Jej dramat śledziła cała Polska, nikt nie był w stanie jej pomóc. Dlaczego Agnieszkę Kotulankę pokonały "demony", z którymi zmagała się od młodości?
Miała talent, sławę, powodzenie. Agnieszka Kotulanka miała też przyjaciół, którzy próbowali jej pomóc, gdy w ostatnich latach niszczyła ją straszna choroba. Byli jednak bezradni, mogli tylko bezsilnie patrzeć, jak powoli staje się cieniem dawnej siebie. Dziś mija ósma rocznica śmierci aktorki. I znów powraca pytanie: dlaczego nie udało się uratować Agnieszki Kotulanki?

Jako Krystyna Lubicz z "Klanu" zdobyła sympatię milionów widzów, którzy zapamiętali jej promienny uśmiech, niespożytą energię oraz zaraźliwą pogodę ducha. Grała tam kobietę, która śmiało stawiała czoła wyzwaniom i potrafiła rozwiązać każdy problem. W prawdziwym życiu tak nie było. Polacy, którzy przez lata podziwiali ją w filmach i serialach, ze smutkiem obserwowali jej osobisty dramat. Aktorka, która miała wszystko - talent, popularność, powodzenie, kochające dzieci - przegrała walkę z nałogiem i depresją. Zmarła 20 lutego 2018 roku w wieku zaledwie 61 lat. Dlaczego nikt nie był w stanie jej pomóc?
Agnieszka Kotulanka: przeszła do legendy, także jako śpiewająca aktorka
Urodziła się jako Agnieszka Kotuła. Pochodziła z podwarszawskiego Legionowa, ojciec był wojskowym, mama prowadziła dom. O aktorstwie marzyła już w liceum. Była absolwentką warszawskiej PWST, związana z teatrem, ceniona za warsztat i wrażliwość. Po szkole grała w bardzo cenionym warszawskim Teatrze Współczesnym, między innymi w głośnym spektaklu „Mahagonny”, u boku Krystyny Tkacz, Stanisławy Celińskiej, Adama Ferencego. Potem związała się z teatrem „Syrena”. Widzowie pamiętają ją nie tylko z „Klanu”, ale też z seriali takich jak „W labiryncie” czy „Na dobre i na złe”. Jednak to rola w najdłużej emitowanej polskiej telenoweli dała jej ogromną rozpoznawalność.
Zobacz także: Grali dobrane małżeństwo, za kulisami ich relacje były trudne. Aktor wyjawił prawdę
Była nie tylko zdolną aktorką, słynęła też z talentu wokalnego. Występowała w spektaklach muzycznych Wojciecha Młynarskiego i na Festiwalach Piosenki Aktorskiej. Do legendy przeszło wykonanie przez nią piosenki „Przez minutę”, której melodię stanowił walc Des-Dur op. 64 Chopina, zwany minutowym. A słowa napisał do niego Wojciech Młynarski. Warto zobaczyć na Youtubie to wykonanie.

Unikała zwierzeń, nie chciała niczyjego wsparcia
Z relacji osób z planu i znajomych Agnieszki Kotulanki wynikało, że z czasem stawała się coraz bardziej wycofana. Nie chciała rozmawiać o problemach. Unikała zwierzeń. Kiedy pojawiały się pierwsze sygnały, że zmaga się z uzależnieniem od alkoholu, wiele osób próbowało ją wspierać. Proponowano terapię, leczenie, rozmowę. Ona – jak mówili bliscy – zamykała się w sobie. Powoli odcinała się od ludzi, co nie było winą aktorki, bo wynikało z jej stanu zdrowia i z jej konstrukcji psychicznej. Alkohol stawał się cichym towarzyszem codzienności. Najpierw niewinnie, potem coraz bardziej destrukcyjnie. W przypadku Agnieszki Kotulanki dramat rozgrywał się na oczach środowiska, ale jakby za szybą. O tym jak ciężko było o kontakt z aktorką i rozmowę o jej problemach mówił jej serialowy mąż, Tomasz Stockinger.
Czytaj również: Tak ekipa Klanu zapamiętała Agnieszkę Kotulankę: „Była trudna we współpracy, nie dała sobie pomóc"
Agnieszka Kotulanka chciała mężczyzny, który opanuje jej demony
Była żoną i matką dwójki dzieci. W rozmowie dla „Vivy” mówiła, że marzyła o mężu, który pomoże opanować jej wewnętrzne demony. Miała różne "lęki, traumy, histerie". Z mężem Jackiem Sas-Uhrynowskim byli 12 lat, wyjechali razem w poszukiwaniu nowych możliwości do Kanady. Agnieszka Kotulanka wróciła po dwóch latach, jej małżeństwo przeżywało kryzys, praktycznie nie istniało. Aktorka zdecydowała się na rozwód, który na pewno był dla niej bardzo trudnym przeżyciem. Podjęła rolę samotnej matki dwójki dzieci – syna Michała i córki Katarzyny, które bardzo ją kochały. Odbudowywała aktorską karierę.
Czytaj również: Był jedynym mężem Agnieszki Kotulanki. Tak po rozwodzie potoczyło się życie Jacka Sas-Uhrynowskiego
Jako kobieta zawsze bardzo się podobała. Krążyły legendy o zakochanym w niej kiedyś Krzysztofie Stelmaszyku. Podobno kochał się w niej już na studiach, a po latach pojechał za nią aż do Kanady. Głośno było także o jej romansie z Pawłem Wawrzeckim. Bardzo się kochali, ale aktor nie chciał zostawić rodziny, przede wszystkim córki chorej na porażenie mózgowe. Gdy został wdowcem i zaproponował Agnieszce Kotulance wspólny dom, ona odmówiła. Podobno bardzo tego żałowała. Na pewno nie czuła się spełniona w miłości, chociaż nigdy nie brakowało jej powodzenia i adoratorów.
Samotność i mrok w blasku fleszy
Ostatecznie Agnieszka Kotulanka w 2013 roku przestała pojawiać się w „Klanie” . Ekipie bardzo zależało, żeby wróciła. Były pisane różne scenariusze, które później poprawiano ze względu na jej kłopoty osobiste. Ale ostatni raz pojawiła się w „Klanie” w 2014 roku. Była osobą dumną. Nie lubiła mówić o słabościach. Wizerunek silnej, eleganckiej kobiety był jej tarczą. Chociaż w mediach pojawiały się też zdjęcia, na których aktorkę, zaniedbaną, z opuchniętą twarzą, trudno było rozpoznać. Podobno wychodziła na prostą, kiedy 20 lutego 2018 roku dostała udaru krwotocznego, czyli wylewu. Skarżyła się tego dnia na bóle głowy, ale przypisywała je zmianom pogody. Nikt się nie spodziewał, że tak szybko odejdzie. To był szok, nie tylko dla rodziny.

Czytaj też: Czy Agnieszka Kotulanka wpadła w alkoholizm przez Pawła Wawrzeckiego?
Z zewnątrz jej życie to był sukces, rozpoznawalność, pieniądze, rodzina. W środku: lęk, samotność, może poczucie niespełnienia. Sława nie chroni przed depresją. Popularność nie leczy traum. A pieniądze nie dają odporności na ból. Była aktorką wrażliwą, delikatną, może zbyt kruchą na brutalność życia. Dziś, sześć lat po jej śmierci, łatwo oceniać. Trudniej zrozumieć, jak bardzo musiała cierpieć, Historia Agnieszki Kotulanki to nie tylko opowieść o przedwczesnym odejściu znanej aktorki. To dramat kobiety, która w blasku reflektorów wyglądała na spełnioną, a w ciszy własnego domu toczyła nierówną walkę z wewnętrznymi demonami. Uzależnienie nie jest kaprysem ani moralną słabością. To choroba, która wymaga leczenia, empatii i czasu. Czasem – mimo starań – bywa silniejsza niż wsparcie najbliższych. To smutne, że na jej życiu takim cieniem położył się nałóg. Bo przecież najlepiej byłoby wspominać Agnieszkę Kotulankę z jej najlepszych chwil, z dobrych ról i pięknie zaśpiewanych piosenek.