Reklama

Ostatnie lata dla Ewy Bem są naznaczone nie tylko pięknymi momentami oraz sukcesami w życiu zawodowym, ale też bólem, stratą i walką o przetrwanie. Utrata córki, ciężka choroba i śmierć ukochanego męża. Każda z tych tragedii mogłaby złamać najtwardszego człowieka. A jednak artystka wciąż znajduje w sobie siłę. W szczerej rozmowie z Wysokimi Obcasami opowiedziała, jak przetrwała te najciemniejsze dni.

Ewa Bem o odejściu córki

Diagnoza nowotworu mózgu u córki wokalistki była początkiem dramatu. Glejak wielopostaciowy — nieuleczalny. „Przetrzepaliśmy cały świat. Ani jednego takiego przypadku nie było nigdy nigdzie, nikomu się nie udało. Tu sprawa była beznadziejna od samego początku. Glejak wielopostaciowy nie daje szans na wyzdrowienie”, wspomina wokalistka. Mimo wysiłków rodziny i prób leczenia, Pamela żyła jeszcze dwa lata. Artystka była przy niej do końca. „W ostatnim okresie nawet nie wiem, czy nas słyszała, widziała, ale była tutaj z nami. (…) Byłam z Pamelką do samego końca".

CZYTAJ TEŻ: “Wydawało mi się, że jestem odporny, silny”. Wspierał żonę w walce o zdrowie, nagle sam zachorował

Pamela Bem, Ewa Bem
Pamela Bem, Ewa Bem Niemiec/AKPA

Ewa Bem o walce z chorobą

Gdy wydawało się, że więcej już nie udźwignie, kilka lat później sama zachorowała. Diagnoza? Rak jajnika IV stopnia. Przeszła operację płuca, tygodniową śpiączkę, miesiące leczenia w szpitalach. Baliśmy się o moje życie", mówi Ewa Bem. Dziś jest w remisji, ale choroba wciąż cieńem kładzie się na jej codzienność. „Od dwóch lat jestem w remisji. Cały czas biorę doustną chemię, jestem pod opieką cudownej pani doktor Magdaleny Kowalskiej. Teraz jest spokój, ale wiem, że od tej choroby nigdy się nie uwolnię, prędzej czy później wróci [...] Boję się ze względu na Gabrysię. Przenigdy nie chciałabym dostarczyć jej kolejnego bólu, stać się ciężarem", mówi.

Ewa Bem, Ryszard Sybilski, maj 2006 rok
Ewa Bem, Ryszard Sybilski, maj 2006 rok Kurnikowski/AKPA

Ewa Bem o odejściu męża

Najbardziej niespodziewana okazała się choroba męża. Ryszard Sibilski, zwany Dżindżim, odszedł zaledwie sześć tygodni po diagnozie, w styczniu 2025 roku. „Zaczęła się walka, bardzo długo na oślep. Nie można było ustalić, co dokładnie się dzieje i co z tym robić, na jakim oddziale Dżindżiego położyć.", wyjaśniła. Do ostatnich chwil pracował, trzymał się obowiązków. Ewa Bem do dziś pamięta, jak głaskała go po głowie i szeptała: "odpocznij już sobie, mój Siwalku". To wspomnienie zostanie z nią na zawsze.

Po tak ogromnych traumach Ewa Bem nie wstydzi się mówić o swoim stanie psychicznym. „Zły stan psychiczny ma wpływ na wszystko, bardzo nas dekonstruuje. Ja osobiście jestem wielką entuzjastką psychoterapii. Daje mi właśnie to uwolnienie emocji. Dobry terapeuta nie daje wskazówek, tylko spłaszcza silne emocje. Uczy, jak walczyć ze strasznymi myślami, odsuwać je. Po dobrej terapii człowiek wychodzi jakby lżejszy. Bardzo, bardzo powoli mi to idzie", podkreśla.

Źródło: Wysokie Obcasy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nieznane szczegóły ostatnich dni Kory. Kamil Sipowicz nigdy o tym nie mówił: "Mam do siebie pretensje"

Ewa Bem, Ryszard Sibilski, 2004 rok
Ewa Bem, Ryszard Sibilski, 2004 rok Mikulski/AKPA

Authors

Reklama
Reklama
Reklama