„Jesteśmy jednym krwiobiegiem w trzech ciałach”. Marta Wiśniewska z dziećmi w szczerej rozmowie
Z okazji urodzin Marty Wiśniewskiej wracamy do wyjątkowej rozmowy, której udzieliła magazynowi VIVA! wspólnie ze swoimi dziećmi – Fabienne i Xavierem. Tylko nam opowiedzieli o niezwykłej więzi, rodzinnych wartościach i życiu, w którym miłość, szczerość i taniec tworzą jeden rytm.

Marta, Fabienne i Xavier Wiśniewscy mówią o sobie, że są jak jeden krwiobieg w trzech ciałach. Łączy ich nie tylko rodzinna historia, ale też wspólne pasje, tatuaże i poczucie humoru, które pozwala im przechodzić przez trudne momenty. Z okazji urodzin Marty przypominamy ich szczery wywiad dla VIVA! z nr 10/2025 – rozmowę o sile, bliskości i patchworkowej rodzinie, w której najważniejsze jest zaufanie i bycie dla siebie nawzajem.
Marta, Fabienne i Xavier Wiśniewscy: wywiad dla magazynu VIVA!
Mówią, że mają syndrom dbania o siebie i o innych ludzi. Wiedzą, że wszystko mogą sobie powiedzieć. Bardzo lubią razem tańczyć i są jak jeden krwiobieg w trzech ciałach. Marta, Fabienne i Xavier Wiśniewscy opowiedzieli Katarzynie Piątkowskiej o miłości do siebie nawzajem, do tatuaży i o swojej wielkiej patchworkowej rodzinie.
Nie da się ukryć, że jesteście fanami tatuaży.
Xavier: Większość zaprojektowała moja siostra Fabka. Gdy na nie patrzę, odpalają mi się związane z nimi wspomnienia.
Fabienne: Lubię je, bo sama je sobie zaprojektowałam. Mam nawet z mamą taki sam, są to dwie wróżki.
Marta: One symbolizują mnie i moją córkę. Ten tatuaż jest dla mnie bardzo ważny. Podobnie jak ten z ością, nawiązujący do mojego performance’u „oŚĆ!”, który jest symbolem mojej transformacji.
Xavier: Mam jeden taki sam jak Fabka, ale jeszcze nie mam wspólnego z mamą.
Marta: Mam już wybrane na niego miejsce na ciele. To będzie fragment listu, który kiedyś do mnie napisałeś.
Fabienne: Ciekawe, skąd pomysł?
Marta: Od córuni.
Fabienne: Też mam wytatuowany fragment tego, co Xavier do mnie napisał.
– Łączą Was i więzy krwi, i tatuaże.
Marta: Między naszą trójką jest wyjątkowa więź. Prowadzimy rozmowy i zabawne, i trudne. Opowiadamy sobie o tym, co nas dotyka i cieszy. Oni są powiernikami moich największych sekretów, ale rozmówcami są wymagającymi.
– A recenzentami?
Fabienne: Szczerość jest podstawą dobrych relacji.
– Gdybyście swoją oceną mieli sprawić mamie przykrość?
Xavier: Byłoby to trudne, ale ważne, bo prawdziwe.
Marta: Pewnie nie powiedzieliby wprost…
Xavier: Przecież nie chodzi o to, żeby nasza ocena kogoś zabolała. Można powiedzieć to, co się myśli, w sposób, który nie zrani drugiej osoby.
Fabienne: Nikt nie chce usłyszeć nieszczerej opinii.
Xavier: Chodzi o to, by recenzja była pełna, a żeby tak było, musimy dostrzec to, co dobre, i to, co złe.
Marta: Mój performance „oŚĆ!” zrobił na was wrażenie? Dopytuję, bo on jest dla mnie bardzo ważny. Zapraszam widzów i słuchaczy do swojego świata dźwięków i ruchu. To jest coś zupełnie innego, niż robiłam do tej pory, coś, co pozwoliło mi zajrzeć do miejsca, które jest dla mnie bolesne. Chciałam z powrotem znaleźć swoją siłę…

– Wciąż boli Cię to, co się stało w Sopocie w 2005 roku, kiedy z piosenką „Ev’ry Night” walczyłaś o Bursztynowego Słowika? Nieudany występ na wiele lat przekreślił Twoją wokalną karierę.
Marta: Ostatnio rozmawiałam o tym z Małgorzatą Haduch, która wyreżyserowała „oŚĆ!”. Porażki są rysami, które wzbogacają człowieka. Kształtują osobowość i pogląd na wiele sytuacji. Są dopełnieniem. Bez rzeczy, które przeżyłam, nie miałabym aż tyle do powiedzenia. Nie chciałabym, żeby mi to odebrano, bo to jest część mnie. Dzięki nim nauczyłam się zachowywać dystans i muszę powiedzieć, że lubię to w sobie.
Fabienne: Bez tej sytuacji z Sopotu nie byłabyś dzisiaj tym, kim jesteś.
Xavier: Dla mnie najważniejszą nauką z tego jest, że nigdy nie można się poddawać.
Marta: Jak mogłabym się poddać? Miałam was. I choć było mi naprawdę ciężko, nie miałam odwagi wcisnąć czerwonego guzika z napisem „Ucieczka”. Wybrałam niebieski z napisem „Jesteś matką, masz dwoje dzieci, musisz się nimi zająć”. Potraktowałam tamto wydarzenie jako niefortunny wypadek przy pracy, nie do końca z mojej winy.
Xavier: Oczywiście nie pamiętam tego, bo byłem wtedy bardzo mały. Ludzie jednak ciągle o nim przypominają, bo przecież fajnie jest komuś dopiec. Dla mnie mama jest siłaczką. Nie znam zbyt wielu takich osób. Przetrwała i dalej robi swoje.
Marta: Po tych wszystkich perypetiach miałam w sobie coś, co nazywam „głodem głosowym”. Niedosyt. Dopiero ten performance, który jest zrobiony na głos i ciało, pozwolił mi go zaspokoić. To jest moment, kiedy wydaję z siebie różne dźwięki, nieoczywiste – coś jak rura, gongi, skrzypce, odwrotność głosu, która nie jest ciszą, ale głosem, który człowiek zasysa do środka. Zaprosiłam ludzi do swojego świata, a oni chcieli mnie wysłuchać. Po jednym z tych występów podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, że dźwiękami opowiedziałam też połowę jej życia. Bardzo mi to wszystko zrobiło dobrze dla głosu, dla ciała i dla głowy.
Xavier: Zobaczyliśmy mamę jeszcze w trakcie prób. Było to mocne przeżycie, widzieć ją w takiej odsłonie.
– Podobało Wam się?
Fabienne: Było to coś innego, nowego, frywolnego. Mama w końcu dała sobie przestrzeń, by zrobić coś po swojemu, na swoich zasadach.
Marta: Naszym najsłodszym recenzentem jest babcia, moja mama, której podoba się wszystko, co robimy.
– Rodzice wspierali Cię w wychowaniu dzieci?
Marta: Rodzice i siostra zawsze mi pomagali. Po rozwodzie z Michałem dali mi wielkie wsparcie. Nieoceniona jest ich pomoc przy wychowaniu Xaviera i Fabienne. Bez rodziny byłoby mi bardzo ciężko. Fabienne i Xavier zawsze wiedzieli, że niezależnie od tego, czym się zajmuję i jak bardzo jestem zajęta, dla nich jestem zawsze. Ale po drodze do mnie zawsze stał dziadek, mój tata.
Fabienne: Dziadek przekazał nam wartości, którymi kierujemy się do dziś. Razem z babcią mieli wpływ na to, jakimi ludźmi jesteśmy teraz.
Xavier: Dziadek był z nami 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Babcia przyjeżdżała na weekendy i otulała nas bezwarunkowym ciepłem.
Marta: Dziadkowie obdarzyli ich dojrzałą, wyważoną miłością. Nie zapominajmy w tym wszystkim o Michale. On był trochę obok, ale dla dzieci bardzo blisko.
Xavier: „Czerwony” zawsze powtarza, że rodzina jest świętością.
Fabienne: Tata stworzył nam przepiękny dom pełen dzieci, w którym było dużo miejsca do zabawy, śmiechu i dbania o siebie nawzajem. Jego dom był naszym prywatnym placem zabaw.

– Zdarza się, że po rozstaniu każdy z rodziców próbuje przekabacić dzieci na swoją stronę.
Marta: Życie jest lepsze, gdy się umie odpuścić. Jeśli masz w sobie negatywne uczucia względem osoby, z którą już nie jesteś, one uderzają w ciebie, nie w nią. Nie potrzebuję tego. Nawet nie wiem, czy po rozstaniu jakoś specjalnie musiałam nad tym popracować, żeby dojść do takich wniosków. Po prostu w momencie, w którym opadły emocje związane z rozwodem, i to z takim w blasku fleszy, zrozumiałam, że najważniejsze jest dobro moich dzieci. Nie chciałam pozwolić, żeby je coś w życiu ominęło. Ludzie znający swoją wartość umieją to zrobić bez uszczerbku na własnym ego. Polecam.
Xavier: Żeby dojść do takiego etapu, na jakim jesteśmy, czyli kiedy tworzymy naprawdę zgraną ekipę, droga wiodła przez góry i doliny. Jeśli chodzi o Fabkę… jeszcze cztery lata temu nasza relacja wyglądała zupełnie inaczej. Jesteśmy z dwóch różnych światów, ale dzisiaj krążymy po tej samej orbicie. Dojrzeliśmy. Przestaliśmy się na siebie wkurzać, a zaczęliśmy być dla siebie.
Fabienne: Xavier jest dla mnie osobą, przy której czuję się najbardziej komfortowo.
– Między Wami jest nieduża różnica wieku. Czujecie się czasem jak bliźnięta?
Fabienne i Xavier (chórem): Trochę tak!
Fabienne: Nie znamy świata bez siebie.
Xavier: Często nam się zdarza, że na pewne rzeczy reagujemy tak samo albo mówimy dokładnie to samo.
– Spędzacie ze sobą mnóstwo czasu?
Xavier: Dziewczyny więcej, bo razem mieszkają.
– Xavier, nie zazdrościłeś mamie i Fabienne, że razem wzięły udział w programie „Azja Express”?
Xavier: Gdy tylko usłyszałem o tej propozycji, pomyślałem, że przed nimi fantastyczna przygoda.
Marta: Na szczęście produkcja programu zadzwoniła z konkretną propozycją. Potrzebowali matki i córki. Gdybym musiała wybrać, z którym dzieckiem pojadę do Azji, nie potrafiłabym wybrać, a najpewniej kazałabym im jechać we dwoje.
Fabienne: Gdybyśmy mogli być tam we trójkę, byłoby idealnie. Może udałoby nam się przegonić nawet Jaśka z Józkiem.
Xavier: Fabka niedługo będzie brała udział w studenckim projekcie – jedzie autostopem do Grecji. Chciała, żebym wybrał się z nią. Lubię ryzyko i trochę szaleństwa, ale muszę mieć miejsce, gdzie się wygodnie wyśpię. Zostanę na trybunach i będę kibicował.
– Fabienne jest bardziej szalona?
Xavier: Jest człowiekiem z dżungli. Dlatego cieszę się, że one mają swoje przygody, a ja swoje.
– Za to razem tańczycie.
Marta: Każdy z nas jest odrębną jednostką i ma swoje życie, a dzieci nie usłyszą ode mnie, że czegoś nie mogą albo że coś muszą. Tak się jednak złożyło, że wszyscy lubimy tańczyć, dlatego razem prowadzimy szkoły tańca. Powoli oddaję im pałeczkę, choć prowadzę zajęcia i czynnie uczestniczę w życiu Mandaryna Dance Studio. Wiesz, że nie pamiętam swojego życia bez tańca? Tańczę i śpiewam od siódmego roku życia.
– Dla Was było oczywiste, że też będziecie tańczyć?
Xavier: Fabka została zmuszona (śmiech).
Fabienne: Nie zostałam zapisana na żadne inne zajęcia, więc nie miałam możliwości spróbowania czegoś innego. Ale nie robię tego pod przymusem, taniec stał się częścią mnie.
Xavier: Taniec jest dla mnie bezpieczną przestrzenią, w której na chwilę mogę głową przenieść się w zupełnie inne miejsce. Albo mnie uspokoi, albo mnie wkurzy, albo mnie uszczęśliwi. W tańcu emocje są bardziej widoczne i bardziej dla mnie zrozumiałe.
– Próbowaliście robić coś w oderwaniu od rodziców? Coś totalnie innego?
Xavier: Kiedyś chciałem być piłkarzem. Dość poważnie do tego podchodziłem. Zrezygnowałem po sześciu latach intensywnych treningów. Żeby nie siedzieć w domu i się nie zasiedzieć, po prostu zacząłem tańczyć. Akurat dziewczyny potrzebowały jeszcze jednej osoby do miniformacji na zawody.
Fabienne: Lubię rysować… ale wolę tańczyć.
Xavier: Ona maluje, projektuje ciuchy, tworzy fantastyczne okładki, plakaty.
Marta: Jest autorką mojej okładki do singla i plakatu do performance’u. Chyba jest najskromniejsza z naszej trójki i nie potrafi się chwalić.
– Widzę, że Was ma od tego (śmiech). Jak Wam się udało stworzyć taką przyjacielską relację?
Marta: Nigdy się nad tym nie zastanawiałam i nigdy nie starałam się z premedytacją wpłynąć na moje dzieci, bo sobie wymyśliłam, że musimy być przyjaciółmi. Tak się wydarzyło. Nasza relacja opiera się na rozmowie, szczerości i zgodzie na to, że każdy z nas ma swoją przestrzeń i może być sobą. Jestem słaba w tym, żeby mówić ludziom, jak mają żyć i co mają robić. I w ogóle tego nie chcę. Dlatego nigdy nie zaglądałam Fabienne i Xavierowi do pokoi, nie wtrącałam się w to, co robią. Jestem osobą, która im kibicuje i jest z nich piekielnie dumna.
Xavier: Kluczem do dobrej relacji jest zaufanie do tego, co robimy. Mama dawała nam przyzwolenie na popełnianie błędów. Nigdy nie stosowała wobec nas żadnych kar, nie było krzyków ani awantur.
– Może nie dawaliście jej powodów?
Xavier: Faktycznie, nigdy nie chcieliśmy nadwyrężyć zaufania, którym nas obdarzyła. Oczywiście nie jesteśmy święci. Zdarzały się sytuacje, kiedy przeginaliśmy, ale mama zawsze dawała nam poczucie, że niezależnie od tego, jak narozrabiamy, będzie z nami zawsze. Mieliśmy i mamy to szczęście, że nie czuliśmy napięcia, że nie możemy się potknąć. Możemy. Ale byliśmy raczej grzeczni.
Fabienne: My z Xavierem też mamy potrzebę opiekowania się swoimi rodzicami.
– Ciężki kawałek chleba dla młodych ludzi.
Xavier: Nie rozpatrujemy tego w kategoriach ciężkie–łatwe. Tacy jesteśmy, tak funkcjonujemy i tak lubimy żyć.
Fabienne: Jesteśmy osobami, które chcą, żeby zawsze było dobrze. Mamy syndrom dbania o ludzi wokół nas. Według mnie to dobra cecha. Mamy dość dużą rodzinę i nie rozgraniczamy, że osobno jest rodzina mamy, a osobno rodzina taty.
– Gdy rodzice się rozstali, mieliście niedosyt obecności któregoś z nich?
Fabienne: Nie pamiętam momentu, w którym rodzice byli razem, więc dla mnie ta sytuacja, że mama mieszka oddzielnie od taty, była zupełnie normalna. Mieszkaliśmy z mamą, ale zawsze cieszyliśmy się na wyjazdy do taty, bo u niego było dużo dzieci do rozrabiania i wygłupów. Nie mieliśmy go przy sobie na co dzień, ale zawsze przy nas był.
– Nie znacie też innej opcji niż życie na świeczniku, w blasku fleszy. Już zanim się urodziliście, było o Was głośno.
Xavier: Nas nigdy nie ciągnęło, żeby na tym świeczniku być, ale jest to od nas niezależne. Stało się więc normalnością. Gdy zacząłem się zajmować muzyką, miałem dylemat, czy odciąć się od rodziców, czy nie. Wiadomo, że zawsze będę do nich porównywany, ale muszę spróbować zbudować własną tożsamość. Tak, by być Xavierem, a nie tylko synem Mandaryny i Michała Wiśniewskich. Tak czy inaczej, nie mamy wpływu na to, co powiedzą o nas inni ludzie. Powiedzą, co będą chcieli, w takich czasach żyjemy. Ważne jest, żebyśmy wiedzieli, co chcemy robić, i po prostu to robili.
Czytaj też: Fabienne i Xavier Wiśniewscy bez tajemnic. Co naprawdę myślą o rozwodzie rodziców i byciu „na świeczniku”?

– Za znanym nazwiskiem idzie więcej oczekiwań, wymagań i kłopotów?
Fabienne: Każdy chce zapisywać swój zeszyt własnymi myślami. Być niezależną jednostką. Tak po prostu jest. I tak jak powiedział Xavier, każdy musi znaleźć swoją drogę, swoją tożsamość i swoje ja, choć nie da się odciąć od rodziców, rodziny, historii. Trzeba w tym wszystkim się poukładać. Ciężej jest robić swoje rzeczy, bo ma się nad sobą ludzi, którzy osiągnęli sukces.
Xavier: Oczekiwania są duże. Większe, niż gdybyśmy zaczynali jako dzieci osoby z innej branży.
Fabienne: Miałam z tego powodu kłopoty w szkole. To jest ten moment, kiedy nadwyrężyłam zaufanie rodziców. W liceum było mi ciężko. Ludzie wyzywali mnie nie tylko za rodziców, ale… po prostu za wszystko. Nie wiedziałam, jak sobie z tym radzić, chowałam się więc pod łóżkiem i czekałam, aż minie czas lekcji. Po prostu udawałam, że chodzę do szkoły.
– Nikomu nie powiedziałaś, co się dzieje?
Fabienne: Nie chciałam obarczać bliskich swoimi kłopotami. Ciężko mi było przyjść i powiedzieć, że mam problemy w szkole.
– Z nienawiścią trudno sobie poradzić.
Fabienne: Nienawiść jest czymś, co tłamsi drugiego człowieka, sprawia, że staje się bardzo mały, odbiera ludziom pewność siebie, poczucie własnej wartości. Myślę, że nie ma człowieka, dla którego jest to łatwe.
– Kiedy zauważyliście, że coś złego się dzieje?
Xavier: Fabka jako nastolatka była buntowniczką. Nie dawała jakichś wyjątkowych sygnałów, że dzieje się coś niedobrego. Niestety bardzo dobrze się ukrywała. Do momentu, aż wszystko wybuchło.
Marta: Jestem matką walczącą. Gdy wyszło na jaw, co się dzieje, chciałam bardzo mocno potrząsnąć ludźmi, nie tylko tymi, którzy byli sprawcami cierpienia mojej córki, ale też tymi, którzy tą szkołą zarządzali. Jedyną sensowną decyzją było zabranie stamtąd Fabienne.
Fabienne: Na szczęście udało mi się zmienić szkołę. W nowej czułam się bezpiecznie, otaczali mnie ludzie, którzy dawali mi komfort samego bycia. Nie mogłam sobie wymarzyć piękniejszego miejsca do nauki i rozwoju.
– Odpowiedzcie bez zastanowienia, co myślicie o mamie?
Xavier: Że ma wielką siłę i jest wolnym ptakiem.
Fabienne: Jest prawdziwa.
Xavier: I jeszcze, że jest klonem Fabienne. A raczej Fabienne jest jej klonem. Wystarczy pobyć z nimi przez godzinę, żeby to zauważyć.
Marta: A ja tylko dodam, że w naszej potrójnej relacji fajne jest to, że się uzupełniamy. Każdy z nas ma w sobie dużo szaleństwa i poczucia humoru. Mamy naprawdę abstrakcyjny dowcip. Dzięki temu wszystko się skleja. Jesteśmy jednym krwiobiegiem zlokalizowanym w trzech ciałach. I tyle. Nie da się tego rozdzielić.
