Martyna Wojciechowska, VIVA! kwiecień 2017
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
O TYM SIĘ MÓWI

Martyna Wojciechowska pokazała przybrane dzieci: „Z nimi stworzyłam prawdziwą rodzinę z wyboru”

Ta historia poruszy Wasze serca!

Gabriela Czernecka 12 sierpnia 2019 19:54
Martyna Wojciechowska, VIVA! kwiecień 2017
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ten dzień na zawsze odmienił jej życie. Martyna Wojciechowska w 2004 roku podczas kręcenia programu Misja Martyna na Islandii uległa poważnemu wypadkowi. Wówczas złamała kręgosłup, a jej kamerzysta Rafał Łukaszewicz w wyniku poniesionych obrażeń zmarł. „Zginął na miejscu. Na moich rękach nawet, a ja złamałam kręgosłup. W tym momencie postanowiłam zmienić całe swoje życie”, powiedziała przed laty podróżniczka.  Do sprawności powróciła szybko, bo półtora roku później wspięła się na Mount Everest, ale te wydarzenia na zawsze pozostały w jej pamięci. Na profilu na Instagramie Wojeciechowskiej pojawiło się właśnie poruszające zdjęcie!

Wypadek Martyny Wojciechowskiej na Islandii

Do tych wydarzeń Martyna Wojciechowska nie lubi wracać. Wszystko zawarła w książce, która jak pisze:  „Jest o tej drodze z samego dna na szczyt najwyższej góry świata. Uwierzyłam, że niemożliwe nie istnieje, że muszę przeżyć dwa życia, swoje i Rafała” , wyznała przed laty.

„Pamiętam dokładnie ten dzień. Chłopcy operatorzy powiedzieli mi wtedy: "Cały dzień prowadziłaś. Usiądź z tyłu". Usiadłam więc za kierowcą, a Rafał przesiadł się do mnie do tyłu. Zwinęłam się w kłębek, położyłam głowę na jego kolanach i obudziłam się w zupełnie innej rzeczywistości. Byłam poturbowana, a Rafał umierał na moich oczach”, mówiła Martyna w wywiadzie dla VIVY!. „Byłam wtedy u szczytu popularności, wydawało mi się, że płynę na wysokiej fali, a tu lekarz powiedział mi, że nigdy już nie wrócę do pełnej sprawności, że nie będę się już wspinać i robić tych wszystkich rzeczy, które kocham, że muszę nauczyć się żyć inaczej”, mówiła w wywiadzie dla Party w 2015 roku.

To wówczas nie było największym zmartwieniem podróżniczki: „W tamtym wypadku zginął mój przyjaciel, operator Rafał Łukaszewicz. Siedzieliśmy na tylnym siedzeniu samochodu, spałam na jego kolanach. Potem nie umiałam sobie poradzić z odpowiedzią, dlaczego zginął Rafał, a nie ja. I żyć ze świadomością, że osierocił troje dzieci. Zawsze będę odpowiedzialna za Ulę, Julkę i Kubę”, wyznała podróżniczka.

Po wypadku Martynie Wojciechowskiej nie łatwo było poradzić sobie z rzeczywistością. Straciła bliską osobę. Ogarnęły ją czarne myśli, nie miała jednak odwagi odebrać sobie życia. Ze stratą przyjaciela poradziła sobie, spisując swoje przemyślenia w książce Przesunąć Horyzont: „Myślałam, że chciałabym się po prostu pewnego dnia nie obudzić. Wydawało mi się, że nie potrafię udźwignąć odpowiedzialności za ten wypadek, chociaż nie byłam za wypadek odpowiedzialna, bo nie prowadziłam samochodu. A co mi pomogło? Przesunięcie horyzontu”, zwierzyła się.

 „Kiedy jesteś w gorsecie ortopedycznym, który sięga od spojenia łonowego aż po szyję i nie możesz sama pójść do łazienki, to musisz wymyślić coś totalnie abstrakcyjnego. Ja postanowiłam, że zdobędę Mount Everest i zrobiłam to. Chociaż wszyscy mówili, że to absolutnie niemożliwe. Celowo przesunęłam ten horyzont tak daleko, żeby cały mój proces wychodzenia z dna stał się częścią większego planu. Na rehabilitacji spędzałam sześć godzin dziennie. Najpierw jeździłam na wózku, potem chodziłam o kulach, po roku zaczęłam biegać. A dokładnie półtora roku później stanęłam na najwyższej górze świata. Teraz wiem, że niemożliwe nie istnieje”, dodała podróżniczka.

W dziesiątą rocznicę tragicznych wydarzeń gwiazda napisała na swoim Facebooku, że dostała od losu kolejną szansę na życie: „Od tego dnia Alicja (żona Rafała) i trójka Jego dzieci, czyli bliźniaki Julia i Kuba oraz Ula są dla mnie jak Rodzina. Dziękuję Wam, że dziś byliśmy razem i za to, że jesteście tak wyjątkowi”, napisała wówczas. Dziś postanowiła podzielić się kolejną fotografią z "przybranymi dziećmi".

„Mówi się, że rodziny się nie wybiera... A ja z tymi dwoma cudami ze zdjęcia stworzyłam prawdziwą RODZINĘ Z WYBORU❤ OTO JULKA i KUBA😍😍
Dzieci mojego Przyjaciela i operatora, Rafała Łukaszewicza, który zginął tragicznie w 2004 r. w wypadku na Islandii, podczas realizacji programu „Misja Martyna”. Byłam tuż obok i długo nie mogłam zrozumieć dlaczego Rafał umarł, a ja ocalałam...
Bliźniaki miały wtedy zaledwie 3 lata. Wtedy postanowiłam, że przeżyję dwa życia. I że już na zawsze zostanę przy Nich. A teraz OBOJE SKOŃCZYLI 18 LAT!!!
Jestem najdumniejsza na świecie! Wyrośli na wspaniałych, mądrych, empatycznych i pełnych marzeń ludzi. Zupełnie jak Ich wyjątkowy Tata i dzielna Mama Alicja, która wspaniale wychowała trójkę dzieci🙏🏻
JULKA, KUBA, ŻYCZĘ WAM SAMYCH ŻYCZLIWYCH OSÓB W TEJ PODRÓŻY PRZEZ DOROSŁOŚĆ. KOCHAM WAS!”, podpisała fotografie z Julią i Kubą, dziećmi Rafała Łukaszewicza.  

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Martyna Wojciechowska (@martyna.world)

Martyna Wojciechowska, VIVA! kwiecień 2017
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF Photo
 

Wideo

Urszula Dudziak ma 78 lat i mnóstwo pięknych planów: „Rozkwitłam na nowo po menopauzie”

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Co powie tata? JAROSŁAW I OLIWIA BIENIUK we wzruszającej rozmowie o wchodzeniu córki w dorosłość, układaniu życia na nowo, sile wspomnień i ojcowskiej miłości. ALEKSANDRA KURZAK: „lubię być diwą”. O błyskotliwej karierze, zaręczynach po 10 dniach znajomości i intymności. DOROTA I CZESŁAW MOZILOWIE razem pracują, podróżują, oglądają seriale, tańczą... Co jest receptą ich udanego związku? WOJCIECH MECWALDOWSKI to artysta, aktor i... introwertyk. Co oznacza dla niego „życie pełną gębą”? Ikar polskiego dziennikarstwa... Jaki był prywatnie? Wzloty i upadki KAMILA DURCZOKA.