„Żyliśmy nadzieją”. Jakub Kot wspomina chwile przed tragiczną wiadomością o 33-letnim skoczku
Śmierć Grzegorza Miętusa poruszyła całe środowisko skoków narciarskich. Wśród osób, które nie kryją emocji, jest Jakub Kot. Były reprezentant Polski wrócił wspomnieniami do lat spędzonych z kolegą w reprezentacji i na łamach Faktu opowiedział o wielkim talencie Miętusa, jego niezwykłym charakterze oraz chwilach, które na zawsze pozostaną w jego pamięci.

Środowisko skoków narciarskich wciąż nie może pogodzić się z odejściem Grzegorza Miętusa. Jakub Kot był jednym z tych, którzy do ostatnich chwil przed przekazaniem tragicznej wiadomości żyli nadzieją na szczęśliwy finał prowadzonych w Zakopanem poszukiwań. Dziś były reprezentant Polski w rozmowie z Faktem wraca pamięcią do wspólnych lat spędzonych na skoczni. Wspomina nie tylko sportowe sukcesy i talent kolegi, ale przede wszystkim człowieka, którego – jak podkreśla – trudno będzie zapomnieć.
Śmierć Grzegorza Miętusa. Kulisy tragedii
Grzegorz Miętus zmarł w wieku 33 lat. Zanim pojawiła się tragiczna wiadomość, w Zakopanem trwały poszukiwania byłego skoczka. Jakub Kot wspomina, że właśnie wtedy prowadził trening na skoczni i – podobnie jak inni obecni – z niepokojem czekał na kolejne informacje. Finał akcji okazał się tragiczny. Nieoficjalnie przekazano również, że do śmierci byłego reprezentanta Polski nie przyczyniły się osoby trzecie.
W kolejnych godzinach w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się liczne komentarze i domysły dotyczące okoliczności śmierci byłego skoczka. W odpowiedzi na nie głos zabrała żona Grzegorza Miętusa, Magdalena Prochot-Miętus, apelując o uszanowanie prywatności rodziny i niepowielanie niepotwierdzonych informacji.
„Największym wyrazem szacunku, jaki możemy dziś okazać, jest milczenie, empatia i powstrzymanie się od powielania niesprawdzonych informacji. Pamiętajmy, że za każdą tragedią stoi rodzina, bliscy i przyjaciele, którzy przeżywają niewyobrażalny ból” – napisała.
Jej słowa spotkały się z licznymi wyrazami wsparcia ze strony kibiców oraz przedstawicieli środowiska skoków narciarskich. W takich okolicznościach szczególnego znaczenia nabierają również wspomnienia osób, które znały Grzegorza Miętusa od początku jego sportowej drogi. Jednym z nich podzielił się Jakub Kot.
Czytaj też: Nie żyje Grzegorz Miętus. Żona byłego skoczka wystosowała poruszający apel
Trudne godziny w Zakopanem
Sobotni trening w Zakopanem wyglądał zupełnie inaczej niż zwykle. W pobliżu trwały poszukiwania Grzegorza Miętusa, a myśli wielu osób były daleko od sportowej rywalizacji.
Jakub Kot przyznał, że od początku wszyscy zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Jak wspominał, zawodnicy chcieli pomóc, jednak działania prowadziły już odpowiednie służby i pozostawało jedynie czekać na rozwój wydarzeń.
„Kiedy przyjechałem na trening na skoczni w Zakopanem, trwały już poszukiwania Grześka. Fizycznie byłem obecny na treningu, ale myślami zupełnie gdzie indziej. Trenowaliśmy z zawodnikami, a jednocześnie gdzieś obok trwała walka o odnalezienie naszego kolegi” – powiedział w rozmowie z Faktem.
Najbardziej poruszył go jednak rodzinny wymiar tej tragedii.
„Wiem, że Grzesiek miał żonę i dwóch małych synów. Sam mam trójkę dzieci, więc taka rodzinna tragedia porusza człowieka jeszcze bardziej” – dodał.
Od małej skoczni do reprezentacji Polski
Ich znajomość zaczęła się wiele lat temu w Zakopanem. To właśnie tam, pod okiem Kazimierza Długopolskiego, spotkali się jako młodzi chłopcy marzący o sukcesach na największych skoczniach świata.
Jakub Kot z uśmiechem wspominał, że na treningach spotykały się całe sportowe rodziny – Kotowie, Miętusowie i Kowalowie. Początki były dalekie od profesjonalnych warunków. Stare kombinezony, wysłużony sprzęt i niewielka szatnia przy skoczni K-30 nikomu jednak nie przeszkadzały. Liczyła się przede wszystkim pasja i wspólne marzenia.
W pamięci byłego reprezentanta Polski szczególne miejsce zajmują także pierwsze wyjazdy do Szczyrku na skocznię Skalite oraz atmosfera, która towarzyszyła młodym zawodnikom rozpoczynającym sportową drogę.
„Miał możliwości, by regularnie plasować się w czołowej dziesiątce Pucharu Świata”
Choć kariera Grzegorza Miętusa nie potoczyła się tak, jak wielu przewidywało, Jakub Kot nie ma wątpliwości, że należał do najbardziej utalentowanych skoczków swojego pokolenia.
„To był zawodnik z ogromnym talentem. Szczerze uważam, że miał możliwości, by regularnie plasować się w czołowej dziesiątce Pucharu Świata” – ocenił.
Jednym z najważniejszych momentów ich wspólnej historii pozostaje brązowy medal mistrzostw świata juniorów, zdobyty razem z Maciejem Kotem i Andrzejem Zapotocznym. Jak przyznał były skoczek, zdjęcie z tamtego podium do dziś należy do jego najcenniejszych pamiątek.

„To był człowiek od dobrej atmosfery”
We wspomnieniach Jakuba Kota Grzegorz Miętus pozostaje przede wszystkim człowiekiem, który potrafił wywołać uśmiech i rozładować napięcie nawet w najtrudniejszych chwilach.
„To był człowiek od dobrej atmosfery. Zawsze uśmiechnięty, zawsze gotowy do żartu. Miał ogromny dystans do siebie i wielkie poczucie humoru” – wspominał.
Poza skokami narciarskimi Miętus chętnie grał w siatkówkę i interesował się sportami motorowymi. Po zakończeniu kariery rozpoczął pracę jako trener. Jakub Kot podkreśla, że świetnie odnalazł się w tej roli, potrafił przekazywać wiedzę i budować bardzo dobre relacje z młodymi zawodnikami.
To właśnie taki obraz byłego reprezentanta Polski pozostanie z nim na zawsze – uśmiechniętego, życzliwego i pełnego energii człowieka, który dla wielu kolegów z kadry był nie tylko utalentowanym skoczkiem, ale także kimś, kto potrafił stworzyć dobrą atmosferę zarówno na treningach, jak i poza skocznią.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
