Reklama

Pierwsze lata kariery Krzysztofa Piesiewicza zapowiadały biografię człowieka sukcesu. Był obrońcą opozycjonistów w PRL, oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki, współautorem scenariuszy do "Dekalogu", "Trzech kolorów" czy "Podwójnego życia Weroniki". Za fasadą publicznych sukcesów kryło się jednak życie naznaczone dramatami osobistymi, a później także sprawą, która na lata zdominowała jego wizerunek w mediach.

Krzysztof Piesiewicz nie żyje. Życie wybitnego prawnika od początku nosiło ślady tragedii

Krzysztof Piesiewicz zmarł 14 maja 2026 roku w wieku 80 lat. Informację o śmierci byłego senatora i adwokata przekazali politycy oraz osoby związane ze środowiskiem prawniczym. Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego życia publicznego po 1989 roku — cenionym adwokatem, scenarzystą nominowanym do Oscara i człowiekiem od lat kojarzonym z etosem inteligencji zaangażowanej.

Jego biografia od dawna miała jednak rys tragiczny. Piesiewicz nigdy nie ukrywał, że ogromnym ciosem była dla niego śmierć matki, Anieli Piesiewicz, zamordowanej w 1989 roku w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. Sprawa przez lata budziła ogromne emocje. W przestrzeni publicznej pojawiały się hipotezy, że zabójstwo mogło mieć związek z działalnością Piesiewicza przy procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki. Nigdy nie zostało to jednak jednoznacznie potwierdzone.

To doświadczenie odcisnęło na nim ogromne piętno. Znajomi i współpracownicy wielokrotnie podkreślali, że od tamtego momentu stał się człowiekiem bardziej zamkniętym i nieufnym. Jednocześnie nadal budował imponującą pozycję zawodową — zarówno jako adwokat, jak i współautor filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Wspólnie stworzyli dzieła, które weszły do historii światowego kina.

Krzysztof Piesiewicz, 2001 r.
Krzysztof Piesiewicz, 2001 r. fot. Mikulski/AKPA

Skandal z 2009 roku. Nagrania, szantaż i sprawa, która zrujnowała jego wizerunek

Jesienią 2009 roku nazwisko Krzysztofa Piesiewicza znalazło się w centrum jednego z najgłośniejszych skandali obyczajowych w Polsce. Media obiegły nagrania wykonane ukrytą kamerą, na których senator i adwokat znajdował się w towarzystwie kobiet. Materiały miały zostać wykorzystane do szantażu.

Według ustaleń śledczych grupa osób próbowała wymusić od Piesiewicza pieniądze w zamian za nieujawnianie kompromitujących nagrań. Sam prawnik twierdził później, że padł ofiarą starannie przygotowanej prowokacji. Sprawa błyskawicznie stała się medialną sensacją, a opinia publiczna zaczęła skupiać się przede wszystkim na wątku narkotykowym.

Prokuratura zarzucała Piesiewiczowi posiadanie narkotyków oraz nakłanianie innych osób do ich zażywania. On sam od początku nie przyznawał się do świadomego uczestnictwa w procederze i utrzymywał, że został zmanipulowany. Równolegle toczyło się postępowanie przeciwko osobom oskarżonym o szantażowanie senatora. Według ustaleń sądu Piesiewicz miał przekazać szantażystom pieniądze czterokrotnie.

Dla opinii publicznej był to szok. Człowiek, który przez lata kojarzył się z moralnym autorytetem, nagle stał się bohaterem tabloidowych nagłówków. Wizerunkowo był to cios, z którego już nigdy w pełni się nie podniósł. Wkrótce zawiesił członkostwo w klubie parlamentarnym Platformy Obywatelskiej, a jego życie zawodowe zaczęło stopniowo wyhamowywać.

"To była precyzyjnie przygotowana prowokacja". Krzysztof Piesiewicz po latach opowiadał o swoim dramacie

W głośnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 2011 roku Krzysztof Piesiewicz po raz pierwszy tak szeroko mówił o sprawie, która od miesięcy dominowała w mediach. Rozmowa miała wyjątkowo osobisty ton i pokazywała człowieka wyraźnie zmęczonego wieloletnim procesem.

Piesiewicz przekonywał, że cała sytuacja była dokładnie zaplanowaną prowokacją: "To była precyzyjnie przygotowywana prowokacja, te panie przywiozły w torbie wszystkie rekwizyty, stroje, szminki. Pamiętam tylko, że po jakiejś półgodzinie ich pobytu poczułem się źle. Potem już nic nie pamiętam."

Podkreślał też, że nie traktuje nagrań jako elementu swojego życia prywatnego: "Te sfilmowane przebieranki to nie jest moje prywatne życie! To perfidna ustawka zaplanowana przez szantażystów. W pewnym momencie nie kierowałem już swoim postępowaniem w sposób świadomy." Jednocześnie przyznawał, że cała sprawa psychicznie go wyczerpała.

W innym fragmencie rozmowy mówił również o swojej naiwności i rozczarowaniu ludźmi: "Przyznaję, że jest we mnie dużo naiwności, ale to bywało też w życiu moją siłą."

Wywiad odbił się szerokim echem, bo po raz pierwszy tak wyraźnie było widać, że za medialnym skandalem stoi człowiek kompletnie rozbity psychicznie i zmęczony publicznym osądem.

Krzysztof Piesiewicz, Warszawa, 19.11.2013.
Krzysztof Piesiewicz, Warszawa, 19.11.2013. fot. PAP/Tomasz Gzell

Procesy ciągnęły się latami. Jak zakończyła się sprawa Krzysztofa Piesiewicza?

Choć wywiad dla "Rzeczpospolitej" ukazał się w 2011 roku, sądowy finał całej historii nastąpił dopiero wiele lat później. Postępowania dotyczące szantażu i zarzutów narkotykowych toczyły się równolegle, a kolejne wyroki były szeroko komentowane przez media.

W 2012 roku osoby oskarżone o szantażowanie Piesiewicza zostały skazane. Sąd uznał, że rzeczywiście doszło do próby wymuszenia pieniędzy przy użyciu kompromitujących nagrań.

Osobno trwała sprawa dotycząca narkotyków. W 2013 roku były senator został nieprawomocnie uniewinniony od zarzutów posiadania narkotyków i nakłaniania do ich zażywania. Później jednak zapadały kolejne orzeczenia, a sprawa wracała do sądów wyższych instancji. W 2016 roku sąd skazał go na grzywnę za nieudolne usiłowanie nakłonienia do zażycia kokainy. Obrona od początku zapowiadała apelację.

Ostatecznie w maju 2018 roku Krzysztof Piesiewicz został prawomocnie uniewinniony. Sąd Apelacyjny uznał, że zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala na przypisanie mu winy. Tym samym zakończyła się trwająca niemal dekadę historia, która na zawsze zmieniła jego publiczny wizerunek.

Mimo prawomocnego uniewinnienia wielu komentatorów zwracało uwagę, że społecznego wyroku nigdy już nie udało się cofnąć. Dla części opinii publicznej Krzysztof Piesiewicz już na zawsze pozostał bohaterem jednej z najbardziej kontrowersyjnych afer III RP. Dla innych — człowiekiem, który padł ofiarą bezwzględnej prowokacji i medialnego spektaklu.

Krzysztof Piesiewicz, Polska 2002.
Krzysztof Piesiewicz, Polska 2002. fot. Niemiec/AKPA
Krzysztof Piesiewicz, Warszawa. 2001 r.
Krzysztof Piesiewicz, Warszawa. 2001 r. fot. PAP/Andrzej Rybczyński

Źródła:
https://www.rp.pl/plus-minus/art14395341-krzysztof-piesiewicz-godnosc-jest-niekiedy-wazniejsza-niz-zycie
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sad-prawomocnie-uniewinnil-krzysztofa-piesiewicza/5bb553d

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...