Reklama

Nie żyje Stanisława Celińska. Wybitna aktorka filmowa i teatralna oraz ceniona wokalistka zmarła w wieku 79 lat. Przez dekady zachwycała publiczność niezwykłym talentem, charyzmą i autentycznością, a jej role na stałe zapisały się w historii polskiej kultury. Prywatnie była kobietą, która nie bała się mówić o własnych słabościach, walce z uzależnieniem i trudnej drodze do odzyskania siebie.

Stanisława Celińska o swoich dzieciach

Na deskach teatru zadebiutowała w latach 60. Z czasem zaczęła pojawiać się zarówno na małym, jak i dużym ekranie. Stanisława Celińska wystąpiła w tak kultowych produkcjach, jak „Pieniądze to nie wszystko”, „Panny z Wilka”, „Alternatywy 4” czy „Katyń”. W późniejszych latach mogła pochwalić się statusem legendy polskiej sceny aktorskiej. Jednak za kulisami rozgrywał się prawdziwy dramat… Artystka ma za sobą bardzo trudne przeżycia.

Gdy jej kariera nabierała tempa, wyszła za mąż za aktora, Andrzeja Mrowca. Para doczekała się dwójki dzieci: syna Mikołaja oraz córki Oli. Z trudem godziła macierzyństwo z karierą zawodową… Do nawarstwiającej się lawiny problemów rodziny doszła w pewnym momencie choroba alkoholowa. I choć Stanisławie Celińskiej udało się pokonać uzależnienie, jej małżeństwo nie przetrwało. Dziś gwiazda otwarcie mówi o tym, co ją spotkało.

Aktorka pojawiła się kilka lat temu w programie Taka jak Ty. Gdy rozmowa zeszła na temat macierzyństwa aktorka ujawniła, że po tym, jak została mamą, pojawiły się u niej największe problemy z nałogiem.

CZYTAJ TAKŻE: Stanisława Celińska nie żyje. Legendarna aktorka miała 79 lat. „Odeszła Nasza Stasia”

„W związku z tym nie byłam tak sprawna, bo byłam zajęta tym, żeby dojść do siebie. Może dzieci poczuły się zaniedbane… Chociaż tak też nie było, bo ja zawsze byłam z nimi. I zostałam z nimi, chociaż rozstałam się z mężem. Wzięłam na siebie cały bagaż rodzicielski i bardzo się cieszę. Dzięki temu wyszłam z tego wszystkiego. Zajęłam się dziećmi i cały czas jestem im bardzo potrzebna. Można upaść, ale trzeba się podnieść i żyć dalej”, mówiła Mateuszowi Szymkowiakowi.

Stanisława Celińska, Warszawa, 07.1971

Stanisława Celińska na zdjęciu z przełomu lat 60. i 70.Fot. Jerzy Płoński/RSW/Forum

Stanisława Celińska, Opole, 14.06.2019 r.

Tadeusz Wypych/REPORTER

Stanisława Celińska wyszła z nałogu. Przestrzegła innych ludzi

W dalszej części rozmowy gwiazda stwierdziła, że do uzależnienia najtrudniej jest się przyznać przed samym sobą. Dodała również, że ostatnie wydarzenia na świecie mogły sprzyjać rozwojowi alkoholizmu u sporej grupy ludzi, którzy w wysokoprocentowych trunkach mogli szukać ucieczki od miażdżącej rzeczywistości.

„To mówię ku przestrodze różnych ludzi. Zwłaszcza teraz, kiedy w czasie pandemii, alkohol może być uważany za jakąś pomoc. To oczywiście nie jest prawda (taki sposób myślenia). Żadna ucieczka nie jest dobra. Trzeba wziąć życie za łeb i walczyć o siebie, walczyć o swoich bliskich. Bardzo trudno jest stanąć przed lustrem i powiedzieć samemu sobie: »Jestem alkoholiczką«”.

W pokonaniu nałogu pomogła jej modlitwa. Walka z chorobą trwała kilka lat, lecz dopiero pod wpływem Bożej opatrzności całkowicie pozbyła się alkoholu ze swojego życia.

„Wyszłam z tego tylko i wyłącznie poprzez wiarę. Oczywiście potem musiałam się podleczyć, ponieważ organizm był w lekkiej ruinie. […] To był rzeczywiście cud. Cuda się zdarzają i trzeba wierzyć”, kontynuowała artystka, która z nałogu wyszła w wieku 41 lat.

Stanisława Celińska była także gościem programu „Daję słowo. Maciej Orłoś”. Cała rozmowa miała zostać wyemitowana 6 kwietnia, ale fragment wywiadu wcześniej trafił do sieci. Aktorka wróciła wspomnieniami do najtrudniejszego okresu swojego życia i opowiedziała o tym, jak łatwo nieświadomie wpaść w sidła uzależnienia.

„To są geny, to jest bardzo dużo rzeczy. [Alkoholizm] to przede wszystkim choroba emocji, w to się wchodzi bardzo niechcący czasami, lecząc swoje emocje, problemy”, wyznała w rozmowie z Maciejem Orłosiem.

Artystka podkreśliła również, że alkohol bardzo często staje się próbą zagłuszenia lęków i ucieczki od codziennych problemów. Jak sama przyznała, człowiek stopniowo zatraca wtedy samego siebie.

„To, że się czego boisz, chcesz być lepszy, chcesz się w jakiś sposób znieczulić i pomału wchodzisz w to. Zaczynasz coraz bardziej się zatracać i przestajesz być sobą. Potem jest już tylko śmierć i koniec”, mówiła szczerze aktorka.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: Rozwód, o którym milczała przez lata. Prawda o małżeństwie Stanisławy Celińskiej i Andrzeja Mrowca wyszła na jaw

Stanisława Celińska wyznała również, że w pewnym momencie poczuła, iż całkowicie straciła kontrolę nad swoim życiem. Wtedy zwróciła się o pomoc do Boga i — jak sama podkreślała — właśnie wiara pozwoliła jej wygrać walkę z nałogiem.

„Poczułam, że nad tym nie panuję. Zwróciłam się o pomoc do Góry, do Najwyższego. Miałam jakieś chody” — żartowała. „Oddałam to wszystko, wiedziałam, że to są tak głęboko zakorzenione rzeczy, z taką podświadomością, a też i ze złem — nazwijmy to diabłem po imieniu, to tylko może uporać się najwyższa instancja. To mi pomogło, dlatego o tym opowiadam. Trudno mówić o cudach, bo ludzie nie mogą uwierzyć, ale to się tak stało w moim przypadku”, wyznała.

Aktorka podkreślała również, jak ogromną rolę odegrali w jej życiu ludzie, którzy okazali jej wsparcie w najtrudniejszych momentach. Co ciekawe, często były to osoby zupełnie obce.

„Podali mi rękę. Bardzo często byli to zupełnie obcy ludzie. To jest ważne. Ktoś, kto na przykład zadzwonił do mnie, jak miałam bardzo niemiłe, złe myśli. Spytał po prostu: jak się czuję? Ktoś obcy, kto mnie lubi. Czasami rodzina nie jest w stanie pomóc. Ktoś bliski nie jest w stanie pomóc, bo jest zbyt związany emocjonalnie, natomiast ktoś obcy może zupełnie inaczej podejść do tego i patrzy na to zjawisko, jako na człowieka chorego, a nie, że »pijesz i robisz mi krzywdę«”, opowiadała w rozmowie z Maciejem Orłosiem.

Stanisława Celińska podkreślała również, że na szczęście nawet choroba alkoholowa nie zdołała zepsuć jej relacji z dziećmi. Aktorka zainteresowała się programem 12 kroków i bardzo szybko przeszła do działania. Mikołaj i Ola nie tylko wybaczyli swojej mamie, ale również bardzo docenili fakt, że w tak brawurowy sposób podjęła ona walkę z chorobą.

„To jest cudowne (uczucie). Czasami podczas koncertów mówię ludziom, że wybaczenie jest nam bardzo potrzebne. To nas oczyszcza i daje nam siłę”, podkreślała artystka.

Stanisława Celińska z dziećmi, Warszawa, 01.2000

Marek Szymanski / Forum
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...