenie i smutek niż gniew. Być może dlatego, że najtrudniejsze doświadczenie przeżył dużo wcześniej — w ciszy własnego domu.

Morderstwo matki Krzysztofa Piesiewicza. Trauma, do której wracał przez całe życie
22 lipca 1989 roku zamordowana została matka Krzysztofa Piesiewicza, 82-letnia Aniela Piesiewicz. Okoliczności tej zbrodni od początku budziły ogromne emocje — także dlatego, że ciało kobiety zostało skrępowane w sposób przywodzący na myśl zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki. Sam Piesiewicz był wtedy oskarżycielem posiłkowym w procesie jego morderców.
Przez lata bardzo rzadko wracał publicznie do tamtych wydarzeń. Kiedy jednak w 2011 roku rozmawiał z Ewą Usowicz dla "Rzeczpospolitej", opowiedział o ostatnim wieczorze przed śmiercią matki. Siedział wtedy z Krzysztofem Kieślowskim i pracował nad scenariuszem. Wiedział, że powinien już jechać — matka czekała na lekarstwa, które codziennie zostawiał jej przy łóżku. Jak wspominał później w książce Hanny Krall "Biała Maria", zadzwonił do niej, że będzie, ale rozmowa przeciągała się coraz bardziej. W końcu podjechał pod dom, zobaczył zapalone światło i… nie wszedł, bo bał się ją obudzić.
Następnego dnia znalazł matkę martwą.
To doświadczenie zostawiło w nim ogromne poczucie winy. W wywiadzie przyznał jednak, że z czasem zrozumiał coś jeszcze — że tamtej nocy sam mógł zginąć. "Gdybym wszedł na górę, pewnie bym nie żył. Zabójcy zostawili tam maczetę" — mówił.
Kim była Aniela Piesiewicz? Dawała synowi spokój i poczucie bezpieczeństwa
W rozmowie z Ewą Usowicz Krzysztof Piesiewicz niezwykle ciepło mówił o swojej matce. To właśnie ona — jak przyznawał — najlepiej go rozumiała. Gdy jako licealista bardziej interesował się kinem, muzeami i książkami niż szkołą, nie próbowała go zmieniać na siłę. "Mama jednak miała w sobie jakiś taki spokój i pewność, że wyjdę na ludzi" — wyznał wówczas.
W tej samej rozmowie wspominał, że miał mnóstwo nieusprawiedliwionych nieobecności, chodził do kina zamiast na lekcje, a nawet powtarzał klasę. Mimo to matka nigdy nie odebrała mu wiary w siebie. Później ukończył studia prawnicze ze średnią 4,5.
Aniela Piesiewicz była kobietą niezwykle nowoczesną jak na swoje czasy. Nie była prawniczką jak jej mąż. Ukończyła Centralny Instytut Wychowania Fizycznego — dzisiejszą AWF — należąc do grona pierwszych absolwentek uczelni. Syn wspominał ją z podziwem: "Mama zakładała z ojcem pierwsze ośrodki zdrowia na Podlasiu. Potem zaczęła studiować historię, ale przerwała. Została wicedyrektorką gimnazjum."
Rodzina Piesiewiczów przeszła przez dramat wojny i utraty niemal wszystkiego. Jak wspominał scenarzysta, jego rodzice w 1938 roku wybudowali pierwszy dom, ale wojna odebrała im cały dorobek życia: "Wszystko stracili, a przecież w 1938 r. zbudowali swój pierwszy dom."
Po śmierci matki znalazł jej zapiski z początku 1945 roku. Krótkie notatki, które po latach stały się dla niego świadectwem tamtego czasu: "Odnotowała [...], że właśnie wkroczyli Rosjanie, jest mroźna zima. Nie ma co jeść, a właśnie jest ze mną w ciąży."

źródło: https://www.rp.pl/plus-minus/art14395341-krzysztof-piesiewicz-godnosc-jest-niekiedy-wazniejsza-niz-zycie